Wydawca: Wydawnictwo Czarne
Nasi autorzy to m.in. Andrzej Stasiuk, Herta Müller, Jurij Andruchowycz, Martin Pollack, Swietłana Aleksijewicz, Mariusz Szczygieł, Jacek Hugo-Bader.
Książki Czarnego ukazują się również w formie audio i e-booków.
Puszcza domowa. Co kryje Kampinos
Adam Robiński
Czym jest puszcza? Gdy człowiek słyszy to słowo, od razu stają mu przed oczami majestatyczne dęby, których korony zasłaniają niebo. Stare i grube albo martwe i gnijące. Musi być ciemno i wilgotno. Gdzieś w tle przebiegnie łoś, a nocą zawyją wilki. A to przecież zupełnie nie tak. Mówiąc o puszczy, nie można mieć na myśli tylko drzew. Bo puszcza to tak naprawdę mozaika. Na przykład boru, bagna i łąki. Mogą się w niej kryć średniowieczne grodzisko na skraju wielkiego moczaru i zgliszcza tartaku, gdzie słychać jeszcze echa wielkiej wojny. Albo most, na którym biesiadowali kiedyś mieszkańcy nieistniejącej już wsi. Czy piwnice, w których trzymali kiszonki, a w których dziś zimują gacki. Mieści się w niej też uczucie, które sto lat temu zakiełkowało pośród mokradeł między parą obiecujących naukowców. I sosnowy las, który razem zasadzili na progu europejskiej stolicy, gdy ta dopiero podnosiła się z ruin. A potem obwołali go parkiem narodowym. Tym wszystkim jest Puszcza Kampinoska, zielona siostra Warszawy.
Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty
Katarzyna Kobylarczyk
Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty to opowieść o kraju, gdzie wieje tramontana, szatański wiatr z opowiadania Márqueza, gdzie ludzie dla zabawy podpalają styropianowe figury większe od domów, a w święta obrzucają się cukierkami, błotem, zdechłymi szczurami i rzepą. To relacja z miejsc, gdzie w Wielki Piątek bije się w bębny, aż krwawią dłonie, a czarownice odpędza się ciepłą wódką. To także zbiór historii o bandytach, rzeźnikach, królach i tancerkach z zapomnianych miasteczek Kastylii-La Manchy, Andaluzji, Estremadury i Katalonii. Książka jest owocem trzech lat życia i podróży po Hiszpanii, a przede wszystkim pogoni za iberyjskimi fiestami.
Richard Flanagan
Nowa książka laureata Nagrody Bookera Hipnotyczna opowieść o nieubłaganej mocy przypadku Gdyby Rebecca West nie pocałowała H.G. Wellsa, H. G. Wells nie uciekłby do Szwajcarii, żeby napisać powieść, wktórej wszystko płonie, bez powieści Wellsa Leo Szilard nie wpadłby na pomysł nuklearnej reakcji łańcuchowej, bez pomysłu nuklearnej reakcji łańcuchowej Szilarda nie przeraziłaby nowa niszcząca siła, gdyby nie przeraziłaby go nowa niszcząca siła, nie przekonałby Einsteina, aby zabiegać opomoc uRoosevelta, gdyby Einstein nie zabiegał opomoc uRoosevelta, nie powstałby Projekt Manhattan, bez Projektu Manhattan nie istnieje dźwignia, którą Thomas Ferebee ma zwolnić oósmej piętnaście 6 sierpnia 1945 roku trzydzieści jeden tysięcy stóp nad Hiroszimą, na Hiroszimę ani na Nagasaki nie spada więc żadna bomba isto tysięcy, sto sześćdziesiąt tysięcy albo dwieście tysięcy ludzi żyje, umiera jednak mój ojciec. Balansując na granicy biografii, eseju i fikcji, Richard Flanagan splata historię swojej rodziny z kluczowymi wydarzeniami XX wieku, by ukazać