Verleger: Estymator
Bohdan Petecki
Co tysiąc lat w okolicach Słońca pojawia się kometa. Nazwano ją K-1 i tuż przed zbliżeniem z macierzystą gwiazdą zbudowano na niej bazę o tej samej nazwie. Układ Słoneczny został już zasiedlony, toteż nie dziwi obecność ludzi na komecie, nawet jeśli miałby to być dzieci. Baza, obok innej, zbudowanej na orbicie Neptuna, służy do badań nad czeluściami kosmosu. Gdy kometa znajduje się blisko Słońca, na wspomnianej neptuńskiej bazie przygotowywane są dwa statki, by dowieźć na K-1 dodatkowy sprzęt dla naukowców. Statkami tymi przylatują na swoje wakacje Radek i Baś. Okazuje się, że surowy krajobraz komety urozmaica tajemniczy obiekt – kupka dziwnych kamieni przypominających purchawki, które emitują dźwięki i… barwy. Jest to książka o człowieku zagubionym w lodowych czeluściach wszechświata i kosmicznych przemytnikach, tajemniczych praktykach uczonych w zwariowanej bazie na Neptunie i zbyt zachłannym kolekcjonerze, o zbyt upartym pilocie i… Królowej Śniegu (tej z bardzo starej bajki). O ślicznych niebieskich oczach zmieniających się jak niebo nad prawdziwą Ziemią i wspaniałych warkoczach, jakimi nie mogła się poszczycić żadna z komet. [Wróble Galaktyki, artur-nowakowski.pl] Pierwsze, papierowe wydanie tej książki opublikowało w 1979 roku wydawnictwo Nasza Księgarnia w popularnej serii „Klub Siedmiu Przygód”. Nota: przytoczone powyżej opinie są cytowane we fragmentach i zostały poddane redakcji. Projekt okładki: Karolina Lubaszko.
Anna Kłodzińska
Seksualna, romantyczna przygoda żonatego mężczyzny na wysokim stanowisku – dyrektora Derbacha – z młodą dziewczyną, staje się dla niego początkiem poważnych kłopotów. A dla niej – tragicznie. Zostaje bowiem zamordowana. Do akcji, jak zwykle u Kłodzińskiej, wkracza kapitan Szczęsny. Wczesne lata 70. XX wieku (okres gierkowski). Danielista (lubimyczytac.pl): Dobrze skrojony kryminał. Mimo niedużej objętości, ucieka on od wielu uproszczeń, ciekawie pokazuje pracę dochodzeniową milicji i porusza się po dość rozległym i zróżnicowanym tle społecznym. Kłodzińska nie unika też pewnej – jak na czasy, w których powstała książka – dosadności, co sprawia, że więcej tu literackiego mięsa niż w pozbawionych go często, innych tytułach z tego zakresu gatunkowego (powieści milicyjnej). Sama zaś historia tragicznego w skutkach skoku w bok pewnego dyrektora ma ciekawy punkt wyjścia i już do końca pozostawia czytelnika w napięciu. Powieść „Królowa Nocy” była pierwotnie publikowana na łamach „Dziennika Zachodniego” w 1971 roku. W roku 2009 opublikowało ją po raz pierwszy w formie książkowej, wydawnictwo Wielki Sen. Książka wznowiona w formie elektronicznej przez Wydawnictwo Estymator w ramach serii: Kryminał z myszką – Tom 67. Nota: przytoczone powyżej opinie są cytowane we fragmentach i zostały poddane redakcji.
