Literatura
Wiesław Glaner
Prorokuję. Wyrokuję. Rokuję. Przepowiadam, przeczuwając w domysłach wynikających. Wpierw pomyślałem, że spróbuję zostać wizjonerem. Będę czytał Pismo Święte dzień i noc, aż duch święty natchnie mnie i ujrzę prawdę. A prawda ta będzie oczywiście straszna, parabolicznie apokaliptyczna i prowokująca. Wyznam wtedy, w bojaźni Bożej, co widziałem i stanę się prorokiem – krytykiem niewygodnym. Zacznę zadawać trudne pytania, prowokując siły kamienne do pojedynku na słowa i czyny. I nie będzie już odwrotu od konfrontacji. Ale wcale nie trzeba być wizjonerem, by widzieć, że Kościół w konfrontacji z rzeczywistością tonie w mroku ignorancji. Duch Czasu woła, a Kościół nie słyszy i pustoszeje – wierni umykają jak z tonącego statku niewiary. Umyka też Kościół w swój zaułek mroczny i ślepy (przez wieki Kościół najlepiej czuł się w objęciach śmierci). Ucieka przed życiem „nowoczesnym”, rozpędzonym na drodze do (ułomnej) doskonałości. Duch czasu woła, a religia tonie w mitologii. BOSKA FUNKCJA Nadanie Bogu atrybutu Funkcji jest moim największym odkryciem filozoficznym. Dzięki temu, wielki problem wizerunku i imienia Boga przestaje mieć znaczenie. Bóg to nie wizerunek. Bóg to funkcja.
Katarzyna Mak
Mafijna miłość na gorącej Sycylii Izabella Mrówczyńska jest początkującą, ale już odnoszącą sukcesy bizneswoman z branży ślubnej i ― na pierwszy rzut oka ― szczęśliwą żoną Rafała. Firmę prowadzi z przyjaciółką swojego męża, Darią. Iza nie ma pewności, jakie relacje łączyły dawniej Rafała i jej wspólniczkę, jednak teraz nie ma to większego znaczenia. W ramach służbowych obowiązków Izabella wybiera się właśnie do Palermo. Jakie niespodzianki czekają na nią na słonecznej wyspie? Diavola, Sycylijczyka z urodzenia i serca, czeka ślub z córką szefa wpływowej miejscowej rodziny, Sereną. Ten mariaż ma wzmocnić oba mafijne rody, zatem będzie to małżeństwo z rozsądku. I choć Serena jest chętna, to Diavolo, a właściwie Vittorio Bellamonte, niekoniecznie. Zamierza jednak dotrzymać danego słowa. Aby ślub miał jeszcze wspanialszą oprawę, mężczyzna decyduje się zamówić usługi wedding plannerki aż z Polski. I tak Diavolo poznaje Izabellę...
Jan Kochańczyk
„Raj jest tutaj, na naszej ziemi! Z nami jest wielki prorok szanowny przewodniczący Mao” - pisali chińscy dziennikarze. On sam, przewodniczący Mao, wierzył, że jest Nadczłowiekiem. Jak filozof Lao-cy, ojciec taoizmu, który dzięki swym receptom na życie zgodne z rytmami natury przeżył podobno w dobrym zdrowiu 200 lat. Nie dziwnego, że od dwóch tysięcy lat Chińczycy uważają go za boga, wcielenie wiecznego Tao i zbawcę ludzkości. Lao-cy, podobnie jak żyjący w jego czasach Konfucjusz, był surowym moralistą, dążącym do doskonałości. Pisał, że „brak pragnień prowadzi do ciszy, a wówczas na świecie nastanie ład i porządek”. Zalecał ascezę, umiar seksualny, dobrą dietę. Jego następcy jednak często dość dziwacznie przekręcali naukę mistrza. Głosili, że... łóżkowe zabawy męsko-damskie są najlepszym sposobem na długowieczność, bo mieszają się wtedy ze sobą miłosne płyny partnerów. Doszło do tego, że w roku 1950 Komunistyczna Partia Chin musiała potępić „lubieżnych przywódców, którzy organizowali wśród adeptek konkursy piękności i zmuszali je do seksualnego wyuzdania w pogoni za