Inne
Monika Nowacka
INKUBATOR to opowieść o potędze determinacji, tęsknocie i samotności, ale także miłości do mikroskopijnego ziarenka, którego kod genetyczny będzie inny od kodu genetycznego matki, która go urodzi. Bohaterka, mimo diagnozy przedwczesnej menopauzy, poszukuje nowoczesnej metody sztucznego rozrodu, która pomoże spełnić jej największe marzenie zostania matką.
Jerzy Pilch
Inne ochoty, czyli co Pilchowi w głowie siedzi? Jerzy Pilch i Ewelina Pietrowiak przeszło rok od rozpoczęcia swojej wspólnej literackiej przygody spotykają się ponownie. I znów nie mogą się nagadać Jest 2 listopada 2016 roku. Dzień rewanżowego meczu między Legią Warszawa a Realem Madryt pamiętnego, bo rozgrywanego przy pustych trybunach. I choć piłka nożna niezmiennie pasjonuje Pilcha, to jednak ostatnio zaszła w nim pewna zmiana. Odrzucił laskę i coraz częściej można go zobaczyć w kapeluszach. Pietrowiak była przy nim, gdy po raz pierwszy od lat spotykał się z czytelnikami. Dobrze go zna i z całą pewnością wie, jak zadawać pytania. Jak wygląda Polska w roku obchodów 500-lecia reformacji? Dlaczego nie lubi ciętych kwiatów? W jaki sposób stał się posiadaczem swojej pierwszej płyty Bitelsów? Jak wyglądała jego kariera sprzedawcy w galerii Andrzeja Mleczki? Dlaczego nigdy nie pożycza swoich książek? Kot czy pies? Wreszcie czekoladka Danusia czy baton Kinder Bueno? Po bestsellerowym Zawsze nie ma nigdy nadszedł czas na drugą rundę rozgrywki PilchPietrowiak. Trochę ironii i mnóstwo refleksji. Wspomnienia i plany na przyszłość. A nade wszystko i ponad wszystkim literatura. Trafione pytania, szczerze odpowiedzi, którymi pisarzowi z pewnością uda się zaskoczyć czytelników, swoją rozmówczynię, a może nawet samego siebie? Zdarza ci się wzruszać? Bardzo często, im jestem starszy, tym częściej. Najbardziej wzrusza mnie każdy przejaw radości życia: zawodnicy po strzeleniu bramki, biegacz po wygranym biegu... Ta bezinteresowna radość ludzi, którzy cieszą się, bo coś nagle nabrało sensu bardzo to na mnie działa. Od dziecka byłeś taki skory do łez? Nie. Na starość dopiero. Opłakuję świat.
Kazimierz Rosinkiewicz
Śliczna powieść dla starszych dzieci, napisana jak można dowiedzieć się z treści przez zabawnego, ale także mądrego i nadzwyczaj sympatycznego kota, noszącego dość pospolite, ale przecież oddające jego koci charakter imię Mruczek. Opowieść zaczyna się tak Otóż i ja zaczynam dziś swój pamiętnik Jak widzicie, po tym zdaniu narysowałem pazurkiem trzy kropki. Nie jest to przypadek, tylko głęboki namysł, albowiem takie trzy kropki mówią wiele. Słyszałem o tym od mojej kochanej pani przełożonej, a pani przełożona zawsze mówi prawdę, o czym zresztą wiecie. Tak tedy zaczynam swój pamiętnik. Bo i proszę: jeżeli wszystkie panienki bądź to same piszą, bądź też każą innym pisać sobie coś do pamiętników, które później gubią, albo zapominają w klasie; jeżeli pamiętnik pisze sama pani przełożona, a także panna Jadzia, nasza nauczycielka, która mieszka w pokoiku na prawo obok sali fizyki, to dlaczegoż bym ja, inspektor Mruczuś, kochany inspektor MruczuśBa!... Ale może wy nie wszyscy jeszcze wiecie, że właśnie wczoraj zamianowany zostałem inspektorem. Tak jest! zostałem!... A jak to było posłuchajcie...
