Verleger: Wydawnictwo UNIVERSITAS
Klasyk mimo woli. W 150. rocznicę urodzin Tadeusza Żeleńskiego (Boya)
praca zbiorowa
Klasyk mimo woli pod redakcją Sylwii Panek i Agaty Zawiszewskiej-Semeniuk to pokłosie wspólnotowego akademickiego namysłu nad spuścizną Tadeusza Żeleńskiego (Boya), podjętego z okazji 150. rocznicy jego urodzin. W tomie zaprezentowano teksty Badaczek i Badaczy z różnych ośrodków naukowych, reprezentujących różne metodologie czytania, pisania i dyskutowania o literaturze, obdarzonych różnymi temperamentami naukowymi i używających różnych stylistyk, którzy przyjrzeli się nie dość jeszcze poznanym aspektom biografii oraz spuścizny ideowej i artystycznej Boya. Tom Klasyk mimo woli [...] jest przedsięwzięciem wydawniczym o znacznym kalibrze zarówno jeśli chodzi o jego przedmiot, jak i składające się na nie teksty. Gest Redaktorek, by w ten sposób uczcić 150. rocznicę urodzin najpopularniejszego w dziejach polskiej krytyki literackiej jej przedstawiciela - bo palmę pierwszeństwa wciąż dzierży tu niepodzielnie Boy - uznać należy za ze wszech miar fortunny. Twórczość, biografia i działalność Boya przepuszczone zostały przez pięć filtrów, lokujących tytułowego bohatera książki we właściwych mu "barwach spektralnych": wokół biografii/autobiografii [...], wokół teatru [...] wokół przekładu [...], a także w częściach Boy jako pisarz zaangażowany i Boy w oczach innych [...]. Każda z części zawiera teksty rewelatorskie, które nie poprzestają na eksploracji Boya w kierunkach zgodnych z dotychczasowym stanem badań, a więc przewidywalnych, lecz wprowadzają te badania na prawdziwie nowe tory. [...] Zebrane w tomie teksty na nowo uświadamiają, że Boy - wbrew krytyczno- i historycznoliterackim komunałom - jak to bywa z klasykami, nawet "mimo woli", nie jest bynajmniej autorem łatwym. Przeciwnie: konkluzję tego rodzaju sformułować można by jedynie na podstawie powierzchownej znajomości jego pism. Ich skontekstualizowana lektura odsłania Żeleńskiego jako postać znacznie bardziej złożoną, niejednoznaczną, a chwilami nawet zagadkową. Otwarta zaś kompozycja całości, pozbawiona podsumowującej kody, wskazuje na możliwość dopisania w przyszłości nowych odsłon, być może nie tylko pod pretekstem kolejnych okrągłych rocznic. Z recenzji prof. dra hab. Dariusza Skórczewskiego
Emmanuel Todd
"Dziesiąta i ostatnia niespodzianka tej wojny właśnie się urzeczywistnia. Jest nią klęska Zachodu. Stwierdzenie takie może dziwić, zważywszy, że wojna jeszcze się nie skończyła. Klęska jest jednak pewna, ponieważ Zachód bardziej niszczy sam siebie, niż jest atakowany przez Rosję." Emmanuel Todd Prowokacyjna analiza geopolityczna autorstwa francuskiego demografa, socjologa, historyka, a także politologa Emmanuela Todda zatytułowana Klęska Zachodu o procesie dekompozycji Europy oraz Stanów Zjednoczonych. Prawdziwe oblicze wojny w cieniu medialnej propagandy. "Stany Zjednoczone i Zachód grają w konflikcie ukraińskim o znacznie wyższą stawkę, niż im się wydaje - zwłaszcza z uwagi na ich postępującą dekompozycję oraz gospodarcze uzależnienie od reszty świata, co może zapowiadać dotkliwą klęskę, której największą cenę zapłacą Europejczycy". Olivier Eichenlaub, Institut Iliade "Krótkie rozdziały tej często prowokacyjnej książki - którą autor najwyraźniej pisał z przyjemnością - na chwilę uwalniają czytelnika od propagandowej mazi, jaka otacza go niemal wszędzie indziej." Serge Halimi, "Le Monde diplomatique" Emmanuel Todd (ur. 1951) - francuski demograf, politolog, socjolog i historyk. Autor głośnych książek, m.in. La Chute finale. Essais sur la decomposition de la sphere Sovietique (Ostateczny upadek. Esej o rozkładzie sfery sowieckiej, 1976), w której przewidywał upadek ZSRR, oraz Schyłek imperium. Studium o rozkładzie systemu amerykańskiego (oryg. Apres l'empire. Essai sur la decomposition du systeme americain, 2002; polskie wydanie: 2003).
