Видавець: Dowody na istnienie

17
Завантаження...
EЛЕКТРОННА КНИГА

Flora

Jonáš Zbořil

Nastrojowa, niepokojąca i poruszająca opowieść o rodzicielstwie w dobie kryzysu klimatycznego. Adam i Sara mieszkają na obrzeżach miasta, w miejscu nazywanym Stepem. To dziwna przestrzeń pomiędzy cywilizacją a dziką przyrodą. Ludzie porzucają tam stare sprzęty, części aut, wyrzucają odpady, które z czasem zarastają roślinnością. Pewnego dnia para znajduje tajemniczą istotę. Ma twarz i oczy, ale jej ciało jest mieszanką gliny, roślin i kabli. Nie wiadomo, gdzie kończy się żywe, a zaczyna sztuczne. Adam i Sara nadają istocie imię Flora. Choć początkowo wzbudza strach i niepewność, Flora szybko staje się centrum ich życia. Sara, kierowana instynktem nie do powstrzymania, otacza ją opieką. Adam jest ostrożniejszy, ale z czasem i on wchodzi w rolę opiekuna. Ich codzienność zaczyna przypominać życie rodzinne, tyle że dziecko, którym się zajmują, jest czymś całkowicie nieznanym. Flora rośnie, zmienia się - ale pozostaje zagadką. Nie wiadomo, czym naprawdę jest. Nową formą życia? Produktem skażonego środowiska? Symbolem świata, w którym zatarła się granica między naturą a technologią? W swoim debiucie prozatorskim czeski poeta i publicysta Jonas Zbořil zachował poetycką wrażliwość i dzięki obrazowemu językowi stworzył sugestywne opisy krajobrazu, w którym natura powoli odzyskuje przestrzeń utraconą na rzecz człowieka. Flora jest jednocześnie intymną historią o rodzicielstwie i egzystencjalną alegorią współczesności. Zbořil stawia pytania o to, czym jest życie, gdzie przebiega granica między tym, co ludzkie, a tym, co nieludzkie, oraz jak wygląda troska o kogoś, kogo nie potrafimy do końca zrozumieć. To hipnotyzująca, literacka, dystopijna opowieść, która oscyluje między czułością a niepokojem, między historią o opiekuńczości i miłości a subtelnym horrorem.

18
Завантаження...
EЛЕКТРОННА КНИГА

Foucault w Warszawie

Remigiusz Ryziński

Warszawa 1958. Szare ulice, na każdym kroku milicja. W mieście pojawia się mężczyzna o niebanalnej urodzie i światowych manierach. Wynajmuje mieszkanie, zaczyna pracę, wieczorami wychodzi albo przyjmuje u siebie. Ilu mężczyzn składało o nim raporty? Na ilu SB zbierała informacje? Czy istnieją różowe teczki? Kogo kochał najbardziej i kto zdradził go najboleśniej? Jak wyglądało jego życie na co dzień i dlaczego naprawdę musiał wrócić do Francji? I wreszcie – kim był jego legendarny kochanek? Nieznana historia Michela Foucault, wielkiego francuskiego filozofa, który przez rok przebywał w Polsce i pozostawił po sobie dopiero dziś odkryte ślady. Teczki SB, które nie miały ujrzeć światła dziennego. Pamięć ludzi, którzy go znali i dla których dużo znaczył. Wspomnienia, fakty, dokumenty. Śledztwo, którego efektu nikt się nie spodziewał.   Z pobytem Michela Foucault w Warszawie jest trochę tak jak z homoseksualizmem w Polsce końca lat pięćdziesiątych. Jest jednocześnie legendarny i nieobecny. Niby istniał, ale właściwie nic o nim nie wiadomo. Książka Remigiusza Ryzińskiego przywraca tamten czas i dziejące się wówczas wydarzenia. Jest jak tablica upamiętniająca, która od lat powinna wisieć na budynku przy ul. Chmielnej 32 (wówczas Rutkowskiego), gdzie mieszkał Foucault – Krzysztof Tomasik Mogło tej książki nie być. Świat, jak się zdaje, wolał o całej historii zapomnieć. Ale Ryziński się zawziął. Był jak detektyw. Przeglądał „setki teczek pachnących strachem”. I efekt jego poszukiwań Państwa zaskoczy. Bo Foucault jednak był w Warszawie… – Michał Nogaś

