Verleger: 16
Krystyna Sobczyk
Ranimy i jesteśmy ranieni wszyscy. Krzywdzące słowo, jawna niesprawiedliwość, celowo zadany ból potrafią na lata zamknąć w zgorzknieniu i lęku Bóg nie chce, by nasza własna nienawiść nas zabiła, dlatego mówi, że mamy odpuszczać wszystko, wszystkim, nieustannie, tak jak On nam. Człowiek żyjący w Bogu w pełni, w szczęściu, w wolności zaczyna rozumieć, iż nie ma alternatywy dla przebaczenia, a to znaczy że nigdy nie jest za późno, aby wybaczyć drugiemu to, co niewybaczalne. Pragnę zaprosić Wszystkich do lektury książki Krystyny Sobczyk Przebaczenie. Powrót do życia. Osobiście dziękuję Autorce za tę książkę, dziękuję za głębię i za konkret (!); polecam ją naprawdę Każdemu. bp Grzegorz Ryś
Przebaczenie. Siła wybaczania leży w gniewie
Osho
W przebaczeniu tkwi ogromna moc, z której wielu z nas nie zdaje sobie sprawy Przebaczenie ma wielką moc. Dzięki niemu możemy poczuć ulgę. Dzięki niemu możemy też stać się szczęśliwymi ludźmi. W wykładach Osho kwestia wybaczania stanowiła zazwyczaj dodatek do zagadnień poświęconych stawaniu się uważnym oraz świadomości, że pielęgnowanie zranionych uczuć lub marzeń o zemście rani wyłącznie ciebie. Przebaczenie nie jest słowem, którego Osho używał często. Na najbardziej podstawowym poziomie, kiedy niepotrzebne są słowa, wybaczanie następuje z chwilą, gdy odpuszczamy lub przepracowujemy wszystko, co jest nieważne, pozbawione znaczenia w naszym życiu tu i teraz. W książce Przebaczenie zawarte są przemyślenia Osho na temat podejścia Wschodu i Zachodu do koncepcji przebaczania. Osho zastanawia się także nad jego znaczeniem w obliczu grzechu, winy, wstydu, skruchy, jak również przeszłych, obecnych i przyszłych konsekwencji. Przebaczenie oznacza po prostu, że akceptujesz daną osobę taką, jaka jest, że nadal kochasz ją taką, jaka jest. Osho
Kel Richards
Gdy Kathy Diosy dotknęła butów wiszących mężczyzn, tych, którzy wymordowali rodziny takie jak jej i zniszczyli niezliczoną rzeszę istnień ludzkich, poczuła przyjemność - przyjemność zemsty. Z Budapesztu do Wiednia, z Austrii do Australii - historia ucieczki przed nazistami, jaką przeżyła Kathy, jest również historią ucieczki z więzów goryczy i nienawiści. Jest to podróż do odkrycia, kto komu potrzebuje przebaczyć. Świadectwo życia kobiety, targanej między powinnością nienawiści do największych zbrodni, a przebaczeniem płynącym od Boga Ojca. Kathy Diosy zmarła w grudniu 2013 roku w Sydney w Australii. Jej przyjaciel Kel Richards jest popularnym autorem i wydawcą radiowym.
Przebieranki Anki i kolorowanki
Justyna Stankowska, Izabela Mikrut
Świat potrafi być bardzo kolorowy. Jednego dnia całkiem zielony, drugiego błękitny jak niebo, a trzeciego szary.Świat w kolorowankach może być jeszcze bardziej kolorowy wszystko zależy od tego, jakie macie kredki, farbki i flamastry.Bo przecież Anka jednego dnia nosi różową sukienkę, a już następnego - pomarańczową w fioletowe kwiatki.Anka uwielbia kolory!Izabela Mikrut, pseudonim Mrówka - ur. 1983.Satyryk, badacz humoru. Współpracuje m.in. z katowicką Kabaretową Sceną Trójki. Interesuje się siatkówką, z okna fotografuje zachody słońca, recenzuje książki (autorka bloga krytycznoliterackiego tu-czytam.blogspot.com).Publikuje w "Śląsku", "Toposie", "Guliwerze" i dwutygodniku internetowym "artPapier".
