Видавець: 24
Seweryn Goszczyński
Klasyczny tekst w nowoczesnej formie ebooka. Pobierz go już dziś na swój podręczny czytnik i ciesz się lekturą!
Mariusz Grzebalski
Mariusz Grzebalski Drugie dotknięcie Dziennik pokładowy Stara kobieta na brzegu dni. Stoję i patrzę, jak mgła dobija się i odwraca od moich okien. Porzuciłam miasto pamięci przeszłość. Wciąż je rzucam. I wciąż słyszę tamtą muzykę, głosy płynące z oddali. Stoję i patrz... Mariusz Grzebalski ur. 1969 Najważniejsze dzieła: Negatyw (1994), Ulica Gnostycka (1997), Drugie dotknięcie (2001), Człowiek, który biegnie przez las (2006), W innych okolicznościach (2013) Poeta i prozaik, autor ośmiu tomów poetyckich. Pracuje jako redaktor w Wydawnictwie WBPiCAK, zajmując się wydawaną tam serią poetycką. Wcześniej był redaktorem naczelnym Ogólnopolskiego Dwutygodnika Literackiego Nowy Nurt oraz redaktorem artzina Już Jest Jutro". W 2001 roku ukazał się wybór jego wierszy w przekładzie na język niemiecki w tomie pt. Graffiti. Za sprawą debiutu w 1994 roku zaliczany jest do pokolenia bruLionu, z którym dzieli niechęć do patosu, opieranie swojej twórczości na obserwacji zjawisk życia codziennego oraz zwrot ku detalowi. Kupując książkę wspierasz fundację Nowoczesna Polska, która propaguje ideę wolnej kultury. Wolne Lektury to biblioteka internetowa, rozwijana pod patronatem Ministerstwa Edukacji Narodowej. W jej zbiorach znajduje się kilka tysięcy utworów, w tym wiele lektur szkolnych zalecanych do użytku przez MEN, które trafiły już do domeny publicznej. Wszystkie dzieła są odpowiednio opracowane - opatrzone przypisami oraz motywami.
Marek Waszkiewicz
Dziennik praktykującego wójta… Rzecz o codziennym życiu wójta, burmistrza, prezydenta miasta i innych zależnych od wyboru nawet największego tłuka w Polsce to prawdziwe zapiski z prawdziwego życia, prawdziwego wójta, prawdziwie praktykującego to zajęcie przez ponad dwanaście lat. Przeciętny wyborca nie zdaje sobie sprawy, ile trzeba zabiegów i najróżniejszych układów, żeby sprawy załatwiać pozytywnie. To, co zostało zapisane, może się zdarzyć nawet w najmniejszej gminie w kraju nad Wisłą. Niewykluczone również, a raczej bardzo prawdopodobne, że takie historie zdarzają się w każdej gminie. Relacje między organem wykonawczym a uchwałodawczym na poziomie samorządu gminnego są często napięte. Nierzadko w codziennych kontaktach pomiędzy tymi organami dochodzi często do sytuacji wręcz śmiesznych. Można płakać ze śmiechu przy opisie tak zwanych opozycjonistów wójta i zarzutów pod jego adresem kierowanych. Można też włosy drzeć na głowie z powodu głupoty ludzkiej, z jaką przeciętnemu wójtowi przychodzi się nierzadko spotykać i mierzyć. Dziennik… to również zapiski, jak ludzie potrafią być małostkowi, zawistni i zupełnie nie rozumieją, czym jest wspólnota samorządowa, już nawet na poziomie wsi. Nie brakuje w Dzienniku… notatek lub cytatów z donosów i skarg czy to na wójta, czy to na ludzi na stanowiskach kierowniczych w gminie, aż wreszcie na sąsiadów. Jednak Dziennik… to także opis wyniszczającego wpływu władzy publicznej na jednostkę. Człowiek obejmujący stanowisko publiczne z wyboru, staje się zakładnikiem wyborców, radnych i obietnic złożonych w trakcie kampanii wyborczej. Ci, którzy chcą się w pełni oddać temu zajęciu, zauważają po jakimś czasie, że ich życie prywatne, życie rodzinne jest powoli zawłaszczane przez wyborców i prywatne interesy poszczególnych mieszkańców gminy. Ogólnie rzecz ujmując, to bardzo smutna opowieść, w której wiele może śmieszyć, ale nie mniej może też przerażać. W świetle tego, co napisano w Dzienniku… można sobie wyobrazić, jak może wyglądać życie polityków ze sceny krajowej i uświadomić sobie, że politycy nie ułatwiają nam życia. Co najwyżej robią wszystko, aby utrzymać się na powierzchni i zabezpieczyć jak najbardziej własne interesy. Myślę, że Dziennik… może być ciekawą lekturą, zwłaszcza dla tych, którym po głowie chodzi zaangażowanie się w pracę samorządową. Wszyscy z pewnością znajdą tu coś dla siebie! Autor
E.M. Delafield
Prawdziwa perełka mistrzowski popis błyskotliwego humoru Zachwycająco zabawna prowincjonalna dama to Bridget Jones lat trzydziestych XX wieku, opisująca osobliwości codziennego życia ze wspaniałym dowcipem i lekkością Nie jest łatwo być panią domu w prowincjonalnym miasteczku w Anglii. Na co dzień trzeba sobie dawać radę z mrukliwym mężem, psotnymi dziećmi i bezlikiem domowych dylematów: od przypalonej owsianki począwszy, a na waśniach z kucharką skończywszy. Na szczęście prowincjonalnej damy nie zmogą ani krnąbrne cebulki kwiatowe, ani niezapowiedziani goście, ani surowe ponaglenia bankowe, aby czym prędzej zlikwidować deficyt na koncie. Zrobi wszystko, aby utrzymać pozory zwłaszcza przed irytującą i wyniosłą lady Boxe.
