Proza
W moje strony. Trzy wyprawy w stronę wyobraźni, współczucia i troski
Joanna Bator
Joanna Bator prowadzi do źródeł swoich opowieści Na początku był bunt Wyznaczył kierunek drogi, pomógł w wyborze lektur. Bez niego nie byłoby pisania. Wyobraźnia Jest niezbędna, by prawdziwie żyć. To most między pisarką a czytelnikami. Współczucie Bez niego nie sposób sobie wyobrazić, co przeżywają istoty ludzkie i zwierzęce. Troska O tych, którym się współczuje, i o siebie. Bo równie ważne jak to, o czym jest opowieść, jest to, jak nas zmienia. To cztery strony literackiego kompasu Joanny Bator, wartości niezbędne w jej życiu i pisaniu, nadające kierunek i sens jej literackiej podróży. Uznana pisarka odsłania kulisy swojego warsztatu. Zdradza, jak zrodziły się pomysły na fabuły, które przyniosły jej popularność i nagrody. Na kartach książki pojawiają się znane z twórczości autorki bohaterki: Berta Koch, Kasia Makara czy Jadzia Chmura. Dzięki dołączonym interpretacjom i komentarzom miłośniczki i miłośnicy pisarstwa Joanny Bator zyskają niepowtarzalny wgląd w jej proces tworzenia. W książce znalazły się teksty: Joanny Jabłkowskiej, Izabelli Adamczewskiej-Baranowskiej, Marty Zdanowskiej, Angeliki Siniarskiej-Tuszyńskiej i Marzeny Samojlik-Podolskiej.
Jan Łada
Powieści Jan Łady (literacki pseudonim księdza Jana Gnatowskiego) Oman, W zaklętym zamczysku czy Antychryst cieszyły się olbrzymią popularnością w dwudziestoleciu międzywojennym. W okresie PRL-u jego książki objęte zostały całkowitą cenzurą i wycofane z bibliotek. Jan Łada uważany jest za twórcę polskiej powieści gotyckiej w manierze powieści historycznej Waltera Scotta. W 2020 roku w bestsellerowej antologii Z duchami przy wigilijnym stole ukazała się po raz pierwszy po wojnie jego mini powieść Lucyfer. W nawiedzonym zamczysku(zmieniony tytuł W zaklętym zamczysku) rozpoczyna się w 1633 roku na Wołyniu . Ukazuje wydarzenia na kresach będące jakby prologiem do historii z Ogniem i mieczem Sienkiewicza. Książka opisuje dzieje zwaśnionych rodów Miśniakowskich i Turobojskich. Zło zasiane przez Hrehora Miśniakowskiego, okrutnego i chciwego wojewodę, jest krwawym dziedzictwem - klątwą, z którą zmagają się bohaterowie powieści, szczególnie jego prawnuk rotmistrz Kazimierz. Książka przemawia filmowym klimatem i tempem zdarzeń. Jest napisana według oczekiwań dzisiejszego czytelnika, poszukującego opisu obrazami, a nie słowem, połączenia magii, cudowności z rzeczywistymi wydarzeniami historycznymi. Książka na nowo opracowana i zredagowana zgodnie z wymogami współczesnej polszczyzny.
Marek Krajewski
Do czego może doprowadzić na pozór niewinny spór profesorów? Co pewien filozof z roku 2012 ma wspólnego ze zbrodniami z 1946? Wrocław 1946. Zło zatacza coraz szersze kręgi. Tropią dziewczęta. Gwałcą je i zabijają. Trzech żołnierzy Armii Czerwonej spędza sen z powiek Popielskiemu, UB, NKWD i pewnemu szalonemu Rosjaninowi. Każdy z nich ma inne powody. Dawny komisarz dostaje zlecenie od profesora filozofii. Wśród uczniów podziemnego gimnazjum jest agent UB. Trzeba go znaleźć i odseparować. Nic trudnego. Jednak ku zaskoczeniu Popielskiego każdy kolejny krok w śledztwie to niespodzianka, za którą kryją się mroczne tajemnice. Zło i sprawiedliwość przestają być tylko tematem debaty filozoficznej zaczynają decydować o życiu i śmierci.
