Literatura
H.K. Shackleford
Mr. Barron, a wealthy banker on Broad Street, was sitting in his office when a young newspaperman rushed into his office. It was an ordinary boy who delivered a newspaper every day. The boy came to the banker with urgent news. He claims that two employees behind his back steal money from him. Would he believe a simple guy?
Józef Ignacy Kraszewski
“Halszka” to książka Józefa Ignacego Kraszewskiego, polskiego pisarza i publicysty oraz autora największej liczby wydanych książek w historii literatury polskiej i siódmego autora na świecie pod tym względem. “Halszka” to dramat w trzech aktach, napisana przez jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy XIX wieku. “Takie Kniaziów kochanie! — O! biada nam biada! Jeśli z niska wyszedłszy podlecim wysoko — Kniaź orzeł nas uniesie, gdzie nie dojrzy oko — Kniaź orzeł tam zostanie — dziewczyna upada — Na cóż mi było kazać kochać ciebie? I na co brać mnie było z spokojnego domu? Znalazłbyś równą sobie na kniaziowskiém niebie, I żył z nią tak szczęśliwy! bez troski, bez sromu! Jam biedna! Nie myśl Kniaziu, że gdym tobie cała, Siebie i duszę swoją i życie oddała — Żem z sukniami, kobiécy wstyd z siebie zrzuciła? — O! nie — i ja się wstydzę! — Gdy twoi dworzanie — Szydzą, wskazując moje kozacze ubranie; — Krew mi się pali w sercu, w ziemię bym się skryła, Lub gdy wieczorną porą, do twojéj komnaty Idę, a oni w kącie zasiadłszy na czaty — Wołają za mną — A dokąd kozacze? — Myślisz że się nie wstydzę, że wówczas nie płaczę?” Fragment
Małgorzata Halber
Nie pamiętam, co miałam zrobić. Nieustannie. Jestem pewna, że nie pamiętam, co miałam zrobić, bo co chwilę muszę coś zrobić w telefonie. Sprawdzić, czy nikt nie napisał na mesendżerze. Sprawdzić maila. Odpowiedzieć na maila. Coś zobaczyć. Tylko nie pamiętam co. Zamówić herbatę na allegro. I coś jeszcze. Nie pamiętam co. Odpowiedzieć na wiadomość mężowi. Czekać, aż mi odpisze. W międzyczasie odpowiedzieć na wiadomość koleżance, z którą ostatni raz rozmawiałam trzy miesiące temu, na temat czegoś, o czym wtedy rozmawiałyśmy. Mam wrażenie, że połowa mojego życia jest wymyślona, ponieważ dzieje się w telefonie, jest powiadomieniami, jest rozmowami, które nie są rozmowami tylko nieustającą możliwością pisemnej rozmowy. To jest taka gra z tabliczki bh "przestań robić to, co robisz"
Małgorzata Halber
Nie pamiętam, co miałam zrobić. Nieustannie. Jestem pewna, że nie pamiętam, co miałam zrobić, bo co chwilę muszę coś zrobić w telefonie. Sprawdzić, czy nikt nie napisał na mesendżerze. Sprawdzić maila. Odpowiedzieć na maila. Coś zobaczyć. Tylko nie pamiętam co. Zamówić herbatę na allegro. I coś jeszcze. Nie pamiętam co. Odpowiedzieć na wiadomość mężowi. Czekać, aż mi odpisze. W międzyczasie odpowiedzieć na wiadomość koleżance, z którą ostatni raz rozmawiałam trzy miesiące temu, na temat czegoś, o czym wtedy rozmawiałyśmy. Mam wrażenie, że połowa mojego życia jest wymyślona, ponieważ dzieje się w telefonie, jest powiadomieniami, jest rozmowami, które nie są rozmowami tylko nieustającą możliwością pisemnej rozmowy. To jest taka gra z tabliczki bh "przestań robić to, co robisz"
Monika Helfer