niewiarygodne ciągi zdarzeń, które wytyczają ścieżki naszych losów, oraz by rozplątać zawiłe nici własnej historii. Od błahego pocałunku do początków fizyki jądrowej, od niewoli ojca w Japonii do zrzucenia bomby atomowej przez Amerykanów, od dramatycznego spływu tasmańską rzeką do odkrycia literatury, od niewinnych rodzinnych rozmów do bolesnego odsłonięcia własnych korzeni nierozerwalnie związanych z trudną historią wyspy. Pytanie numer siedem to opowieść o życiu jako nieokiełznanym chaosie, w którym przypadki układają się w reakcje łańcuchowe o nieubłaganej logice. To także rozgorączkowana proza pełna snów i wspomnień, po mistrzowsku opowiadająca o tym, jak nasze życia wywodzą się z historii innych. I z tych, które wymyślamy o sobie sami. Książka otrzymała Nagrodę Baillie Gifford, znalazła się w finale francuskiej nagrody Femina Étranger przyznawanej najlepszym książkom zagranicznym, otrzymała nominację do Nagrody Medici, a także znalazła się wśród dziesięciu najlepszych książek roku w rankingu The Washington Post. Niezwykła mieszanka niesamowitej energii oraz powściągliwości i troski. To swego rodzaju rozliczenie: Richarda Flanagana z ojcem i matką, Tasmanii z jej przeszłością, Japonii z jej historią, a także autora z samym sobą. Colm Tóibín W przypadku laureata Nagrody Bookera to dość odważne stwierdzenie, ale Pytanie numer siedem to prawdopodobnie najlepsza jak dotąd powieść Richarda Flanagana. Jest tak osobista i jednocześnie tak uniwersalna, że trudno o niej zapomnieć. The Guardian Pytanie numer siedem ustanawia nowy wyznacznik jakości. Nieczęsto się zdarza, że książka zmusza czytelnika, by wielokrotnie ją odkładał ze względu na silne emocje, jakie w nim wywołuje. The Sunday Times Ta głęboko poruszająca pozycja to najwybitniejsze dzieło autora. [Charakteryzuje się] psychologicznym i filozoficznym rozmachem na miarę Tołstoja, wplecionym w osobisty esej, dopracowany z taką samą precyzją, jak Pierścienie Saturna W.G. Sebalda. The Guardian Australia Czasami lektura książki staje się doświadczeniem odczuwalnym niemal fizycznie. Pytanie numer siedem należy do tej kategorii. Między okładkami kryje się w niej całe życie, a czytelnik po prostu się w niej zatraca. Jest to hołd dla wszystkich przejawów życia, a jednocześnie rozliczenie z XX wiekiem i tym, czego dowiedzieliśmy się dzięki niemu o samych sobie. To intymna, piękna, bezkompromisowa i głęboka opowieść. Dotyka tematów wieczności, po czym powraca do tego, co bliskie i znane [...]. Sydney Morning Herald
Radość Soboty. Archiwum życia i śmierci
Marta Grzywacz
To, czego nie można było wykrzyczeć światu, zostało zakopane w ziemi. Tuż po rozpoczęciu II wojny światowej Emanuel Ringelblum, trzydziestodziewięcioletni historyk, nauczyciel i działacz społeczny, zaczyna gromadzić informacje o życiu Żydów pod okupacją niemiecką. Niedługo potem zaprasza do współpracy innych podobnie jak on historyków i społeczników, a także ekonomistów, literatów, przedsiębiorców. W getcie warszawskim powstaje tajna organizacja Oneg Szabat (Radość soboty), która ma zbierać dowody na istnienie żydowskiego świata: relacje, dzienniki, prywatną