zdrowiem i długim życiem”. Chińczycy oczywiście wiedzieli, kogo naśladują owi „lubieżni przywódcy”! Wyraźnie szli w ślady dawnych mistrzów taoizmu, mędrców, którzy zyskali nieśmiertelność. Dyktator Chin, towarzysz Mao Zedong (wedle dawnej pisowni: Mao Tse-tung) głosował za ateistyczną i ascetyczną uchwałą, ale uważał, że... ogólne reguły życia społecznego jego akurat nie dotyczą. Był „geniuszem dziejów”, ziemskim następcą legendarnego Żółtego Cesarza Huang Hi, ojca państwa chińskiego, który utrzymywał harem złożony z 1200 kobiet. Radosny seks od wieczora aż do rana - i od rana do wieczora - pozwolił ponoć cesarzowi przeżyć w dobrym zdrowiu 111 lat. Tu, na ziemi! Umiejętne mieszanie „płynów męskich i żeńskich”, zgodne z zasadami religii tao, zapewniło cesarzowi nieśmiertelność. Wstąpił do nieba na grzbiecie smoka. Towarzysz Mao Zedong od najmłodszych lat był pod wpływem starej chińskiej filozofii taoistycznej. Przy jej pomocy interpretował nawet idee Karola Marksa, o czym świadczy choćby słynny esej „O przeciwieństwach”. Bardzo interesowały go również praktyki seksualne dawnych sekt taoistów, którzy - podobnie jak Żółty Cesarz - uważali, że liczne stosunki seksualne sprzyjają zdrowiu i długowieczności zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Opracowali specjalne techniki miłosne (popularne dziś także w Europie dzięki licznym poradnikom „tao sypialni”), uzupełniane ćwiczeniami oddechu oraz mocą magicznych ziół. Przywódca komunistycznych Chin w dojrzałym wieku studiował te dawne mądrości i - ku zgorszeniu wielu towarzyszy - stosował w praktyce. Jego sypialnia zawsze była równie pełna jak jego stół. Może nawet pełniejsza, bo w czasach wielkiego głodu po „wielkim skoku” wódz solidaryzował się z narodem i odżywiał skromnie, natomiast nigdy nie oszczędzał ładnych kobiet. Te zresztą były zaszczycone kontaktami z wielkim Mao i chwaliły się publicznie nawet... chorobami wenerycznymi, które zawdzięczały przewodniczącemu.
Krzysztof Bochus
Mroczny thriller o złu, którego nie sposób wyplenić i które nieustannie znajduje naśladowców. Czytelnicy odnajdą tu zagadki kryminalne i kody dla wtajemniczonych, spiski i zbrodnicze fascynacje... Na wskroś współczesna intryga sensacyjna zszyta jest mocną nicią z przeszłością, która nie pozwala o sobie zapomnieć. Redaktor Adam Berg zostaje wynajęty przez grupę miliarderów, aby odnaleźć skarby, ukryte pod koniec wojny na zamku Czocha. Niemal natychmiast dziennikarz staje się obiektem tajemniczych prześladowań. Ktoś bezcześci grób jego matki, włamuje się do mieszkania, podrzuca narkotyki... Kim jest nieuchwytny wróg? Rywalem w dotarciu do skarbu, misyjnym zabójcą, a może naśladowcą seryjnego mordercy, którego zdemaskował niegdyś Berg? Bohater rozpoczyna dziennikarskie śledztwo. Jego dochodzenie wykracza daleko poza granice Polski. Nic nie jest jednak oczywiste. Nikt też nie jest tym, za kogo się podaje... Ktoś nieustannie uprzedza ruchy Berga. W makabrycznych okolicznościach giną ludzie, którzy mogliby naprowadzić go na właściwy ślad. Rozpoczyna się pojedynek na śmierć i życie. Bohater zaczyna rozumieć, że gra idzie o stawkę większą, niż początkowo sądził... "Boski znak" to kontynuacja bestsellerowej "Listy Lucyfera" -wybuchowa mieszanka rasowego thrillera i powieści sensacyjnej!
