Sztuka plastyczna
Dlaczego Duchamp nie czesał się z przedziałkiem?
Anna Markowska
Marcel Duchamp (1887-1968) "naprawdę zranił wiele osób" - zauważył kiedyś Pontus Hulten. Niespodziewanie - a może właśnie dlatego - Duchamp stał się najbardziej wpływowym artystą XX wieku. Jego procedury (często wymagające ascezy) wyrażalne są w czasownikach: miniaturyzować, umykać, podróżować, stawać-się-niedostrzegalnym. Jego atrybuty - wyrażalne w rzeczownikach - to m.in.: walizka, szachownica, pocięty czepek kąpielowy, dym z cygara. Funkcje jego dzieł to z kolei m.in. analiza statusu quo, multiplikacja oraz wchodzenie w relacje (także jako pośrednik w sprzedaży cudzych dzieł), bo właśnie tworzenie oddolnych sieci, alternatywy sztywnych hierarchii instytucjonalnych było jego domeną jako "szarej eminencji". Jeśli ktoś dzisiaj narzeka na klikowość sztuki współczesnej, może tym obarczać Duchampa; podobnie zresztą jak ten narzekający, iż artysta odebrał jej elitaryzm... Duchamp ukazał wielkie projekty nowoczesności jako domenę smutnych ludzi, skłonnych do poświęceń w imię odroczonej przyjemności w odległej przyszłości. Działając w czasach europejskich totalitaryzmów i dwóch wojen światowych, tworzących dychotomiczny świat apodyktycznych prawd my kontra oni, nałożył na dwukolorową mapę obszary o zamazanych konturach, wypełnione niepewnością i dowcipem. Anna Markowska - historyczka sztuki związana aktualnie z Uniwersytetem Wrocławskim. Autorka książek o sztuce polskiej (Definiowanie sztuki - objaśnianie świata, 2003), amerykańskiej (Komedia sublimacji, 2009), sztuce Krakowa (Język Neuera. O twórczości Jonasza Sterna, 1998; Sztuka w Krzysztoforach, 2000), Wrocławia (Sztuka podręczna Wrocławia, 2018) i tamtejszych neoawangardowych galeriach lat 70. (Permafo, 2012; Galeria Sztuki Najnowszej, 2014), katalogów wystaw współczesnych artystów, m.in. D. Nieznalskiej (Przeszłość, która nie chce przeminąć, 2015) oraz redagowanych książek, problematyzujących sztukę globalną (Trickster Strategies in the Artists' and Curatorial Practice, 2012; Politics of Erasure, 2014, Sustainable Art, 2015).
Magdalena Mielnik
Wiek XIX, zwany "najdłuższym stuleciem", był wyjątkowym okresem w historii. To wtedy zrodziły się żywe do dziś wielkie idee społeczne, doktryny ekonomiczne i polityczne. Wykorzystanie maszyny parowej zrewolucjonizowało przemysł i transport, inicjując proces globalizacji. To wówczas zaczęto na wielką skalę wykorzystywać energię elektryczną, wynaleziono telekomunikację, fotografię i kinematograf. Równocześnie w stopniu nieznanym wcześniejszym epokom zwrócono się ku przeszłości, badając ją i naśladując. Złożoność owych procesów znalazła wyraz w bogactwie dziewiętnastowiecznego malarstwa, z jego niezmierzoną tematyczną i stylistyczną różnorodnością. Gdańsk w dobie tych głębokich przemian pozostawał nieco na uboczu głównych nurtów. Również w sztuce. Tutejsza twórczość nie była ani szczególnie bogata, ani szczególnie oryginalna. Jednakże dla naszej lokalnej historii jest ona niezmiernie ważna, dokumentuje bowiem losy miasta, które w tak zwanym długim XIX stuleciu zawieszone było między swą wielką przeszłością i znacznie mniej imponującą teraźniejszością. Kolekcja malarstwa prezentowana w niniejszej publikacji to zbiór niezwykle istotny w historii gdańskiego muzeum. Był tworzony od początku istnienia Muzeum Miejskiego i jest do dziś systematycznie i starannie powiększany o nowe nabytki. Muzeum Narodowe w Gdańsku jest kontynuatorem działalności Muzeum Miejskiego w Gdańsku, a w 2023 roku mija sto pięćdziesiąt lat od otwarcia pierwszej wystawy zorganizowanej przez tę instytucję.
