Видавець: Wydawnictwo-hm
Sielankowanie pod Tatrami. Życie codzienne i niecodzienne Zakopanego w XIX wieku
Agnieszka Lisak
Partner wydania: Muzeum Tatrzańskie w Zakopanem Zanim pod Tatrami zaczęli się regularnie pojawiać turyści, Zakopane zamieszkiwał lud na pół dziki, chytry i chciwy. Rafał Malczewski pisał zaś, że zmienna aura Zakopanego kładła zdrowego w bety, halny wiatr wytracał chorych na płuca, z silniejszych robił alkoholików. Jak więc doszło do tego, że to miejsce niebezpieczne dla kieszeni i groźne dla zdrowia stało się ulubionym celem turystycznym Polaków, a dla wielu artystów, pisarzy i kompozytorów domem? Agnieszka Lisak postanowiła znaleźć odpowiedź na to pytanie. Zmieniające się warunki życia, rozwijający się transport, dzięki któremu miejscowość zyskała łączność ze światem, a także coraz większa popularność wędrowania bez praktycznego celu, czyli turystyki. Na kartach tej książki nie brakuje też popularyzatorów Zakopanego. Nie tylko Tytusa Chałubińskiego, najbardziej znanego miłośnika Tatr, ale i księdza Stolarczyka, Sabały, Walerego Eljasza-Radzikowskiego czy Stanisława Barabasza. Ludzi, którzy rozsławili urok sielankowania pod Tatrami.
Siemantika truda w russko-polskom jazykowom sopostawlenii
Gabriela Wilk
Monografia wpisuje się w nurt studiów językoznawczych nad semantyką nazw wartości. Podjęto w niej próbę rekonstrukcji językowego obrazu pracy w dwóch pokrewnych językach słowiańskich – rosyjskim i polskim. Głównym założeniem monografii było przeniknięcie poprzez analizę semantyczną leksemów i frazeologizmów, wyekscerpowanych ze źródeł leksykograficznych (m.in. słowników objaśniających, frazeologicznych, mowy potocznej oraz slangu młodzieżowego), do sfery konceptów. Analiza ta miała na celu ukazanie, w jaki sposób praca postrzegana i interpretowana bywa przez Polaków i Rosjan, użytkowników zarówno języka ogólnego, jak i slangu młodzieżowego. Badanie materiału przeprowadzane było wielotorowo: nie tylko na bazie opozycji język rosyjski – język polski, ale również na bazie opozycji język ogólny – slang. Monografia ma charakter interdyscyplinarny, czerpie z dorobku etnolingwistyki, lingwistyki kulturowej, lingwistyki kognitywnej i socjolingwistyki. Jest adresowana do filologów różnych specjalności, w szczególności językoznawców: rusycystów i polonistów. Uzyskane wyniki badań mogą znaleźć zastosowanie w praktyce akademickiej, przy opracowywaniu pomocy naukowych dla osób uczących się języka polskiego i rosyjskiego, przy tworzeniu słowników (jednojęzycznych, dwujęzycznych) oraz w procesie tłumaczenia.
Paweł Sołtys
Sierpień w Warszawie jest upalny. Na podwórkach stoi skwar i przechodzą burze. Melancholijny narrator krąży po zakamarkach, przedmieściach i bramach. Zawieszony w czasie, rozkleja siatkę ulic, snując własne wspomnienia i wspomnienia miasta. Pod jego spojrzeniem, podniesionym z książek, ożywają wnętrza kościołów, zajezdnie tramwajowe i martwe witryny sklepów. Odzywają się ludzie ci wielcy, o których pisze się monografie, i ci zwyczajni, zrośnięci z miastem tak ściśle, że sami stali się jego historią, ale żeby o nich przeczytać, trzeba znać język chodników i ulic. Proza Pawła Sołtysa prowadzi nas w miejsca, które myśleliśmy, że znamy, i przypomina o rzeczach, o których nie wiedzieliśmy, żeśmy je zapomnieli. Wiedziałem, że sierpień jest najlepszym miesiącem do życia w Warszawie. Jednak nie wiedziałem, że jest też najlepszym do pisania; Paweł Sołtys mnie przekonał. To świetna proza. Opowiedzieć w jednym zdaniu? Paweł Sołtys ładuje całe miasto w swój włóczykijski plecak i wędruje z nim przez różne czasy i przestrzenie. Na koniec rzuci to jedno słowo: dalej. Tak, pisz dalej, będę czekał. Marek Bieńczyk
Paweł Sołtys