Boskie, ludzkie. Cztery studia o poetyckim doświadczaniu Boga
Katarzyna Niesporek
Boskie, ludzie. Cztery studia o poetyckim doświadczaniu Boga to książka, w której zostały przedstawione odmienne sposoby wyrażania indywidualnego stanowiska wobec „metafizyczności” w liryce okresu międzywojennego i pierwszych lat II wojny światowej. Oznaczają one – jak wyjaśniał Józef Czechowicz – „splot zarówno myśli, jak dyspozycyj i akompaniamentu uczuciowego, leżący u podstaw światopoglądu artysty”. W prezentowanych szkicach ów światopogląd nie odwołuje się jednak tylko do prawowiernej religijności, ale przede wszystkim bierze pod uwagę „metafizyczny system interpretacji świata”. Przeważa więc doświadczenie poszukiwania Absolutu oraz tego, co w ziemskiej sferze – naznaczonej oraz sprofanowanej wojną, cierpieniem, samotnością, chorobą i śmiercią – transcendentne i sakralne. Szkice, zbierające uwagi o doznawaniu „metafizyczności” wyrażonej w liryce Jerzego Lieberta, Władysława Sebyły, Tadeusza Różewicza oraz Wilhelma Szewczyka przynoszą obraz nieustannego zderzania się boskiego i ludzkiego. Pokazują indywidualny wymiar przeżywania prawd objawionych doprowadzających – jednych do wyznania wiary i chrześcijańskiego Boga; drugich do jedynie przekonania o istnieniu Absolutu, którego obecność przeszkadza w codziennej egzystencji; innych do duchowego zwątpienia w „pustym kościele”, kolejnych do jeszcze głębszego doświadczania cierpienia egzystencji.
Stanisław Grzesiuk
Pierwsze wydanie bez skreśleń i cenzury. Przedwojenna Warszawa okiem młodego warszawskiego cwaniaka. Stanisław Grzesiuk z właściwym sobie humorem i swadą portretuje przedmieścia stolicy z ich obyczajami, tradycją i swoistym kodeksem honorowym, sięgając przy tym po słownictwo i specyficzną gwarę warszawskiej ulicy. Wydanie książki zostało wstrzymane na kilka miesięcy przez cenzurę. Wreszcie w lipcu 1959 roku książka trafiła do księgarń i podobnie jak "Pięć lat kacetu" natychmiast zniknęła z półek. Czytelnicy i recenzenci apelowali do autora i wydawnictwa z prośbą o dodruki. A książka stała się na całe dekady lekturą obowiązkową chłopaków z warszawskich podwórek. Po latach tekst porównano z rękopisem i przywrócono fragmenty usunięte przez cenzurę oraz wydawcę przy pierwszej publikacji. Wydanie zawiera fragmenty najważniejszych recenzji. Stanisław Grzesiuk (19181963) pisarz, pieśniarz zwany bardem Czerniakowa. Urodził się w Małkowie koło Chełma. Od drugiego roku życia mieszkał w Warszawie, gdzie spędził dzieciństwo i młodość. W czasie okupacji został aresztowany i wysłany na roboty przymusowe do Niemiec, następnie do obozów koncentracyjnych. W lipcu 1945 roku wrócił do kraju. Leczył się na gruźlicę płuc, która była konsekwencją pobytu w obozie. Autor autobiograficznej trylogii "Boso, ale w ostrogach", "Pięć lat kacetu", "Na marginesie życia". Pochowany został na cmentarzu wojskowym na Powązkach. Obok Stefana Wiecheckiego zaliczany jest do grona najbardziej zasłużonych twórców kultury warszawskiej ulicy.