Stanisław Cat-Mackiewicz
“Widziałem Puszczę Białowieską na ekranie. Były to zdjęcia dokładne, a przecież nie dawały rzeczy dla tej puszczy najistotniejszej, tego zapachu, który wytwarza olbrzymiość przestrzeni leśnej. Jednej tylko rzeczy, jednej tajemnicy ani moja, ani żadna inna książka o Piłsudskim nie wyjaśni. Tajemnicy miłości, którą do siebie wzbudzał. Rozmawiałem raz w życiu z Dmowskim, przeciwnikiem Piłsudskiego. Powiedział mi, że Piłsudski miał „duszę wodza”. Miłość ludzi oplotła postać komendanta, brygadiera, marszałka i ta miłość była wielkim kapitałem Polski za jego życia i jest, i daj Boże, by pozostała kapitałem Polski po jego śmierci.” Stanisław Cat-Mackiewicz "Jeśli cenimy pisarstwo Mackiewicza, nie zawsze dokładnego i skrupulatnego, ale zawsze budzącego szacunek odwagą i samodzielnością sądów, możemy traktować Klucz…, klasykę naszej eseistyki historycznej, jako fragment wielkiej dzisiaj literatury wywołanej biografią Piłsudskiego i jemu poświęconej. Tak rozumiany Klucz… nie traci przydatności, nawet wówczas, gdy nie otwiera wszystkich drzwi." prof. Rafał Habielski
Klucze do kultury. Z perspektywy niemieckiej o literaturze polskiej
Heinrich Olschowsky
W polu zainteresowania berlińskiego polonisty znajduje się literatura polska obydwu minionych stuleci, od Mickiewicza i Słowackiego po twórców nam współczesnych, z Tadeuszem Różewiczem na czele. Amerykański filozof i komparatysta Richard Rorty pisząc kiedyś, że jeżeli XXI wiek nie będzie wiekiem tłumaczy, to nie będzie go wcale, miał na myśli nie w pierwszym rzędzie mistrzów sztuki przekładu, lecz pośredników między narodami, przerzucających nad dzielącymi je przepaściami/różnicami pomosty porozumienia kulturowego, objaśniających, a więc tłumaczących, ich kulturowe kody (w tym i literackie). Zajmując się literaturą polską jako jej historyk, krytyczny komentator, tłumacz, edytor, uniwersytecki wykładowca wreszcie, jest Heinrich Olschowsky takim właśnie pośrednikiem, „tłumaczącym” Polskę swoim niemieckim rodakom. Nie przypadkiem czyni to poprzez medium literatury. Tak się składa w stosunkach niemiecko-polskich, że zarówno po I jak po II wojnie światowej to literatura znajdowała się w awangardzie procesu poszukiwania i kształtowania nowego modus vivendi między wczorajszym zaborcą/agresorem i jego ofiarą. Heinrich Olschowsky należał do nowych pokoleń Niemców dorastających po 1945 r. w przekonaniu, że warunkiem porozumienia i pojednania z Polakami będzie rozpropagowanie wśród Niemców polskiej kultury (której znajomość nazistowska propaganda przez dwanaście lata wypierała z niemieckiej świadomości) i zdobycie tam dla niej szacunku. Pisząc po niemiecku, zwraca się potencjalnie do czytelników w całym obszarze języka niemieckiego; pracując jednak przez większość życia w NRD, zwracał się wtedy siłą rzeczy w pierwszym rzędzie do tamtejszych odbiorców – i na tym polegała wówczas szczególność jego „tłumaczącego” pośrednictwa. Sam tak to ujmuje: „Bycie polonistycznym literaturoznawcą, krytykiem i tłumaczem w NRD oznaczało dla mnie potrzebę upowszechniania wśród czytelników myśli nieuczesanych z Polski jako antidotum przeciwko ideologicznej izolacji.” Nie było to łatwe jeśli zważyć, że – jak wspomina – „Od czasów »polskiej Wiosny w Październiku« 1956 r. literatura wschodniego sąsiada NRD znajdowała się tu w stanie permanentnego podejrzenia o ideologiczny rewizjonizm, które po powstaniu Solidarności w 1980/81 r. weszło niemal w stadium histerii.” Z Posłowia prof. Marka Zybury
"Klucze od Echa". Osobność. Wiersze
Cyprian Norwid