W pisarskim czyśćcu. Sylwetki dwudziestowiecznych pisarzy
Krzysztof Masłoń
Nie ma literatury polskiej bez Zbigniewa Herberta, ale i bez Wisławy Szymborskiej, bez Tadeusza Konwickiego i Marka Nowakowskiego, bez zapisującego w jej historii najnowsze rozdziały Jarosława Marka Rymkiewicza. O nich wszystkich i o wielu innych dwudziestowiecznych pisarzach polskich opowiada książka Krzysztofa Masłonia. Każdy z bohaterów książki zmierzał własną drogą do pisarskiego nieba, niejednego jednak poprowadziła ona w odwrotnym kierunku. A, jak to zwykle bywa, dla większości metą okazał się półmetek znaleźli się w literackim czyśćcu. Od Czytelników zależeć będzie, kiedy i czy w ogóle się z niego wydostaną.
Clarice Lispector
Opublikowana w 1943 roku powieść W pobliżu dzikiego serca była literackim trzęsieniem ziemi i pozwoliła debiutującej nią, zaledwie dwudziestotrzyletniej Clarice Lispector wejść z przytupem do grona największych światowych pisarzy. Historia o dojrzewaniu, rodzeniu się świadomości własnego ciała, buncie wobec zastanych konwencji i społecznych norm, była tak świeża, nowatorska w formie, że z miejsca zachwyciła krytyków, przynosząc młodej autorce prestiżową brazylijską nagrodę Graçy Aranhi. Dostrzegano w tej powieści wpływy Hermana Hessego, pisarza, którego Lispector lubiła od nastoletnich lat, ale też Jamesa Joycea i Virginii Woolf, do czego autorka się wyraźnie dystansowała napisała bowiem W pobliżu dzikiego serca zanim miała okazję się zapoznać z utworami wielkich modernistów. Zresztą ta pierwsza, młodzieńcza powieść wybrzmiewała głosem osobnym, demolując dotychczasowe kanony i stając się utworem kultowym dla wielu pokoleń pisarek i pisarzy. Lispector, podobnie jak w kolejnych swoich utworach, analizuje tu kondycję kobiety, ale jednocześnie ją przekracza, próbując dotrzeć do czystego, niezapośredniczonego przez kulturę doświadczenia. Tym samym rozsadza ramy języka, zrywa z logiką, łamie składnię, by dokopać się do tego, co jeszcze nie zostało unieruchomione przez ideę co żywe, dzikie, nieludzkie. Byłaby Kafką, gdyby Kafka był Żydówką. Byłaby Rilkem, gdyby Rilke był brazylijskim Żydem urodzonym w Ukrainie. Byłaby Rimbaudem, gdyby Rimbaud był matką i dożył pięćdziesiątki. Byłaby Heideggerem, gdyby Heidegger umiał przestać być Niemcem. Hélene Cixous Clarice była obca na tej ziemi i przeszła przez świat tak, jakby w środku nocy przybyła do nieznanego miasta ogarniętego generalnym strajkiem komunikacji. Carlos Drummond de Andrade Najważniejsza pisarka żydowska od czasów Kafki. Benjamin Moser Ona jest lepsza niż J. L. Borges Elisabeth Bishop Jedna z najbardziej tajemniczych pisarek XX. wieku. Orhan Pamuk Po prostu wybitna. Jonathan Franzen Czarująca, elokwentna, nastrojowa. Lispector to ta sama liga, co Kafka i Joyce. Edmund White
W poszukiwaniu utraconego czasu. Sodoma i Gomora
Marcel Proust