Joanna J. Pawłowska
Czasy i środowisko, w jakich przychodzi nam żyć, mają niebagatelny wpływ na ukształtowanie naszych charakterów i zachowań, ale tylko od nas samych zależy, czy pod wpływem innych nie zatracimy siebie. Retrospektywna podróż do lat 60. ubiegłego wieku pokazuje, że niezależnie od wszystkiego, życie toczy się swoim torem, a ludźmi targają namiętności. Czasem tylko pewne rzeczy wymawia się szeptem. Delikatnie zaznaczone tło historyczne nie przytłacza, a wręcz przeciwnie - pomaga umiejscowić wydarzenia. Najważniejsza w tej historii jest jednak miłość. Justyna ma narzeczonego, którego kocha. Planują ślub. Podróż w jego rodzinne strony zaczyna otwierać przed nią kolejne drzwi do skrywanych pilnie rodzinnych tajemnic. Co odkryje? Czy Karol jest wobec niej uczciwy? Czy sielankowy klimat Drzymlina przełoży się na idyllę małżeńską? Jakich sekretów strzegą łąki sennej wsi podlaskiej?
Nieznany
Zbiór opowiastek z życia prowincji. Fragment utworu: „Było już samo południe, kiedy gospodarz Jasiewicz, sołtys Kapuściński i nauczyciel Dworzecki, gwarząc między sobą o czemś bardzo ważnym dla całej wsi i gminy, posłyszeli nagle jakiś hałas i szczekanie psów. Do wsi wpadło pięciu jeźdźców ma spienionych koniach. Jadący na przedzie pochwycił u boku wiszący róg, i począł trąbić, a następnie strzelił z rewolweru. We wsi zrobiło się wielkie zamieszanie. Trąbienie, krzyki przestraszonych kobiet, wrzask dzieci, wszystko to połączone z przeraźliwym wyciem psów wioskowych, napełniło powietrze jakimś dziwnym gwarem. Jeźdźcy zatrzymali się tuż przed domem Szymona. Dowódca ich z rozdzieloną na dwie strony rudą brodą, z ostrogami u butów, zeskoczył z konia, wpadł do izby i zażądał czegoś śmiało do wypicia i zagryzienia; a jeden z pozostałych doręczył sołtysowi nakaz co do obławy, zalecając pośpiech, gdyż z innej wsi ludzie już byli w lesie. Podobno zeszłej nocy pokazały się w lesie wilki, o czym jednak w Zawadach jeszcze nie wiedziano. Kiedy jeźdźcy wyszli na chwilę do swych koni, Dworzecki rzekł do gospodarza: – To jest Ordyniec, plenipotent naddzierżawcy Markowskiego. Zawsze mu coś strzeli do głowy. Znam go dobrze. Niedawno pobudował Markowskiemu dwa duże statki, jakby okręty, które wkrótce zatonęły na węgierskich jeziorach, nieskończone jeszcze, a i sam o mało nie poszedł z nimi na dno.
Tomasz Rawski
Książka poświęcona jest zagadnieniu budowania narodów w Europie Południowo-Wschodniej. Autor na przykładzie nacjonalizmu boszniackiego w Bośni i Hercegowinie pokazuje, że naród powstaje w trakcie nieustannej walki politycznej o treści symboliczne, które stanowią o jego istocie. Na podstawie reinterpretacji historycznego procesu wyłaniania się boszniackiego nacjonalizmu oraz systematycznej analizy współczesnej polityki pamięci odnoszącej się do wojny lat 1992-1995 Tomasz Rawski przedstawia specyfikę procesu budowania narodu - jego złożoną, wielowątkową dynamikę, pełną wewnętrznych napięć, tarć i sprzeczności. Praca jest bogatym w warstwie empirycznej, oryginalnym teoretycznie wkładem w dyskusję o procesach narodowotwórczych i polityce pamięci na terenie byłej Jugosławii. (...) To dzieło dojrzałe, spójne, wciągające i bardzo potrzebne na polskim rynku wydawniczym. dr hab. Marcin Lubaś, prof. UJ Książka Tomasza Rawskiego to nie tylko wąskie studium przypadku przeznaczone dla niewielkiego grona specjalistów; ze względu na teoretyczne zaplecze powinna zainteresować szersze grono czytelników - wszystkich, którzy chcieliby pogłębić swoją wiedzę na temat współczesnej teorii narodu i nacjonalizmu. dr hab. Krzysztof Jaskułowski, prof. SWPS Tomasz Rawski - socjolog, bałkanista, adiunkt w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, stypendysta m.in. University College London, University of Uppsala i University of Sarajevo. Zajmuje się problematyką nacjonalizmu, polityki symbolicznej, polityki pamięci oraz budowania państw i narodów w Europie Wschodniej.