Sierpień w Warszawie jest upalny. Na podwórkach stoi skwar i przechodzą burze. Melancholijny narrator krąży po zakamarkach, przedmieściach i bramach. Zawieszony w czasie, rozkleja siatkę ulic, snując własne wspomnienia i wspomnienia miasta. Pod jego spojrzeniem, podniesionym z książek, ożywają wnętrza kościołów, zajezdnie tramwajowe i martwe witryny sklepów. Odzywają się ludzie ci wielcy, o których pisze się monografie, i ci zwyczajni, zrośnięci z miastem tak ściśle, że sami stali się jego historią, ale żeby o nich przeczytać, trzeba znać język chodników i ulic. Proza Pawła Sołtysa prowadzi nas w miejsca, które myśleliśmy, że znamy, i przypomina o rzeczach, o których nie wiedzieliśmy, żeśmy je zapomnieli. Wiedziałem, że sierpień jest najlepszym miesiącem do życia w Warszawie. Jednak nie wiedziałem, że jest też najlepszym do pisania; Paweł Sołtys mnie przekonał. To świetna proza. Opowiedzieć w jednym zdaniu? Paweł Sołtys ładuje całe miasto w swój włóczykijski plecak i wędruje z nim przez różne czasy i przestrzenie. Na koniec rzuci to jedno słowo: dalej. Tak, pisz dalej, będę czekał. Marek Bieńczyk
Martyna Raduchowska
Nie wybieramy swoich koszmarów. To one wybierają nas Na pierwszy rzut oka koniec świata nie nadszedł. Na drugi - coś zdecydowanie poszło nie tak. A nawet gorzej. Ziemia i niebo pękają w szwach. Wskazówki zegarów gubią rytm i mylą krok. Dni aż się roją od nocnych mar. Nawet śmierć już chyba nie działa, jak trzeba, bo Trzecie Oko Idy ma problemy z Widzeniem, a Pieśni Umarłych umilkły na dobre. W tym nowym świecie niemożliwych absurdów pewne jest tylko jedno: nie ma czasu. Jak odróżnić jawę od snu, skoro i jedno, i drugie to istny koszmar? Jak wyplątać prawdę - i siebie - z pajęczyny kłamstw? Jak komukolwiek zaufać, kiedy przeszłość jest pełna czarnych dziur i białych plam? Co, jeśli otchłań, w którą tak boisz się spojrzeć, kryje się w mroku twojej własnej duszy?
Martyna Raduchowska
Nie wybieramy swoich koszmarów. To one wybierają nas Na pierwszy rzut oka koniec świata nie nadszedł. Na drugi - coś zdecydowanie poszło nie tak. A nawet gorzej. Ziemia i niebo pękają w szwach. Wskazówki zegarów gubią rytm i mylą krok. Dni aż się roją od nocnych mar. Nawet śmierć już chyba nie działa, jak trzeba, bo Trzecie Oko Idy ma problemy z Widzeniem, a Pieśni Umarłych umilkły na dobre. W tym nowym świecie niemożliwych absurdów pewne jest tylko jedno: nie ma czasu. Jak odróżnić jawę od snu, skoro i jedno, i drugie to istny koszmar? Jak wyplątać prawdę - i siebie - z pajęczyny kłamstw? Jak komukolwiek zaufać, kiedy przeszłość jest pełna czarnych dziur i białych plam? Co, jeśli otchłań, w którą tak boisz się spojrzeć, kryje się w mroku twojej własnej duszy?
David Epstein
Co, jeśli wszystko, czego nas uczono o osiągnięciu sukcesu w życiu, było nieprawdziwe? Zacznij jak najwcześniej, skup się na jednym, bądź wydajny słyszymy te rady od dzieciństwa. Tymczasem przełomowa książka Davida Epsteina świadczy o czymś zupełnie innym. Na przykładzie słynnych sportowców, naukowców i artystów pokazuje, że kluczem do sukcesu jest nie wąska specjalizacja, nieustanne ćwiczenia i poświęcenie całego życia zgłębianiu konkretnej dziedziny wiedzy, lecz rozwijanie w sobie wielu umiejętności i interesowanie się różnymi, często odmiennymi, dyscyplinami. Okazuje się, że generaliści osoby uzdolnione w wielu dziedzinach wyróżniają się kreatywnością i zdolnością do łączenia ze sobą nieoczywistych elementów. Późno rozwijają w sobie nowe umiejętności, nie boją się porażek i niepowodzeń, często zmieniają swoje zainteresowania i właśnie dlatego odnoszą sukces, bo szerokie horyzonty, bogate doświadczenie i zdolność do patrzenia na problem z różnych perspektyw stają się szczególnie cenne w coraz bardziej wyspecjalizowanym i skomputeryzowanym świecie.
Andrzej Skalimowski
Józef Sigalin budował Warszawę przez blisko czterdzieści lat. Wszystkie instytucje i inwestycje, które wyznaczały rytm powojennego życia miasta Biuro Odbudowy Stolicy, Trasa W-Z, Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa, Starówka, Pałac Kultury i Nauki, Zamek Królewski, Trasa Łazienkowska, aż po dolinę Wisły związane są w ten lub inny sposób z jego nazwiskiem. Autor, przytaczając liczne, przeważnie niepublikowane dokumenty i relacje, opowiada o życiu pierwszego po wojnie naczelnego architekta Warszawy. Pisze o mieście, które na skutek całkowitego zniszczenia i bezprecedensowej skali odbudowy całkowicie zmieniło swój charakter. Jest to również historia przemian w polskiej architekturze związanych z zadekretowaniem realizmu socjalistycznego, którego Józef Sigalin w pewnym okresie życia był symbolem.