Literatura
Hades (Tom 2). Hades. Król Podziemia. Gods War
Monika Magoska-Suchar
Drugi tom retellingu mitu o Hadesie i Persefonie osadzony we współczesnym świecie. Bez magii. Bez fantastyki. Jedynymi potworami są ludzie. Kora mieszka z Hadesem w Podziemiu. U boku ukochanego walczy z traumą, którą wywołał u niej Ares, książę Olimpionu. Niestety, wszystko burzy jej matka, Demeter, nieaprobująca romansu córki z gangsterem. Aby go przerwać, porywa ją na rodzinną farmę, licząc, że pobyt tam ostudzi jej uczucia do Króla Podziemia. Nie wie jednak, że dziewczyna napiła się wody z Rzeki Zapomnienia, podając ją jednocześnie Hadesowi, przez co już na zawsze związała się z nim i jego krainą. Czy nadopiekuńcza matka będzie w stanie to zaakceptować? I czy kochankom uda się wreszcie być razem, zwłaszcza że zagraża im także żądna zemsty Hera, która zrobi wszystko, aby odzyskać więzionego w Podziemiu Aresa? Nad Olimpion i Podziemie nadciąga widmo wojny. Czy współcześni bogowie będą umieli zapobiec temu konfliktowi? Powieść spodoba się miłośniczkom romantasy, wątków age gap i zakazanej relacji, a także serii komiksów Lore Olympus.
Karol May
"Hadżi Halef Omar" - Pielgrzym Przygód w Świecie Karola Maya. Zapraszamy do odkrycia fascynującego świata literackiej postaci - Hadżiego Halefa Omara. Ta barwna postać, stworzona przez znakomitego pisarza Karola Maya, wkracza na kartki książki jako lojalny towarzysz i przyjaciel niemieckiego poszukiwacza przygód, Kara Ben Nemsi. Hadżi Halef Omar, dosłownie "ten, który odbył muzułmańską pielgrzymkę do Mekki", jest niezwykle interesującym bohaterem, a jednocześnie wiernym sługą, towarzyszem podróży i przyjacielem. Przeżywając razem z Karą Ben Nemsi liczne przygody na Bliskim Wschodzie, Hadżi Halef Omar staje się nieodłącznym elementem tej literackiej podróży. Jego wyjątkowy talent do kwiecistego, orientalnego języka oraz umiejętność wypowiadania długich, często komicznych przekleństw, nadają postaci niezapomniany charakter. Pomimo swojej komiczności, Hadżi Halef Omar pozostaje dostojny i nigdy nie sprowadza się jedynie do roli śmiesznej karykatury. Jako głęboko pobożny muzułmanin, w trakcie przygód z Kara Ben Nemsi stara się przekonać go o wyższości islamu. Po wielu ekscytujących przygodach Hadżi Halef Omar zostaje szejkiem Haddedihn, wielkiego plemienia Schammarów. Jego życie rodzinne także nie pozostaje bez interesujących aspektów - jest mężem Hanneh, uważanej za "najpiękniejszą żonę na ziemi", a razem z nią doczekuje się syna o imieniu 'Kara Ben Halef', który w późniejszych powieściach przeżywa własne, fascynujące przygody. Przyłącz się do tej niezwykłej podróży literackiej i poznaj głęboko rozbudowany świat postaci Hadżiego Halefa Omara, który z pewnością dostarczy Ci niezapomnianych wrażeń i emocji.