Urodzona na austriackiej prowincji Monika Helfer otwiera wydaną w 2020 roku anjow Hałastrą Iautobiograficzny tryptyk rodzinny, w jakim przygląda się własnym korzeniom. Autorka cofa się tu w czasie do września 1914 roku, czyli wybuchu Wielkiej Wojny, która naznaczyła początek małżeństwa jej dziadków. To ich głównie dotyczy ta historia, utkana z rodzinnych przekazów, domysłów, pytań i wątpliwości. Najłatwiej byłoby przyporządkować tę prozę do popularnego dziś gatunku autofikcji, ale Monika Helfer tka tu literaturę par excellence, której stawką nie jest zrelacjonowanie osobistego życia, lecz uniwersalna opowieść o człowieczeństwie. Może było właśnie tak. A może nieco inaczej zdaje się mówić Helfer opisująca swoich bohaterów ze współczuciem i taktem, jakich mógłby się od niej uczyć niejeden czuły narrator i niejedna czuła narratorka. Wyjątkowość Hałastry tkwi właśnie w jej tonie, z jednej strony sprawozdawczym i nieuzurpującym sobie prawa do wszechwiedzy o bliźnich, z drugiej wrażliwym na coś, co tłumacz tej powieści, Arkadiusz Żychliński, określił w posłowiu jako mikroemocje. Helfer to literacki Vermeer: maluje swój świat z półcieni, drobnych gestów, spojrzeń i milczenia. Nie ma w tej literaturze ideologii ani niczego, co mogłoby podpadać pod jakąkolwiek hasłowość myśli i uczuć, wszystko jest niejednoznaczne, niedopowiedziane, wskazujące, że każdy z nas jest tajemnicą, ale odsłaniające też oczywistą prawdę, o której czasem zapominamy, że w tajemnicy tej nie ma niczego tajemniczego: wszyscy jesteśmy podobni i wszyscy najbardziej potrzebujemy miłości. Przy tym Hałastra mimowolnie wpisuje się w aktualne trendy, jest bowiem opowieścią o ludziach z marginesu, o najbiedniejszych z biednych, do których reszta społeczności odnosi się z mieszaniną lęku i pogardy. Dziadkowie autorki, Josef i Maria Moosbruggerowie, żyli z siódemką dzieci poza granicą wsi, na samym skraju przysiółka, tam, gdzie ziemia była ugorem. Mówiono na nichdie Bagage, czyli hałastra. Nazwa wzięła się od ciężarów przenoszonych kiedyś na barkach, bo ojciec i dziadek Josefa byli najemnymi tragarzami, czyli ludźmi, którzy nigdzie nie przynależą, nie mają porządnego dachu nad głową, ciągną od zagrody do zagrody, pytają o pracę, a latem znoszą do stodół rolników większe od człowieka bele siana; to był najniższy ze wszystkich zawodów, gorszy nawet od parobka. Niemieckiedie Bagagew źródłosłowie ma bagaż, ale przede wszystkim jak wskazuje Żychliński jest pogardliwym określeniem ludzi nisko ocenianych. Oznacza tyle, co motłoch, obdartusy, hołota, chachary czy hałastra właśnie. Polski tłumacz jest bodaj jedynym, który podjął się w tytule gry z tym niejednoznacznym niemieckim słowem, za co należą mu się ukłony francuskie wydanie powieści wyszło pod tytułem Héritages [Dziedzictwo], włoskie I Moosbrugger [Moosbruggerowie], hiszpańskie Los Últimos [Ostatni], angielskie Last House Before the Mountain [Ostatni dom przed górą], który to tytuł, jak trafnie zauważa Żychliński, niepotrzebnie romantyzuje pozbawioną romantyzmu opowieść Helfer. Stosunek do hałastry komplikuje mieszkańcom wsi uroda Marii Moosbrugger, pożądanej przez wszystkich mężczyzn. Kiedy Josef idzie na wojnę, przedstawiciele płci męskiej (od burmistrza, przez nauczyciela, po proboszcza) czują się w prawie, by rozporządzać ciałem opuszczonej mężatki, choćby tylko w teorii. Helfer w subtelny sposób pokazuje, że piękno w patriarchalnej, tradycyjnej społeczności bynajmniej nie jest darem, lecz przekleństwem, zwłaszcza gdy towarzyszy mu temperament. Coś ty taka, żywa? powtarzano Marii z wyrzutem. Bycie żywym konstatuje autorka przed stu laty oznaczało swego rodzaju przewinę. Dziś możemy czuć wdzięczność do naszych babek, które nie dały żywości w sobie zabić i dzięki którym żyjemy pełniej. Pomijając złe pochodzenie, to jest akurat dobry bagaż Moniki Helfer, choć ma on swoją cenę.