Anna Kłodzińska
Seksualna, romantyczna przygoda żonatego mężczyzny na wysokim stanowisku – dyrektora Derbacha – z młodą dziewczyną, staje się dla niego początkiem poważnych kłopotów. A dla niej – tragicznie. Zostaje bowiem zamordowana. Do akcji, jak zwykle u Kłodzińskiej, wkracza kapitan Szczęsny. Wczesne lata 70. XX wieku (okres gierkowski). Danielista (lubimyczytac.pl): Dobrze skrojony kryminał. Mimo niedużej objętości, ucieka on od wielu uproszczeń, ciekawie pokazuje pracę dochodzeniową milicji i porusza się po dość rozległym i zróżnicowanym tle społecznym. Kłodzińska nie unika też pewnej – jak na czasy, w których powstała książka – dosadności, co sprawia, że więcej tu literackiego mięsa niż w pozbawionych go często, innych tytułach z tego zakresu gatunkowego (powieści milicyjnej). Sama zaś historia tragicznego w skutkach skoku w bok pewnego dyrektora ma ciekawy punkt wyjścia i już do końca pozostawia czytelnika w napięciu. Powieść „Królowa Nocy” była pierwotnie publikowana na łamach „Dziennika Zachodniego” w 1971 roku. W roku 2009 opublikowało ją po raz pierwszy w formie książkowej, wydawnictwo Wielki Sen. Książka wznowiona w formie elektronicznej przez Wydawnictwo Estymator w ramach serii: Kryminał z myszką – Tom 67. Nota: przytoczone powyżej opinie są cytowane we fragmentach i zostały poddane redakcji.
Jacek Joachim
Trzy klasyczne, doskonale napisane mikropowieści kryminalne: „Spokojny, sobotni wieczór”, „Sprawa rodzinna” i „Bridż”. TAURUSGALAXY (lubimyczytac.pl): Zawarto w tej książce mamy wszystko to co powieść kryminalna powinna zawierać: zbrodnie, nagłe zwroty akcji, błyskotliwe rozwiązania prowadzonych śledztw oraz romanse. DAKA (lubimyczytac.pl): Kryminał milicyjny, ale charakterny. Dobry język, nienatarczywe nawiązania do ówczesnej rzeczywistości, raczej skupienie na zagadce. Trzech zagadkach, bo jest to zbiór trzech opowiadań. Dobry przerywnik i możliwość przypomnienia zupełnie innego stylu pisania kryminałów. GRZEGORZ CIELECKI (Klub MOrd): Umrzeć w doborowym towarzystwie. Trzy mikropowieści w jednym tomie. To rzadki przykład w twórczości milicyjnej. Taką formę wybrał Jacek Joachim dla swego ostatniego dzieła „Krótka podróż”. Dzięki czemu mamy trzy trupy, po jednym na mikropowieść. Oczywiście można było zapewne „Spokojny sobotni wieczór”, „Sprawę rodzinną” oraz „Bridż” rozbudować do pełnowymiarowych powieści, ale autor słusznie postawił na suspens i esencjonalność. I tu wygrał. Widać wyraźnie, ze Joachim zna na wylot zasady kryminału zarówno klasycznego, jak i milicyjnego i bawi się nimi. Widać to zresztą od razu w kreacji głównego bohatera, która nazywa się… Jacek Joachim czyli tak jak autor (pomysł znany u nas z twórczości Joe Alexa), a w zasadzie pseudonim autora, bo tak naprawdę autor „Krótkiej podróży” to Zbigniew Kubikowski, z zawodu filolog i krytyk teatralny. Nic zatem dziwnego, że budowa poszczególnych mikropowieści, a przede wszystkim pierwszych dwóch, to w zasadzie etiudy teatralne, gotowe Kobry, których niestety nie zrealizowano. Akcja „Spokojnego sobotniego” wieczoru rozgrywa się w domku pod Warszawą. Jacek Joachim, kapitan milicji, zostaje zaproszony na prywatną imprezę przez przyjaciela muzealnika. Spotkanie w gronie znajomych kończy się śmiercią gospodarza. Wychodzi na jaw, że ktoś kradł nie skatalogowane jeszcze eksponaty z muzeum i opychał w Desie. Ten właśnie mordercą jest. A zatem klasyczny problem wyspy, gdzie zbrodniarzem jest ktoś spośród nas tu, teraz zgromadzonych. Wartością dodaną pierwszej mikropowieści jest apologia polskiego krążownika szos – malucha: „Muszę przyznać, że krótka, na szczęście, podróż własnym maluchem, kosztowała mnie sporo zdrowia. Nie, nie