Wydawca: Wydawnictwo Filtry
Anne Enright
Jedna z najlepszych powieści 2023 roku według m.in. New Yorkerera, Publishers Weekly i The Washington Post, nominowana do Womens Prize for Fiction 2024. Philip McDaragh był znakomitym poetą, ale mężem i ojcem fatalnym. Roztaczał czar, uwodził i rozkochiwał, a potem porzucał, by szukać natchnienia w ramionach kolejnych kobiet i w innych miejscach. Nell nigdy nie poznała swojego dziadka, ale uległa urokowi jego wierszy, a te zdają się powodować jej życiem. I to dwojako: każą dziewczynie opuścić rodzinny dom i szukać swobody, miłości oraz literackiego spełnienia w wielkim świecie, a zarazem nieuchronnie prowadzą z powrotem do tego domu siedziby Terry i Carmel, jej babki i matki. I jak się okazuje także jej własnej, przynajmniej w sensie emocjonalnym, bez względu na to, jak bardzo starałaby się to zmienić. "Strzyżyk woleoczko" to znakomita powieść o sile poezji i rodzinnych więzi, a także o ich splątaniu. O powołaniu, miłości, zdradzie i zadawaniu bólu. O bolączkach samotnego rodzicielstwa i o tym, co przychodzi najtrudniej o wybaczeniu. Mistrzowski język tej książki, już okrzykniętej na Wyspach i w Stanach Zjednoczonych wydarzeniem, sam pełen jest poezji. Ale autorka wplata w narrację także liryki staroirlandzkie. Na potrzeby polskiej edycji przełożył je Piotr Siemion, który w dorobku tłumacza ma między innymi wiersze irlandzkiego noblisty Williama Butlera Yeatsa. ____________________ Rewelacyjna powieść. Stylistyczny kunszt Anne Enright sprawia, że czytelnik nawiązuje bliską więź z bohaterami i towarzyszy im na ścieżkach życia. Sally Rooney Ostry, smutny, cwany i krnąbrny Język Enright jest jak petarda sycząca na chodniku. Lektura obowiązkowa. Margaret Atwood
Szóste wymieranie. Historia nienaturalna
Elizabeth Kolbert
W historii naszego globu odnotowujemy pięć wielkich wyginięć gatunków, które spowodowały drastyczny spadek bioróżnorodności. Teraz, na naszych oczach trwa szóste wymieranie niezliczonych form życia, zarówno na lądzie jak i w wodzie. Naukowcy biją na alarm: to największa katastrofa od czasu uderzenia w Ziemię asteroidy, co spowodowało wyginięcie dinozaurów. Tym razem jednak przyczyna jest o wiele bardziej prozaiczna, a zarazem o wiele bardziej groźna człowiek. Jak pisze autorka: Żadne stworzenie nigdy wcześniej nie zmieniło życia na naszej planecie w aż tak dużym stopniu, choć dochodziło do innych, porównywalnych kataklizmów. Era antropocenu powoduje nieodwracalne, zagrażające również naszemu istnieniu zmiany klimatyczne, a jednocześnie tylko człowiek może powstrzymać nieracjonalną gospodarkę zasobami naturalnymi i dewastację środowiska. Elizabeth Kolbert z erudycją opisuje wymarłe na przestrzeni tysiącleci gatunki i rozmawia z naukowcami, którzy za wszelką cenę starają się ratować gatunki istot na krawędzi wymarcia. Tytuł uhonorowano Nagrodą Pulitzera w dziedzinie nauki, a brytyjski dziennik The Guardian uznał Szóste wymieranieza jedną ze stu najważniejszych książek literatury faktu wszechczasów.