korespondencję, teksty literackie, zdjęcia, rysunki, prasę, dokumenty urzędowe, programy teatralne, kartki na żywność Kiedy wiadomo już, że koniec getta jest bliski, grupa wtajemniczonych ukrywa zgromadzone archiwum pod ziemią. Spośród kilkudziesięciu osób zaangażowanych w prace Oneg Szabat wojnę przeżyją trzy. I tylko jedna z nich będzie wiedziała, gdzie ukryto Archiwum Ringelbluma. Marta Grzywacz przywraca pamięć o archiwistach Oneg Szabat i ich heroicznej pracy. Hersz Wasser, Eliahu Gutkowski, Izrael Lichtensztajn, Szymon Huberband, Rachela Auerbach i inni nie mieli złudzeń co do własnego losu, ale zbierali świadectwa żyjących z myślą o potomnych. Zdawali relację z własnej zagłady. Książka wydana pod patronatem Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma
Remontownia ciał i dusz. Domy wczasowe i sanatoria w PRL-u
Błażej Ciarkowski
Opowieść o wczasach w PRL-u zaczyna się od nieufności. Tuż po wojnie urlop nie jest oczywistością, lecz propozycją, z którą masy pracujące trzeba dopiero zaznajomić. Państwo organizuje wypoczynek odgórnie w sanatoriach, ośrodkach zakładowych, na koloniach i tworzy system, który ma objąć miliony. W tej historii powracają konkretne miejsca: od uzdrowisk i górskich kurortów po nadmorskie ośrodki i leśne enklawy. Krynica, Ustka, Kudowa, Szczawnica i wiele, wiele innych każde z nich staje się sceną podobnych doświadczeń. Autor pokazuje dwie warstwy tego świata. Z jednej strony są inwestycje, plany i administracyjne kulisy budowania ośrodków i zarządzania nimi wysiłek państwa mierzącego się z niedoborem i skalą przedsięwzięcia. Z drugiej codzienność wczasowiczów: stołówki, wycieczki, obowiązkowe rozrywki prowadzone przez kaowców, dziecięce kolonie. Z listów i skarg wyłania się obraz daleki od propagandowego ideału, pełen drobnych napięć i rozczarowań. We wspomnieniach jednak przetrwa opowieść o dobrej zabawie, wspólnotowości i idyllicznych wakacjach. To reportaż o systemie, który miał uszczęśliwiać masy, i o ludziach, którzy próbowali w nim znaleźć dla siebie miejsce. O pamięci zapisanej na fotografiach i pocztówkach, i o rzeczywistości, która była bardziej złożona niż nostalgiczne wspomnienie.
Piotr Marecki
Opel załadowany po brzegi. W bagażniku czekają już torby z ubraniami na dwutygodniową podróż poślubną, aparaty fotograficzne i kawa w termosie z napisem Thirsty. Po kawalerskiej wyprawie przez Polskę przydrożną Piotr Marecki rusza w podróż z żoną Olą, by wspólnie świętować zawarcie małżeństwa. Pierwszy przystanek Beskid Niski. Ekowesele, progresywne disco polo, całonocne maratony na atari i wiersze czytane dla przyrody. Kolejny Huculszczyzna, drewniana chata w górach i ukraińskie bezdroża. Marecki z żoną rejestrują mijany krajobraz i zwracają uwagę na lokalną architekturę. Tarnopol, Strusów, Monasterzyska, Tyśmienica, Kołomyja, Szepit, Czerniowce, Zaleszczyki, Stryj. Podróż jest długa, drogi dziurawe. Ale ważne, że jadą razem. Piją huculski samogon, zagryzają go bryndzą i śpiewają pieśni o zbójniku Doboszu. Obserwują, jak wschodnia prowincja opiera się zachodniemu turbokapitalizmowi. A Hucuł Misza na to: Wszystko jasne. Romantika.