myślę o proroctwach moich znajomych i przyjaciół, tych, którzy mieli skody, wartburgi, fiaty i fordy i tych, którzy mieli bilety tramwajowe. – Zrozum, bracie, masz kolana pod brodą, sprzęgło zbierasz po szosie, silnik w sam raz do suszarki, a blacha sypie się po pierwszym deszczu. No i jechałem maluchem i słuchałem ze strachem przeraźliwych zgrzytów przy zmianie biegów i rosnącego stukotu, dźwięczącego i głębokiego”. Czysta poezja. Maluch to pojazd kultowy (ostatnio w TVN Style został wybrany do grona ikon popkultury) i jak widać kultowość zaczynała się już z końcem lat 70. kiedy Jacek Joachim pisał „Krótką podróż”. „Sprawa rodzinna” jest drugim wariantem tego samego pomysłu. Tym razem przenosimy się do domu w górach (ukłon w stronę Kazimierza Korkozowicza – „Dom w górach”) . Zmienia się także sposób narracji. W pierwszej opowieści mamy narratora pierwszoosobowego, tu zaś Joacek Joachim pozostaje w drugim planie, by ujawnić się w kluczowym momencie. Tym razem spotkanie grona znajomych związane jest możliwością załapania się na spadek. Wydaje się, że Joachim niczym nie może już zaskoczyć, a jednak. Wreszcie trzecia opowieść „Bridż” (ukłon w stronę Jerzego Edigeya – „Nagła śmierć kibica”) to już typowy milicyjniak, choć też, wbrew pozorom utrzymany w tej samej konwencji wyspy. Już tytuł zdradza nam, że docenta Jabczyńskiego, dyrektora zakładów „Elpa” musiał zabić, któryś z karcianych kompanów, a potem upozorował samobójstwo przez powieszenie trupa. Akcja rozgrywa się w Warszawie, ale jest to Warszawa niestety bardzo zdawkowa. Domyślamy się stolicy po lokalu „Alhambra” (działał do niedawna w Alejach Jerozolimskich, padł na początku 2008 roku, obecnie od miesięcy pustostan). Tajemniczy zakład pracy docenta produkował bliżej nie znane urządzenia przekaźnikowe eksportowane na zagraniczne budowy przemysłowe. Joachim wykrywa, że pojawił się problem niesprawnych podzespołów. No i mamy motyw. Potwierdzi to zresztą rychło prof. Lenart z Krakowa, który przybył do Warszawy i zamieszkał w „Grandzie” (niestety ten legendarny hotel na Kruczej po niedawnym remoncie zmienił nazwę na... plugastwo). Docent wykrył nieprawidłowości w budowie podzespołów CRS ze spółdzielni „Elektronit”. Dacie wiarę, że dopuszczalne odchylenie było często większe niż 1,2? Nic dziwnego, że docent Jabczyński musiał przypłacić życiem wykrycie takiej niedokładności. Ale jak to u Joachima sprawa ma drugie dno. Polecam. Jacek Joachim w trzech osobach Jacka Joachima, pod trzema kątami naświetlony, w trzech odsłonach działania ukazany. No i jeszcze ukłon wobec klasyka Tadeusza Kosteckiego. Otóż Klemes-muzealnik z pierwszej opowieści ginie od kuli z waltera 6,35. Mamy także szczyptę mizoginii: „W łóżku jesteś genialna, ale poza tym nie wysilaj się na myślenie”. Tak mówi rzecz jasna jeden z podejrzanych o coś więcej niż instrumentalne traktowanie płci pięknej. Klarowna konstrukcja, sprawnie poprowadzona narracja, umiejętność zaskoczenia to wcale nie wszystkie atuty prozy Joachima. Autor posiada jeszcze dosyć rzadką umiejętność budowania nastroju, co stanowi znakomite uzupełnienie dla wątłej fabuły. A zatem szelest firanki, skrzypnięcie drzwi, postać która blado mignęła w świetle lampy, te wszystkie drobiazgi świadczą o swobodzie dramaturgicznej. Tu i ówdzie trafiają się także zdania, które nadają „Krótkiej podróży” a właściwie trzem krótkim podróżom cech szlachetności, raczej nie spotkanych w milicyjnych powieściach, np. „Wieczór był więc inny niż reszta dnia. I mój stosunek do świata był też inny”. Czytałem z przyjemnością. Nota: przytoczone powyżej opinie są cytowane we fragmentach i zostały poddane korekcie. Projekt okładki: Justyna Niedzińska.
