Biografie i autobiografie
Nina i Józef. Sceny z życia, które minęło
Liliana Śnieg-Czaplewska
Portret najbardziej kontrowersyjnej pary PRL. Nina Andrycz i Józef Cyrankiewicz. Królowa polskiej sceny i najdłużej urzędujący premier PRL. Ich ślub w 1947 roku był sensacją, nigdy wcześniej nie było w Polsce takiego mariażu aktorki i polityka. Zamieszkali w luksusowym apartamencie przy słynnej alei Róż 8. Krążyły o nich legendy. Ona nie chciała mieć dzieci. On zdradzał ją na potęgę. Rozwiedli się w 1968 roku. On zmarł w 1989, w roku upadku PRL, ona w roku 2014 w wieku 102 lat. Z jakich pochodzili rodzin? Jakie były koleje ich losu? Kto był największą miłością Niny? Co sprawiło, że Józef, syn endeka, stał się socjalistą? Dlaczego ich małżeństwo nie przetrwało? Ile prawdy jest w legendach i anegdotach o kaprysach aktorki? Wnikliwa biografia autorstwa Liliany Śnieg-Czaplewskiej to frapująca opowieść o Ninie i Józefie, a także o czasach, w jakich żyli.
Noblista z Nowolipek. Józefa Rotblata wojna o pokój
Górlikowski Marek
Józef Rotblat ma 36 lat, gdy w tajnym projekcie Manhattan pracuje nad bombą atomową. Jest Polakiem i odmawia przyjęcia brytyjskiego obywatelstwa będzie przez to podejrzany o szpiegostwo na rzecz Związku Radzieckiego. Gdy buduje najstraszliwszą broń masowej zagłady, jego najbliżsi w okupowanej Polsce dzień i noc walczą o przetrwanie. Pół wieku później otrzyma Pokojową Nagrodę Nobla. Trudno uwierzyć, że ta historia wydarzyła się naprawdę. "Noblista z Nowolipek" to nie tylko inspirująca opowieść o człowieku, który miał odwagę sprzeciwić się światowym mocarstwom. To wciągająca, znakomicie opowiedziana historia początków fizyki jądrowej, budowy bomby atomowej i rozkręcającego się wyścigu zbrojeń. Marek Górlikowski dociera do dokumentów FBI, polskiej bezpieki oraz archiwów noblisty w Londynie i Cambridge. Opisuje dramatyczne wojenne losy rodziny Rotblatów, ale też odsłania kulisy działania jednej z najbardziej kontrowersyjnych organizacji pokojowych świata. Reporter nie krzepi serc. Pyta o cenę światowego pokoju, odpowiedzialność naukowców za wyniki ich badań i w końcu: o polską pamięć o żydowskich sąsiadach i żydowską o polskich. Jako pierwszy wyjaśnia, co sprawiło, że Rotblat niestrudzenie powtarzał: Pamiętaj o swoim człowieczeństwie, reszta jest nieważna.
Sławomir Koper
Czy nobliści są nobliwi? Nie zawsze! Curie-Skłodowska, Sienkiewicz, Reymont, Miłosz czy Szymborska bywali naprawdę niesforni, chociaż bez wątpienia ich osiągnięcia są ponadprzeciętne. Czy nasza dwukrotna noblistka emanowała seksapilem? Kto nie podołał podczas nocy poślubnej, a kto sfałszował dokumenty, aby wyłudzić ogromne odszkodowanie? Czyj poziom testosteronu był tak wysoki, że żadna studentka nie mogła czuć się bezpiecznie? Cztery i pół miliona złotych dla autorki sprośnych limeryków? Sławomir Koper odpowiada na wszystkie te pytania i przedstawia inne nieznane fakty z życia polskich laureatek i laureatów Nagrody Nobla. Nie szczędzi przy tym pikantnych szczegółów, ale jak przypadło na najpopularniejszego pisarza historycznego w naszym kraju, robi to ze swadą, poczuciem humoru i wyrozumiałością, bo przecież nawet nobliści to przede wszystkim ludzie!