Monika Helfer
Urodzona na austriackiej prowincji Monika Helfer otwiera wydaną w 2020 roku anjow Hałastrą Iautobiograficzny tryptyk rodzinny, w jakim przygląda się własnym korzeniom. Autorka cofa się tu w czasie do września 1914 roku, czyli wybuchu Wielkiej Wojny, która naznaczyła początek małżeństwa jej dziadków. To ich głównie dotyczy ta historia, utkana z rodzinnych przekazów, domysłów, pytań i wątpliwości. Najłatwiej byłoby przyporządkować tę prozę do popularnego dziś gatunku autofikcji, ale Monika Helfer tka tu literaturę par excellence, której stawką nie jest zrelacjonowanie osobistego życia, lecz uniwersalna opowieść o człowieczeństwie. Może było właśnie tak. A może nieco inaczej zdaje się mówić Helfer opisująca swoich bohaterów ze współczuciem i taktem, jakich mógłby się od niej uczyć niejeden czuły narrator i niejedna czuła narratorka. Wyjątkowość Hałastry tkwi właśnie w jej tonie, z jednej strony sprawozdawczym i nieuzurpującym sobie prawa do wszechwiedzy o bliźnich, z drugiej wrażliwym na coś, co tłumacz tej powieści, Arkadiusz Żychliński, określił w posłowiu jako mikroemocje. Helfer to literacki Vermeer: maluje swój świat z półcieni, drobnych gestów, spojrzeń i milczenia. Nie ma w tej literaturze ideologii ani niczego, co mogłoby podpadać pod jakąkolwiek hasłowość myśli i uczuć, wszystko jest niejednoznaczne, niedopowiedziane, wskazujące, że każdy z nas jest tajemnicą, ale odsłaniające też oczywistą prawdę, o której czasem zapominamy, że w tajemnicy tej nie ma niczego tajemniczego: wszyscy jesteśmy podobni i wszyscy najbardziej potrzebujemy miłości. Przy tym Hałastra mimowolnie wpisuje się w aktualne trendy, jest bowiem opowieścią o ludziach z marginesu, o najbiedniejszych z biednych, do których reszta społeczności odnosi się z mieszaniną lęku i pogardy. Dziadkowie autorki, Josef i Maria Moosbruggerowie, żyli z siódemką dzieci poza granicą wsi, na samym skraju przysiółka, tam, gdzie ziemia była ugorem. Mówiono na nichdie Bagage, czyli hałastra. Nazwa wzięła się od ciężarów przenoszonych kiedyś na barkach, bo ojciec i dziadek Josefa byli najemnymi tragarzami, czyli ludźmi, którzy nigdzie nie przynależą, nie mają porządnego dachu nad głową, ciągną od zagrody do zagrody, pytają o pracę, a latem znoszą do stodół rolników większe od człowieka bele siana; to był najniższy ze wszystkich zawodów, gorszy nawet od parobka. Niemieckiedie Bagagew źródłosłowie ma bagaż, ale przede wszystkim jak wskazuje Żychliński jest pogardliwym określeniem ludzi nisko ocenianych. Oznacza tyle, co motłoch, obdartusy, hołota, chachary czy hałastra właśnie. Polski tłumacz jest bodaj jedynym, który podjął się w tytule gry z tym niejednoznacznym niemieckim słowem, za co należą mu się ukłony francuskie wydanie powieści wyszło pod tytułem Héritages [Dziedzictwo], włoskie I Moosbrugger [Moosbruggerowie], hiszpańskie Los Últimos [Ostatni], angielskie Last House Before the Mountain [Ostatni dom przed górą], który to tytuł, jak trafnie zauważa Żychliński, niepotrzebnie romantyzuje pozbawioną romantyzmu opowieść Helfer. Stosunek do hałastry komplikuje mieszkańcom wsi uroda Marii Moosbrugger, pożądanej przez wszystkich mężczyzn. Kiedy Josef idzie na wojnę, przedstawiciele płci męskiej (od burmistrza, przez nauczyciela, po proboszcza) czują się w prawie, by rozporządzać ciałem opuszczonej mężatki, choćby tylko w teorii. Helfer w subtelny sposób pokazuje, że piękno w patriarchalnej, tradycyjnej społeczności bynajmniej nie jest darem, lecz przekleństwem, zwłaszcza gdy towarzyszy mu temperament. Coś ty taka, żywa? powtarzano Marii z wyrzutem. Bycie żywym konstatuje autorka przed stu laty oznaczało swego rodzaju przewinę. Dziś możemy czuć wdzięczność do naszych babek, które nie dały żywości w sobie zabić i dzięki którym żyjemy pełniej. Pomijając złe pochodzenie, to jest akurat dobry bagaż Moniki Helfer, choć ma on swoją cenę.
