Видавець: Wydawnictwo Czarne
Ptaki krzyczą nieustannie. Historia Günthera Niethammera, esesmana i ornitologa z Auschwitz
Beata Dżon-Ozimek, Michał Olszewski
Wrażliwy, wykształcony, uważny Günther Niethammer od dziecka interesuje się ptakami. Żyje w dostatku, kocha przyrodę i polowania. Skoncentrowany na swojej karierze szybko awansuje do elity niemieckich naukowców. Po dojściu nazistów do władzy nie protestuje, dołączając do długiego szeregu naukowców, którzy świetnie układają się z hitlerowcami. Zgłasza się do NSDAP, po wybuchu wojny chce służyć w armii. Trafia jednak jako wartownik do KL Auschwitz. Mimo że mógłby być bezcennym świadkiem, po wojnie milczy jak grób. Jak to możliwe, że wrażliwy intelektualista nie dostrzega tragedii dziejącej się za drutami obozu? Co sprawia, że można prowadzić obserwacje ptaków z masową zagładą za plecami? Dlaczego po wojnie nie powie na ten temat ani słowa? Beata Dżon-Ozimek i Michał Olszewski badają biografię Günthera Niethammera, a wraz nim polskich więźniów i niemieckich naukowców, ukazując losy bohaterów, konformistów i zbrodniarzy. Ptaki krzyczą nieustannie to również historyczne śledztwo w sprawie nauki, która idzie na służbę morderców. Wstrząsająca i ważna książka. Autorzy rzucają światło na życie i pracę znanego ornitologa Günthera Niethammera. Ceniony naukowiec bez wahania i bez zastrzeżeń daje się wciągnąć w narodowosocjalistyczny aparat terroru, gotowy jest nawet służyć jako strażnik w Auschwitz, gdzie jak gdyby nigdy nic kontynuuje badania ornitologiczne. Nie był przy tym odosobnionym przypadkiem podobnie jak on postąpiło wielu niemieckich i austriackich badaczy. Martin Pollack
Monika Sznajderman
Żyjąc, zajmujemy miejsce tych, którzy byli przed nami, taka jest oczywista kolej rzeczy. Jak jednak żyć w miejscu, w którym garstka ludzi zajmuje miejsce po ośmiuset, jak wypełnić taką przestronną pustkę? Szczególnie gdy tych ośmiuset nie odeszło tak, jak nakazuje czas, lecz zmiotła ich historia? Pusty las to opowieść autorki o życiu w Wołowcu, beskidzkiej wsi, z której kolejno znikali szukający szczęścia za oceanem biedacy, wizjonerscy nafciarze, Żydzi, Cyganie, Łemkowie. To także jej hołd dla tego miejsca na ziemi, jego historii, przyrody i jego mieszkańców. Pusty las to książka o życiu wśród zrujnowanych cerkwi i zdziczałych sadów, o wrastaniu w osierocony krajobraz i o czytaniu świata, który trwa już tylko w powidokach czegoś, czego nie wolno przeoczyć. Monika Sznajderman czyta Beskid Niski i czyta Wołowiec czyta swoje miejsce na ziemi, miejsce życia na łące pamięci, w wyrwach po dawnych mieszkańcach Łemkowszczyzny. Te wyrwy, te pasma pustki niewidoczne na pierwszy rzut oka zjawiają się pośród słów, zawołane po imieniu. W tej prozie niemal słychać stukot klawiszy pod opuszkami palców, słychać oddech zbratany z rytmem kroków. I słychać też mocno, wyraźnie coś, co jest jak łemkowskie gorzkie żale, jak smutna litania. Pusty las miejsce, od którego wieje grozą, całe w dreszczach, zagrzebane w cierpkiej ciszy. I jednocześnie jest to miejsce żywych głosów, codziennej krzątaniny, powszedniej czułości istnienia, która pachnie chlebem, tarniną i mgłą. Może w tym właśnie leży tajemnica tej prozy w czułości, z jaką Monika Sznajderman dotyka ziemi niczyjej, leżącej pod białym, lodowatym słońcem, śmiertelnie zranionej. Ta czułość dotknięć