Jacek Joachim
Trzy klasyczne, doskonale napisane mikropowieści kryminalne: „Spokojny, sobotni wieczór”, „Sprawa rodzinna” i „Bridż”. TAURUSGALAXY (lubimyczytac.pl): Zawarto w tej książce mamy wszystko to co powieść kryminalna powinna zawierać: zbrodnie, nagłe zwroty akcji, błyskotliwe rozwiązania prowadzonych śledztw oraz romanse. DAKA (lubimyczytac.pl): Kryminał milicyjny, ale charakterny. Dobry język, nienatarczywe nawiązania do ówczesnej rzeczywistości, raczej skupienie na zagadce. Trzech zagadkach, bo jest to zbiór trzech opowiadań. Dobry przerywnik i możliwość przypomnienia zupełnie innego stylu pisania kryminałów. GRZEGORZ CIELECKI (Klub MOrd): Umrzeć w doborowym towarzystwie. Trzy mikropowieści w jednym tomie. To rzadki przykład w twórczości milicyjnej. Taką formę wybrał Jacek Joachim dla swego ostatniego dzieła „Krótka podróż”. Dzięki czemu mamy trzy trupy, po jednym na mikropowieść. Oczywiście można było zapewne „Spokojny sobotni wieczór”, „Sprawę rodzinną” oraz „Bridż” rozbudować do pełnowymiarowych powieści, ale autor słusznie postawił na suspens i esencjonalność. I tu wygrał. Widać wyraźnie, ze Joachim zna na wylot zasady kryminału zarówno klasycznego, jak i milicyjnego i bawi się nimi. Widać to zresztą od razu w kreacji głównego bohatera, która nazywa się… Jacek Joachim czyli tak jak autor (pomysł znany u nas z twórczości Joe Alexa), a w zasadzie pseudonim autora, bo tak naprawdę autor „Krótkiej podróży” to Zbigniew Kubikowski, z zawodu filolog i krytyk teatralny. Nic zatem dziwnego, że budowa poszczególnych mikropowieści, a przede wszystkim pierwszych dwóch, to w zasadzie etiudy teatralne, gotowe Kobry, których niestety nie zrealizowano. Akcja „Spokojnego sobotniego” wieczoru rozgrywa się w domku pod Warszawą. Jacek Joachim, kapitan milicji, zostaje zaproszony na prywatną imprezę przez przyjaciela muzealnika. Spotkanie w gronie znajomych kończy się śmiercią gospodarza. Wychodzi na jaw, że ktoś kradł nie skatalogowane jeszcze eksponaty z muzeum i opychał w Desie. Ten właśnie mordercą jest. A zatem klasyczny problem wyspy, gdzie zbrodniarzem jest ktoś spośród nas tu, teraz zgromadzonych. Wartością dodaną pierwszej mikropowieści jest apologia polskiego krążownika szos – malucha: „Muszę przyznać, że krótka, na szczęście, podróż własnym maluchem, kosztowała mnie sporo zdrowia. Nie, nie myślę o proroctwach moich znajomych i przyjaciół, tych, którzy mieli skody, wartburgi, fiaty i fordy i tych, którzy mieli bilety tramwajowe. – Zrozum, bracie, masz kolana pod brodą, sprzęgło zbierasz po szosie, silnik w sam raz do suszarki, a blacha sypie się po pierwszym deszczu. No i jechałem maluchem i słuchałem ze strachem przeraźliwych zgrzytów przy zmianie biegów i rosnącego stukotu, dźwięczącego i głębokiego”. Czysta poezja. Maluch to pojazd kultowy (ostatnio w TVN Style został wybrany do grona ikon popkultury) i jak widać kultowość zaczynała się już z końcem lat 70. kiedy Jacek Joachim pisał „Krótką podróż”. „Sprawa rodzinna” jest drugim wariantem