Drzwi do plakatu. Mieczysław Górowski rozmawia z Agatą Hołobut
Mieczysław Górowski, Agata Hołobut
"Pomysł powstania tej książki zrodził się podczas Piątego Międzynarodowego Sympozjum "Ikoniczność w języku i literaturze", które odbyło się w dniach 17-19 marca 2005 roku w Krakowie. Było to wydarzenie szczególne, ponieważ po raz pierwszy do grona językoznawców i literaturoznawców z całego świata dołączyli również wybitni przedstawiciele świata sztuki (...). Spotkaniem, które wszystkim głęboko zapadło w pamięć, był wykład Mieczysława Górowskiego, znakomitego plakacisty, profesora Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, gdzie na Wydziale Form Przemysłowych kieruje Pracownią Projektowania Alternatywnego. Wobec wielkiego zainteresowania, jakie podczas Sympozjum wzbudziły jego refleksje nad rolą interpretacji w twórczości plakatowej, Mieczysław Górowski zgodził się raz jeszcze opowiedzieć o swoim warsztacie, ilustrując rozważania wybranymi przez siebie pracami. Niniejsza publikacja ma zatem charakter rozmowy, która pozwoli nam nie tylko "zajrzeć" do pracowni wybitnego plakacisty, lecz także "wsłuchać się" w jego niezwykłą osobowość." Agata Hołobut
"Duże dzieło sztuki". Sztuka Instalacji - autentyzm, zachowanie, konserwacja
Monika Jadzińska
Sztuka współczesna jest świadectwem kreatywności, różnorodności i dynamiki naszych czasów. Chociażby dlatego powinniśmy ją zachować. Ale jak? Dzieło przestało być jedynie fizycznym „obiektem”, stało się hybrydą znaczeń, relacji i procesów, przekraczając utarte reguły. Przewartościowaniu uległy też kwestie autorstwa, reprodukcyjności i trwałości. Teoria i praktyka konserwatorska, wypracowywane na potrzeby sztuki dawnej, są niewystarczające. Najbardziej radykalną sztuką, której to dotyczy, jest sztuka instalacji – owo tytułowe „duże dzieło sztuki” (pierwsza słownikowa definicja, Oxford 1969). Czy dzieło, w którym wymienia się niektóre bądź wszystkie „oryginalne” elementy, jest jeszcze tym samym dziełem? Kto i jak ma prawo to robić? Jak traktować replikę, rekonstrukcję, czy emulację? Co zrobić, by tak kompleksowe realizacje pozostały autentyczne i co to oznacza? W książce określono, jak autentyzm warunkował wartość dzieł sztuki i formę ich zachowania dawniej i dziś. Opisano, czym jest sztuka instalacji, jej genezę, historię i charakter. To próba odpowiedzi na pytania, dlaczego i w jaki sposób zachować sztukę współczesną, z nakreśleniem podstaw teoretycznych, nowatorskich metod badawczych oraz podaniem konkretnych strategii opieki i konserwacji. Monika Jadzińska – konserwator–restaurator malarstwa i obiektów sztuki współczesnej, adiunkt na Wydziale Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki warszawskiej ASP, absolwentka UMK w Toruniu. W roku 2010 obroniła doktorat w Instytucie Sztuki PAN poświęcony zachowaniu sztuki współczesnej. Publikowała artykuły m.in. w: Art, Conservation and Authenticity (London 2009), Inside Installations. Theory and Practice in the Care of Complex Artwork (Amsterdam 2011), Cultural Heritage/Cultural Identity: The Role of Conservation. ICOM-CC 16th Triennial Conference (Lisbon 2011), The Knowledge Tree (London 2012) oraz w takich periodykach, jak np.: “Sztuka i Dokumentacja”, “Ochrona Zabytków”. Jest czynnym uczestnikiem międzynarodowych i krajowych sympozjów oraz projektów badawczych związanych z zachowaniem i konserwacją dzieł sztuki.