Dorota Masłowska
Nowa książka Doroty Masłowskiej. Opowieść o wielkim, a przede wszystkim małym świecie i rozpaczliwym poszukiwaniu w nim wolności. Trwa gierkowska dekada lat 70. David Bowie, podróżując z Moskwy do Berlina, zatrzymuje się na krótką chwilę w Warszawie. Jego na pozór niewiele znaczący pobyt w polskiej stolicy obrósł legendą jako ucieleśnienie tego, co niedoścignione i niedostępne, smuga koloru i blasku w powszechnej szarzyźnie. Tymczasem w jednym z dusznych i ciasnych warszawskich mieszkań nie może spać plutonowy Wojciech Krętek. Wrażliwy i emocjonalny milicjant próbuje rozwikłać sprawę niejakiego Dusidamka z Mokotowa. Siejący postrach oprawca zdaje się jednak tylko symbolem pomniejszych przemocy i opresji, których mieszkanki Warszawy doświadczają na każdym kroku od świata i siebie nawzajem. Co łączy króla muzyki z seryjnym dusicielem? Dowiecie się w opowieści o marzeniach i niespełnieniach. Ilustracje do książki stworzył ceniony artysta Mariusz Wilczyński, autor uhonorowanego wieloma nagrodami filmu animowanego Zabij to i wyjedź z tego miasta. Bezideowość. Malizna moralna. Dba się o fasadę wyidealizowaną, wycackaną, pozorną. A im grubszą warstwę lakieru się nakłada, tym bardziej beztlenowa atmosfera robi się pod spodem, dając pożywkę prawdziwej rzeczywistości (fragment książki)
Angelika Kuźniak
Malowała powoli, z przejęciem, a portrety robiła wprost latami. Model się zestarzał, wyłysiał, ożenił, okocił, schudł [] musiał pozować, chciał czy nie chciał, chyba że umarł. Zofia Stryjeńska o Oldze Boznańskiej Olga Boznańska. Najwybitniejsza malarka epoki. Obywatelka świata. Jej portrety intrygowały, niepokoiły, obnażały duszę malowanej osoby. Nie uznawała banalnego piękna. Charakter, emocje, uczucia były dla niej ważniejsze niż uroda modeli. Po Paryżu chodziła w sukni giupiurowej z trenem pełnym falban i plis. Wzbijał się za nią tuman kurzu. Na głowie miała olbrzymi, sinoczarny wał włosów wysoko w kok zaczesanych. Na nim czarne gniazdo z dżetów i flaneli podpięte wysoko z tyłu kwiatami, spod którego spływały czarne strusie pióra. Wyglądała jak posąg wyjęty na chwilę z ciemności piramidy. Przez trzydzieści lat malowała w pracowni przy Boulevard Montparnasse. Bywali tam m.in. Zofia Stryjeńska, Mela Muter, Wojciech Kossak, Artur Rubinstein. Pojawiała się Maja Berezowska ze swoimi kochasiami. W tle kręcił się roller coaster historii: Budowa wieży Eiffla, pierwsza wojna światowa, kryzys gospodarczy, początek drugiej wojny. Mistrzyni biografii, reporterka Angelika Kuźniak przygląda się wybitnej artystce z dociekliwością śledczej. Efektem jest napisany przepięknym językiem przenikliwy, pełen poczucia humoru portret Olgi Boznańskiej. Kobiety genialnej, delikatnej, zmysłowej, świadomej swojego talentu. Niezależnej. Portret artystki, która dla sztuki była w stanie poświęcić wszystko: miłość, dobrą opinię i święty spokój.