tego samego pomysłu. Tym razem przenosimy się do domu w górach (ukłon w stronę Kazimierza Korkozowicza – „Dom w górach”) . Zmienia się także sposób narracji. W pierwszej opowieści mamy narratora pierwszoosobowego, tu zaś Joacek Joachim pozostaje w drugim planie, by ujawnić się w kluczowym momencie. Tym razem spotkanie grona znajomych związane jest możliwością załapania się na spadek. Wydaje się, że Joachim niczym nie może już zaskoczyć, a jednak. Wreszcie trzecia opowieść „Bridż” (ukłon w stronę Jerzego Edigeya – „Nagła śmierć kibica”) to już typowy milicyjniak, choć też, wbrew pozorom utrzymany w tej samej konwencji wyspy. Już tytuł zdradza nam, że docenta Jabczyńskiego, dyrektora zakładów „Elpa” musiał zabić, któryś z karcianych kompanów, a potem upozorował samobójstwo przez powieszenie trupa. Akcja rozgrywa się w Warszawie, ale jest to Warszawa niestety bardzo zdawkowa. Domyślamy się stolicy po lokalu „Alhambra” (działał do niedawna w Alejach Jerozolimskich, padł na początku 2008 roku, obecnie od miesięcy pustostan). Tajemniczy zakład pracy docenta produkował bliżej nie znane urządzenia przekaźnikowe eksportowane na zagraniczne budowy przemysłowe. Joachim wykrywa, że pojawił się problem niesprawnych podzespołów. No i mamy motyw. Potwierdzi to zresztą rychło prof. Lenart z Krakowa, który przybył do Warszawy i zamieszkał w „Grandzie” (niestety ten legendarny hotel na Kruczej po niedawnym remoncie zmienił nazwę na... plugastwo). Docent wykrył nieprawidłowości w budowie podzespołów CRS ze spółdzielni „Elektronit”. Dacie wiarę, że dopuszczalne odchylenie było często większe niż 1,2? Nic dziwnego, że docent Jabczyński musiał przypłacić życiem wykrycie takiej niedokładności. Ale jak to u Joachima sprawa ma drugie dno. Polecam. Jacek Joachim w trzech osobach Jacka Joachima, pod trzema kątami naświetlony, w trzech odsłonach działania ukazany. No i jeszcze ukłon wobec klasyka Tadeusza Kosteckiego. Otóż Klemes-muzealnik z pierwszej opowieści ginie od kuli z waltera 6,35. Mamy także szczyptę mizoginii: „W łóżku jesteś genialna, ale poza tym nie wysilaj się na myślenie”. Tak mówi rzecz jasna jeden z podejrzanych o coś więcej niż instrumentalne traktowanie płci pięknej. Klarowna konstrukcja, sprawnie poprowadzona narracja, umiejętność zaskoczenia to wcale nie wszystkie atuty prozy Joachima. Autor posiada jeszcze dosyć rzadką umiejętność budowania nastroju, co stanowi znakomite uzupełnienie dla wątłej fabuły. A zatem szelest firanki, skrzypnięcie drzwi, postać która blado mignęła w świetle lampy, te wszystkie drobiazgi świadczą o swobodzie dramaturgicznej. Tu i ówdzie trafiają się także zdania, które nadają „Krótkiej podróży” a właściwie trzem krótkim podróżom cech szlachetności, raczej nie spotkanych w milicyjnych powieściach, np. „Wieczór był więc inny niż reszta dnia. I mój stosunek do świata był też inny”. Czytałem z przyjemnością. Nota: przytoczone powyżej opinie są cytowane we fragmentach i zostały poddane korekcie. Projekt okładki: Justyna Niedzińska.