Norwid nie chciał być wieszczem. Inaczej projektował powołanie poety. Inaczej czuł i wypracował sobie własny idiom poetyckiej mowy. Wiedział, że tą decyzją skazuje się na osobność. Ale jego osobność niesłusznie utożsamia się z samotnością. Nie jest samotny, kto pragnie zrozumieć. Pojąć epokę i społeczeństwo, do którego należy. Jak streścić to zadanie? Poeta to ten, który widzi głębiej i dalej. Ponieważ widzi głębiej, jest po trosze sędzią. Ponieważ widzi dalej, jest organizatorem wyobraźni narodowej. Jego działanie jest dyskretne i niedoraźne. Pisał dla późnych wnuków, którymi my jesteśmy. Zamiast prowadzić, wybrał los kogoś, kto się najgłębiej w kulturze polskiej zastanawia. I sam żąda dla siebie zastanowienia. Testuje każde kolejne pokolenie, czy jest do tego zdolne. Posiadł bowiem klucze od Echa. Jego myśl jednostkowa, osobna, domaga się konfrontacji. Jedną z takich prób jest i niniejsza książka. Czytamy go, czasem go śpiewamy. Myślmy Norwidem. Eliza Kącka
Kobieta, ciało, tożsamość. Teorie podmiotu w filozofii feministycznej końca XX wieku
Ewa Hyży
W niniejszej pracy autorka podejmuje jedno z ważniejszych pytań współczesnej - zwłaszcza angloamerykańskiej - feministycznej filozofii, tj. czy feminizm rozwiązuje dylematy ontologicznego ugruntowania rodzajowego podmiotu, a jeśli tak, to w jaki sposób? Szczególnie interesujących odpowiedzi na to pytanie, zdaniem autorki, udziela teoria tzw. „korporalnego feminizmu". Kwestia kobiecego podmiotu znalazła się w centrum uwagi głównie z powodu postmodernistycznej filozoficznej orientacji końca XX wieku, dekonstruującej tradycyjną koncepcję podmiotu jako fenomenu ahistorycznego, niezmiennego i esencjalistycznego. Zastosowanie dekonstrukcji w ramach feministycznej ideologii i filozofii wzbudziło jednak ostre kontrowersje. Pomimo własnych, postmodernistycznych powiązań, feminizm korporalny wydaje się w tym sporze odgrywać mediacyjną rolę, proponując „zrównoważony kompromis" pomiędzy filozofią neutralną rodzajowo, radykalnym feminizmem oraz postmodernizmem. Ewa Hyży - były pracownik Instytutu Filozofii Uniwersytetu Śląskiego, wyemigrowała z Polski do USA w okresie stanu wojennego. Od ponad dziesięciu lat wykłada filozofię w college'ach i uniwersytetach w Colorado oraz feministyczną filozofię na Women Studies i Gender Studies w Denver. jest członkiem Międzynarodowej Grupy Kazimierza Dąbrowskiego, publikuje m.in. w „The Advanced Development. Ajournal on Adult Giftedness", wyd. Przez Institute for the Study of Advanced Development w Denver. Jej zainteresowania obejmują głównie etykę teoretyczną, moralną psychologię i problematykę tzw. gender studies.
Kobiety na drodze. Doświadczenie przestrzeni publicznej w literaturze przełomu XIX i XX wieku
Agnieszka Dauksza
Praca Agnieszki Daukszy podejmuje temat bardzo ważny dla nowoczesnej polskiej kultury i życia społecznego. Analizuje bowiem proces stopniowego, trudnego a nawet dramatycznego, wkraczania kobiet w przestrzeń publiczną, nie tylko dotąd zdominowaną przez mężczyzn, ale też ustrukturowaną przez „męskocentryczne” kategorie obyczajowości, społecznego porządku, ekonomicznego interesu. Wnosi wartościowy, naukowy wkład do dotychczasowej wiedzy w analizowanym w pracy przedmiocie. I czyni to w sposób wysoce oryginalny; a to dlatego, że skupia swoją uwagę nie tyle na przekraczaniu kolejnych progów emancypacyjnego postępu (choć tę ewolucję rejestruje) – zmianie miejsc, awansie społecznym, czy przemianach norm obyczajowych – co przede wszystkim na wymiarach i formach kobiecego doświadczenia, które stało się udziałem tych świadomych czy bezwiednych emancypantek. Z recenzji prof. dra hab. Ryszarda Nycza
Kobiety u końca świata i inne eseje
Jan M. Piskorski
