Видавець: Armoryka
Abp Szymon Kozłowski
Msza święta, co do istoty swej, jest powtórzeniem ofiary krzyżowej; albowiem w niej jest ten sam najwyższy Kapłan i tenże przedmiot ofiary, to jest, Jezus Chrystus; różnica zachodzi tylko w sposobie ofiarowania. I tak: Na krzyżu Jezus Chrystus sam bezpośrednio ofiarował się Bogu Ojcu, dając dobrowolnie życie swe za nas; we Mszy zaś świętej ten sam Jezus Chrystus, jako Arcykapłan nasz, ofiaruje się za nas, lecz za pośrednictwem kapłana, który jest podrzędnym ministrem i widzialnym zastępcą Chrystusa Pana. Dlatego kapłan nie sam od siebie, ale w imieniu i osobie Chrystusa, w czasie konsekracji powtarza Jego słowa, wyrzeczone na ostatniej Wieczerzy: To jest ciało moje ten jest kielich krwi mojej; Na krzyżu Jezus Chrystus ofiarował się widzialnie, we własnej postaci przelewając krew i umierając za nas; we Mszy zaś świętej ofiaruje się mistycznie, to jest niewidzialnie, czyli tajemniczo i duchownie, pod postaciami chleba i wina; Na krzyżu poniósł rzeczywistą mękę i śmierć; we Mszy zaś ofiaruje się sposobem niekrwawym, to jest bez cierpień i rzeczywistej śmierci.
Marian Zdziechowski
Okrucieństwo polega na umyślnym i rozmyślnym sprawianiu cierpienia istocie żywej, czującej. Okrucieństwo jest dla okrutnika rozkoszą najobrzydliwszą, jaka się da wyobrazić, a to dlatego, że rozkosz ta jest w istocie swej podłością; pastwić się bowiem możemy tylko nad istotą słabszą, bezbronną lew w klatce na łasce jest u dziecka. Nie dość tego, w okrucieństwie mamy najbardziej odrażającą formę podłości. Można tłumaczyć czyn podły, spełniony ze strachu, albo dla interesu, ale podłość dla rozkoszy pastwienia się nad tym, kto się bronić nie jest w stanie, nie może nie budzić pogardy najgłębszej w każdym, kto ma w sobie choćby podobieństwo jakieś tego, co się sumieniem nazywa. Okrucieństwo wprowadza w szał, w stan bliski obłędu, i wyraz pijany krwią znają wszystkie języki, że zaś tych pijanych krwią, albo do pijaństwa takiego wzdychających, albo przynajmniej z natury do niego usposobionych jest w każdym społeczeństwie wielu, bardzo wielu, więc pomysły, kaprysy, fantazje tych pół-wariatów są rzeczą groźną, dezorganizują organizm społeczny, są trucizną, paraliżującą wysiłki wszystkich ludzi dobrej woli, skierowane ku umniejszeniu cierpienia na ziemi. Na wysiłki te okrutnik odpowiada obelżywym śmiechem. Co tamtych oburza i przeraża, to go pociąga i cieszy; on się zacina i zatwardza w namiętności swojej, a okropnym tego następstwem jest to, że dla umysłów słabych okrutnik staje się zgubnym przykładem, fatalnym inicjatorem najpotworniejszej rozkoszy...
O olbrzymie Światogorze świętym ogniu i wieszczeniu
Grzegorz Niedzielski
Bylina Światogor i Ilja Muromiec to jeden z najbardziej niezwykłych, ruskich poematów epickich. Opowiada o spotkaniu słynnego kijowskiego bohatera Ilji ze Światogorem, olbrzymem - siłaczem, mieszkańcem Świętych Gór. Prezentowana książka nie jest jednak ani przekładem byliny, ani jej nowoczesnym, poetyckim opracowaniem, ale podróżą w odległe czasy prehistorii Słowian, w celu odnalezienia źródeł i pierwotnego sensu opowieści. Autor sięga w tym celu zarówno do źródeł antycznych, jak i podąża śladem irańskich oraz tureckich wpływów kulturowych, płynących ku Słowiańszczyźnie ze wschodu, wraz z plemionami Sarmatów, Hunów i Awarów. W rozważaniach bliżej mu do pozycji antropologa, niż historyka, a źródło i sens bylinnej opowieści odkrywa czytelnikowi poprzez wiedzę o archaicznych praktykach szamanizmu, żywego u średniowiecznych ludów stepu."
Bp Teodoret z Cyru, Ks. Antoni Langer...
Bogactwo niezmiernie utrudnia pozyskanie cnoty. Przeciwnie ubóstwo jest pomocnikiem prawdziwej filozofii, najłatwiejszą, a ledwie nie jedyną drogą ku moralnemu udoskonaleniu. Namiętności bowiem przy braku nawet istotnych potrzeb muszą ulegać rozumowi; nie pozwala im ubóstwo nadymać się i powstawać przeciw rozumowi, ich panu i rządcy, jak to się zdarza w wypieszczonych zbytkami. Dusza oswobodzona od niepotrzebnych ciężarów, od zbytecznych zabiegów o rzeczy zewnętrzne, używa pokoju i ciszy zupełnej, zwraca się ku sobie, rozważa własną godność, poznaje uległych sobie uczuć służebnictwo, trzyma władzę, przepisuje prawa porządku i umiarkowania, i wszelki rokosz bądź gniewu, bądź jakiej żądzy karze i powściąga. Potrzeby ubóstwa zmuszają do pracy, a praca zajmując myśl i ciało, umniejsza żywioł namiętny, przeszkadza mu się wznosić aż do rzucenia wędzidła rozumu. Czyż to nie ślepota potępiać ubóstwo, które bywa środkiem i narzędziem do wszelkiej cnoty?