Krzysztofa Pączka droga do sławy
Anna Onichimowska
Tytułowy bohater, uczeń czwartej klasy szkoły podstawowej, pisząc pamiętnik zastanawia się, jak zdobyć sławę. Aby osiągnąć cel, postanawia zostać pisarzem. Zwariowana opowieść Krzysztofa wpisana jest w jego pamiętnik. Poetycki, delikatnie stylizowany na dziecięcy język, ciekawa fabuła i finezyjny dowcip – to walory, które zjednały tej powieści uznanie czytelników i krytyków. Lubisz się pośmiać - przeczytaj!
Amélie Nothomb
Zaskakująca i wzruszająca historia rodzinna pełna podziwu, zazdrości, niechęci, i... rocka, którego wielbicielką jest Amelie Nothomb. To wspaniała opowieść o bezwarunkowej i nieoczywistej miłości sióstr, z wątkiem autobiograficznym. Świat widziany oczami "małej zgaszonej dziewczynki", czyli dzielnej Tristane zranionej słowami bliskich, wywołuje śmiech, łzy i niesłabnący zachwyt dla talentu słynnej belgijskiej powieściopisarki. [tylna strona okładki] Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie i mocno mnie poruszyła. Nothomb pisze z niezwykłą elegancją, potrafiąc wydobyć piękno nawet z najbardziej bolesnych historii. W "Księdze sióstr" konfrontuje nas z niszczącym egoizmem obojętnych rodziców i pokazuje, jak ta obojętność naznacza życie ich córek na zawsze. To opowieść trudna, ale zarazem przepełniona wrażliwością. Krótka, lecz intensywna - pozostaje w pamięci na długo po przeczytaniu ostatniej strony. [Antusa de Ory, goodreads.com] Kawałek wysmakowanej i szczerej literatury pięknej. Powinno być więcej takich książek na rynku. Polecam! [oksanofio6949, lubimyczytac.pl] Tristane i Laetitię, mimo ich szczególnej więzi, wiele również dzieli. Pierwsza dorastała pozbawiona uwagi i czułości rodziców; druga od początku była otoczona opieką i bezgraniczną miłością starszej siostry. Pierwsza to cudowne dziecko, poważne, odpowiedzialne, o słodkiej i melancholijnej naturze; druga jest żywiołowa, przedsiębiorcza, wybuchowa, z przedwczesną pasją do muzyki rockowej. Amelie Nothomb, oprócz skomplikowanych relacji rodzinnych, podejmuje także kwestie zaburzeń odżywania, poczucia własnej wartości oraz delikatnej równowagi między tym, kim naprawdę jesteśmy, a tym, kim świat zmusza nas, byśmy się stali. [Gabril, goodreads.com] Tristane przyszła na świat w domu pełnym miłości, wszechogarniającej miłości, jaką czuli do siebie jej rodzice. Bo jeśli chodzi o ich córeczkę, wydawali się nie mieć w sobie zbyt wiele uczuć. Prawie niewidoczna, zdominowana przez wpatrzoną w siebie parę, mała Tristane dorastała w swoim własnym