19
Завантаження...
EЛЕКТРОННА КНИГА

Historia miłości macierzyńskiej

Élisabeth Badinter

To książka, która zyskała miano kultowej, przełomowej, którą kserują kolejne roczniki kierunków gender studies i do której odwołują się kolejne pokolenia autorek i autorów piszących o kobietach i macierzyństwie. Od lat była białym krukiem. Maria Janion pisała w eseju Niańka i kowboj poświęconym Elisabeth Badinter, że feminizm francuskiej filozofki uznawano za "oświecony, reformistyczny, tolerancyjny", a mimo to swoimi rozważaniami o tym, czy instynkt macierzyński jest wrodzony i czy każda kobieta go czuje, włożyła kij w mrowisko. "Sądząc z gwałtownych reakcji, jakie wywołała ta książka, macierzyństwo jest dziś ciągle tematem tabu" - stwierdziła Badinter. Dlaczego? Bo ośmieliła się powiedzieć, że "kobieta może być normalna, nie będąc matką, i że nie każda matka ma nieodparty pociąg do zajmowania się urodzonym przez siebie dzieckiem". Ponadto podkreśliła, "do jakiego stopnia pragnienie posiadania dziecka jest złożone, trudne do określenia i do oderwania od całej sieci czynników psychologicznych i społecznych", które na przestrzeni wieków - od XVII do XX - nie ułatwiały kobietom bycia matkami. Temperatura tej dyskusji nie jest w dzisiejszej Polsce doby kryzysu demograficznego niższa, niż była niemal pięćdziesiąt lat temu we Francji. I chociaż przeszliśmy długą drogę od odsyłania osesków w powijakach do mamek, oddawania kilkulatków pod opiekę instytucjom państwowym czy od niepodważalnie dominującej pozycji ojca w procesie wychowania, to nadal brak chęci posiadania dziecka przez kobietę napawa nie tylko lękiem, ale również pozostawia nas - społeczeństwo - w bezradności. W świecie chaosu relacja matka-dziecko ma rzekomo być tą niepodważalną, stałą, pewną. Bez niej jesteśmy sierotami. Kobiety pytają jednak: ale w imię czego mamy rodzić i wychowywać dzieci? Za co? Dlaczego? Na mocy jakiego prawa? Już w przedmowie Badinter zachęca: "Spróbujmy na nowo sformułować naszą definicję miłości macierzyńskiej, a zyskamy w ten sposób lepsze - z korzyścią zarówno dla kobiety, jak i dla dziecka - zrozumienie macierzyństwa. Zapraszam wszystkie kobiety - czy są matkami, czy nie - do wzięcia udziału w tej ważnej dyskusji filozoficznej. Do nich teraz należy dawać świadectwo, słuchać i sądzić...".

20
Завантаження...
EЛЕКТРОННА КНИГА

JAK WSPIERAĆ TRANSPŁCIOWE DZIECKO

Paula Szewczyk

Matka, ojciec i transpłciowe dziecko - Paula Szewczyk spotkała się z nimi w 2021 roku. "Jestem na takim etapie, że wierzę, że może jeszcze to się cofnie" - mówił wtedy ojciec. "Wspieram je, ale przyznaję, że nadal z tyłu głowy mam takie: a może?..." - zastanawiała się matka. Gdy autorka wróciła do nich po czterech latach, usłyszała: "Jestem ojcem, który dzisiaj bez problemu mówi, że ma syna. (...) Tranzycja niczego mi nie odebrała w byciu ojcem. Wręcz wzbogaciła doświadczenie ojcostwa". "Naprawdę powiedziałam ci, że urodziłam córkę i że dla mnie to się nie zmieni? - zdziwiła się matka. - Dzisiaj mówię, że urodziłam syna, tylko o tym nie wiedziałam!". "Gdy zrozumiałem, kim jestem, byłem jeszcze za młody, żeby obawiać się, że nie wszyscy mogą to zrozumieć - wyznał transpłciowy Marcin. - Dla mnie to po prostu byłem ja i tyle". Opowieści bohaterów są uzupełnione o rozmowy z trojgiem ekspertów w tematyce transpłciowości. Mówią o tym, jak przebiega proces tranzycji w Polsce. "Zdarza się, że osoby odkładają swoje życie na po tranzycji. Książkę zamykają rady, które dają bohaterowie części reporterskiej, każdy na podstawie własnego doświadczenia. Mówią między innymi: "Nie oceniaj" (ojciec). "Na wszystko trzeba czasu. Daj go sobie i dziecku" (matka). "Nie karz go za to, że jest trans" (dziecko).