Philip K. Dick
W Bożej inwazji przeplata się światło i ciemność, Bóg i szatan To trochę barokowe teatrum z objawieniami, słupem różowego światła i gorejącym krzewem Są książki, które wspomina się po latach. Są takie, które robią wrażenie. Ale są i takie, które dosłownie wywracają świat na drugą stronę. Tę inną, tajemniczą, magiczną, a czasem lekko przerażającą. Tym była dla mnie niewątpliwie Trylogia Valisa Philipa Dicka, szczególnie zaś jej dwie pierwsze części Valis i Boża inwazja Czytając Bożą inwazję , doceńmy jej głębię. Jej tragiczny rys, pytania o sens świata, o istnienie Boga, zła, dobra, śmierci i szaleństwa. Jej przewrotność, krzywy uśmiech, drwinę i groteskę Ale także obcowanie z nieznanym. Z nadprzyrodzonym . z przedmowy Mai Lidii Kossakowskiej Philip K. Dick urodził się w 1928 r. w Chicago, lecz większą część życia spędził w Kalifornii. Krótko był studentem Uniwersytetu Kalifornijskiego. Prowadził sklep z płytami i stację radiową. Miał też doświadczenia z narkotykami, które wykorzystywał w swej twórczości. Zmarł w 1982 r. Wydał 36 powieści, z których wiele weszło na stałe do kanonu literatury SF. Był też autorem kilku powieści realistycznych, osadzonych w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku. O większości rówieśników Dicka uhonorowanych nagrodą Pulitzera czy literacką Nagrodą Nobla niewielu już pamięta, on zaś ma coraz liczniejsze grono wielbicieli, a o jego książkach pisze się doktoraty Dom Wydawniczy REBIS wydał . jego powieści Ubik, Blade runner, Człowiek z Wysokiego Zamku, Trzy stygmaty Palmera Eldritcha i Doktor Bluthgeld.
Karel Čapek
Autor powieści był jednym z pionierów fantastyki naukowej i wolnomularzem. We wczesnym okresie twórczości wychodził z doświadczeń czeskiej przedwojennej techniki i nowych europejskich kierunków naukowych co znalazło odzwierciedlenie m.in. w powieści Boża męka. Fragment utworu: Nieskończenie cicho padał śnieg na zamarzniętą okolicę. Ze śniegiem zawsze pada cisza myślał sobie Boura, ukryty w jakiejś szopie i było mu równocześnie uroczyście i tęskno, gdyż czuł się osamotniony w szerokiej przestrzeni. Ziemia przed jego oczyma upraszczała się, jednoczyła i rozszerzała zarazem, wyrównana w białe fale i nieporyta żadnymi śladami życia. W końcu rzedniał i ustawał ten taniec śniegowych płatków jedyny ruch w tej uroczystej ciszy. Wahając się, podróżny wsuwa nogi w niedotknięty śnieg i tak mu dziwnie, że on pierwszy naznaczy okolicę długim rzędem swych kroków. Ale oto naprzeciw gościńcem idzie ktoś czarny i w szaty szczelnie zatulony; dwa łańcuszki kroków pobiegną obok siebie, skrzyżują się i na tej czystej, niepokalanej tablicy, zostawią ślady ludzkiej bytności. Ale ten, który idzie naprzeciw staje. Ma oszronione wąsy i z uwagą spogląda na coś, na boku gościńca. Boura zwolnił kroku. Patrzył w kierunku oczu nieznajomego. Oba łańcuszki zetknęły się i przystanęły obok siebie. Czy widzi pan ten oto ślad? odezwał się zaśnieżony mężczyzna, wskazując na wgłębienie, oddalone o jakieś sześć metrów od skraju gościńca, na którym stali. Widzę. To jest ludzki ślad. Tak. Ale skąd się tam wziął? Ktoś szedł tędy chciał odpowiedzieć Boura, ale wstrzymał się, gdyż ślad ten był jedynym na całym polu. Przed nim ani za nim nie było żadnego innego śladu ludzkich kroków. Na białej płaszczyźnie ten jedyny ślad odcinał się ostro i jasno. Był samotny. Nic nie prowadziło ani do niego, ani od niego...