Rosja we krwi. Terroryzm dwóch dekad
Paweł Semmler
Argun, Małgobek, Mineralne Wody, Derbent, Kaspijsk. Mało kto słyszał o tych miastach. Jeszcze mniej osób wie, że doszło w nich do krwawych zamachów. Gdy na Zachodzie mamy do czynienia z aktami terroru, w kilka minut informacja obiega media na całym świecie, a bilans ofiar natychmiast podawany jest do wiadomości. Tymczasem na terenie Federacji Rosyjskiej w latach 19942014 w zamachach zginęło prawie trzy tysiące osób, kolejne tysiące zostały ranne, lecz informacje o tych wydarzeniach rzadko przedostawały się poza granice kraju. Politolog Paweł Semmler rekonstruuje przebieg najbardziej zuchwałych zamachów terrorystycznych w Rosji i próbuje odpowiedzieć na pytanie, co się kryje za tą agresją. Eskalacja zastałych konfliktów czy radykalizacja młodych buntowników? Kremlowskie prowokacje czy separatystyczne manifesty? Rosja we krwi to również historia narastającej bezwzględności rosyjskich sił specjalnych, które w kryzysowych sytuacjach nie oszczędzają ani zamachowców, ani cywili. Bo jak ktoś kiedyś powiedział w Rosji najgorzej jest być zakładnikiem.
Jędrzej Pasierski
Joanna Pascho zostawia swoje poukładane warszawskie życie odchodzi z pracy, sprzedaje mieszkanie i przenosi się do Bukowców, malutkiej wioski w Beskidzie Niskim. W pobliskich Gorlicach otwiera gabinet dermatologiczny. Zaczyna remont domu. Szybko jednak nadchodzi zima, a z pozoru idylliczna wioska odsłania mroczne sekrety Wkrótce do Bukowców przybywa komisarz Nina Warwiłow. Próbuje dotrzeć do prawdy o losie przyjaciółki. Niebawem zorientuje się, jak wielu rzeczy o niej nie wiedziała. Śledztwo utrudnia śnieg, odcinający Bukowce od świata, wszyscy czekają na roztopy. Kiedy nadchodzą, policja dokonuje makabrycznego odkrycia. Po świetnie przyjętym debiutanckim Domu bez klamek Jędrzej Pasierski powraca z kolejną książką o Ninie Warwiłow.
Jędrzej Pasierski
Joanna Pascho zostawia swoje poukładane warszawskie życie odchodzi z pracy, sprzedaje mieszkanie i przenosi się do Bukowców, malutkiej wioski w Beskidzie Niskim. W pobliskich Gorlicach otwiera gabinet dermatologiczny. Zaczyna remont domu. Szybko jednak nadchodzi zima, a z pozoru idylliczna wioska odsłania mroczne sekrety Wkrótce do Bukowców przybywa komisarz Nina Warwiłow. Próbuje dotrzeć do prawdy o losie przyjaciółki. Niebawem zorientuje się, jak wielu rzeczy o niej nie wiedziała. Śledztwo utrudnia śnieg, odcinający Bukowce od świata, wszyscy czekają na roztopy. Kiedy nadchodzą, policja dokonuje makabrycznego odkrycia. Po świetnie przyjętym debiutanckim Domu bez klamek Jędrzej Pasierski powraca z kolejną książką o Ninie Warwiłow.