21
Завантаження...
EЛЕКТРОННА КНИГА

Jak zamieszkać w Toskanii

Leszek Talko

Rzucić wszystko i zamieszkać w Prowansji, na Korfu albo w Toskanii; sięgać ręką za okno, żeby zerwać pomarańczę z drzewa, codziennie kąpać się w ciepłym morzu, kupować na targu pod domem langusty i ostrygi - kto nie miał takich marzeń? Większość z nas zatrzymała się jednak na przeglądaniu ofert biur nieruchomości w trakcie wakacyjnych wyjazdów. Leszek Talko nie zrezygnował z marzenia, które zrodziło się w nim jeszcze w dzieciństwie, kiedy jego rodzice rozważali wyprowadzkę do Maroka. Nigdy nie rozpakował swojej walizki, którą wtedy przygotował. "Krótko mówiąc: żeby spełnić marzenie o mieszkaniu na Południu, trzeba skoczyć na główkę do nieznanej wody, która co prawda kusi, ale nie wiadomo, czy jest głęboka, czy płytka, czy może dno jest najeżone skałami, albo czy roi się od piranii... Słowem: wskoczyliśmy". Dlaczego dom z ogródkiem czasem ma ogródek w innej części miasta? Co jeśli wraz z budynkiem dostaje się niewzbudzającego zaufania lokatora? Czym jest "dom z potencjałem"? Czy lepiej kupić nieruchomość taniej w wyludnionej wiosce czy wśród ludzi, ale w sąsiedztwie fabryki? I dlaczego należy zaglądać do piwnicy? Talko opowiada z pewną dozą naiwności, ale i wielką swadą o swoich perypetiach z właścicielami nieruchomości oraz włoskimi agentami, a także o tym, jak sprzedawał dom w Warszawie, żeby za ten włoski dom zapłacić (uwaga spoiler: po transakcjach zostało mu na koncie sto euro). To książka przygodowo-poradnicza z happy endem i morałem. W końcu: nigdy nie jest za późno, żeby spełnić swoje marzenie!

22
Завантаження...
EЛЕКТРОННА КНИГА

JAK ŻYĆ Z "TOKSYCZNĄ" MATKĄ

Monika Redzisz

"Matka wysysa ze mnie energię". "Najbardziej przeżywałam, kiedy szła do piwnicy i mówiła, że się tam powiesi". "Moja matka nie powinna była być matką". "Moja mama jest cudowna, naprawdę. Tym bardziej przykre są dla mnie niektóre jej zachowania..." "Mam świadomość, że krzywda, jaką mi wyrządzała, wynikała z niewiedzy i z rozpaczy". "Dzieci jednak na pewno nie będę mieć. Nie chcę mieć szansy, żeby im zniszczyć życie". Jak żyć z "toksyczną" matką to historie dorosłych dzieci, których matki z różnych powodów je zawiodły: bo nie potrafiły inaczej, bo powtarzały znane z dzieciństwa strategie wychowawcze, bo macierzyństwo je przerosło lub przygniotły problemy finansowe czy zdrowotne, albo oślepiła ambicja posiadania dziecka idealnego. To jednak nie tylko relacje skrzywdzonych synów i córek. Bohaterkami książki Moniki Redzisz są również matki, które konfrontują się z tym, czego doświadczyły ich dzieci. "Byłam toksyczna, krzywdziłam syna, odrzucałam go emocjonalnie, nie potrafiłam dać ciepła i wsparcia - opowiada jedna z nich. - Jakie to uwalniające móc o tym wreszcie opowiedzieć... A przecież kochałam moje dzieci. Oddałabym za nie życie". "Toksyczna" matka nie zawsze jest brutalna. Zachowania toksyczne mogą się zdarzać mimo najlepszych intencji. Ich wspólnym mianownikiem jest destrukcyjny wpływ na dziecko. Toksyna zatruwa relację, bo sączy się latami. Opowieści bohaterów zostały uzupełnione o rozmowy z psycholożkami. "Nie jestem fanką tego pojęcia - mówi o "toksycznej matce" Katarzyna Półtorak. - Jest bardzo pejoratywne, stygmatyzujące. Ponieważ jednak funkcjonuje w naszym języku, warto je zdefiniować, żebyśmy wiedzieli, o czym mówimy". A Tanna Jakubowicz-Mount dodaje, że "toksyczna" matka na ogół sama miała "toksyczną" matkę.