Monika Helfer
Drugi tom autobiograficznego tryptyku rodzinnego, który zapewnił Monice Helfer status literackiej gwiazdy. Tym razem autorka czyni głównym bohaterem swojego ojca, cofając się do czasów własnego dzieciństwa i młodości. Josef, mąż Grete, córki pięknej Marii, którą znamy z Hałastry, był człowiekiem o wielu twarzach: czuły tatuś, ale i nieprzystępny patriarcha, bibliofil, ale i książkoholik. To on nauczył przyszłą pisarkę miłości do czytania i wpoił jej uważność na słowa. Z kolejnych dyskretnych przybliżeń wyłania się mężczyzna niespodziewanie barwny i zagadkowy, biedny, ale z szerokim gestem, ciężko doświadczony przez życie, jednak nieprzestający szukać w nim własnego miejsca. Monika Helfer we właściwy sobie sposób przetasowuje odrębne płaszczyzny czasowe, aby stworzyć gęsty i wielowymiarowy portret pokolenia powojennych rodziców oraz ich dzieci kontynuując tym samym historię swojej hałastry. Tatuś to przejmująco osobista opowieść o raju utraconym, sezonie w piekle i odzyskanym życiu. O radości, jaką można odnaleźć w cieniu katastrofy, gdy nie tracimy z oczu piękna i nie gasimy w sobie czułości. Tak, wszystko skończyło się dobrze w pewien okrutny sposób wszystko skończyło się dobrze, puentuje swoją opowieść Helfer. Choć przecież nie powinno
Maciej Hen
W tej autobiograficznej opowieści Maciej Hen wspomina epokę wczesnego PRL-u. Kreśli obraz życia codziennego widziany oczami dziecka. Chłopiec z warszawskiej inteligenckiej rodziny czyta książki, słucha Beatlesów, marzy o zostaniu artystą i przeżywa pierwsze miłości. Jednocześnie odkrywa swoją żydowską tożsamość i mierzy się z narastającym antysemityzmem, który zapowiada wypadki Marca 68. Obserwujemy, jak do świata bohatera powoli wdzierają się nieufność i strach. Żydzi są zmuszeni podawać na wyjazd. Tratwa z pomarańczami pozostaje jednak pochwałą życia. Autor nie godzi się złożyć swojego dzieciństwa w ofierze Historii, jego książkę rozświetlają sceny pełne humoru, ciepłe wspomnienia miejsc i ludzi, czuły portret matki. W dziejowych zawirowaniach najpewniejszym ratunkiem okazuje się, nie po raz pierwszy, darząca się nawzajem troską mała, ludzka wspólnota.
Marcin Oskar Czarnik
Brawurowa opowieść o polskich chłopskich emigrantach w dziewiętnastowiecznej Ameryce i ich potomkach. O wygnaniu i powrocie. O życiu na wsi i w mieście. O dziedziczeniu traum i poszukiwaniu ziemi obiecanej. Żyjący współcześnie bohater o biblijnym imieniu Set nie potrafi się odnaleźć w rzeczywistości. Czy wpłynęła na to tragiczna śmierć jego brata Abla, którego miał zastąpić rodzicom? A może niepewność własnego statusu społecznego? Set próbuje wybudzić się z koszmaru, jakim jest historia jego rodziny, cierpi na niemoc seksualną, wikła się w nieudany związek. Wreszcie przestaje uciekać i zaczyna rozumieć, że los jest mu dany, ale też zadany. Powieść Czarnika czerpie z najlepszych dokonań nurtu chłopskiego w polskiej prozie, a zarazem jest bardzo bliska naszej teraźniejszości. ---- Trzy dni, trzy noce są pełnowymiarową, wielopłaszczyznową powieścią. Jej sylwiczna forma nawiązuje do najlepszych osiągnięć polskiej literatury, długie, rytmiczne zdania każą myśleć o Bramach raju Andrzejewskiego, a humor i zmysłowość opisu przywołują tradycję prozy chłopskiej spod znaku Myśliwskiego. Zarazem jednak jest to już proza kolejnego zwrotu ludowego, nowoczesna proza po terapii, która podejmuje ważny problem samoidentyfikacji ostatniego pokolenia urodzonego na wsi. Justyna Jaworska
W myśl praw geometrii. Jak lewica przestała się martwić i pokochała logikę towarową
Dawid Kujawa
Dawid Kujawa, jeden z najciekawszych głosów krytyki literackiej młodego pokolenia, tym razem odchodzi od teorii literatury, by dać nam przenikliwy esej dotyczący tak żywotnych dla nas wszystkich idei jak wiara, nadzieja, miłość, wolność, równość, braterstwo, ale także współczucie, szczodrość i mądrość. Co się z nimi stało w czasach, gdy kapitalizmowi przestały wystarczać podboje geograficzne i dokonał kolonizacji naszego wnętrza? Czy wspólnotowe wartości da się jeszcze ocalić? Autor, krytykując współczesną lewicę, która swoją sprawczość w dużej mierze sprowadziła do facebookowego spektaklu, a bunt zamieniła w towar, z finezją i swadą pokazuje, jak myślenie ilościowe opanowało wszystkie aspekty naszego życia, wypierając jakość. Miłość zdaje się coraz trudniejsza, gdy kierują nią aplikacyjne algorytmy. Spełnienie jest całkowitą mrzonką, kiedy indywidualność rozmieniliśmy na drobne, przekształcając ją w zbiory kliknięć, preferencji i godzin spędzonych przed ekranem. Samotność i depresja jawią się jako naturalna odpowiedź na kulturę, która promuje konkurencyjność i egoizm zarówno w stosunkach pracy, jak w osobistych relacjach: wszak bezwarunkowe wsparcie straciło dawny sens, a na pierwszy plan w debacie publicznej wysunęła się koncepcja umiejętnego stawiania granic i autonomii jednostki. Czy w takich warunkach bliskość jest w ogóle możliwa? Nawet seks przestał być wolną przestrzenią zabawy, przekształcając się w wynik umowy transakcyjnej. W myśl praw geometrii. Jak lewica przestała się martwić i pokochała logikę towarową to niezwykle ważna książka szukająca odpowiedzi na pytanie, co zrobić, by lewica urwała się z dopaminowej spirali agresji, która nakręca cancel culture, i pomogła nam uratować niepodzielność oraz zachować duszę.