Przebodźcowani. Szukając siebie w świecie nadmiaru
Urszula Sołtys-Para
Codzienność jest, jaka jest, ale Ty nie daj się jej zwariować! Życie stawia przed nami wciąż nowe wyzwania. Chce od nas zbyt wiele, daje nam za mało. Za dużo wysiłku skutkującego chronicznym zmęczeniem i za mało szans na wysłuchanie własnego ciała. Zbyt wiele pośpiechu i niewystarczający czas na odpoczynek. Zbyt mocną presję na spełnianie cudzych oczekiwań i niewiele okazji do zaspokajania własnych potrzeb. A do tego dochodzi to, co się dzieje wokół nas. Martwimy się sytuacją w kraju i na świecie, dręczymy wizjami niewesołej przyszłości, jaką wieszczą komentatorzy w gazetach, radiu i telewizji, nie potrafimy się odciąć od wykańczających psychicznie mediów społecznościowych... Jesteśmy przeciążeni. W ciągłej gonitwie, pod presją czasu i oczekiwań, w kołowrocie codzienności czujemy, że to dla nas zbyt wiele. Czy możemy coś z tym zrobić? Czy istnieje recepta na współczesność? Oczywiście, że całkowicie się z niej nie wyleczymy. O ile nie zdecydujemy się uciec w dzicz, by żyć bez internetu i prądu, nie uwolnimy się od tego, co jest. Możemy jednak nauczyć się radzić sobie z tym, co nas przytłacza, i odzyskać tak potrzebne każdemu z nas poczucie równowagi. Posłuchaj audiobooka:
Przebodźcowani. Szukając siebie w świecie nadmiaru
Urszula Sołtys-Para
Codzienność jest, jaka jest, ale Ty nie daj się jej zwariować! Życie stawia przed nami wciąż nowe wyzwania. Chce od nas zbyt wiele, daje nam za mało. Za dużo wysiłku skutkującego chronicznym zmęczeniem i za mało szans na wysłuchanie własnego ciała. Zbyt wiele pośpiechu i niewystarczający czas na odpoczynek. Zbyt mocną presję na spełnianie cudzych oczekiwań i niewiele okazji do zaspokajania własnych potrzeb. A do tego dochodzi to, co się dzieje wokół nas. Martwimy się sytuacją w kraju i na świecie, dręczymy wizjami niewesołej przyszłości, jaką wieszczą komentatorzy w gazetach, radiu i telewizji, nie potrafimy się odciąć od wykańczających psychicznie mediów społecznościowych... Jesteśmy przeciążeni. W ciągłej gonitwie, pod presją czasu i oczekiwań, w kołowrocie codzienności czujemy, że to dla nas zbyt wiele. Czy możemy coś z tym zrobić? Czy istnieje recepta na współczesność? Oczywiście, że całkowicie się z niej nie wyleczymy. O ile nie zdecydujemy się uciec w dzicz, by żyć bez internetu i prądu, nie uwolnimy się od tego, co jest. Możemy jednak nauczyć się radzić sobie z tym, co nas przytłacza, i odzyskać tak potrzebne każdemu z nas poczucie równowagi. Posłuchaj audiobooka:
Przeboje kuchni staropolskiej Fruwające dziki i dania miłosne
Jan Kochańczyk
Kiedy wszedł na ekrany znakomity film Francisa Forda Coppoli Ojciec chrzestny, posypały się gromy na twórców. Zarzucano im szczególnie wyrafinowane okrucieństwo. Nie chodziło bynajmniej o liczne sceny krwawych porachunków między gangsterami. Miłośników zwierząt oburzył przede wszystkim obraz odciętego, końskiego łba, w łóżku jednego z bohaterów. Nie pomagały wyjaśnienia, że głowę czworonoga zakupiono w wytwórni konserw dla piesków, a zwierzę potraktowano i uśmiercono prawdziwie po