Dyplomacja i arrasy. Wokół powrotu zbiorów wawelskich do Polski 1945-1961
Bogdan Grzeloński
Książka jest pierwszą w literaturze polskiej i kanadyjskiej rekonstrukcją, owianej legendą historią migracji zbiorów wawelskich, znanych pod nazwą „skarbów”, z Londynu do Kanady w lipcu 1940 r. i 15 letniego wyczekiwania na powrót do kraju (1946-1961). Autor przedstawia przyczyny i szczególne okoliczności, które spowodowały, że po zakończeniu II wojny aż do 1961 r. zbiory nie zostały sprowadzone z Kanady do Polski. Pracując nad tą monografią wykorzystał całą literaturę przedmiotu, liczne źródła drukowane i znajdujące się w archiwach: w Ottawie , Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie i Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie. Losy tych zbiorów poza krajem pokazał z trzech perspektyw: rządu i dyplomacji Polski Ludowej, kanadyjskich władz federalnych i prowincjonalnych oraz rządu na uchodźstwie w Londynie i środowisk emigracyjnych. O pracy profesor Włodzimierz Borodziej napisał, że : „Wyłania się z tego gęsty, znakomicie odzwierciedlający marginalny z punktu widzenia historii powszechnej, całkiem ważny dla dziejów PRL – obraz strukturalnych konfliktów, możliwości oddziaływania jednostek i roli instytucji pozarządowych, negocjacji dyplomatycznych w punkcie szczytowym Zimnej Wojny”. Narracja autora udanie prowadzi czytelnika przez fascynujące losy skarbów dlatego pracę czyta się znakomicie. W styczniu 2016 r. upłynęło 55 lat od powrotu arrasów na Wawel. Bogdan Grzeloński, historyk. Zajmuje się dyplomacją Stanów Zjednoczonych Ameryki i Polski. Ambasador RP w Kanadzie 1997-2000. Profesor na Wydziale Prawa SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego w Warszawie. Wydał: „Dyplomacja Stanów Zjednoczonych Ameryki wobec zagrożenia Czechosłowacji i Polski (12 marca 1938-1 września 1939)” (1995), „Dyplomaci USA 1919-1939” (2004), „Niedobrani sojusznicy. Ambasadorzy Roosevelta w ZSRR ” (2013 ).
Dziecko w świecie innowacyjnej edukacji, współdziałania i wartości. T. 2
red. Urszula Szuścik, Beata Oelszlaeger-Kosturek
Przedstawiona w dwóch tomach monografia pt. Dziecko w świecie innowacyjnej edukacji, współdziałania i wartości stanowi oryginalne opracowanie w zakresie szeroko rozumianej twórczości dziecka i twórczej pracy nauczyciela. Publikacja skupiła Autorów, którzy współpracowali z Doktor Bronisławą Dymarą i inspirowali się jej twórczością pedagogiczną. Teksty prezentują odkrywcze i twórcze podejścia w pracy z dzieckiem. W opracowaniach jest położony nacisk na niekonwencjonalność w pracy pedagogicznej w odniesieniu do teorii i praktyki. Publikacja jest adresowana do szerokiej rzeszy nauczycieli, badaczy, którym drogie jest dobro dziecka i jego twórczość. Stanowi ona kompendium wiedzy teoretycznej i praktycznej z zakresu działań innowacyjnych w pracy z dzieckiem. Zwrócono w niej uwagę na oryginalność metod w kształtowaniu postaw dziecka do twórczości i szeroko rozumianych wartości. Monografia może stanowić źródło inspiracji do ciekawych propozycji dydaktycznych z dzieckiem dla studentów, nauczycieli czy rodziców.
Efekt lalki. Lalka jako obraz i rzecz
Radosław Filip Muniak
"Lalki nie cieszą się wielką popularnością w kręgach teoretyków kultury czy estetyków; zamknięte w stereotypach atrapy teatralnej lub zabawki, są w najlepszym wypadku bagatelizowane, a w najgorszym – lekceważone. Nawet w obszarze historii lalkarstwa trudno znaleźć pracę, która wykraczałaby poza traktowanie lalki jako substytutu aktora, suplementu do historii teatru czy narzędzia edukacyjnego. Zamiarem moim jest wyjść poza te schematy, prześledzić sposoby objawiania się lalki w formie obiektu antropomorficznego, jako pewnego fenomenu kulturowego czy „matrycy wyobraźni”, gdzie punktem odniesienia (i wyjścia) nie są cechy gatunkowe, morfologia czy taksonometria, lecz idea „lalki jako modelu”. Pojęcie lalki stosuję raczej jako konstrukt myślowy czy wzór do rozważań nad rodzajem przedmiotów, które cechuje antropomorfizm i możliwość animacji. Poprzez stan zawieszenia między żywym i martwym, ruchem i bezruchem, przedmioty te wywołują niepokojące wrażenie obecności nieobecności, zjawisko, które nazywam „efektem lalki”. - z Wprowadzenia autora