Emi Yagi
Kiedy musisz zadbać o siebie, nawet kłamstwo się nada... Shibata czuje się wykorzystywana w firmie, w której pracuje od kilku lat. Drobne, ale uciążliwe dodatkowe obowiązki zrzucane na nią ze względu na płeć są jej codziennością. Wyczerpana tą sytuacją, pod wpływem impulsu kłamie, że spodziewa się dziecka. To całkowicie zmienia nie tylko jej pozycję w pracy, ale także całe życie. Odgrywanie roli przyszłej matki okazuje się zaskakująco komfortowe i pochłania ją bez reszty. Z dnia na dzień granica między kłamstwem a prawdą coraz bardziej się zaciera. Dziennik pustki, miejscami surrealistyczny i pełen cierpkiego humoru, jest zapisem samotności, jakiej doświadczają kobiety. Japońskie społeczeństwo zapewnia jedynie powierzchowne rozwiązania i pozorne zrozumienie. Urodzisz - piekło; nie urodzisz - też piekło. Shibata postanawia zadbać o bezpieczne miejsce tylko dla siebie, pielęgnując w sobie małe kłamstwo. Nadchodzi czterdziesty tydzień ciąży. Jaką przyszłość przyniesie "rozwiązanie"? Ta opowieść o kłamstwie w przewrotny sposób obnaża prawdę o społeczeństwach, w których wartość jednostki jest mierzona jej użytecznością dla innych i gotowością do odgrywania z góry wyznaczonych ról. Adrianna Wosińska, redaktor naczelna magazynu "TORII" Dziennik pustki to nie tylko gorzki komentarz na temat sytuacji japońskich kobiet na rynku pracy. To także dosadna, acz niepozbawiona ironii oraz humoru rozprawa nad dyktatem społecznych oczekiwań i konwenansów, które pętają nas niczym pajęcza sieć. Jaką cenę jesteśmy gotowi zapłacić, aby się z nich wyswobodzić? Agata Czapkowska, Honbon.pl Dziennik pustki jest propozycją niesamowitą w odbiorze. Surrealizm miesza się tutaj z humorem i zatracaniem się granic między prawdą a kłamstwem. Podroż ta jest niezwykła, bo nie wiemy, w jaki świat uwierzyć. A nad tym całą niekiedy absurdalną sytuacją unosi się jeszcze bardzo gorzki smak kraju, który potrafi doskonale tworzyć pozory, ale po ich odkryciu jawi się jako miejsce, specyficzne i wymagające dużo samozaparcia, aby się w rzeczywistości - szczególnie nam "gaijinom" - odnaleźć. Jarosław Drożdżewski, Półka z kulturą Emi Yagi (1988) urodzona w prefekturze Nagano, mieszka w Tokio. Ukończyła studia na Uniwersytecie Waseda. Obecnie jest zatrudniona jako redaktorka w czasopiśmie dla kobiet. Dziennik pustki, jej pierwsza powieść, zdobył nagrodę im. Osamu Dazaia, przyznawaną corocznie najlepszemu debiutowi literackiemu.
