Verleger: Wydawnictwo M
Komentarz do O duszy Arystotelesa
Św. Tomasz z Akwinu
Komentarz do O duszy Arystotelesa napisał Tomasz z Akwinu podczas swego pobytu w Rzymie w latach 1267-1268. W tym pierwszym ze swych komentarzy do dzieł filozoficznych Arystotelesa, Tomasz posłużył się nową techniką komentatorską, bardziej krytyczną i bliższą literze objaśnianego tekstu. Możemy przypuszczać, że wynikało to z dążenia do zneutralizowania niebezpieczeństwa, zawartego w rzetelnym, literalnym Commentarium magnum Awerroesa, dla którego ortodoksyjnej przeciwwagi nie mogły stanowić prace poprzedników Tomasza, takie jak odchodząca często od litery parafraza Alberta Wielkiego. Akwinata nie tylko porzucił wcześniejszą praktykę swobodnego parafrazowania tekstu Arystotelesa, ale zarazem był pierwszym, który oparł swój komentarz na zrewidowanym i poprawionym przez Wilhelma z Moerbeke łacińskim przekładzie tego dzieła. Tomasz mógł posiłkować się w pracy notami translatorskimi Wilhelma, a także po raz pierwszy udostępnionym łacińskiemu Zachodowi komentarzem Temistiusza do De anima.
Małgorzata Starosta
Zwłoki można zgubić, ale można je również znaleźć Patolog sądowy Jeremi Organek oraz jego przyjaciółka, historyczka Linda Miller, ku rozpaczy tego pierwszego i wściekłości tej drugiej muszą skrócić pobyt na zlocie fanów zabytkowych pojazdów na zamku Topacz, kiedy poza nieoczekiwanym legatem wchodzą w posiadanie zwłok. Okazuje się, że niezidentyfikowany denat skrywa więcej tajemnic niż tylko imię i nazwisko i jak po sznurku prowadzi Jeremiego i Lindę oraz komisarza Bączka do Pałacu Książęcego we Wleniu, który sto lat wcześniej zasłynął w całej Europie jako miejsce potwornej zbrodni. Co wspólnego ze śmiercią młodego kopisty mogła mieć tragedia sprzed wieku? Kim naprawdę jest Barokowa Wenus i jakie sekrety skrywa historia pałacu? I dlaczego Ajax musiał umrzeć? "Komu zginął trup?" to pełna zwrotów akcji, dowcipnych dialogów i zaskakujących rozwiązań kontynuacja komedii "Gdzie są moje zwłoki?", której bohaterowie Jeremi Organek i Linda Miller podbili serca czytelniczek i czytelników.
Małgorzata Starosta
Zwłoki można zgubić, ale można je również znaleźć Patolog sądowy Jeremi Organek oraz jego przyjaciółka, historyczka Linda Miller, ku rozpaczy tego pierwszego i wściekłości tej drugiej muszą skrócić pobyt na zlocie fanów zabytkowych pojazdów na zamku Topacz, kiedy poza nieoczekiwanym legatem wchodzą w posiadanie zwłok. Okazuje się, że niezidentyfikowany denat skrywa więcej tajemnic niż tylko imię i nazwisko i jak po sznurku prowadzi Jeremiego i Lindę oraz komisarza Bączka do Pałacu Książęcego we Wleniu, który sto lat wcześniej zasłynął w całej Europie jako miejsce potwornej zbrodni. Co wspólnego ze śmiercią młodego kopisty mogła mieć tragedia sprzed wieku? Kim naprawdę jest Barokowa Wenus i jakie sekrety skrywa historia pałacu? I dlaczego Ajax musiał umrzeć? "Komu zginął trup?" to pełna zwrotów akcji, dowcipnych dialogów i zaskakujących rozwiązań kontynuacja komedii "Gdzie są moje zwłoki?", której bohaterowie Jeremi Organek i Linda Miller podbili serca czytelniczek i czytelników.
Marta Kisiel
Iwo i Wit przyjeżdżają razem z mamą do Wrocławia, by przez kilka dni zająć się przedziwną starszą panią. Nieoczekiwanie ich pobyt w sypiącym się domu przeradza się w przygodę nie z tego świata. Przygodę, z której tylko jeden z nich ujdzie z życiem. Opowiadanie zostało opublikowane w wydaniu II (2025) powieści "Płacz".