Mateusz Glen
Nawet Królowe Ludzkich Serc muszą czasem odpocząć. Ta Jedna Ciotka wybywa więc na wywczas do Ciechocinka. To miała być idylla, czy tam inna Balladyna, czas spędzony na dancingach i łykaniu świeżego powietrza z dala od sąsiadki Maślakowej (i tej jej kiszonej kapusty, co to na klatce czuć). Na drodze do wypoczynku Ciotka spotyka jednak Rudą. Choć łączy je zamiłowanie do krzyżówek panoramicznych, Ciotka szybko zauważa, że nowa koleżanka coś knuje namawia pensjonariuszki na odchudzanie podejrzanymi metodami i wciąga je do, jak to się mówi gangreny? A nie, gangu! Tym samym Ciotka, która przecież NIGDY się nie miesza, trafia w sam środek uzdrowiskowej intrygi. Ciotka spotyka też gburowatego Tadka, który działa jej na nerwy swoim brakiem ogłady i nieudolnym podrywem. Toć nie w głowie jej amory! Nawet gdy dostrzega, że z tym swoim wąsikiem mężczyzna przypomina jej ukochanego świętej pamięci męża. Uzbrojona w ciotkoizm, gumowe ucho i amatorskie rady Beaty, Ciotka postanawia zdemaskować Rudą. Czy uda się jej przywrócić spokój w sanatorium? Czy Tadek okaże się kimś więcej niż zwykłym gburem? Czy Beata się w końcu ogarnie? Nie no Myślmy realistycznie. TA JEDNA CIOTKA ulubienica każdego drzewa genealogicznego w Polsce i nie tylko, Królowa Ludzkich Serc 2.0, mistrzyni stylu i elegancji, cesarzowa witalności, arcymistrzyni wypieków, przodowniczka nurtu ciotkowości i papieżyca ciotkoizmu, dziedziczka walizki z rodowymi srebrami, miss regionu, caryca osiedla, matrona rodu, oponentka Maślakowej, czołowa przedstawicielka klubu wyszywania serwetek, nestorka chóru kościelnego, a teraz ot wyrocznia pisarska. Mówi o sobie: Złota, a skromna. MATEUSZ GLEN mój znak zodiaku to Bliźnięta, więc prędzej czy później moja druga twarz musiała się pokazać. Od zawsze miałem smykałkę do naśladowania, grania, parodiowania, występowania. Zawsze było mnie pełno, a przy tym nie brakowało mi dystansu do siebie. Pewnie dlatego skończyłem jako chłop przebrany za babę. Chciałem nawet iść na studia w tym kierunku, ale zabrakło miejsc. Lubiłem pograć w życie, zwłaszcza w Simsach, gdzie często malowałem obrazy i pisałem książki. I proszę bardzo! Skończyłem liceum plastyczne w Częstochowie, więc potrafię coś zmalować (nie tylko twarz Ciotki) i pisanie też się spełniło. Oto moja książka!