Monika Helfer
Urodzona na austriackiej prowincji Monika Helfer otwiera wydaną w 2020 roku anjow Hałastrą Iautobiograficzny tryptyk rodzinny, w jakim przygląda się własnym korzeniom. Autorka cofa się tu w czasie do września 1914 roku, czyli wybuchu Wielkiej Wojny, która naznaczyła początek małżeństwa jej dziadków. To ich głównie dotyczy ta historia, utkana z rodzinnych przekazów, domysłów, pytań i wątpliwości. Najłatwiej byłoby przyporządkować tę prozę do popularnego dziś gatunku autofikcji, ale Monika Helfer tka tu literaturę par excellence, której stawką nie jest zrelacjonowanie osobistego życia, lecz uniwersalna opowieść o człowieczeństwie. Może było właśnie tak. A może nieco inaczej zdaje się mówić Helfer opisująca swoich bohaterów ze współczuciem i taktem, jakich mógłby się od niej uczyć niejeden czuły narrator i niejedna czuła narratorka. Wyjątkowość Hałastry tkwi właśnie w jej tonie, z jednej strony sprawozdawczym i nieuzurpującym sobie prawa do wszechwiedzy o bliźnich, z drugiej wrażliwym na coś, co tłumacz tej powieści, Arkadiusz Żychliński, określił w posłowiu jako mikroemocje. Helfer to literacki Vermeer: maluje swój świat z półcieni, drobnych gestów, spojrzeń i milczenia. Nie ma w tej literaturze ideologii ani niczego, co mogłoby podpadać pod jakąkolwiek hasłowość myśli i uczuć, wszystko jest niejednoznaczne, niedopowiedziane, wskazujące, że każdy z nas jest tajemnicą, ale odsłaniające też oczywistą prawdę, o której czasem zapominamy, że w tajemnicy tej nie ma niczego tajemniczego: wszyscy jesteśmy podobni i wszyscy najbardziej potrzebujemy miłości. Przy tym Hałastra mimowolnie wpisuje się w aktualne trendy, jest bowiem opowieścią o ludziach z marginesu, o najbiedniejszych z biednych, do których reszta społeczności odnosi się z mieszaniną lęku i pogardy. Dziadkowie autorki, Josef i Maria Moosbruggerowie, żyli z siódemką dzieci poza granicą wsi, na samym skraju przysiółka, tam, gdzie ziemia była ugorem. Mówiono na nichdie Bagage, czyli hałastra. Nazwa wzięła się od ciężarów przenoszonych kiedyś na barkach, bo ojciec i dziadek Josefa byli najemnymi tragarzami, czyli ludźmi, którzy nigdzie nie przynależą, nie mają porządnego dachu nad głową, ciągną od zagrody do zagrody, pytają o pracę, a latem znoszą do stodół rolników większe od człowieka bele siana; to był najniższy ze wszystkich zawodów, gorszy nawet od parobka. Niemieckiedie Bagagew źródłosłowie ma bagaż, ale przede wszystkim jak wskazuje Żychliński jest pogardliwym określeniem ludzi nisko ocenianych. Oznacza tyle, co motłoch, obdartusy, hołota, chachary czy hałastra właśnie. Polski tłumacz jest bodaj jedynym, który podjął się w tytule gry z tym niejednoznacznym niemieckim słowem, za co należą mu się ukłony francuskie wydanie powieści wyszło pod tytułem Héritages [Dziedzictwo], włoskie I Moosbrugger [Moosbruggerowie], hiszpańskie Los Últimos [Ostatni], angielskie Last House Before the Mountain [Ostatni dom przed górą], który to tytuł, jak trafnie zauważa Żychliński, niepotrzebnie romantyzuje pozbawioną romantyzmu opowieść Helfer. Stosunek do hałastry komplikuje mieszkańcom wsi uroda Marii Moosbrugger, pożądanej przez wszystkich mężczyzn. Kiedy Josef idzie na wojnę, przedstawiciele płci męskiej (od burmistrza, przez nauczyciela, po proboszcza) czują się w prawie, by rozporządzać ciałem opuszczonej mężatki, choćby tylko w teorii. Helfer w subtelny sposób pokazuje, że piękno w patriarchalnej, tradycyjnej społeczności bynajmniej nie jest darem, lecz przekleństwem, zwłaszcza gdy towarzyszy mu temperament. Coś ty taka, żywa? powtarzano Marii z wyrzutem. Bycie żywym konstatuje autorka przed stu laty oznaczało swego rodzaju przewinę. Dziś możemy czuć wdzięczność do naszych babek, które nie dały żywości w sobie zabić i dzięki którym żyjemy pełniej. Pomijając złe pochodzenie, to jest akurat dobry bagaż Moniki Helfer, choć ma on swoją cenę.