Marta Kisiel
Iwo i Wit przyjeżdżają razem z mamą do Wrocławia, by przez kilka dni zająć się przedziwną starszą panią. Nieoczekiwanie ich pobyt w sypiącym się domu przeradza się w przygodę nie z tego świata. Przygodę, z której tylko jeden z nich ujdzie z życiem. Opowiadanie zostało opublikowane w wydaniu II (2025) powieści "Płacz".
S.J. Lorenc
Czasem niewiele potrzeba, by doszło do globalnej katastrofy Osiem nieznających się wcześniej osób rusza w turystyczny rejs w okolice Svalbardu. Już w trakcie wyprawy okazuje się, że nikt nie jest przygotowany, by mierzyć się z dziką przyrodą, własnymi słabościami, tajemnicami i problemami oraz z innością pozostałych uczestników. Gdy docierają do miasta widma, dawnego radzieckiego Pyramiden, staje się jasne, że jest to nie tylko atrakcja turystyczna - na miejscu funkcjonuje też rosyjska stacja badawcza. Od pewnego czasu są tam prowadzone prace nad ożywianiem zamrożonych mikroorganizmów sprzed tysięcy lat. Brak wyobraźni i łamanie podstawowych zasad bezpieczeństwa doprowadzają do katastrofy. Grupa niechętnych wobec siebie turystów musi zacząć współpracować, żeby zapobiec wybuchowi potencjalnej epidemii. Stawką dalszej wyprawy staje się ich własne życie.
S.J. Lorenc
Czasem niewiele potrzeba, by doszło do globalnej katastrofy Osiem nieznających się wcześniej osób rusza w turystyczny rejs w okolice Svalbardu. Już w trakcie wyprawy okazuje się, że nikt nie jest przygotowany, by mierzyć się z dziką przyrodą, własnymi słabościami, tajemnicami i problemami oraz z innością pozostałych uczestników. Gdy docierają do miasta widma, dawnego radzieckiego Pyramiden, staje się jasne, że jest to nie tylko atrakcja turystyczna - na miejscu funkcjonuje też rosyjska stacja badawcza. Od pewnego czasu są tam prowadzone prace nad ożywianiem zamrożonych mikroorganizmów sprzed tysięcy lat. Brak wyobraźni i łamanie podstawowych zasad bezpieczeństwa doprowadzają do katastrofy. Grupa niechętnych wobec siebie turystów musi zacząć współpracować, żeby zapobiec wybuchowi potencjalnej epidemii. Stawką dalszej wyprawy staje się ich własne życie.
Bronisław Gembarzewski
Kopia a lanca autorstwa wybitnego historyka wojskowości Bronisława Gembarzewskiego to wnikliwe studium poświęcone tym dwóm podstawowym rodzajom broni białej polskiej jazdy husarii oraz ułanów. Gembarzewski odwołując się do źródeł pisanych i ikonografii podejmuje takie zagadnienia jak wygląd, parametry, technika walki i sposób użycia obu broni na polu bitwy, a także ich wpływu na rozwój taktyki polskiego wojska oraz wojsk, w których walczyli Polacy. Niniejsze wydanie zostało uzupełnione o materiały ilustracyjne. Fragment: Żadna inna broń zasadnicza nie wymaga tak, jak jazda, takiego ćwiczenia, zamiłowania służby i instynktu przyrodzonego żołnierza. Polak, urodzony jeździec, wydał najlepszą jazdę w Europie. Bronią zaś jego narodową, jako wytwór doświadczenia wieków, była kopia i lanca, pozornie do siebie podobne, w użyciu zaś różne zupełnie. Kopia, broń na wskroś zaczepna, długa, ciężka, używana przez jazdę ciężko uzbrojoną i na ciężkich koniach, służyła do uderzenia czołowego w zwartych szeregach na nieprzyjaciela. Jazda ta, użyta przez dobrego wodza w chwili właściwej, przeważała zwycięstwo, roznosząc szeroko sławę kopii polskiej spod Kircholmu, Kłuszyna, Beresteczka, Chocima, Cudnowa i Wiednia, stwarzając przysłowie narodowe: Dopóki usarza, dopóty Polaka. Przeciwnie lanca, broń krótka, około 2,5 metra długości, wiotka, zwrotna, z obu stron okuta, służyła tak do napadu, jak do obrony, czy to w zwartych szeregach czy w pojedynkę. Mała chorągiewka w szybkich obrotach maskowała grot i przeszkadzała obronie.