jest czułością słów, ale ma też w sobie coś z miłości przenikliwej, trzeźwej, dyskretnej. Taka miłość staje w pustym lesie, nawołuje. Wywabia z nieistnienia to, co powinno trwać. Układa usta do dawno zapomnianych imion jak do pocałunku. Powierza istnienie wyobraźni osłania je, opatruje jego rany. prof. Paweł Próchniak Powtarzane często pytanie: Co ja tu robię? jest ostatecznie pytaniem: Kim jestem?. Odpowiedź autorki nie jest spekulacją, ale działaniem, zatrudnieniem, budowaniem domu, zamieszkiwaniem, wrastaniem w tę pustkę po Łemkach, Żydach, Cyganach. Tworzeniem ze śladów i znaków przeszłości, głównie jednak śladów śmierci, a nie śladów życia, własnej okolicy, czyli ustanawianiem świata na nowo i siebie w tym świecie, gdzie przedwieczorną porą czuje się smutek, drżenie i lęk. Najważniejszą sprawą wydaje się jednak to, że Monika Sznajderman bliska jest odnalezieniu języka, w którym może rozmawiać z nieobecnymi, z jej nieznanymi sąsiadami. Ten język jest widzeniem przez nicość, przybliżaniem się do świata z czułością, a nie widzeniem-władaniem. To bardzo ważne w czasach, gdy pamięć staje się towarem. Pusty las jest zapisem odnajdywania siebie przez powinność wobec Innych. I nie jest metaforą. Jednym z powtarzalnych wyobrażeń w tej książce jest właśnie las, który z bezlitosną obojętnością porasta progi zburzonych domostw i świątyń, ogrody i pola, wydeptane ścieżki, bezimienne mogiły i cmentarne nagrobki, ale też jako drzewo z grobu wpisuje się w odwieczną topikę życia. prof. Roch Sulima
Puszcza domowa. Co kryje Kampinos
Adam Robiński
Czym jest puszcza? Gdy człowiek słyszy to słowo, od razu stają mu przed oczami majestatyczne dęby, których korony zasłaniają niebo. Stare i grube albo martwe i gnijące. Musi być ciemno i wilgotno. Gdzieś w tle przebiegnie łoś, a nocą zawyją wilki. A to przecież zupełnie nie tak. Mówiąc o puszczy, nie można mieć na myśli tylko drzew. Bo puszcza to tak naprawdę mozaika. Na przykład boru, bagna i łąki. Mogą się w niej kryć średniowieczne grodzisko na skraju wielkiego moczaru i zgliszcza tartaku, gdzie słychać jeszcze echa wielkiej wojny. Albo most, na którym biesiadowali kiedyś mieszkańcy nieistniejącej już wsi. Czy piwnice, w których trzymali kiszonki, a w których dziś zimują gacki. Mieści się w niej też uczucie, które sto lat temu zakiełkowało pośród mokradeł między parą obiecujących naukowców. I sosnowy las, który razem zasadzili na progu europejskiej stolicy, gdy ta dopiero podnosiła się z ruin. A potem obwołali go parkiem narodowym. Tym wszystkim jest Puszcza Kampinoska, zielona siostra Warszawy.
Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty
Katarzyna Kobylarczyk
Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty to opowieść o kraju, gdzie wieje tramontana, szatański wiatr z opowiadania Márqueza, gdzie ludzie dla zabawy podpalają styropianowe figury większe od domów, a w święta obrzucają się cukierkami, błotem, zdechłymi szczurami i rzepą. To relacja z miejsc, gdzie w Wielki Piątek bije się w bębny, aż krwawią dłonie, a czarownice odpędza się ciepłą wódką. To także zbiór historii o bandytach, rzeźnikach, królach i tancerkach z zapomnianych miasteczek Kastylii-La Manchy, Andaluzji, Estremadury i Katalonii. Książka jest owocem trzech lat życia i podróży po Hiszpanii, a przede wszystkim pogoni za iberyjskimi fiestami.