Kultura europejska jest uwięziona w przekonaniu o linearnym postępie. Ma to wiele plusów, ale i nie mniej minusów. Wydaje się nam, że ustawami albo perswazją zmienimy ludzką mentalność. Mądrzy Persowie wcześnie zdali sobie sprawę, że walka dobra i zła w nas samych nigdy nie ustanie. Bóg Mitra miał tysiąc oczu i uszu. Nigdy nie spał. Poruszał się uzbrojonym w strzały, topory i maczugi szybkim rydwanem. W walce wspomagali go herosi, wśród nich do dziś wszechobecny w Iranie Rustam, pogromca smoków, wiedźm i pięknych kobiet czyhających na głodnych miłości samotnych wędrowców. Razem odnosili zwycięstwa, póki z Północy nie przybyła Nausz, centkowana mucha roznosząca kłamstwo. Fałsz i pożądliwość, raz zasiane, mnożyły się jak chwasty. Choć stanowiły truciznę, przyjmowano je, zwłaszcza wśród elit, jak największą słodycz. Zwodzeni kłamstwem i pożądaniem ludzie stawali się nieomal marionetkami przeznaczenia. A mimo to kolejne pokolenia z pomocą Mitry i jego herosów stawały do walki. Wcale nie syzyfowej, jak nie jest pracą syzyfową - patrząc ludzką, a nie boską miarą - pielenie chwastów. Co robić? Wciąż to samo. Robić dobrze, co do nas należy. Kompromis nie jest zapisany w naszych genach. W cywilizacjach, które nie potrafiły obchodzić się z różnorodnością, każde odstępstwo od zbiorowej normy groziło konfliktem. Jedność wymuszano bez pardonu: kijami, banicją, konfiskatą majątku, w ostateczności gniewem "ludu", często sterowanym, przed czym nie cofają się nawet demokratyczne rządy. Rozumiano, że zgoda prowadzi do dostatku. Nie wiedziano, jak okiełznać naturalną różnorodność. Starożytny grecki pasterz Hezjod zalecał przede wszystkim szacunek dla prawa (ale też uważne przyglądanie się sędziom), bo bez niego ludzie pożrą się nawzajem jak dzikie zwierzęta. Zaraz za nim na drodze do dobrobytu położył pracę, uczciwość i oszczędność. Nie zapomniał, że przyjazny sąsiad jest skarbem, o który trzeba nieprzerwanie zabiegać, gdyż niezgoda to prosta droga do nieszczęść. O tym, jak nie otwierać drzwi złu, które samo dobrze wie, którędy wejść, traktują eseje tej książki. Ich wspólnym mianownikiem jest podejście historyczne i zarazem obywatelskie. Dotyczą rządzących i rządzonych, populistów i technokratów (ich role nie zawsze są jednoznaczne, wbrew temu, o czym nas się zapewnia), demonstrantów i policji, uchodźców i pograniczników, pokoju i wojny, realizmu i emocji w polityce, wreszcie kobiet i mężczyzn w sytuacjach ekstremalnych. Liczby tylko pozornie są konkretem, częściej zależą od interpretacji i potrzeb. Gdy pod koniec XIX wieku swobody cygańskie zaczęły uwierać dążące do wszechogarniającego porządku służby państwowe zjednoczonej przez Bismarcka Rzeszy i polecono policji rejestrację Cyganów, ich statystyki wystrzeliły w górę. Tyle że liczba rzekomych Cyganów rosła wprost proporcjonalnie do liczby policjantów. Każdy musiał znaleźć swojego "cygana". W 1905 roku zarejestrowano ich 3350, a w 1938 już 33 524. Pod rządami nazistów zaczęto szukać "cyganów" genetycznych, aż wreszcie niewygodny wędrowny rzemieślnik też mógł trafić do statystyk "cygańskich". Statystyki służb państwowych cyganią na każdym kroku. JAN M. PISKORSKI - historyk na Uniwersytecie Szczecińskim, długie lata wydawca w Poznaniu, eseista, bywa też tłumaczem. Laureat nagrody Berlińsko-Brandenburskiej Akademii Nauk za całokształt twórczości. Jego książka Wygnańcy. Przesiedlenia i uchodźcy w dwudziestowiecznej Europie (PIW 2010) otrzymała nagrodę ministra nauki i szkolnictwa wyższego oraz nominacje do nagrody "Polityki" za najlepszą książkę historyczną roku oraz nagrody literackiej "Srebrny Kałamarz". Współpracuje z "Odrą", "Więzią", "Kwartalnikiem Literackim Wyspa", "Gazetą Wyborczą", "Polityką", "Rzeczpospolitą". W ostatnich latach wydał w Bellonie: Polska - Niemcy. Blaski i cienie tysiącletniego sąsiedztwa, Pomeranika, Gorzka sól historii. Migracje i transformacje, w szczecińskiej Książnicy Pomorskiej Spacer między słowem a obrazem (z fotografikiem Timmem StUtzem), w Universitasie eseje Bitwy o przeszłość. Nauka, polityka, media, edukacja, a w Oficynie Wydawniczej Atut opowiadania Syrena i profesor.