Clarice Lispector
Opublikowana w 1943 roku powieść W pobliżu dzikiego serca była literackim trzęsieniem ziemi i pozwoliła debiutującej nią, zaledwie dwudziestotrzyletniej Clarice Lispector wejść z przytupem do grona największych światowych pisarzy. Historia o dojrzewaniu, rodzeniu się świadomości własnego ciała, buncie wobec zastanych konwencji i społecznych norm, była tak świeża, nowatorska w formie, że z miejsca zachwyciła krytyków, przynosząc młodej autorce prestiżową brazylijską nagrodę Graçy Aranhi. Dostrzegano w tej powieści wpływy Hermana Hessego, pisarza, którego Lispector lubiła od nastoletnich lat, ale też Jamesa Joycea i Virginii Woolf, do czego autorka się wyraźnie dystansowała napisała bowiem W pobliżu dzikiego serca zanim miała okazję się zapoznać z utworami wielkich modernistów. Zresztą ta pierwsza, młodzieńcza powieść wybrzmiewała głosem osobnym, demolując dotychczasowe kanony i stając się utworem kultowym dla wielu pokoleń pisarek i pisarzy. Lispector, podobnie jak w kolejnych swoich utworach, analizuje tu kondycję kobiety, ale jednocześnie ją przekracza, próbując dotrzeć do czystego, niezapośredniczonego przez kulturę doświadczenia. Tym samym rozsadza ramy języka, zrywa z logiką, łamie składnię, by dokopać się do tego, co jeszcze nie zostało unieruchomione przez ideę co żywe, dzikie, nieludzkie. Byłaby Kafką, gdyby Kafka był Żydówką. Byłaby Rilkem, gdyby Rilke był brazylijskim Żydem urodzonym w Ukrainie. Byłaby Rimbaudem, gdyby Rimbaud był matką i dożył pięćdziesiątki. Byłaby Heideggerem, gdyby Heidegger umiał przestać być Niemcem. Hélene Cixous Clarice była obca na tej ziemi i przeszła przez świat tak, jakby w środku nocy przybyła do nieznanego miasta ogarniętego generalnym strajkiem komunikacji. Carlos Drummond de Andrade Najważniejsza pisarka żydowska od czasów Kafki. Benjamin Moser Ona jest lepsza niż J. L. Borges Elisabeth Bishop Jedna z najbardziej tajemniczych pisarek XX. wieku. Orhan Pamuk Po prostu wybitna. Jonathan Franzen Czarująca, elokwentna, nastrojowa. Lispector to ta sama liga, co Kafka i Joyce. Edmund White
Walter Gropius. Człowiek, który zbudował Bauhaus
Fiona MacCarthy
Kim był Walter Gropius człowiek, który w reakcji na rzeź pierwszej wojny światowej wymyślił Bauhaus? W jakiej mierze jego pragnienie nowej, bardziej demokratycznej sztuki się ziściło? Czy nasze miasta i domy nie wyglądałyby inaczej, gdyby nie jego uparte dążenie, by architektura stała się przede wszystkim funkcjonalna, a piękne przedmioty były dostępne dla każdego? Na jakie kompromisy musiał iść, będąc awangardzistą w czasach nazizmu, socjalistą w czasach zimnej wojny, Niemcem w Ameryce, a Amerykaninem w Japonii? Fiona MacCarthy kreśli fascynujący portret artysty, którego architektoniczne wizje znacznie wyprzedzały epokę, w jakiej przyszło mu żyć. Gropius zdawał sobie sprawę, że czasy feudalnego społeczeństwa się kończą: od początku swojej działalności podkreślał konieczność zerwania ze sztuką salonową, której jedynym celem jest budowanie statusu bogatych elit. Pragnął, by sztuka spowinowaciła się