Richard Flanagan
Nowa książka laureata Nagrody Bookera Hipnotyczna opowieść o nieubłaganej mocy przypadku Gdyby Rebecca West nie pocałowała H.G. Wellsa, H. G. Wells nie uciekłby do Szwajcarii, żeby napisać powieść, wktórej wszystko płonie, bez powieści Wellsa Leo Szilard nie wpadłby na pomysł nuklearnej reakcji łańcuchowej, bez pomysłu nuklearnej reakcji łańcuchowej Szilarda nie przeraziłaby nowa niszcząca siła, gdyby nie przeraziłaby go nowa niszcząca siła, nie przekonałby Einsteina, aby zabiegać opomoc uRoosevelta, gdyby Einstein nie zabiegał opomoc uRoosevelta, nie powstałby Projekt Manhattan, bez Projektu Manhattan nie istnieje dźwignia, którą Thomas Ferebee ma zwolnić oósmej piętnaście 6 sierpnia 1945 roku trzydzieści jeden tysięcy stóp nad Hiroszimą, na Hiroszimę ani na Nagasaki nie spada więc żadna bomba isto tysięcy, sto sześćdziesiąt tysięcy albo dwieście tysięcy ludzi żyje, umiera jednak mój ojciec. Balansując na granicy biografii, eseju i fikcji, Richard Flanagan splata historię swojej rodziny z kluczowymi wydarzeniami XX wieku, by ukazać niewiarygodne ciągi zdarzeń, które wytyczają ścieżki naszych losów, oraz by rozplątać zawiłe nici własnej historii. Od błahego pocałunku do początków fizyki jądrowej, od niewoli ojca w Japonii do zrzucenia bomby atomowej przez Amerykanów, od dramatycznego spływu tasmańską rzeką do odkrycia literatury, od niewinnych rodzinnych rozmów do bolesnego odsłonięcia własnych korzeni nierozerwalnie związanych z trudną historią wyspy. Pytanie numer siedem to opowieść o życiu jako nieokiełznanym chaosie, w którym przypadki układają się w reakcje łańcuchowe o nieubłaganej logice. To także rozgorączkowana proza pełna snów i wspomnień, po mistrzowsku opowiadająca o tym, jak nasze życia wywodzą się z historii innych. I z tych, które wymyślamy o sobie sami. Książka otrzymała Nagrodę Baillie Gifford, znalazła się w finale francuskiej nagrody Femina Étranger przyznawanej najlepszym książkom zagranicznym, otrzymała nominację do Nagrody Medici, a także znalazła się wśród dziesięciu najlepszych książek roku w rankingu The Washington Post. Niezwykła mieszanka niesamowitej energii oraz powściągliwości i troski. To swego rodzaju rozliczenie: Richarda Flanagana z ojcem i matką, Tasmanii z jej przeszłością, Japonii z jej historią, a także autora z samym sobą. Colm Tóibín W przypadku laureata Nagrody Bookera to dość odważne stwierdzenie, ale Pytanie numer siedem to prawdopodobnie najlepsza jak dotąd powieść Richarda Flanagana. Jest tak osobista i jednocześnie tak uniwersalna, że trudno o niej zapomnieć. The Guardian Pytanie numer siedem ustanawia nowy wyznacznik jakości. Nieczęsto się zdarza, że książka zmusza czytelnika, by wielokrotnie ją odkładał ze względu na silne emocje, jakie w nim wywołuje. The Sunday Times Ta głęboko poruszająca pozycja to najwybitniejsze dzieło autora. [Charakteryzuje się] psychologicznym i filozoficznym rozmachem na miarę Tołstoja, wplecionym w osobisty esej, dopracowany z taką samą precyzją, jak Pierścienie Saturna W.G. Sebalda. The Guardian Australia Czasami lektura książki staje się doświadczeniem odczuwalnym niemal fizycznie. Pytanie numer siedem należy do tej kategorii. Między okładkami kryje się w niej całe życie, a czytelnik po prostu się w niej zatraca. Jest to hołd dla wszystkich przejawów życia, a jednocześnie rozliczenie z XX wiekiem i tym, czego dowiedzieliśmy się dzięki niemu o samych sobie. To intymna, piękna, bezkompromisowa i głęboka opowieść. Dotyka tematów wieczności, po czym powraca do tego, co bliskie i znane [...]. Sydney Morning Herald
Radość Soboty. Archiwum życia i śmierci
Marta Grzywacz