Gerald Murnane
Z posłowiem Bena Lernera Kultowa powieść Geralda Murnanea, kandydata do Literackiej Nagrody Nobla Jedna z najważniejszych książek współczesnej literatury australijskiej: prowokacyjna, fascynująca, medytacyjna Równiny, przez które przyszło mi wówczas jechać, nie były jednostajnym bezkresem. Czasem wyglądałem na rozległą, płytką dolinę usianą z rzadka drzewami i ospałym bydłem; środkiem mógł leniwie sączyć się jakiś strumień. Kiedy indziej, po odcinku skrajnie nieobiecującego terenu, droga wspinała się na coś, co ewidentnie było wzniesieniem, ale zaraz widziałem przed sobą tylko dalszą równinę, płaską, nagą, przemożną. Młody filmowiec przybywa do miasta położonego w australijskim interiorze, gdzie spotykają się zamożni właściciele ziemscy gotowi zainwestować w ambitnych twórców i młodych wizjonerów. Szuka wśród nich mecenasa, dzięki któremu będzie mógł zrealizować swój projekt: film o australijskich równinach ich monotonii, pozornej pustce, hipnotyzującej sile. Jednak im więcej czasu na nich spędza, tym bardziej zaciera się granica pomiędzy tym, co na zewnątrz, a nim samym. Próbuje więc stworzyć dzieło, które najpełniej odda szczególne doświadczenie australijskiego wyobcowania: opowieść o miejscu, które należy zarówno do ziemi, jak i do tych, którzy nie boją się zatracić w nieskończoności. Równiny to powieść o poszukiwaniu piękna i pamięci na rubieżach świata: hipnotyzująca jak pejzaż, którą opisuje. Jeden z najwspanialszych pisarzy, jakich wydał nasz kraj [Australia]. Mistrz frazy [], pracowity i oryginalny prozaik, dysponujący wyjątkowym spojrzeniem i nienagannym stylem. Peter Craven, The Age Pisarstwo osadzone w wyobraźni, a tak fenomenalnie konsekwentne, że nadaje się na temat do medytacji, a nie tylko lekturę. [] Murnane stworzył unikatową wizję egzotycznego australijskiego interioru i ludzi tam mieszkających. Barry Oakley, The Sydney Morning Herald Fascynująca baśń. Nadzwyczajnemu bogactwu sensów dorównuje hipnotyczne panowanie nad językiem. John Fuller Powieść figlarna i osobliwa, wzbudzająca echa w wyobraźni []. Równiny stają się krajobrazem umysłu, ich mieszkańcy i artyści niestrudzonymi odkrywcami []. Odzwierciedlają się w niej nieustające poszukiwania magii i poezji życia. Dinny OHearn, The Age Równiny to przypowieść, baśń, alegoria, mitologia, wizja. Jest to też rzecz subtelnie satyryczna i przemyślnie zabawna. The Australian
Ruda, córka Cwiego. Historia Żydów na warszawskiej Pradze
Adam Dylewski
Każdy z warszawskich brzegów Wisły opowiada własną, odmienną historię. Prawobrzeżna Praga to kamienice, bramy, bazar, kominy, kolej, hardy, nieco lumpenproletariacki charakter. Lekko tylko ranna w powstaniu, wyszła z tragedii zburzonego miasta bez wielkich strat. Do dziś cieszy się opinią jedynej dotykalnej enklawy mitycznej Warszawy sprzed zniszczenia. Przez kilka wieków mieszkali tu Żydzi. Ruda, córka Cwiego, spoczęła na praskim cmentarzu, Szmul Zbytkower dał nazwę Szmulowiznie, Gabriel Bergson ufundował Wielką Synagogę, Manas Ryba otworzył bazar, Dawid Rosenblum i Stanisław Najman stworzyli zręby potęgi fabryk Labor i Wulkan. Swój ślad odcisnęli fanatyczny Bal-Czuwe, mistrz bokserski Samuel Kenigswein i Miss Judea Zofia Ołdak. Prascy Żydzi, podobnie jak cała prawobrzeżna dzielnica, jednocześnie byli częścią Warszawy i czuli swoją odrębność. Nierzadko były to związki bardzo silne, czego dowodzi wydanie praskiej księgi pamięci w Tel Awiwie i utworzenie praskiego ziomkostwa w Paryżu. W relacji z archiwum Ringelbluma opisującej wysiedlenie praskich Żydów do getta czytamy: Na dzień przed zamknięciem dzielnicy jeden z praskich Żydów, były pracownik mykwy, popełnił w niej samobójstwo zgodnie ze swoją zapowiedzią, że on Pragi nie opuści. Kto był praskim gaonem, a kto genialnym dzieckiem z Pragi? Gdzie się podziały istniejące jeszcze po wojnie praskie synagogi i domy modlitwy? Adam Dylewski odkrywa te i inne tajemnice żydowskiej Pragi.
