Wydawca: Noir sur Blanc
Mariusz Wilk
W poprzednim tomie Dziennika północnego Mariusz Wilk tropami rena śledził tajemniczy lud Saamów, zamieszkujących, między innymi, Półwysep Kolski. W najnowszym Lotem gęsi ogarnia nieporównanie większe terytorium Północy i jeszcze szerszy zakres zjawisk. Ta książka odzwierciedla pisarski rozmach i szeroki gest Wilka, który utkał ją z trzech wątków nasyconych takim bogactwem tematów i problemów, że z łatwością, z każdego z nich, mógłby stworzyć oddzielny tom. Początek to opowieść o miejscu odbijającym się w lustrze Jeziora Oniego mieście, które wybrał, aby w nim zamieszkać, o Pietrozawodsku. O jego historii i dniu dzisiejszym. Część środkową wypełnia od dawna wymarzona włóczęga po Labradorze śladami pisarza i podróżnika Kennetha Whitea. Konfrontacja własnego, literacko przetworzonego obrazu Północy z obcą dosadnością teraźniejszości powoduje, że Wilk tym chętniej wraca do Rosji. Tak zaczyna trzecią opowieść, znajdując dla swej twórczości równie ważny co włóczęga, a nawet znacznie ważniejszy, nowy sens. Lotem gęsi to trochę niespodziewana dla samego autora historia kontynuacji, odrzucenia, ale i zupełnie nowego otwarcia.
William Dalrymple
Miasto Dżinów, wydane w 1993 roku, to owoc sześcioletniego pobytu autora w Indiach. Z pasją, a zarazem skrupulatnością historyka Dalrymple odmalowuje obraz stolicy Indii - miasta stanowiącego niewyczerpaną skarbnicę opowieści, podań starszych niż przekazy historyczne, miasta obfitującego we wspaniałości i okropieństwa, miasta-labiryntu usianego kopułami pałaców, miasta-śmietniska skąpanego w świetle przefiltrowanym przez misterne treliaże, miasta-chaosu kipiącego ludźmi, rozkaszlanego od spalin i woniejącego przyprawami, miasta, w którym stulecia, a nawet millenia, przechowały się w stanie nienaruszonym, trwając obok siebie w doskonałej harmonii. Warstwa po warstwie autor odsłania pokłady historii, ożywia ruiny, zaludnia mogolskie pałace, prowadzi czytelnika ciasnymi alejkami Starego Miasta, zgłębiając jego endemiczne hybrydy: średniowiecznych medyków, muzyków i kaligrafów, wyrusza z eunuchami (hidźra) na jubel, pije herbatkę z ostatnią mogolską księżniczką, odwiedza wykopaliska w poszukiwaniu prawdy historycznej zawartej w Mahabharacie. Zafascynowany hybrydalnym splotem kultur, islamskiej i hinduistycznej, indyjskiej i angielskiej, tropi ich pozostałości w architekturze i języku.
Miesiąc z komisarzem Montalbano
Andrea Camilleri
Komisarz Montalbano, sympatyczny, nieco nerwowy detektyw, samotnik, erudyta i smakosz, tym razem jako bohater trzydziestu opowiadań po jednym na każdy dzień miesiąca. Wielbiciele talentu Andrei Camilleriego zapewne z radością się przekonają, że okazał się on także mistrzem krótkiej formy. Wszystkie historie odznaczają się prostą, logiczną konstrukcją, zaskakującą nieoczekiwanymi zwrotami akcji i oryginalnymi puentami. Bez względu na to, czy chodzi o morderstwo, przestępczy proceder czy zbrodnicze zamiary, pod czujnym okiem komisarza wydarzenia ujawniają swoją drugą stronę, na pozór skrzętnie ukrytą. Mamy tu więc serię prawdziwych perełek, prozatorskich miniaturek, które wytrzymują porównanie z podobnymi utworami Poego, Chestertona czy Simenona.
Rhys Bowen
Molly Murphy debiutuje na deskach nowojorskiego teatru Casino w komedii muzycznej, która ma być wydarzeniem sezonu. Gra pilną uczennicę na pensji dla dziewcząt. Dla Molly to wyjątkowo trudna rola, bo przecież wcale nie jest aktorką. Została wynajęta jako detektyw i na zlecenie gwiazdy wodewili Blanche Lovejoy ma dowiedzieć się, czy za tajemniczymi wydarzeniami w teatrze stoi duch czy człowiek. To nie jedyna sprawa, jaką Molly prowadzi w Nowym Jorku podczas mroźnej i śnieżnej zimy w roku 1902. Rozwiązuje też inne zagadki. W tajemniczych okolicznościach znika siostrzeniec panny Van Woakem, student uniwersytetu Yale, a w Central Parku podczas romantycznego spaceru Molly i Daniel znajdują w śnieżnej zaspie dziewczynę. Kim jest nie wiadomo, bo nikt nie potrafi z nią nawiązać kontaktu. Molly lubi, gdy prowadzone przez nią śledztwa mają szczęśliwe zakończenie. W Milczysz, moja śliczna dzielnie walczy o to do samego końca. Niestety nie dla wszystkich bohaterów powieść kończy się happy endem.