wewnętrznym świecie. Biernie obserwowała dorosłych i próbowała znaleźć swoje miejsce. Odnalazła je dopiero wraz z narodzinami swojej młodszej siostry - Laetitii. Dzięki niej w końcu zyskała kogoś, z kim mogła nawiązać prawdziwy kontakt i rozpocząć wzajemną relację, zbudowaną na miłości, zaufaniu i niezachwianej lojalności. Stając się dla niej zastępczą matką, porzuciła świat dziecięcej wyobraźni i zaczęła żyć w realnym świecie. Tylko czy życie poświęcone wyłącznie szczęściu innych wystarczy, by zbudować własną tożsamość? Amelie Nothomb we wnikliwy sposób zgłębia relację między siostrami. Po raz pierwszy nie gloryfikuje miłości romantycznej ani rodzicielskiej. Ta książka koncentruje się na innym rodzaju miłości: między osobami połączonymi nie tylko DNA, ale także, a może przede wszystkim, wspólnym dzieciństwem. Wspólnym mianownikiem, który tworzy wyjątkową bratnią duszę. To powieść, której siłą napędową są bardziej bohaterowie niż fabuła. Przechodzimy przez serię drobnych przygód, których głównym celem jest rzucenie światła na ich prawdziwą naturę. Autorka doskonale uchwyciła również ambiwalencję rodzinnych więzi: mogą one nas zniszczyć lub przeciwnie, wyzwolić. A kochanie to za mało: najważniejsze to kochać dobrze, nie gubiąc się po drodze. [alivreouvert.net] O AUTORCE. Amelie Nothomb - urodzona w 1966 roku belgijska pisarka tworząca w języku francuskim, autorka trzydziestu powieści przetłumaczonych łącznie na ponad czterdzieści języków. Jej książki trafiają zarówno na listy bestsellerów, jak i do programów szkolnych, są nagradzane, a cztery doczekały się ekranizacji. Od 2015 roku jest członkinią belgijskiej królewskiej akademii języka i literatury. Pierwsze 17 lat życia spędziła poza Europą, głównie w krajach azjatyckich, gdzie jej ojciec przez lata pełnił funkcje konsula generalnego i ambasadora. Jest znana z kontrowersyjnych wypowiedzi i ekscentrycznego stylu bycia. Zadebiutowała w 1992 roku powieścią "Higiena mordercy" i od tego czasu publikuje co rok jedną książkę, jest też autorką opowiadań, sztuki teatralnej oraz tekstów piosenek. Jej twórczość charakteryzuje się zwięzłą formą, precyzyjnym językiem, żywymi dialogami, czarnym humorem, elementami groteski, a także wątkami autobiograficznymi. [wydawnictwonowe.pl] TŁUMACZENIA. Książka została przetłumaczona z francuskiego na wiele języków, m.in.: polski, bułgarski, niemiecki, włoski, hiszpański i perski. Nota: przytoczone powyżej opinie są cytowane we fragmentach i zostały poddane redakcji. Projekt okładki: Justyna Nowaczyk.