Agnieszka Maciąg
Przyjaciółko mojego serca! W moim życiu doświadczyłam wiele. Jako młoda dziewczyna przeżyłam głęboki kryzys gospodarczy, gigantyczną inflację i zmianę ustroju, widmo wojny, głodu, wszelkich klęsk oraz końca świata. Przeżyłam także trzy wypadki samochodowe, otarłam się o śmierć, doświadczyłam bolesnych rozstań, utraty ukochanych oraz chorób bliskich mi osób. Dlatego mam pewność, że tym, co pozwala nam przetrwać największe życiowe dramaty, są zaufanie, optymizm oraz nasza wewnętrzna siła. Możemy je w sobie obudzić. Najłatwiej jest narzekać, zamartwiać się, załamywać ręce i czekać na cud. Tymczasem prawdziwe cuda zaczynają się od zmiany naszego myślenia, bo to ono wpływa na nasze nastawienie, emocje i działanie. Napisałam tę książkę na obecne czasy aby pokazać Ci, że szczęście i radość nie są zależne od czynników zewnętrznych. Gdyby tak było, każdy z nas byłby niewolnikiem wydarzeń, na które nie ma większego wpływu. Prawdziwa wolność zaczyna się w głowie. Nauczyłam się tego, przechodząc przez największe życiowe próby. Owocami moich osobistych doświadczeń dzielę się z Tobą, aby dać Ci siłę do pokonywania problemów. Pragnę, by Twoje życie stało się łatwiejsze, lżejsze, bardziej przyjemne i pełne siły sprawczej, niezależnie od okoliczności zewnętrznych. Masz w sobie potężną moc, która czeka na przebudzenie! Jestem wdzięczna, że kolejny już raz możemy razem podróżować ku lepszemu życiu. Z miłością Agnieszka
Miriam Synger
Poznajcie Rut. Rut wie już wszystko o prawdziwym życiu. Niestety dorośli nadal traktują ją jak małolatę. To prawda, że kupuje ubrania na dziale dziecięcym. I śpi z pluszowym misiem. Ale dobrze wie, jak ważne jest mieć własny pokój. Taki totalnie swój. I że najgorzej jest siedzieć w samochodzie między fotelikami rodzeństwa. Wie też całkiem sporo o tym, jak to jest być jedyną Żydówką w klasie. Obchodzić Nowy Rok we wrześniu i umierać z nudów, kiedy inni jedzą wigilijną kolację. Mieć urodziny dwa razy w roku, a jesienią całe osiem dni spędzać w szałasie. Rut marzy, żeby mieć bogatą krewną, która na pewno (w przeciwieństwie do mamy) kupiłaby jej upragnione perfumy. I o tym, żeby nie być tak nieśmiałą. Ale najbardziej pragnie wielkiej roli w szkolnym przedstawieniu. Niestety! Na pierwszym spotkaniu kółka teatralnego spada z krzesła. Będzie musiała podbić świat, grając rolę lisa! A co na to wszystko rodzice? Jak to oni. Powiedzą, żeby się nie przejmować i że tyle naszego, co się naśmiejemy. Ale co oni tam wiedzą Miriam (Maria) Synger Żydówka, Polka, patriotka, matka pięciorga dzieci, feministka, kobieta silna i wrażliwa. Córka pisarki, wnuczka pisarki i prawnuczka pisarki. Autorka bestsellerowej książki Jestem Żydówką, w której opowiada o żydowskich tradycjach, kulturze, zwyczajach i o codziennym życiu żydowskiej rodziny w Polsce. Dziennik Rut jest jej pierwszą książką dla dzieci. FRAGMENTY KSIĄŻKI: WTOREK, 14 WRZEŚNIA Jutro Jom Kippur, czyli Sądny Dzień. To najważniejsze święto w żydowskim kalendarzu. Idealny czas na przepraszanie. I na przebaczanie. Świetnie się składa. Ja przeproszę mamę, że zepsułam i zgubiłam naszyjnik. A mama mi wybaczy. I wszystko będzie dobrze. Powoli podeszłam do mamy. Wcale mi się nie spieszyło do tej dramatycznej sceny rozrywającej serce. Hghm chrząknęłam cicho. O, hej, Rut, co tam? Chcesz trochę kaszy gryczanej? Właśnie skończyłam robić. Ładnie pachnie. A co to to białe? zapytałam. Przecież przed wyznaniem win można pogawędzić o obiedzie. A to czosnek. Miał być jeden ząbek dla smaku. Ale się zamyśliłam i posiekałam całą główkę powiedziała i oblizała łyżkę Oj wej! Ale siekiera. No ładnie. Będziemy zionąć ogniem jak smok wawelski. Trudno. Jak tam, Rucisława? zabrzmiało jak chęć nawiązania kontaktu. Czyli idealny moment, żeby powiedzieć, że jest źle. Wszystko dobrze wyjąkałam. () NIEDZIELA, 19 WRZEŚNIA Po południu dumna Sara sprowadziła do ogrodu okoliczne dzieciaki sztuk pięć: Tadka i Felka, czyli braci spod numeru 22, Malinę i Miśka rodzeństwo, które mieszka naprzeciwko nas oraz ich kuzynkę