Na dziedzińcu stał sobie kwiatek i czekał na trzmiela, który by go zapylił. To się nie mogło wydarzyć, a jednak się wydarzyło. Potem jest już tylko ciekawiej. Proustowski bohater marzy o tym, aby przedstawiono go księciu de Guermantes, a zarazem lęka się, że głośno wypowiedzą jego imię. Swann jest już bardzo chory, więc ustępuje miejsca baronowi de Charlus. To brat diuka de Guermantes gra tu bowiem pierwsze skrzypce, chociaż potrzebuje do tego prawdziwego skrzypka. Bohater po raz drugi odwiedza Balbec, dogłębnie poznając hotelowy personel, a przede wszystkim klan Verdurinów. Spędza coraz więcej czasu z Albertyną, lecz pośród wahań serca powraca też myślami i we śnie do śmierci babki. Podróże po okolicy okraszone są etymologicznymi tyradami profesora Brichota, które sprawiają, że magia imion nabiera nowego znaczenia. A, i jeszcze miłość także cielesna okazuje się nie tak oczywista, jak to się zdawało. I w ogóle wszyscy są tu jakby sobą i zarazem swoją odwrotnością. Świat jest w ciągłym ruchu, niczym lokalna kolejka obwożąca pasażerów po normandzkich plażach. To świat Sodomy i Gomory najbardziej powieściowego, przygodowego tomu Proustowskiego cyklu W poszukiwaniu utraconego czasu. To także tom najbardziej chyba autonomiczny, pozwalający choć wbrew woli autora na lekturę w oderwaniu od pozostałych części. Teraz w nowym przekładzie Tomasza Swobody.
W poszukiwaniu utraconego czasu. Strona Guermantów
Marcel Proust
Tłumaczyć język Prousta znaczy zachować zdania w kształcie, w jakim zostały zamknięte, aby ich bukiet nie zwietrzał. Te konstrukcje przywodzą na myśl impresjonistyczne obrazy i działają w równie zaskakujący sposób. Kiedy w Muzeum dOrsay spojrzymy z bliska na Huśtawkę Augustea Renoira, ujrzymy tylko grę barwnych plam. Szybkie uderzenia pędzla, który zdaje się mieszać farby bezpośrednio na płótnie, zamiast na palecie żadnych konturów, tylko sąsiadujące z sobą odcienie kobaltu, błękitu pruskiego, żółci, szmaragdowej i oliwkowej zieleni. Patrząc z bliska, podziwiamy dzieło sztuki bezkształtnej, art informel. Dopiero z dystansu widać, że niebieskawe fiolety z lewej to pień drzewa, a zgaszone zielenie i żółcie to cienie na białej kobiecej sukni z kokardami, które malarz zaznaczył niedbale rozbieloną ultramaryną. Podobnie zdania Prousta sprawiają, podczas pierwszego czytania, wrażenie abstrakcyjnych konstrukcji. Urzekają oryginalną muzyką, ale ich sens nam umyka i staje się z wolna jaśniejszy przy ponownej lekturze. To naturalne i z całą pewnością celowe zdania autora cyklu W poszukiwaniu utraconego czasu są do wielokrotnego czytania. W jednym z esejów zbioru Przeciwko Sainte-Beuveowi Marcel Proust zaznacza: Piękne książki są napisane jak gdyby w obcym języku. Jacek Giszczak
W poszukiwaniu utraconego czasu (Tom 6). Albertyna odeszła
Marcel Proust
Główną oznaką tego, że Proust nie zdążył dokończyć pracy nad szóstym tomem, jest po prostu nieobecność finału. Gdy spodziewamy się zapowiedzianego parę stron wcześniej wyjazdu narratora w okolicę, w której w pierwszym tomie zaczynała się cała historia, opowieść urywa się nagle w przypadkowym miejscu. W rękopisach Prousta odnaleziono fragment z opowieścią o tym wyjeździe, został więc wklejony jako zakończenie. Ale i w nim brakuje ostatecznej puenty. Jak autor chciał to zakończyć, nigdy się nie dowiemy z tą myślą mieliśmy pozostać. Z posłowia Magdaleny Tulli