Bogumił Luft
Rumunia i Mołdawia dwa kraje na marginesie Europy. Postsowieckie dziedzictwo, walka z kompleksami, wielonarodowa tradycja i skomplikowane stosunki z sąsiadami oraz raczej nieodwzajemniona sympatia do Polski. Rumun goni za happy endem to wielowątkowa opowieść o spotkaniu dwóch dużych narodów Polski i Rumunii oraz próbującej ich dogonić Mołdawii. Ponad trzydzieści lat osobistych przeżyć, spotkań i doświadczeń, które stały się udziałem autora dziennikarza, publicysty i dyplomaty, ambasadora RP w Rumunii i Mołdawii zaowocowały piękną, bardzo osobistą opowieścią o krajach wciąż mało w Polsce znanych. Reportaż przeplata się tu ze wspomnieniami, a esej historyczny z analizą polityczną sytuacji na rumuńskim pograniczu Europy. To także zawiła, często dramatyczna historia Republiki Mołdawii, która nie może sobie poradzić z postsowieckim dziedzictwem, zapatrzonej w wielką siostrę Rumunię, która z kolei wciąż walczy o historyczny sukces. "Polacy albo bezkrytycznie podziwiają Rumunię, głównie za jej przyrodę, albo się jej obawiają. O tym, by ten kraj zrozumieć, raczej nie myślimy. Z Mołdawią bywa podobnie z tą różnicą, że zainteresowanie nią jest dużo mniejsze. Bogumił Luft oba te kraje lubi, ale przede wszystkim zna je i rozumie. W książce, którą napisał, jednocześnie bardzo osobistej i pozbawionej ckliwości, dzieli się swoją wiedzą w sposób budzący szacunek. Nakreślony przez autora portret paralelny współczesnych Rumunów i Mołdawian, mieszkających po obu stronach Prutu, składa się z miniportretów, zwięzłych analiz politycznych, osobistych wspomnień i smakowitych scen obyczajowych. Wyłania się z nich skomplikowany i intrygujący obraz społeczeństwa żyjącego okrakiem pomiędzy Bałkanami i Europą Środkową i od ponad wieku poddawanego nieustannemu procesowi modernizacji nie wiadomo tak naprawdę, na ile udanej, ale na pewno wciąż niezakończonej. Z mozaikowego opowiadania powstał swoisty niezbędnik intelektualny. Autor dokonał selekcji materiału faktograficznego i wybrał sposób narracji, który pomaga zrozumieć złożoną materię świata rumuńskiego: od problemu genealogii poczynając, na kwestiach spuścizny komunistycznej i powikłanych relacji rumuńsko-mołdawskich kończąc. Książka rzetelna i dowcipna, dająca do myślenia." dr hab. Kazimierz Jurczak, kierownik Zakładu Rumunistyki UJ
Rzeczy zdarzające się w podróży
Krzysztof Środa
Zdziwienie jest początkiem filozofii mówi za Platonem Krzysztof Środa. Ale jak je ocalić w czystej, pierwotnej postaci? Najlepiej kucnąć na skraju drogi i zapisać to, co się właśnie zobaczyło, w podręcznym notesie. To z takich zapisków powstała jego najnowsza książka. Wbrew tytułowi nie jest to esej o podróżowaniu, lecz o poznawaniu i nazywaniu świata. O różnicy między doświadczeniem a językiem, którym próbujemy je pochwycić, i o niepokoju, jaki ta różnica w nas wywołuje. O tym, co dzieje się z widokami, o których zapomnieliśmy, z obrazami, których nie zdążyliśmy opisać, z ludźmi, którzy odeszli. Bo jest to także książka o ludziach, których już nie ma Środa kreśli ich przejmujące portrety i o pamiętaniu o nich. Ale nie tylko. Bo samo pamiętanie nie wystarcza ono też, tak jak oni sami i ich imiona, przeminie. Chyba że opowie się o ich uśmiechach, o ich oczach, cierpieniach, a czasem także o ich śmierci. O tym, co mówili i o czym milczeli. Chyba że zapisze się ich imiona. Trzeba przecież to wszystko ratować a jeśli tak, trzeba o tym pisać.