Karolinkę. Moja siostra chciała im wszystkim pokazać naszą budowlę. Wśród naszych sąsiadów nie ma Żydów, więc zawsze przy takich okazjach pojawia się mnóstwo pytań, na które Sara poważnie i z lubością odpowiada. Po co to budujecie? zapytał Tadek, najmłodszy z całej ekipy. Na pamiątkę tego, że nasi żydowscy przodkowie po wyjściu z Egiptu szli przez pustynię. Sara była w swoim żywiole. Nie było im gorąco? odezwał się Felek. No, pewnie było. Nie wiem. Na bank zużywali dużo kremu z filtrem. Zdawało się, że Malina wie, o czym mówi. A gdzie siusiali? I gdzie robili kupę? zatroskała się Karolinka. Na pustyni nie ma drzew ani krzaków. To gdzie się chowali? Ojej, nie wiem. Sara wyglądała na zbitą z tropu. Może nie robili kupy stwierdził Felek. Ale szli czterdzieści lat. Mój tata tyle ma powiedział Tadek. Mój wujek też pochwaliła się Malina. Mama mojej koleżanki skończyła trzydzieści pięć. Karolinka wzięła się pod boki. A gdzie spali? odezwał się wreszcie Misiek, który do tej pory chodził tylko dookoła tymczasowego domku. No właśnie w szałasach, które sami sobie budowali. I dlatego my wznosimy teraz podobne. Sara znów mogła błyszczeć. A gdzie toaleta? Nieoczekiwanie powrócił temat wypróżniania. Widać bardzo interesował Karolinkę. Chodzimy do domu. Sara pokazała nasze okna. Możecie przychodzić do mnie, jakby co zaproponował Felek. Dzięki, ale u nas też jest dobrze. My mamy wannę powiedziała Malina. My dwie. Tadek dumnie wypiął pierś. A mój wujek ma duży dom. I trzy łazienki krzyknął Misiek.() PIĄTEK, 15 PAŹDZIERNIKA We wtorek nie udało nam się skończyć makiety, więc dzisiaj po szkole też przyszłam do domu z Ulą. Całkiem nieźle nam szło. Miałyśmy już domki z pudełek po zapałkach, dróżki z malutkich kamyczków i strumyk ze starego worka foliowego. Brakowało tylko kilku drzew. Obklejałyśmy patyczki do lodów brązową plasteliną. Właśnie zabierałyśmy się do doczepiania zielonego mchu, gdy zaczęły się wycieczki. Benek po piłkę, bo zostawił ją u mnie. Sara po różową kredkę, bo jej się zgubiła. Tamara, żeby popatrzeć przez okno, bo u mnie jest najlepszy widok. Jonasz, bo zgubił majtki i postanowił je znaleźć właśnie u mnie. Mój brat! Wszedł do mojego pokoju po swoje majtki! Kiedy u mnie była koleżanka! Ten chłopak nie wie, co to przyzwoitość. No słowo daję, co za obciach. Dobrze, że się nie zaczął przy nas przebierać. O dziwo, majtki znalazł. Przez fantazję Benka nasze rzeczy migrują. Mój brat wbiega, zabiera coś, co akurat wpadło mu w oko, idzie dalej i porzuca rzecz w zupełnie przypadkowym miejscu. I tak w kółko. Ciekawe, gdzie jest mój top, który zniknął zapewne za jego sprawą kilka dni temu. Potem weszła Sara, żeby oddać różową kredkę. Za nią Benek, żeby popatrzeć, jak Sara tę kredkę oddaje. Tamara również pojawiła się po raz kolejny, żeby zapytać, czy nie mam jej bidonu. Na koniec weszła mama, bo zbierała puste kubki, i ojczymek z informacją, że jutro będzie padać, a on z przyjemnością odwiezie mnie do szkoły. Wszyscy wchodzili jak do siebie. Bez pukania, bez pytania, bez cienia skrępowania. Kiedy Ula wyszła, zrobiłam rodzinie awanturę. Chcę mieć drzwi! Słowo daję! Najwyższy czas! Chciało mi się płakać.
Ewa Małopolska
Historia o lęku przed zakorzenieniem i wyrywaniem korzeni. Wędrówkę Sylwii i Lewego cechuje przypadkowość, brak przejrzystych intencji, rozbieżność motywacji. Przy sobie trzyma ich strach przed samotnością i przekonanie, że wraca ten, kto jest słaby. Jednak napięcie pomiędzy relacją z drugim człowiekiem a osobistą wolnością okazuje się niełatwe do udźwignięcia. Dziennik Sylwii to zderzenie dziennika podróży z opowieściami pełnymi metafizyki i fantasmagorii, w których każdy duchowy brak znajduje odzwierciedlenie w realnym, fizycznym głodzie. Narracja jest pełna ciszy, w której objawia się ukryte, podskórne drżenie świata. Nierozerwalnie związanego z ludzką egzystencją, naznaczonego śmiercią i przez to oszałamiająco pięknego. Ewa Małopolska autorka powieści obyczajowej pod tytułem Dziennik Sylwii opublikowanej po raz pierwszy w 2015 roku.