To, czego nie można było wykrzyczeć światu, zostało zakopane w ziemi. Tuż po rozpoczęciu II wojny światowej Emanuel Ringelblum, trzydziestodziewięcioletni historyk, nauczyciel i działacz społeczny, zaczyna gromadzić informacje o życiu Żydów pod okupacją niemiecką. Niedługo potem zaprasza do współpracy innych podobnie jak on historyków i społeczników, a także ekonomistów, literatów, przedsiębiorców. W getcie warszawskim powstaje tajna organizacja Oneg Szabat (Radość soboty), która ma zbierać dowody na istnienie żydowskiego świata: relacje, dzienniki, prywatną korespondencję, teksty literackie, zdjęcia, rysunki, prasę, dokumenty urzędowe, programy teatralne, kartki na żywność Kiedy wiadomo już, że koniec getta jest bliski, grupa wtajemniczonych ukrywa zgromadzone archiwum pod ziemią. Spośród kilkudziesięciu osób zaangażowanych w prace Oneg Szabat wojnę przeżyją trzy. I tylko jedna z nich będzie wiedziała, gdzie ukryto Archiwum Ringelbluma. Marta Grzywacz przywraca pamięć o archiwistach Oneg Szabat i ich heroicznej pracy. Hersz Wasser, Eliahu Gutkowski, Izrael Lichtensztajn, Szymon Huberband, Rachela Auerbach i inni nie mieli złudzeń co do własnego losu, ale zbierali świadectwa żyjących z myślą o potomnych. Zdawali relację z własnej zagłady. Książka wydana pod patronatem Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma
Remontownia ciał i dusz. Domy wczasowe i sanatoria w PRL-u
Błażej Ciarkowski
Opowieść o wczasach w PRL-u zaczyna się od nieufności. Tuż po wojnie urlop nie jest oczywistością, lecz propozycją, z którą masy pracujące trzeba dopiero zaznajomić. Państwo organizuje wypoczynek odgórnie w sanatoriach, ośrodkach zakładowych, na koloniach i tworzy system, który ma objąć miliony. W tej historii powracają konkretne miejsca: od uzdrowisk i górskich kurortów po nadmorskie ośrodki i leśne enklawy. Krynica, Ustka, Kudowa, Szczawnica i wiele, wiele innych każde z nich staje się sceną podobnych doświadczeń. Autor pokazuje dwie warstwy tego świata. Z jednej strony są inwestycje, plany i administracyjne kulisy budowania ośrodków i zarządzania nimi wysiłek państwa mierzącego się z niedoborem i skalą przedsięwzięcia. Z drugiej codzienność wczasowiczów: stołówki, wycieczki, obowiązkowe rozrywki prowadzone przez kaowców, dziecięce kolonie. Z listów i skarg wyłania się obraz daleki od propagandowego ideału, pełen drobnych napięć i rozczarowań. We wspomnieniach jednak przetrwa opowieść o dobrej zabawie, wspólnotowości i idyllicznych wakacjach. To reportaż o systemie, który miał uszczęśliwiać masy, i o ludziach, którzy próbowali w nim znaleźć dla siebie miejsce. O pamięci zapisanej na fotografiach i pocztówkach, i o rzeczywistości, która była bardziej złożona niż nostalgiczne wspomnienie.
Piotr Marecki
Opel załadowany po brzegi. W bagażniku czekają już torby z ubraniami na dwutygodniową podróż poślubną, aparaty fotograficzne i kawa w termosie z napisem Thirsty. Po kawalerskiej wyprawie przez Polskę przydrożną Piotr Marecki rusza w podróż z żoną Olą, by wspólnie świętować zawarcie małżeństwa. Pierwszy przystanek Beskid Niski. Ekowesele, progresywne disco polo, całonocne maratony na atari i wiersze czytane dla przyrody. Kolejny Huculszczyzna, drewniana chata w górach i ukraińskie bezdroża. Marecki z żoną rejestrują mijany krajobraz i zwracają uwagę na lokalną architekturę. Tarnopol, Strusów, Monasterzyska, Tyśmienica, Kołomyja, Szepit, Czerniowce, Zaleszczyki, Stryj. Podróż jest długa, drogi dziurawe. Ale ważne, że jadą razem. Piją huculski samogon, zagryzają go bryndzą i śpiewają pieśni o zbójniku Doboszu. Obserwują, jak wschodnia prowincja opiera się zachodniemu turbokapitalizmowi. A Hucuł Misza na to: Wszystko jasne. Romantika.