23
Завантаження...
EЛЕКТРОННА КНИГА

Kołysanka z huraganem

Justyna Wicenty

Umarło mi dziecko. Oksymoron, żadne ze słów w tym zdaniu do siebie nie pasuje. Śmierć zrobiła swoje i poszła po inne dzieci.  A ja musiałam samą siebie na nowo oswoić. Jak? Nie ma w dzisiejszych czasach niemal żadnych rytuałów żałobnych, musiałam znaleźć własny. Tydzień po nagłej śmierci mojego Tadka zaczęłam pisać dziennik. Kompulsywnie i intuicyjnie notowałam emocje, lęki, niechciane myśli i koszmarne sny. Zapisywałam błahe wydarzenia, analizowałam relacje z mężem, córką, rodziną i przyjaciółmi, przypadkowe rozmowy i spotkania. Rejestrowałam postępy w terapii stresu pourazowego, pisałam o kontaktach z psychiatrą i innymi rodzicami w żałobie. Opowiadanie pozwoliło mi przebrnąć przez rzekę rozpaczy i beznadziei. Chciałam pokazać wyczerpujący obraz. Że ostatecznie nie trzeba się bać, że nie trzeba cierpieć dłużej, niż to konieczne, choć krócej też się nie da – w tej rozgrywce przyspieszanie cofa pionek o kilka pól. Że to cholernie ciężka praca – nauka żonglowania żyletkami, połykania ognia i kroczenia nad przepaścią, a tym samotnym treningiem nie pochwalisz się w żadnym cyrku świata, co najwyżej sama możesz sobie bić brawo. To jest moje życie. Straciłam dziecko i trafiłam do strefy zero, ale okazało się, że świat dookoła nadal istnieje, a ja go doświadczam. Nie jestem trędowata, nie jestem naznaczona. Mogę się moim doświadczeniem podzielić. W taki sposób postanowiłam o tym opowiedzieć.   Dwunasty sierpnia dwa tysiące siedemnastego roku. Jedziemy przez Kościerzynę do Bytowa. Właścicielka wynajętego mieszkania uprzedza nas telefonicznie o drzewach powalonych na drogę przez wichurę. Tadek i Róża, którzy przed chwilą marudzili i płakali, nareszcie zasnęli. Pierwszy raz podróżujemy wspólnie z półtoramiesięcznym synkiem. Jedziemy w błogiej ciszy. Nagle las znika. Z ziemi sterczą kikuty drzew, metodycznie połamane przez żywioł. Nie widzieliśmy nigdy tak bezwzględnie precyzyjnej siły. Niespodziewanie uruchamia się lampka sygnalizująca awarię silnika. Stajemy na poboczu. Żebyśmy tylko nie utknęli z dziećmi w epicentrum zniszczenia, żebyśmy tylko nie zostali uwięzieni w samochodzie… Ale silnik odpala i ruszamy dalej. Skoszony las ciągnie się kilometrami. Wiele osób zatrzymuje auta i robi sobie zdjęcia w scenerii z filmu katastroficznego. A my nie wiemy jeszcze, że oglądamy nasze życie – takie, jakie będzie, dokładnie za miesiąc i jeden dzień.

24
Завантаження...
EЛЕКТРОННА КНИГА

Krahelska. Krahelskie

Olga Gitkiewicz

Halina, Wanda, Krystyna. Trzy kobiety, jedno nazwisko. Legendarna inspektorka pracy, zamachowczyni z dobrego domu, warszawska Syrenka. Często je mylono, jeden życiorys rozpisywano na trzy albo – częściej – trzy zlepiano w jeden… Krahelska. Krahelskie. Halina, Wanda, Krystyna. Trzy kobiety, jedno nazwisko, zbliżone lata aktywności, ta sama klasa społeczna. Często je mylono, dopisywano im nieistniejące pseudonimy, litery w nazwisku, przypisywano nie ich intencje, mieszano szczegóły biografii, jeden życiorys rozpisywano na trzy albo – częściej – trzy zlepiano w jeden. Tylko jak to opowiedzieć? – zastanawia się Olga Gitkiewicz. Halina Krahelska, legendarna inspektorka pracy, działaczka społeczna i komunistka. Kwestionowała każdy system, a na obiad podawała pogadankę o zatrudnianiu dzieci w łódzkich fabrykach włókienniczych, choć przecież gotowała podobno znakomicie, goście chwalili zwłaszcza jej pieczyste, i piekła mazurki. Nikomu się nie kłaniała. Wanda Krahelska, zamachowczyni z dobrego domu, stała na balkonie w peruce, gdy ulicą jechał powóz carskiego namiestnika. Krystyna Krahelska użyczyła twarzy i ciała pomnikowi warszawskiej Syrenki i jak syrena była dzielna i jasna, a żaden dom nie był jej domem. Klisze, klisze. Więc jak to opowiedzieć? Może usunąć nietrafione epitety, spróbować znaleźć nowe, poddać się, spróbować raz jeszcze. Starać się o obiektywizm i dystans, a potem jednak oceniać. Przykładać współczesną miarę do niewspółczesnych zamiarów, bez pozwolenia czytać cudze listy, rewidować pamięć, tropić błędy, popełniać własne, wpadać w pułapki, gubić się w ślepych zaułkach pomylonych życiorysów, opowiadać. To jest książka o Halinie Krahelskiej i innych kobietach z rodziny Krahelskich. To jest książka o kliszach. Niektóre są prześwietlone.