Notesy 1942-2016. Wybór, tom 1-4
Andrzej Wajda
Z wielkim wzruszeniem przyjęłam decyzję o wydaniu notatek Andrzeja Wajdy - mego męża. Dziękuję najgoręcej wydawcy - panu Andrzejowi Nowakowskiemu. Dziękuję z całego serca profesorowi Tadeuszowi Lubelskiemu za przygotowanie do druku zapisków prowadzonych od roku 1942 do 2016 - roku odejścia Andrzeja. Dziękuję bardzo serdecznie pani Agnieszce Morstin za jej oddanie tej pracy. Jestem pewna, że te notatki będą - dla przyjaciół i ludzi zainteresowanych jego życiem i pracą - bardzo ciekawe. Dla mnie będą często niespodzianką - bo wiedziałam oczywiście, że stale ma przy sobie notes i pisze lub rysuje - ale nigdy tych notesów nie czytałam. To były jego notatki. Dziękuję raz jeszcze. Wdzięczna Krystyna Zachwatowicz-Wajda Andrzej Wajda (6.03.1926-9.10.2016) zaczął swoje codzienne notatki w kalendarzyku na rok 1942. Po kilkuletniej przerwie regularne zapisy w notesach prowadził od września 1948 roku, coraz częściej uzupełniając je rysunkami, i czynił to niemal do samej śmierci. Prawie siedemdziesiąt lat systematycznej diarystyki - dokonanie bezprecedensowe! Początkowo te odręczne notatki służyły mu głównie do roboczego zapisywania bieżących pomysłów, stopniowo zaczął je traktować jako pozostawianie świadectwa, aż stały się nieodzownym nawykiem. Wajda nie ćwiczył się w pisaniu, lecz pisał tak, jak żył - pracując nad sobą, by móc być twórcą. W toku lektury tych czterech tomów poznajemy go innego niż wtedy, gdy byliśmy jego widzami. Otrzymujemy zaproszenie na poligon ćwiczebny ich Autora, gdzie odbywa on nieustanne manewry i projektuje kolejne strategie twórcze, planuje wypowiedzi, ale też rejestruje wszystko, co go spotyka, od rozmów z ludźmi, przez obejrzane wystawy i przeczytane lektury, po sny z ostatniej nocy. Czytając wpisy z kolejnych dekad, obserwujemy, jak z wchodzącego w życie pod ciśnieniem perswazji ideologicznej młodzieńca Wajda przeradza się w autora filmowego, by stać się jednym z najważniejszych artystów swojej epoki. Przepisali, opracowali, przypisami i indeksem opatrzyli Tadeusz Lubelski i Agnieszka Morstin.
Salman Rushdie
Opowieść o bliskim spotkaniu ze śmiercią i wielkiej afirmacji życia. Rozważania po próbie zabójstwa. 12 sierpnia 2022 roku dziesięć lat po publikacji autobiografii Salmana Rushdiego zatytułowanej Joseph Anton życie dopisało dramatyczny epilog do tamtej książki. Na scenę amfiteatru w Chautauqua w stanie Nowy Jork w trakcie spotkania z autorem, który miał mówić m.in. o wolności słowa, wtargnął młody Amerykanin i zadał wybitnemu pisarzowi kilkanaście ciosów nożem. Dlaczego to zrobił? Czy motywem była fatwa z 1989 roku? Rushdie z brutalną szczerością wraca w Nożu do wydarzeń tamtego dnia, a także do długiej rekonwalescencji, w której wspierali go żona Eliza, rodzina, armia lekarzy i fizjoterapeutów oraz czytelnicza społeczność z całego świata. W swych refleksjach na temat życia, miłości, sztuki, znajdowania w sobie siły, by się podnieść po stracie, w głęboko poruszający sposób przypomina nam, jak wielką moc ma słowo i że literatura potrafi znaleźć sens w tym, co niewyobrażalne.
Jan Michalak
Szesnastoletni Jan Michalak w styczniu 1943 r. został wraz z rodzicami aresztowany za działalność konspiracyjną i osadzony w więzieniu gestapo na Pawiaku w Warszawie. Po kilkunastu dniach wszystkich przewieziono do niemieckiego obozu koncentracyjnego na Majdanku w Lublinie. W kwietniu 1944 r. deportowano go do KL Gross-Rosen, a następnie do obozu w Leitmeritz. W obozie nie dzień, ale każda chwila decydowała o życiu. Po latach Michalak spisał swoje wojenne przeżycia i przekazał maszynopis do Państwowego Muzeum na Majdanku. Na 923 kartach przedstawił to, co przeżył podczas 840 dni uwięzienia w kacetach, w tym 445 dni w KL Lublin. Byłem bardzo chudy. [] Wielka głowa, a właściwie czaszka obciągnięta skórą. Odstające uszy, oczy zapadłe. Szyja cienka, na której widać było każde ścięgno. Koszula osłaniała wystające żebra; zamiast brzucha był dół, a spodnie obwiązane sznurkiem ledwo trzymały się wystających kości. To jedno z najbardziej poruszających świadectw wojennych losów nastolatka osadzonego w nazistowskich obozach koncentracyjnych. Chcę opowiedzieć, jak żyli i ginęli w obozach moi rówieśnicy, ich ojcowie i matki. Niniejsze, trzecie wydanie wspomnień poddano redakcji merytorycznej, wzbogacono o życiorys autora i niepublikowane dotychczas materiały fotografie i dokumenty. Czytelnikowi udostępniono także fragmenty nagranej przed laty relacji wideo Jana Michalaka, dzięki której możemy nie tylko wysłuchać jego opowieści, ale też poczuć towarzyszące mu emocje. Jan Michalak (19262000) urodził się i mieszkał w Warszawie. W czasie okupacji aktywnie działał w akcjach dywersyjnych drużyny harcerskiej, za co został w styczniu 1943 r. aresztowany wraz z rodzicami i osadzony na Pawiaku, po czym wysłany do Konzentrationslager Lublin, skąd został w kwietniu 1944 r. przewieziony do obozu KL Gross-Rosen, a następnie do Leitmeritz. Po wojnie zeznawał jako świadek w procesach zbrodniarzy niemieckich, m.in. w procesie załogi KL Lublin w Düsseldorfie w 1978 r. Udzielał się w związku byłych więźniów i w Towarzystwie Opieki nad Majdankiem. Był członkiem Harcerskiego Kręgu Seniorów Szarych Szeregów. Uhonorowany wieloma odznaczeniami, w tym: Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi i Złotym Medalem Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej.