Charles Bukowski
Bukowski zaczął pisać wiersze w wieku lat trzydziestu pięciu, a więc gdy miał już dawno za sobą swój debiut prozatorski. Najbardziej płodnym poetycko okresem były lata sześćdziesiąte - opublikował w tym czasie kilka zbiorów. To właśnie poezja przyniosła mu rozgłos, zwróciła na niego uwagę krytyków, innych pisarzy i miłośników ambitnej literatury. Ten tom, uchodzący za jego najznakomitszą książkę poetycką, powstał w czasie, gdy był już pisarzem o wyrobionej marce, zapraszanym na spotkania autorskie i mającym grono wysoko ceniących go czytelników. Między prozą a poezją Bukowskiego nie ma przepaści - wiele z jego liryków opowiada pewne fabuły. A ich podstawowym tworzywem są autentyczne przeżycia, których autor nie próbuje przekształcać ani sublimować. Także w imię prawdy używa w nich języka, którym mówią ludzie z jego otoczenia: potocznego, niewygładzonego, pełnego wyrażeń slangowych i wulgaryzmów. Wiersze mają często charakter dialogu i stanowią jakby miniaturowe dramaty. Bukowski pisze "krwią i bebechami", a nie intelektem, koncentruje się na konkrecie, detalu i obrazie, jak ognia unikając abstrakcji i metafor; nazywa rzeczy po imieniu. Pokazuje życie tak, jak ono biegnie, dzień po dniu, chwila po chwili; nie stroniąc od błahych wydarzeń ani trywialnych szczegółów. Dla niego wszystko okazuje się godne poezji. Nie przypadkiem w tytule tego zbioru pojawia się słowo "miłość". Pragnienie miłości, pożądanie, seks, zazdrość, wszelkie skomplikowane relacje między kobietą i mężczyzną, stanowią jego rdzeń. Jest to przy tym galeria świetnych portretów kobiecych, choć, trzeba przyznać, portrety te mają często charakter karykaturalny.
Charles Bukowski
Na południe od nigdzie to zbiór dwudziestu siedmiu opowiadań. Ich podtytuł - Zapiski żywcem pogrzebanego - nie tylko oddaje fascynację autora Dostojewskim; mówi także o mrocznych obszarach ludzkich namiętności, o dojmującej samotności, balansującej niekiedy na granicy obłędu. Bukowski okazuje się prawdziwym wirtuozem małych form. Potrafi na kilku stronach zarysować fabułę, która innym starczyłaby na opasłą powieść.
Alicia Giménez-Bartlett
Do czego jesteśmy zdolni, gdy całe nasze dotychczasowe życie rozsypuje się na kawałki? Na ile desperacja potrafi uśpić naszą godność i sumienie? Znana dotąd przede wszystkim z powieści kryminalnych Alicia Giménez-Bartlett, w książce nagrodzonej prestiżową Premio Planeta, zarysowuje przejmujący obraz ludzi, którzy znaleźli się na zakręcie losu, wyrwani z przewidywalnego rytmu codzienności. Zdrada i rozpad małżeństwa, bankructwo firmy i bezrobocie sprawiają, że kontestują swój kodeks moralny i zagłębiają się w świat wyrachowania, hedonizmu i przemocy. To proza brutalna, ale jakże aktualna i ważna w czasach, w których jesteśmy niemal niewolniczo przywiązani do naszego kruchego społecznego i ekonomicznego statusu.
Najpiękniejsza dziewczyna w mieście
Charles Bukowski
Opowiadania z tego tomu stanowią kwintesencję twórczości Bukowskiego; z bezwzględną szczerością, bez upiększania opisuje w nich jedyny świat, w którym czuł się swojsko - i on, i wytwory jego literackiej wyobraźni - świat pijaków, dziwek, rozmaitych wykolejeńcow i outsiderów. Jego proza, jak stwierdził, zawierała wszystko: Coś dla rewolucjonistów, coś dla reakcjonistów, coś dla miłośników dramatu, nawet coś dla intelektualistów, a mimo to była zrozumiała. Dla klasy robotniczej zachodniego świata stała się nawet czymś w rodzaju Ewangelii. Słowem objawionym. Artur Żmijewski. "Elle", 1997, nr 7