Andrzej Stasiuk
Do rzeki dzieciństwa podróżuje się bez końca szuka jej źródeł w historii i ujścia w pamięci. Wspomina się: lato na wsi, brodzenie po pierś w nurcie, rybie łuski na glinianej podłodze, milczącego pastucha co dzień wyprowadzającego krowy. Gdy tą rzeką jest Bug, jeżdżąc wzdłuż niej, podróżuje się zawsze na wschód. Myśli się: o granicy, o Rosji, o wojnie, o uchodźcach, o tym, że tak blisko jest Bełżec, a źródło wypływa z ziemi nasiąkniętej krwią. Kuca się przy ogniu i wyobraża sobie: karawanę zwierząt sunących przez mazowieckie piaski, ciemność popiołów, w której świecą diamenty. Bo zaiste nie pamięć, ale rzeki powinny grzebać nasze szczątki. Powinny je wypłukiwać i nieść do oceanów. To jedyny koniec wart pomyślenia.
Andrzej Stasiuk
Do rzeki dzieciństwa podróżuje się bez końca szuka jej źródeł w historii i ujścia w pamięci. Wspomina się: lato na wsi, brodzenie po pierś w nurcie, rybie łuski na glinianej podłodze, milczącego pastucha co dzień wyprowadzającego krowy. Gdy tą rzeką jest Bug, jeżdżąc wzdłuż niej, podróżuje się zawsze na wschód. Myśli się: o granicy, o Rosji, o wojnie, o uchodźcach, o tym, że tak blisko jest Bełżec, a źródło wypływa z ziemi nasiąkniętej krwią. Kuca się przy ogniu i wyobraża sobie: karawanę zwierząt sunących przez mazowieckie piaski, ciemność popiołów, w której świecą diamenty. Bo zaiste nie pamięć, ale rzeki powinny grzebać nasze szczątki. Powinny je wypłukiwać i nieść do oceanów. To jedyny koniec wart pomyślenia.
Maciej Robert
Rzeka, której nie ma, może (nie) istnieć na wiele sposobów. Może to być rzeka, która wysycha okresowo albo wyschła ostatecznie. Może to być rzeka pojawiająca się jedynie w historycznych opisach. Zamieniona w ściek, wciśnięta w kanał, zasypana piachem, zabetonowana lub zanieczyszczona tak bardzo, że trudno rozpoznać w niej rzekę. Może to być rzeka wymyślona. Rzeka zapomniana, której ślady znajdujemy w nazwach ulic czy niespodziewanych nierównościach terenu. Rzeki znikają od zawsze, ale jeszcze nigdy nie znikały tak szybko jak dziś. Zostawiają po sobie dotkliwy brak, pustkę, melancholię i widmo nieuniknionej katastrofy. Maciej Robert poszukuje zagubionych rzek w swoim mieście, ale jego pasja nie ogranicza się do Łodzi. W każdym zakątku Polski, w którym się znajdzie, brodzi w rzekach tak małych, że nie mają nawet imienia, w potokach, strumieniach, strugach i rowach wypełnionych błotem. Snuje się także nad brzegami Wisły, Renu, Cisy czy Dunaju, tropi rzeki opisywane przez innych. Niektóre z rzecznych bohaterek tej książki niosą w sobie pamięć tragedii, których były świadkami. Inne szemrzą cicho swoje historie i przepowiadają przyszłość.