O antropozofii Rudolfa Steinera. Moje ścieżki między Amsterdamem, Samotraką, Chartres a Warszawą
Barbara Kowalewska
Antropozofia? Co to właściwie jest? Powiedz w kilku zdaniach, na czym to polega? Zajmujesz się tym od tylu lat i jeszcze ci się nie znudziło? – takie pytania zadają mi czasem dawno niewidziani przyjaciele, znajomi, krewni. Zwłaszcza w Polsce. W Polsce, gdzie o twórcy antropozofii, Rudolfie Steinerze (1861–1925) – jednej z najwybitniejszych indywidualności XX w., filozofie, mistyku, reformatorze kultury i życia społecznego – wie się niewiele. A to, co się wie, bardzo rzadko pochodzi z własnych doświadczeń. Wyrażane opinie są zwykle powielaniem sądów gdzieś przeczytanych lub usłyszanych, zlepkiem informacji wyrwanych z kontekstu, czasem słusznych, częściej jednak groteskowo przekręconych i zdeformowanych. […] Zawsze interesowało mnie najbardziej, jak myśli potężnych indywidualności działają w świecie: poznasz drzewo po owocach, jakie rodzi. Praktyczne owoce antropozofii były dla mnie kamieniem probierczym jej wartości i użyteczności. […] jak to jest w innych dziedzinach inspirowanych przez antropozofię: w medycynie, rolnictwie, inicjatywach gospodarczych, polityczno-społecznych, w bankowości? I wreszcie: czy zajmowanie się antropozofią zmienia ludzi? A jeżeli tak, to w jakim kierunku? Czy proponowana przez antropozofię droga rozwoju wewnętrznego rzeczywiście zawsze doskonali ludzi moralnie? A jeżeli dzieje się inaczej, to gdzie szukać przyczyn niepowodzenia? ze Wstępu Barbara Kowalewska – ur. w 1950 r. w Warszawie, od 1975 r. mieszka w Amsterdamie; studiowała polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim, niderlandystykę na Uniwersytecie w Amsterdamie oraz pedagogikę waldorfską w Zeist (Holandia). Tłumaczka z języków niederlandzkiego i niemieckiego, autorka artykułów z zakresu pedagogiki małego dziecka.W latach 2007–2013 współpracowała jako tłumaczka, autorka oraz koordynator w realizacji siedemnastotomowej serii książek „Pedagogika Waldorfska”, wydanej przez krakowską Oficyną Wydawniczą Impuls. W ramach tej serii ukazała się książka jej autorstwa, Mam czas dla dziecka. Pedagogika waldorfska dla najmłodszych. Propozycja alternatywnej kultury wychowania w domu, przedszkolu i w żłobku (2011), która okazała się wielkim sukcesem wydawniczym. Zachęciło to autorkę do podjęcia tematu pasjonującego ją od 35 lat: antropozofii Rudolfa Steinera stosowanej w rozmaitych dziedzinach praktycznego życia. Autorka prezentuje w niej antropozofię nie jako teorię czy filozofię austriackiego reformatora kultury, lecz w formie esejów biograficznych, wychodząc z przekonania, że najlepiej odpowiada to jej stosunkowi do opisywanych zagadnień i procesów.
O czym drzewa w Bieszczadach nie szumią. Ocalona z Sobiboru
Krzysztof Potaczała
Są historie, które nie chcą być opowiedziane Nie opowiadała synowi o kuli, która trafiła ją podczas ucieczki. Nie mówiła mu o głodzie, który czuła nieustannie. Ani o śmierci, którą widziała unoszącą się kłębami nad lasem. Nie znajduje dziś w Ustrzykach Dolnych miejsc, które jego matka mogła kiedyś oglądać. Nie ma już domów ani bożnic, tylko rozrzucone po polach i lasach kości. Kiedyś mieszkali tu Żydzi, Polacy i Ukraińcy. Przyjaciele, sąsiedzi. Aż przyszła wojna. Salomea przeżyła okupację, getto i obóz śmierci w Sobiborze, z którego razem z trzystoma innymi osobami uciekła. Wojnę przeżyło kilkadziesiąt z nich, kobiet tylko siedem. Krzysztof Potaczała przez sześć lat prowadzi śledztwo dziennikarskie chce poznać kobietę, która kiedyś mieszkała w jego miasteczku. Ta jednak całe życie zacierała ślady o swojej przeszłości. We Francji odnajduje jej syna, który pomaga mu zrozumieć, kim była Salomea choć sam wie o matce niewiele. Do życia powraca świat bieszczadzkiego sztetla wraz z mieszkańcami, którzy zniknęli za murami gett i obozów. Ona uciekła ale nigdy tak naprawdę tych murów nie opuściła.