z architekturą i wzornictwem, wierzył bowiem, że jednym z warunków dobrego samopoczucia jest piękne otoczenie. I że każdy zasługuje na najlepszy design. Także dzieci. Jego głęboko humanistyczne podejście do projektowania wiele zmieniło w świecie, choć w dobie turbokapitalizmu przestało być oczywiste. Gropius uczył, że podstawowymi kryteriami przy planowaniu dużych osiedli, winny być: światło słoneczne, świeże powietrze, spokój, wygoda, zieleń, ogólnie przyjemna atmosfera. Uważał, że lepiej postawić jeden wysoki budynek, zamiast wielu mniejszych, zapobiegając w ten sposób tworzeniu się rozległych przedmieść. Marzył o społeczeństwie, w którym każdy dorosły człowiek miałby swój własny, choćby najmniejszy pokój. Przez rozmieszczenie balkonów, planowanie przestrzeni rekreacyjnych i ścieżek dążył do zapewnienia mieszkańcom szans na nieformalne spotkania dzięki którym rozwiną się nowe, luźniejsze formy kontaktów międzyludzkich. Brał też pod uwagę potrzeby kobiet, naciskając, by architektura pomogła im zaoszczędzić czas i energię, a co za tym idzie umożliwiła ekonomiczną i intelektualną emancypację. Nie zawsze i nie wszędzie koncepcje Gropiusa zyskiwały uznanie establishmentu. W hitlerowskich Niemczech awangardowe i funkcjonalne rozwiązania Bauhausu uchodziły za niezgodne z niemieckim duchem. Ponadto Gropius, który nade wszystko wierzył w kolektywy twórcze i siłę wspólnoty, był atakowany za współpracę z żydowskimi artystami. W Anglii, dokąd wyemigrował w 1934 roku, jego minimalistyczne, oszczędne projekty zostały całkowicie odrzucone przez społeczeństwo nawykłe do mieszczańskich zbytków. W Stanach Zjednoczonych, w których przyjęto go entuzjastycznie, musiał zmagać się z przyklejaną mu łatką faszysty. W Japonii, do której udał się po zrzuceniu bomby na Hiroszimę, myślano o nim jako o amerykańskim imperialiście. Fiona MacCarthy maluje nie tylko portret artysty, który mierzył się z nierozumieniem, ale także człowieka zmagającego się z licznymi traumami: wspomnieniem okopów Wielkiej Wojny, bolesnymi konsekwencjami swojego burzliwego małżeństwa z Almą Mahler, która utrudniała mu kontakty z ich córką, śmiercią tej ostatniej w bardzo młodym wieku, zdradami przyjaciół, którzy jak się zdaje marzyli o tym, by być jak Walter Gropius. Ale Gropius był nie do podrobienia. Pełen wad i wątpliwości jak każdy, ale jak mało kto wielkoduszny, do końca walczący o idee i dobrobyt własnej rodziny, za swój nadrzędny cel stawiający wewnętrzny rozwój. Fiona MacCarthy jest chyba pierwszą biografistką, której z taką wnikliwością i literacką swadą udało się ukazać ludzkie oblicze twórcy Bauhasu. W kwietniu 1933 roku, na długo przed swoją śmiercią, Walter Gropius spisał testament: Skremujcie mnie, ale nie umieszczajcie prochów w urnie. Popiołom nie należy oddawać czci. No, dalej! Nie noście żałoby. Byłoby wspaniale, gdyby wszyscy moi obecni i dawni przyjaciele spotkali się na małą fiestę la Bauhaus. Pijcie, śmiejcie się, kochajcie. Na pewno do was dołączę, bardziej niż za życia. To bez wątpienia sensowniejsze niż przemowy na cmentarzu.