Anna Szpakowska-Kujawska
Ekundayo w języku Joruba to imię, a znaczy "Po smutku przychodzi radość". Tak Anna Szpakowska- Kujawska nazwała także jeden z pierwszych kalabaszy. Słowo „Ekundayo” pojawia się nie tylko w książce. Zostało również użyte jako tytuł obrazu olejnego z 1979 r., przedstawiającego uśmiechniętego, radośnie rozbrykanego stworka na jaskrawoszmaragdowym tle. Ekundayo jest udziałem każdego człowieka. Twórczości autorki niezmiennie towarzyszy droga do wewnątrz – penetracja własnych doznań. Jak sama mówi, siedem lat zajęło jej dojrzewanie do pisania o Afryce. Dało wspaniałą wewnętrzną przestrzeń, pełną myśli, kolorów, wspomnień, wzmacniających twórcze siły i nadających życiu blask. W artystycznym świecie Anny Szpakowskiej-Kujawskiej nie ma chaosu. Jest za to wspaniała różnorodność form, kolorów, technik i olśniewających asocjacji, które nadają jej twórczości poetycką aurę. Kiedyś w Polsce nadawano serial telewizyjny o słonicy, która wciąż wpadała w tarapaty, bo za dużo chciała. Garnęła się też do rzeczy i spraw nieodpowiednich dla siebie. Była właśnie słoniem w składzie porcelany, wchodząc ze swą ciekawską trąbą tam, gdzie nie trzeba; śmieszna, galopująca wszędzie, gdzie coś się działo, z niczego nie chciała zrezygnować, łapczywa na wszystko, co było życiem. Przy tym była tak bardzo płcią piękną, a więc i tonęła we łzach, gdy było jej smutno, kochała koraliki i wszelkie ozdóbki. Chichotałam, oglądając; tak, to jasne, taka była i ta, i tamta... Mój Boże, taka byłam i ja... Gorzej, ja lubiłam siebie w tej słonicy. Bywałam nią, gdy mi pozwalano na to, gdy byłam (byłam?) sobą. Sobą prawdziwą. A gdy nie mogłam być szczera? Pewnie bywałam okropna; nudna i znudzona. Sobą i innymi. To przez chłód ludzkich oczu, którym byłam obca. Stranger? Ja. Mną. Nic beze mnie. Chcę, chciałabym, tak mocno chcę. Po prostu chcę. Tak było zawsze. Nie mieli racji ci, którzy myśleli o mnie źle tylko dlatego, że chciałam. Z tym chceniem zapala się światełko we mnie, a gdy gaśnie, gasnę ja. Gdy zgaśnie całkiem, to przecież i mnie nie będzie... Moje światełko jest też w tym, co robię. W moich pracach to wszystko tam jest: i te pragnienia, i gaśnięcia, i rozbłyski. Huśtawki od scalania do rozpadu. I dalejże! Z kawałków znów w całość! Scalam się! Uwaga! Chcecie mnie całą? Taką ze wszystkim? Jak każdy człowiek? Proszę bardzo! Ja wiem, czego chcę. Oczka? Już są. Trochę ich dużo? Potrzebne. Ja muszę dużo widzieć, dużo więcej niż wy. Rączki? Rączki są. Jest ich dużo. Te do machania, te do pracy, tamte do tłumaczeń... Uszy. Kiepsko z moim słuchem, więc może ilość pomoże. To mój kontakt ze światem w tej pustelnej czasem ciszy, choć przyznam się, że nie najlepszy. Ale gorliwy. Łowię dźwięki, staram się zrozumieć. Zabrakło ciała? Otóż to; co z ciałem? Scalam się, scalam, turlam się w swoich częściach jak kula w śniegu. Trochę to wszystko nie na miejscu? Nóżki też są. Wiele ich, tyle chcę przecież chodzić, tu iść, tam lecieć, gdzieś dążyć, kierować się, oddalać, płynąć, sunąć; wszystkiemu muszą sprostać. Kto wie najlepiej, co ma u mnie być na jakim miejscu? Jestem Narcyzem. Wypatruję więc siebie w każdej kałuży. Poszukuję siebie wszędzie. Coraz gwałtowniej. W kałużach zaczyna mnie nie być... Jest mnie coraz mniej. Ta glątewka, co spogląda na mnie z wodnego lusterka, ma coraz bardziej zamazane oblicze. Za nią tłumy; też chcą się wpatrzyć w siebie. Każdy. Każda. Pchają się. Rozpychają. Przywalają ją sobą. Znika. Ale istnieje! Ejże! Nie zasłaniać mnie! Tak. Zaczynało mnie być coraz mniej. Słonica, ta ciekawska, ta wścibska, ta nosy, ta, która chciała wszystkiego dotknąć, zobaczyć, przestawała istnieć. Cywilizowałam się. Niestety. Już nie było sensacji, przestałam być fun, nie drażniłam wymachem swojej trąby. Przysiadłam i słuchałam. Stawałam się taka, jaką chcieli mnie mieć inni. Stwarzali mnie sobie. Kształtowali. Stałam się elastycznością: wszystko mogłam, wszystko rozumiałam. 259 W rysunkach wracałam do siebie. Gorączkowo szukałam też w nich własnego kształtu. Tu mogłam być szczera. Z chwilą założenia jej wędzidła, z chwilą prowadzenia tej słonicy we mnie na pasku – gaśnie ogień, święty ogień pragnienia wszystkiego. Staję się słonicą z zoo. Właśnie. Very civilised woman...?