O pobudkach nabożeństwa ku Najświętszej Pannie
Jakub Górka
Fundamentem, korzeniem, podstawą prawdziwej czci musi być miłość szczera dla osoby. A więc nabożeństwo i cześć ku Maryi w tym tkwi, aby gotowym, ochoczym sercem czynić to, co do Jej służby należy. Przeto np. posty w środy, w soboty, modlitwy ku czci Maryi, pielgrzymki do Jej cudownych obrazów nie stanowią istoty nabożeństwa, lecz są albo wynikiem czyli skutkiem zewnętrznym tego nabożeństwa, albo też środkami do jego nabycia. Mówi doświadczenie, że są obłudnicy, którzy poszczą, modlą się, chodzą do kościoła, a przecież nabożnymi nie są. To samo doświadczenie wykazuje, że wiele osób należy do bractw ku czci Maryi, a przecież nie mają prawdziwego ku Niej nabożeństwa. O tych obłudnikach można z prorokiem Ezechielem powtórzyć: ˝Srebro ich precz wyrzucać będą, a złoto ich gnojem będzie. Srebro ich i złoto nie będzie ich mogło wybawić w dzień zapalczywości Pańskiej˝ (Ezech. VII, 19). Prawdziwie nabożny ku Maryi ten, kto się brzydzi wszystkim, co się Maryi Pannie nie podoba, a czyni ochoczo, co Jej miłe i przyjemne. A wiemy, że Maryja strasznie nienawidzi grzechu, a miłuje cnotę. Jeżeli chcemy mieć rzetelne nabożeństwo do Niepokalanie Poczętej, unikajmy grzechu i służby u złego ducha, podobnie jak i Maryja depce głowę tego węża piekielnego, a odziewajmy się płaszczem cnót, jak i Pani, Królowa nasza, odziana słońcem sprawiedliwości. Blichtrem Maryi nie oszukamy, maska nabożeństwa wstrętem napełnia Serce Matki miłosierdzia, bo Ona w Bogu wszystko widzi jasno i serc naszych tajniki dla Niej otwarte i czyta w nich, jak w księdze. Istota Boga, w którą z zachwytem spogląda w królestwie chwały, jest dla Niej cudownym zwierciadłem, w którym odbija się najdokładniej nasza istota i wszystkie kryjówki serca naszego. Niepokalana Dziewica widzi tam w górnych krainach, jak ty szeptasz modlitwy ku Jej czci, pościsz, do Jej kongregacji należysz, a żywisz w duszy myśli nieczyste, potajemnie oddajesz się swawoli, jesteś leniwy, nieposłuszny, mściwy.
Jan Długosz, Stanisław Sarnicki
Plik pdf jest zamknięty w postaci rastrowej złożonej ze skanów. Książka opowiada o najdawniejszych dziejach Polski Polaków, o czasach tak odległych, że uważanych za bajeczne, niemniej dziś, w świetle najnowszych badań nie historyków, ale genetyków, przynajmniej w części potwierdzonych. Publikacja zawiera wypisy ze starych kronik Długosza i Sarnickiego. Każdy, kto interesuje się dziejami naszego kraju i narodu powinien te książkę mieć w swojej bibliotece. Zasługuje na to.
Arthur Schopenhauer
Zasada honoru rycerskiego nie jest zasadą pierwotną, opartą na ludzkiej naturze; jest ona sztuczną, a początek jej łatwo odnaleźć. Jest ona dzieckiem wieków, w których pięści były więcej wyćwiczone niż głowy i w których księża więzili rozsądek, tych wieków średnich, tak słynnych z rycerskości. W owych czasach Pan Bóg nie tylko miał czuwać nad nami, lecz i sądzić za nas. To też sprawy sądowe drażliwe decydował Sąd Boży, który zasadzał się z małymi wyjątkami na walkach szczególnego rodzaju, nie tylko między rycerzami, lecz i między mieszczaństwem. Walka w Sądzie Bożym była najwyższą instancją, do której można się było odwołać od wszelkiego wyroku. Tym sposobem nie rozum był trybunałem, ale siła i zręczność fizyczna, czyli zwierzęcość. W naszych jeszcze czasach, pomiędzy ludźmi, którzy stosują się do takich pojęć, nie najwykształceńsi i nie najrozumniejsi upatrują ostateczną rację w sprzeczce, która sprowadza pojedynek. Są to pojęcia przejęte dziedzicznie i tradycjonalne...
Antoni Miecznik
O religii pogańskich Słowian, ze stanowiska kulturalno-historycznego: Gdzież szukać świadectw [odnoszących się do wierzeń słowiańskich], na których by można polegać? Są świadectwa najpewniejsze, chociaż nie w książkach opisane. Nie ma przecież żadnych autorów, którzy by, jako naoczni świadkowie, przekazali potomności, co to się działo na ziemi w dawnych epokach. Jak warstwy geologiczne nie pokrywają się równolegle, lecz z najdawniejszych czasów sięgają jedne tu, drugie tam, do powierzchni ziemi, takie same warstwy istnieją i w świecie umysłowym, a narody, tak zwane dzikie, przedstawiają niejako skamieniałości, dające wyobrażenie jak wyglądał każdy naród, kiedy jeszcze stał na takim samym stopniu rozwoju...