Serhij Żadan
U Żadana koniec znanego świata okazuje się wstępem do naprawdę długiego koszmaru. Pasza trzydziestopięcioletni nauczyciel, mruk, idealista - musi odebrać z internatu siostrzeńca i wrócić z nim do domu. Byłoby to może łatwe, gdyby nie wojna. Jakoś rok temu przywieźli ją ze sobą ci dziwni ludzie, od których czuć prochem, tytoniem i smarem. Mówią w tym samym języku, w którym mówi Pasza, ale też w państwowym, którego Pasza uczy. Najpierw widywano ich w telewizji, później na ulicach. Potem kraj został znienacka anulowany, a na jego miejsce podstawiono zrujnowane industrialne przedmieścia, opustoszałe wioski i miasto widmo, w którym grasują okupanci, płoną bloki i trwa kanonada. Z tej pułapki można się wymknąć tylko cudem lub za cenę ogromnego upokorzenia. Albo w trumnie. Wyobraźcie sobie Drogę Cormaca McCarthyego, tyle że osadzoną w zimowym wojennym Donbasie. To jest właśnie Internat.
Jerzy Stuhr
ŚWIAT JERZEGO STUHRA ZZA KONTRABASU Jerzy Stuhr, wybitny aktor, który dał się poznać czytelnikom jako autor brawurowych opowieści o rodzinie, teatrze, filmie i świecie współczesnym, znów zaskakuje. Upływający czas, odbywane podróże, zawiązywane przyjaźnie, a wszystko w kontekście fenomenalnego monodramu Kontrabasista według Patricka Süskinda, którym Jerzy Stuhr zachwyca publiczność już od trzydziestu lat. Na pewno nikt nie gra tego spektaklu dłużej ode mnie. Widziałem Kontrabasistę w wersjach niemieckich i włoskich w okresie wielkiego boomu tego tekstu w latach osiemdziesiątych. Żaden z tych aktorów już nie wykonuje Kontrabasisty, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. W połowie lat osiemdziesiątych, w momencie polskiej premiery, Der Kontrabass był sztuką najczęściej wystawianą na niemieckojęzycznych scenach. Jerzy Stuhr podsumowuje, że do dziś zagrał ten monodram w różnych zakątkach świata ponad siedemset razy. Świat się zmieniał, upływ czasu wymuszał drobne zmiany scenariusza, a aktorska wirtuozeria Kontrabasisty Stuhra niezmiennie zachwycała i nadal zachwyca widownię. Zapytany, co dostrzega w tym spektaklu publiczność, aktor odpowiada siebie. Bohater Süskinda od lat ujmuje publiczność tym, że się nie wywyższa mówi Jerzy Stuhr. Staje w jednym szeregu z widzem. Muzyk to artysta, zgoda. Ale muzyk to w tym przypadku również urzędnik zatrudniony na umowę na czas nieokreślony i próbujący się jako-tako wywiązać ze swoich zobowiązań. Dzięki temu przedstawicielom różnych zawodów obecnym na widowni łatwo się wczuć w żywot kontrabasisty niż na przykład w rozterki Hamleta. Tekst Kontrabasisty jest tragikomicznym traktatem o kondycji artysty i człowieka w ogóle, lustrem, w którym przegląda się Stuhrartysta i Stuhrczłowiek. Na kartach książki Ja kontra bas opowiada o sobie, o sztuce aktorskiej i ogromnej pasji, która pozwoliła utrzymać przedstawienie na scenie przez tyle lat. O premierach i codzienności, o nagrodach i ciężkiej pracy, o wsparciu rodziny, chorobach i wyzdrowieniu. Nie pomija najważniejszych spraw współczesnego świata, które obchodzą go tak, jak jego gra i sztuka.
Irene Sola
Góry przechowują pamięć o minionych pokoleniach. Mają w sobie mądrość, której ludzie nie pojmują, i trwają wiecznie w przeciwieństwie do miłości, wojny czy przyjaźni. Niektórzy mówią, że góry dają życie. Inni wierzą, że co dziesięć lat ktoś musi zginąć wśród skał od uderzenia pioruna. Przekonała się o tym rodzina Domneca i Sió. Ich losy ciasno splatają się z miejscem, w którym żyją. Ja śpiewam, a góry tańczą oddaje głos także tym, którzy mogą opowiedzieć swoją historię po raz pierwszy. Ukrywająca się w lesie sarna, duch poety, wyczekujące deszczu grzyby, kobiety przed wiekami oskarżone o czary, chmury zrzucające błyskawice Bohaterowie wymykają się chronologicznym ramom czasu i oficjalnej historii, tworząc górski mikrokosmos pełen wzajemnych konfliktów i zależności. Czerpiąc z historii i mitów, wiejskich ballad oraz literatury pięknej, Irene Sol tworzy literacką gawędę o poszukiwaniu bliskości, śmierci i celebracji życia. Książka wyróżniona Europejską Nagrodą Literacką 2020.