Monika Helfer
Urodzona na austriackiej prowincji Monika Helfer otwiera wydaną w 2020 roku anjow Hałastrą Iautobiograficzny tryptyk rodzinny, w jakim przygląda się własnym korzeniom. Autorka cofa się tu w czasie do września 1914 roku, czyli wybuchu Wielkiej Wojny, która naznaczyła początek małżeństwa jej dziadków. To ich głównie dotyczy ta historia, utkana z rodzinnych przekazów, domysłów, pytań i wątpliwości. Najłatwiej byłoby przyporządkować tę prozę do popularnego dziś gatunku autofikcji, ale Monika Helfer tka tu literaturę par excellence, której stawką nie jest zrelacjonowanie osobistego życia, lecz uniwersalna opowieść o człowieczeństwie. Może było właśnie tak. A może nieco inaczej zdaje się mówić Helfer opisująca swoich bohaterów ze współczuciem i taktem, jakich mógłby się od niej uczyć niejeden czuły narrator i niejedna czuła narratorka. Wyjątkowość Hałastry tkwi właśnie w jej tonie, z jednej strony sprawozdawczym i nieuzurpującym sobie prawa do wszechwiedzy o bliźnich, z drugiej wrażliwym na coś, co tłumacz tej powieści, Arkadiusz Żychliński, określił w posłowiu jako mikroemocje. Helfer to literacki Vermeer: maluje swój świat z półcieni, drobnych gestów, spojrzeń i milczenia. Nie ma w tej literaturze ideologii ani niczego, co mogłoby podpadać pod jakąkolwiek hasłowość myśli i uczuć, wszystko jest niejednoznaczne, niedopowiedziane, wskazujące, że każdy z nas jest tajemnicą, ale odsłaniające też oczywistą prawdę, o której czasem zapominamy, że w tajemnicy tej nie ma niczego tajemniczego: wszyscy jesteśmy podobni i wszyscy najbardziej potrzebujemy miłości. Przy tym Hałastra mimowolnie wpisuje się w aktualne trendy, jest bowiem opowieścią o ludziach z marginesu, o najbiedniejszych z biednych, do których reszta społeczności odnosi się z mieszaniną lęku i pogardy. Dziadkowie autorki, Josef i Maria Moosbruggerowie, żyli z siódemką dzieci poza granicą wsi, na samym skraju przysiółka, tam, gdzie ziemia była ugorem. Mówiono na nichdie Bagage, czyli hałastra. Nazwa wzięła się od ciężarów przenoszonych kiedyś na barkach, bo ojciec i dziadek Josefa byli najemnymi tragarzami, czyli ludźmi, którzy nigdzie nie przynależą, nie mają porządnego dachu nad głową, ciągną od zagrody do zagrody, pytają o pracę, a latem znoszą do stodół rolników większe od człowieka bele siana; to był najniższy ze wszystkich zawodów, gorszy nawet od parobka. Niemieckiedie Bagagew źródłosłowie ma bagaż, ale przede wszystkim jak wskazuje Żychliński jest pogardliwym określeniem ludzi nisko ocenianych. Oznacza tyle, co motłoch, obdartusy, hołota, chachary czy hałastra właśnie. Polski tłumacz jest bodaj jedynym, który podjął się w tytule gry z tym niejednoznacznym niemieckim słowem, za co należą mu się ukłony francuskie wydanie powieści wyszło pod tytułem Héritages [Dziedzictwo], włoskie I Moosbrugger [Moosbruggerowie], hiszpańskie Los Últimos [Ostatni], angielskie Last House Before the Mountain [Ostatni dom przed górą], który to tytuł, jak trafnie zauważa Żychliński, niepotrzebnie romantyzuje pozbawioną romantyzmu opowieść Helfer. Stosunek do hałastry komplikuje mieszkańcom wsi uroda Marii Moosbrugger, pożądanej przez wszystkich mężczyzn. Kiedy Josef idzie na wojnę, przedstawiciele płci męskiej (od burmistrza, przez nauczyciela, po proboszcza) czują się w prawie, by rozporządzać ciałem opuszczonej mężatki, choćby tylko w teorii. Helfer w subtelny sposób pokazuje, że piękno w patriarchalnej, tradycyjnej społeczności bynajmniej nie jest darem, lecz przekleństwem, zwłaszcza gdy towarzyszy mu temperament. Coś ty taka, żywa? powtarzano Marii z wyrzutem. Bycie żywym konstatuje autorka przed stu laty oznaczało swego rodzaju przewinę. Dziś możemy czuć wdzięczność do naszych babek, które nie dały żywości w sobie zabić i dzięki którym żyjemy pełniej. Pomijając złe pochodzenie, to jest akurat dobry bagaż Moniki Helfer, choć ma on swoją cenę.