Janusz Domagalik
Siedem wspaniałych opowiadań o młodzieży, ale nie tylko dla młodzieży. Autor z uwagą i zrozumieniem przedstawia trudny okres dojrzewania: postawy i niepokoje nastolatków, ich problemy w szkole, pierwsze miłości i rozczarowania. Każde z opowiadań jest wyjątkowe – przedstawia ważny problem, niezwykłą sytuację; ich zakończenia – zaskakujące i skłaniające do refleksji; a kompozycja – dopracowana w każdym szczególe. Jest to książka napisana pięknym, literackim językiem (w starym, dobrym stylu), o czym świadczy ten choćby cytat: „W małym mieście śnieg jest dobrą wróżką. Koślawe płoty ożywają, drzewa – bezlistne straszydła – łagodnieją i chylą się w zadumie ciężkiej od bieli, która spływa na tynki poodbijane, szczerbate mury, dachy raz płaskie, raz spadziste, poprzetykane antenami telewizorów, i na ludzi znajomych, co w taki ośnieżony spokojem wieczór są już tylko sylwetkami, śmiesznymi cieniami na ulicach. Padał więc śnieg i zbliżał się wieczór, jeden z ostatnich przed świętami, które w takim małym mieście wciąż pozostają sobą, sprawiając, że tylko tu cały świat zbliża się na odległość dłoni, a czas nie odróżnia lat od chwili i wszystko może się wydarzyć. Jak w bajce. Albo jak w życiu.” PIOTR CHOJNACKI (zacofany-w-lekturze.pl): Na pytanie, o czym są te opowiadania, można odpowiedzieć dwoma słowami: o życiu. Zwykłym, codziennym życiu przeciętnych nastolatków, którzy muszą jednak podejmować trudne decyzje albo przełamywać swoje ograniczenia. Tak jak chudzielec zwany Pająkiem, który musi wyzwolić się z kompleksu niższości, by stanąć w obronie koleżanki, jak Balcerek z opowiadania „Dziewiąta”, który staje przeciwko całej klasie, niszcząc jej jedność, albo jak Malcherczyk z „Księżniczki”, który wymierza sprawiedliwość koledze upokarzającemu dziewczynę. W „Meczu” obserwujemy Pawlickiego, który ponosić musi skutki cudzych decyzji i nacisków i zostaje poddany ostracyzmowi, a w „Gitarze” Domagalik pokazuje, w jak różny sposób można zareagować na cudze nieszczęście. Do kompletu mamy bożonarodzeniowy w klimacie i lekko tylko melodramatyczny „Śnieg” o tym, jak łatwo skrzywdzić drugiego człowieka i jak trudno za to zadośćuczynić, oraz humorystyczno-ironicznego „Zakochanego” o rywalizacji o względy dziewczyny. Opowiadania, jeśli sądzić po takich ogólnikowych streszczeniach, są dość niepozorne, ale to nieprawda. Mimo niepokaźnej objętości każdy z tekstów jest dopracowanym minidramatem, choć przeżycia bohaterów wcale nie są mini, na pewno zaś nie dla nich samych; Domagalik jednak nie szarżuje psychologicznie, nie wymyśla efektownych komplikacji – nastolatkowie z opowiadań są zupełnie zwyczajni i postawieni przed zwyczajnymi wyborami i problemami. Czytelnicy mogą się więc z nimi utożsamiać, zastanawiać się, jak ja bym postąpił czy postąpiła w podobnej sytuacji: czy wykorzystałbym rodzinne kłopoty koleżanki, żeby zdobyć upragniony przedmiot, czy stanąłbym w obronie chorej nauczycielki, czy zmuszony do gry w drużynie przeciwnika celowo bym partaczył? Czy miałbym odwagę sprzeciwić się grupie, która niewłaściwie postępuje? Autor urozmaica też formę: mamy narratora pierwszo- i trzecioosobowego, elementy humorystyczne, wydarzenia rozgrywają się w jedno popołudnie albo przez cały rok szkolny, opowiadania z wątkiem miłosnym przeplecione są innymi tekstami, a i te miłosne w gruncie rzeczy okazują się być o czymś więcej niż tylko pierwsze zauroczenie. Peerelowskie realia są lekko zaznaczone: w szkole można mieć problemy za „latanie za chłopcami” i szminkę w teczce, szpanuje się nowymi spodniami narciarskimi, a gitara stanowi przedmiot marzeń. Po raz kolejny spędziłem przyjemne i nieco refleksyjne dwa wieczory ze wspomnieniami, bo zbiorek nieźle zniósł próbę czasu, a na przykład „Mecz”, chyba najlepsze z opowiadań, miałby pewnie szansę u nowych, młodszych czytelników. O ile by się tacy znaleźli. Projekt okładki: Katarzyna Kołodziej