Alojzy Feliński
Boże, coś Polskę... Boże, coś Polskę przez tak liczne wieki Otaczał blaskiem potęg i chwały, Coś ją osłaniał tarczą swej opieki Od nieszczęść, które przygnębić ją miały. Przed Twe ołtarze zanosim błaganie: Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie! Ty, któryś potem tknięty jej upadkiem Wspierał walczących za najświętszą sprawę, A chcąc świat cały mieć jej męstwa świadkiem W nieszczęściach samych pomnażał jej sławę. Przed Twe ołtarze... itd. Niedawnoś wolność zabrał z polskiej ziemi, A łez, krwi naszej popłynęły rzeki, Jakże to musi być okropnie z tymi, Którym ojczyznę odbierasz na wieki. Przed Twe ołtarze... itd. Wróć naszej Polsce świetność starożytną, Użyźnij pola, spustoszałe łany, Niech szczęście, pokój na nowo zakwitną, Przestań nas karać, Boże zagniewany! [...]Alojzy FelińskiUr. w 1771 w Łucku Zm. 23 lutego 1820 w Krzemieńcu Najważniejsze dzieła: Barbara Radziwiłłówna, Pochwała Kościuszki, Pieśń ochotników, Pieśń narodowa za pomyślność króla Poeta i dramatopisarz, przedstawiciel klasycyzmu postanisławowskiego. Nauki pobierał w kolegium pijarów w Dąbrowicy oraz we Włodzimierzu Wołyńskim; początkowo pracował jako kancelista w Lublinie, gdzie zaprzyjaźnił się z Kajetanem Koźmianem. Pod wpływem Tadeusza Czackiego zajął się sprawami publicznymi. Uczestniczył w obradach Sejmu Czteroletniego, włączając się w walkę polityczną tego okresu również poprzez działalność publicystyczną i literacką. Brał udział w insurekcji 1794 roku (był sekretarzem Tadeusza Kościuszki; pełnił funkcję komisarza porządkowego na Wołyniu). Po trzecim rozbiorze Polski gospodarował w rodzinnym majątku w Wojutyniu, a następnie (1800-1815) w Osowej, gdzie poświęcił się również pracy pisarskiej. Od 1809 r. członek Towarzystwa Przyjaciół Nauk, w 1815 r. przeniósł się do Warszawy i związał się z grupą klasyków. W tym czasie powstało jego najsłynniejsze dzieło, dramat Barbara Radziwiłłówna (wyst. 1817) oraz artykuł postulujący reformę ortografii polskiej, polemiczny wobec zachowawczego w tej mierze stanowiska Jana Śniadeckiego, Przyczyny używanej przeze mnie pisowni (1816); Feliński proponował m.in. zmianę pisowni joty, wprowadzając j zamiast i i y. Feliński zajmował się również tłumaczeniem literatury francuskiej, przełożył m.in. Ziemianina, czyli Ziemiaństwo francuskie Jacques'a Delille'a. W 1818 roku został profesorem literatury, a następnie dyrektorem w Liceum Krzemienieckim. W 1819 r. Uniwersytet Wileński w dowód uznania przyjął go w poczet swych członków honoris causa. Feliński jest autorem pierwszej wersji hymnu Boże, coś Polskę. Hymn powstał on na zamówienie wielkiego księcia Konstantego i został napisany na cześć króla Królestwa Polskiego, a zarazem cara Rosji, Aleksandra I. Opublikowany został 20 lipca 1816 r. w ,,Gazecie Warszawskiej" pod tytułem Pieśń narodowa za pomyślność króla, a w komentarzu podkreślano, że jest to utwór w duchu pieśni angielskiej God save the King. Wskazywał na to refren: Przed Twe ołtarze zanosim błaganie/ Naszego Króla zachowaj nam Panie. Przeczytaj artykuł o autorze w Wikipedii Kupując książkę wspierasz fundację Nowoczesna Polska, która propaguje ideę wolnej kultury. Wolne Lektury to biblioteka internetowa, rozwijana pod patronatem Ministerstwa Edukacji Narodowej. W jej zbiorach znajduje się kilka tysięcy utworów, w tym wiele lektur szkolnych zalecanych do użytku przez MEN, które trafiły już do domeny publicznej. Wszystkie dzieła są odpowiednio opracowane - opatrzone przypisami oraz motywami.
Ks. Marian Morawski
Boże Macierzyństwo, to dogmat określony na Soborze Efeskim (431), a zarazem sankcja tego oburzenia, jakie przeszło po świecie chrześcijańskim z chwilą, gdy Nestoriusz zaprzeczył Matce Chrystusa prawa do najwznioślejszego tytułu, jakim mianowali i czcili Ją dawni Ojcowie: Theotokos, Boża Rodzicielka. Pius XI uwiecznił liturgiczną pamięć tego soboru, ustanawiając doroczną uroczystość Bożego Macierzyństwa na 11 października. Jest to zarazem nowy wyraz tego stanowiska, jakie Maryja zajmuje w nauce i życiu Kościoła, które odpowiada Jej roli w Boskim planie świata. Jak historia objawienia, tak i dzieje dogmatu chrześcijańskiego związane są z Jej osobą, zwłaszcza dzieje dogmatu chrystologicznego.