Hamburg DOM: Obserwowani opowiadanie erotyczne
Catrina Curant
Ktoś idzie mruczy znów, a ona niemal wyje. Jest na skraju, nie chce przestawać. Rzuca okiem w bok, para zbliża się nieśpiesznie, a ona zdaje sobie sprawę, że muszą wiedzieć, co właśnie robią na ławce, to jest zbyt oczywiste. Marek porusza się pod nią, jego dłonie zaciskają się mocniej na pośladkach. Widzą mówi, jego oddech owiewa jej policzek i patrzą. Para praktycznie stoi. Kamila zerka na nich. Wiedzą. Zatrzymali się i patrzą. Mężczyzna kiwa jej nagle głową, nieznacznie, kobieta ma lekko otwarte usta, Kamila widzi obłoczek pary, który się z nich unosi. Dokończ. Nie musiał tego mówić. Świadomość, że są obserwowani, że ta obca, zupełnie obca para stoi i patrzy, działa na nią jak obłędny afrodyzjak." Jak wygląda jeden z największych jarmarków Europy od drugiej strony? Setki pracowników obsługują turystów, którzy rok w rok odwiedzają Hamburski DOM". Ona przyjechała dorobić, on żyje w tym miejscu od lat. Ich drogi krzyżują się, na chwilę, na moment. Oboje wiedzą, że to tylko wakacyjna przygoda, ale czasem nawet ona może zmienić czyjeś życie. Czasami trafia się na człowieka, który mimo że pojawia się na chwilę, wywiera wpływ na długie lata. Zostaje wspomnieniem, które nigdy nie umiera. Czy takim mężczyzną jest Marek? I jakie fantazje zrealizuje z nim Kamila?
Hamburg DOM: Obserwowani opowiadanie erotyczne
Catrina Curant
Ktoś idzie mruczy znów, a ona niemal wyje. Jest na skraju, nie chce przestawać. Rzuca okiem w bok, para zbliża się nieśpiesznie, a ona zdaje sobie sprawę, że muszą wiedzieć, co właśnie robią na ławce, to jest zbyt oczywiste. Marek porusza się pod nią, jego dłonie zaciskają się mocniej na pośladkach. Widzą mówi, jego oddech owiewa jej policzek i patrzą. Para praktycznie stoi. Kamila zerka na nich. Wiedzą. Zatrzymali się i patrzą. Mężczyzna kiwa jej nagle głową, nieznacznie, kobieta ma lekko otwarte usta, Kamila widzi obłoczek pary, który się z nich unosi. Dokończ. Nie musiał tego mówić. Świadomość, że są obserwowani, że ta obca, zupełnie obca para stoi i patrzy, działa na nią jak obłędny afrodyzjak." Jak wygląda jeden z największych jarmarków Europy od drugiej strony? Setki pracowników obsługują turystów, którzy rok w rok odwiedzają Hamburski DOM". Ona przyjechała dorobić, on żyje w tym miejscu od lat. Ich drogi krzyżują się, na chwilę, na moment. Oboje wiedzą, że to tylko wakacyjna przygoda, ale czasem nawet ona może zmienić czyjeś życie. Czasami trafia się na człowieka, który mimo że pojawia się na chwilę, wywiera wpływ na długie lata. Zostaje wspomnieniem, które nigdy nie umiera. Czy takim mężczyzną jest Marek? I jakie fantazje zrealizuje z nim Kamila?