ludzku. Nasi przodkowie byli chyba mniej wrażliwi. Końskie łby uchodziły za szczególny przysmak, godny hetmańskich ust. Jeszcze w połowie XIX wieku dostojny pan Roman Sagnuszko, aby uczcić czcigodnego pułkownika Marcelego Tarnowskiego, zaserwował mu głowę źrebięcia na półmisku. Wiadomo, że w dawnych czasach u nas tylko przed hetmanem taki półmisek stawiano przytacza słowa dawnego pamiętnikarza Elżbieta Kawecka (W salonie i w kuchni). Inni goście musieli zadowolić się mniej atrakcyjnymi fragmentami pieczonego źrebaczka. Dawne książki kucharskie wywierają czasami takie wrażenie, jak horror Teksaska masakra piłą mechaniczną. Jedno szczęście, że ludzkie sumienia nie zawsze były uśpione i zwierzęta częstowano narkotykami... Ale przepis na półżywe kurczęta może budzić grozę. Ptaki pojono wódką, potem skubano na żywo, przypiekano nad ogniem i podawano na stół. Kiedy smakosz kłuł je widelcem, porywały się do lotu z wielkim podziwieniem gości. Szczególną litość budzić może los bardzo popularnych w staropolskiej kuchni kapłonów (kastrowanych kogutów) i pulard (kastrowanych kur). Kaleczono je, by szybko rosły i obrastały tłuszczem. A potem... To już historia dla ludzi o wyjątkowo mocnych nerwach. Krystyna Bockenheim w książce Przy polskim stole przytacza dawne przepisy na utuczenie kapłona w kilka godzin: Wziąć masła twardego i w kulki go rozrobić. Tymi kulkami nakarmić kapłona i póty go gonić, póki zmordowany nie ustanie. Po małej chwili toż samo raz drugi i trzeci uczynić. Masło w nim przez agitacją rozgrzane i roztopione po całym się rozejdzie. Zabić go potem i w zimną wodę włożyć; będzie tłusty jak utuczony. Inna receptura: Weźmi kapłona żywego, nalej mu lejkiem w gardło octu winnego, a zawiąż i zawieś przez godzin pięć. Oskub pięknie, ochędoż, upiecz zwyczajnie albo nagotuj jako chcesz. Brr! Druga połowa XVIII wieku w Polsce upłynęła pod znakiem panowania dwóch naszych ostatnich królów: Augusta III i Stanisława Augusta Poniatowskiego. Jakże różni to byli królowie! Wyznaczyli także dwie różne epoki w kuchni polskiej. August III był żarłokiem. Uwielbiał specjały zarówno saskiej, jak i polskiej barokowej kuchni. Jędrzej Kitowicz pisał w swoich Pamiętnikach: Jadał tłusto i wiele: kuchnia jego nie miała równej w Europie tak co do wytworności potraw, jak co do wielkości ich; kucharzów, kuchcików, posługaczy kuchennych, pomywaczek liczbę do setnej dochodzącą. Choć sam jeden obiadował, zastawiano jednak przed niego 20 potraw i po tym wety i cukry. Natomiast Stanisław August jadał dobrze, ale nie za wiele. Jego styl naśladowali liczni polscy panowie i damy dbające o talię. Na sławnych obiadach czwartkowych podawano barszcz z uszkami, zimne wędliny, kiełbasy, paszteciki, a jako danie podstawowe ulubioną przez króla pieczeń baranią. Król Staś uwielbiał ostrygi, zarówno świeże, prosto z Hamburga, jak i marynowane. Zachodnie przysmaki coraz częściej pojawiały się na pańskich stołach. Nieoceniony kronikarz Jędrzej Kitowicz notował w Opisie obyczajów: Nie ustępując nasi Polacy w niczym Włochom i Francuzom, nawykli powoli, a dalej w najlepsze specjały obrócili