Andrzej Stasiuk
Jadąc do Babadag to książka o podróży przez zapomnianą Europę, tę, która zawsze była uważana za gorszą i zacofaną. Andrzej Stasiuk jedzie samochodem, autostopem, pociągiem. A za oknami - Polska, Słowacja, Węgry, Rumunia, Słowenia, Albania, Mołdawia. Jego opowieść to historia przygodowa i podróżnicza. Ale nie tylko w sensie geograficznym, także a może przede wszystkim intelektualnym i duchowym. To wyprawa w głąb świadomości mieszkańca tej części Europy, która gdy popatrzeć na nią uważnie i bez kompleksów fascynuje i wymyka się jałowym porównaniom z Zachodem i Wschodem. Nagroda Literacka NIKE 2005 "Kto kiedykolwiek zobaczył materię w ostatecznym upadku tak, jak bohater Dukli w opuszczonym szalecie miejskim, ten nie zazna spokoju. Dowodem na to jest Jadąc do Babadag (...) W miarę czytania okazuje się, że ta książka nie jest wcale dziennikiem podróży, ale traktatem o naturze świata, z ostrym podziałem na to, co prawdziwe i fałszywe." Justyna Sobolewska "To nie są okoliczności, w których mogłaby rozwinąć się bardziej skomplikowana akcja, tam najwyżej czasem jakby na coś się zanosiło, ale nic z tego nie wynika. Brak zewnętrznego następstwa wydarzeń znakomicie rekompensuje fabuła wyobraźni, ciągłość jednego sposobu patrzenia, równy rytm pięknej frazy." Paweł Gołoburda "Jadąc do Babadag otwiera przypomnienie wędrówek Stasiuka po Polsce z początku lat 80., a zamyka opis wyjazdu do Solca. Wewnątrz tej wyrazistej ramy pisarz pomieścił impresje albo lepiej: fotografie prozą z podróży po krajach Europy Środkowej. Są to podróże zaiste paradoksalne." Robert Ostaszewski "W swojej najnowszej książce Jadąc do Babadag Stasiuk oprowadza nas właśnie po gorszej i brzydszej części Europy (mówi o niej moja Europa), po krainach, o których bogatsza część naszego kontynentu wolałaby nie wiedzieć." Jarosław Klejnocki "(...) Jadąc do Babadag to subtelna opowieść, dużo mądrzejsza od banalnych travelogues o podróżach do Tajlandii czy Tybetu. Bilet do Bangkoku może dziś nabyć każdy, ale to, gdzie się kupuje bilet do Babadag, wie tylko Andrzej Stasiuk." Piotr Siemion
Hannah Hurnard
Wszechmogący Pan jest moją mocą. Sprawia, że moje nogi są chyże jak nogi łań, i pozwala mi kroczyć po wyżynach. Księga Habakuka 3,19 Podobnie jak znana Wędrówka pielgrzyma Johna Bunyana, niniejsza książką jest alegorią, która pomaga chrześcijaninowi zrozumieć proces przez jaki Bóg przeprowadza go w celu ukształtowania w nim dojrzałej miłości. Historia ta opowiada o Strwożonej – mieszkance wioski Bojaźni w Dolinie Upokorzenia, która wyrusza na zaproszenie Pasterza w długą wędrówkę ku Wyżynom. Aby dotrzeć na upragnione Wyżyny Strwożona musi wpierw przezwyciężyć dręczące ją lęki. Osiąga to przez ochotne poddanie swojego życia Arcypasterzowi oraz podążanie za Nim nawet wtedy, kiedy nie wie, dokąd ją prowadzi, lub kiedy widzi to dokładnie i nie chce tam się udać. Towarzysząc Strwożonej w jej duchowej podróży zrozumiesz w jaki sposób Pan działa w życiu swoich dzieci, przemieniając ich słabości w moc, a ich lęki w wiarę. Oczekuj świeżego objawienia na temat piękna i wspaniałości Bożych dróg! Ta prosta alegoria jest jak lustro, w którym możesz, patrząc na duchową pielgrzymkę Strwożonej, zobaczyć swoją własną drogę z Bogiem, i spojrzeć z nowej perspektywy na to, co Bóg dzisiaj robi w twoim życiu. To z kolei postawi cię wobec wyzwania, aby jeszcze bardziej się Mu poddać. W ciągu ostatnich 30 lat ta popularna alegoria, której sprzedaż przekroczyła już dwa miliony egzemplarzy, znalazła stałe miejsce w bibliotece klasyki literatury chrześcijańskiej.