Hamburg DOM: Obserwowani opowiadanie erotyczne
Catrina Curant
Ktoś idzie mruczy znów, a ona niemal wyje. Jest na skraju, nie chce przestawać. Rzuca okiem w bok, para zbliża się nieśpiesznie, a ona zdaje sobie sprawę, że muszą wiedzieć, co właśnie robią na ławce, to jest zbyt oczywiste. Marek porusza się pod nią, jego dłonie zaciskają się mocniej na pośladkach. Widzą mówi, jego oddech owiewa jej policzek i patrzą. Para praktycznie stoi. Kamila zerka na nich. Wiedzą. Zatrzymali się i patrzą. Mężczyzna kiwa jej nagle głową, nieznacznie, kobieta ma lekko otwarte usta, Kamila widzi obłoczek pary, który się z nich unosi. Dokończ. Nie musiał tego mówić. Świadomość, że są obserwowani, że ta obca, zupełnie obca para stoi i patrzy, działa na nią jak obłędny afrodyzjak." Jak wygląda jeden z największych jarmarków Europy od drugiej strony? Setki pracowników obsługują turystów, którzy rok w rok odwiedzają Hamburski DOM". Ona przyjechała dorobić, on żyje w tym miejscu od lat. Ich drogi krzyżują się, na chwilę, na moment. Oboje wiedzą, że to tylko wakacyjna przygoda, ale czasem nawet ona może zmienić czyjeś życie. Czasami trafia się na człowieka, który mimo że pojawia się na chwilę, wywiera wpływ na długie lata. Zostaje wspomnieniem, które nigdy nie umiera. Czy takim mężczyzną jest Marek? I jakie fantazje zrealizuje z nim Kamila?
Alicja Thiziri
Ona i on. Klasyka? Ależ jaka znów klasyka? Ona Polka, on Kabyl. Oboje w Paryżu. On bez prawa pobytu, ona... A to się jeszcze okaże. Mnóstwo zdarzeń, zderzeń i zaskoczeń. Śmiechu, łez i emocji. Słowem: Hamlaghkem. Hamlaghkem. Kuskus, ciasto ze świni i wino do kolacji. Żeby dowiedzieć się, co oznacza tytuł, trzeba przeczytać książkę do ostatniej strony. Ale warto byłoby to zrobić, nawet gdyby wyjaśnienie znajdowało się na samym początku.
William Shakespeare
”Hamlet” to tragedia Williama Shakespeare’a (znana również jako Tragedia Hamleta, księcia Danii). Jest to jeden z najbardziej znanych dramatów oraz arcydzieło teatru elżbietańskiego. „Hamlet” jest jednym z najczęściej granych utworów teatralnych, a rola Hamleta – ze względu na objętość tekstu, dużą ekspresję i bogatą osobowość postaci – uważana jest za sprawdzian dojrzałości i umiejętności aktorskich.
William Shakespeare (Szekspir)
Hamlet (ang. The Tragedy of Hamlet, Prince of Denmark; Tragedia Hamleta, Księcia Danii) tragedia Williama Szekspira napisana na przełomie XVI i XVII wieku, jeden z najbardziej znanych dramatów, arcydzieło teatru elżbietańskiego. Od samego powstania Hamlet jest jednym z najczęściej granych utworów teatralnych, a rola Hamleta ze względu na objętość tekstu, dużą ekspresję i bogatą osobowość postaci uważana jest za sprawdzian dojrzałości i umiejętności aktorskich. Z Hamleta pochodzi zapewne najpopularniejszy monolog, zaczynający się od słów Być albo nie być. (Wikipedia)
William Shakespeare (Szekspir)
Hamlet (ang. The Tragedy of Hamlet, Prince of Denmark; Tragedia Hamleta, Księcia Danii) tragedia Williama Szekspira napisana na przełomie XVI i XVII wieku, jeden z najbardziej znanych dramatów, arcydzieło teatru elżbietańskiego. Od samego powstania Hamlet jest jednym z najczęściej granych utworów teatralnych, a rola Hamleta ze względu na objętość tekstu, dużą ekspresję i bogatą osobowość postaci uważana jest za sprawdzian dojrzałości i umiejętności aktorskich. Z Hamleta pochodzi zapewne najpopularniejszy monolog, zaczynający się od słów Być albo nie być. (Wikipedia)