owady i obrzezki, którymi się ojcowie ich jak jaką nieczystością brzydzili. Jedli żaby, żółwie, ostrygi, ślimaki, granele, to jest jądrka młodym jagniętom i ciołkom wyrzynane, grzebienie kurze i nóżki kuropatwie (same paluszki nad świecą woskową przypiekane), w których sama tylko imaginacyja jakiegoś smaku dodawała. Większość obywateli Rzeczypospolitej jadła te przysmaki dalej po staropolsku, czyli palcami. Stanisław August zaś należał już do tych oświeconych monarchów, którzy po mistrzowsku posługiwali się grabkami, czyli widelcem. Jacy byli ci dawni Polacy, biesiadujący przy mniej lub bardziej suto zastawionych stołach? Lektury szkolne dają nam najzupełniej wypaczony obraz dawnych czasów. Współcześni nabierają przekonania, że obywatele Polski Piastów czy Rzeczypospolitej Obojga Narodów patrzyli na świat oczami Kopernika, Kochanowskiego, Krasickiego czy Mickiewicza. Niestety, mentalność naszych przodków znacznie lepiej oddaje lektura pierwszej polskiej encyklopedii Nowych Aten księdza Benedykta Chmielowskiego. Dziś czyta się opisy zacnego dziekana rohatyńskiego jak Zieloną gęś mistrza Ildefonsa. Gałczyński był mistrzem humoru, encyklopedysta Benedykt zaś najzupełniej serio w latach 1745 1756 przekazywał dostępną mu wiedzę na kartach swej czterotomowej encyklopedii. (Fragmenty) Jan Kochańczyk Dziennikarz. Absolwent Uniwersytetu Śląskiego (polonistyka). Od roku 1975 redaktor ogólnopolskiej gazety Sport (Katowice). Droga zawodowa: od korektora do zastępcy sekretarza redakcji, kierownika działu publicystyki i szefa redakcji dodatków kolorowych. Publikacje dotyczące głównie sportów lotniczych, lekkoat-letyki, pływania i problemów ruchu olimpijskiego. Nagrody dziennikarskie i literackie miedzy innymi Grand Prix prezesa koncernu prasowego RSW (Warszawa) za cykl publikacji dotyczących sportu zawodowego w krajach socjali-stycznych (1989). Polskie opinie i dyskusje odbiły się wtedy echem także w Związku Radzieckim (epoka pieriestrojki Gorbaczowa) i przyspieszyły reformy ruchu olimpijskiego po naradzie na Kubie. Nagrody w konkursach na artykuły i opowiadania sportowe. Od 1991 roku zastępca redaktora naczelnego tygodnika filmowego Ekran, przeniesionego w tym czasie z Wars-zawy do Katowic (Grupa Fibak Noma Press). Od 1994 zastępca redaktora naczelnego tygodnika Panorama. Współpraca z katowickimi redakcjami Dziennika Śląskiego, Wieczoru, Integracji Europejskiej i in. Wydania książkowe m. in. Filmowe skandale i skandaliści (Twój Styl, 2005) oraz Ścigany Roman Polański (część biograficzna).
Sławomir Koper, Marek Sierocki
Od Cała sala śpiewa z nami przez Mniej niż zero po Jolka, Jolka, pamiętasz W PRL-u bawiono się głównie na potańcówkach i prywatkach. Jakie utwory muzyczne można było wtedy usłyszeć? Niektóre piosenki stały się prawdziwymi hitami tamtych lat i nie schodziły z radiowej anteny. Czy znasz je i pamiętasz? Które są popularne do dziś? Muzyczna podróż sentymentalna, w którą zabiorą nas wspaniali przewodnicy: najpopularniejszy pisarz historyczny Sławomir Koper oraz Marek Sierocki prezenter muzyczny, którego nikomu chyba nie trzeba przedstawiać.