Karol May
"Hadżi Halef Omar" - Pielgrzym Przygód w Świecie Karola Maya. Zapraszamy do odkrycia fascynującego świata literackiej postaci - Hadżiego Halefa Omara. Ta barwna postać, stworzona przez znakomitego pisarza Karola Maya, wkracza na kartki książki jako lojalny towarzysz i przyjaciel niemieckiego poszukiwacza przygód, Kara Ben Nemsi. Hadżi Halef Omar, dosłownie "ten, który odbył muzułmańską pielgrzymkę do Mekki", jest niezwykle interesującym bohaterem, a jednocześnie wiernym sługą, towarzyszem podróży i przyjacielem. Przeżywając razem z Karą Ben Nemsi liczne przygody na Bliskim Wschodzie, Hadżi Halef Omar staje się nieodłącznym elementem tej literackiej podróży. Jego wyjątkowy talent do kwiecistego, orientalnego języka oraz umiejętność wypowiadania długich, często komicznych przekleństw, nadają postaci niezapomniany charakter. Pomimo swojej komiczności, Hadżi Halef Omar pozostaje dostojny i nigdy nie sprowadza się jedynie do roli śmiesznej karykatury. Jako głęboko pobożny muzułmanin, w trakcie przygód z Kara Ben Nemsi stara się przekonać go o wyższości islamu. Po wielu ekscytujących przygodach Hadżi Halef Omar zostaje szejkiem Haddedihn, wielkiego plemienia Schammarów. Jego życie rodzinne także nie pozostaje bez interesujących aspektów - jest mężem Hanneh, uważanej za "najpiękniejszą żonę na ziemi", a razem z nią doczekuje się syna o imieniu 'Kara Ben Halef', który w późniejszych powieściach przeżywa własne, fascynujące przygody. Przyłącz się do tej niezwykłej podróży literackiej i poznaj głęboko rozbudowany świat postaci Hadżiego Halefa Omara, który z pewnością dostarczy Ci niezapomnianych wrażeń i emocji.
Helle Helle
Czterdziestoośmioletnia Hafni się rozwodzi. W tym przełomowym momencie postanawia udać się w podróż śladem najlepszych duńskich restauracji. Podobnie jak główna bohaterka Na czworakach Mirandy July zmienia scenerię codzienności, by przyjrzeć się temu, co minione, i rozeznać w swoich uczuciach. Nie jest to łatwe zadanie. Hafni roztapia się w świecie wyrafinowanych smaków, ale nie traci czujności w tropieniu dziwactw kulturowych zapisanych w słownych konwencjach, które bezmyślnie przepuszczamy przez usta. Po raz pierwszy zdaje się dostrzegać, jak bardzo język mówił nią; sterował jej oczekiwaniami wobec siebie, wobec innych i wobec własnej biografii. Hafni mówi to powieść o kryzysie egzystencjalnym, wyobcowaniu i potrzebie wolności, o wstydzie i poczuciu winy, a także obciążeniu, jakim są narzucone nam przeświadczenia. Jest to, krótko mówiąc, powieść o życiu. A zarazem, jak zgodnie uznają krytycy, literackie arcydzieło. Proza Helle Helle potwierdza starą prawdę, o której często zapominamy: kwintesencją literatury jest styl. Helle Helle (ur. 1965) czołowa duńska pisarka. Zadebiutowała w 1993 roku powieścią Eksempel p liv. Ma w dorobku trzynaście książek, które począwszy od debiutanckiej spotykały się z aplauzem, były nominowane do najważniejszych duńskich nagród literackich oraz nagradzane. Helle Helle jest m.in. laureatką prestiżowej Nagrody Krytyków, Nagrody im. Pera Olova Enquista, Wielkiej Nagrody Akademii Duńskiej ora Złotych Laurów. Dzięki licznym przekładom jest także silnie obecna w kulturze literackiej innych krajów. W Polsce jak dotąd ukazała się jedna jej książka: Prom do Puttgarden (2005, pol. wydanie 2010). Styl prozy Helle Helle wyrasta z nurtu realizmu minimalistycznego. Jej oszczędne w wyrazie powieści zwykle rozgrywają się w scenerii duńskiej prowincji; na tym tle pisarka rysuje przenikliwe portrety swoich bohaterek kobiet zmagających się z rodzinnymi dramatami oraz samotnością.
Helle Helle
Czterdziestoośmioletnia Hafni się rozwodzi. W tym przełomowym momencie postanawia udać się w podróż śladem najlepszych duńskich restauracji. Podobnie jak główna bohaterka Na czworakach Mirandy July zmienia scenerię codzienności, by przyjrzeć się temu, co minione, i rozeznać w swoich uczuciach. Nie jest to łatwe zadanie. Hafni roztapia się w świecie wyrafinowanych smaków, ale nie traci czujności w tropieniu dziwactw kulturowych zapisanych w słownych konwencjach, które bezmyślnie przepuszczamy przez usta. Po raz pierwszy zdaje się dostrzegać, jak bardzo język mówił nią; sterował jej oczekiwaniami wobec siebie, wobec innych i wobec własnej biografii. Hafni mówi to powieść o kryzysie egzystencjalnym, wyobcowaniu i potrzebie wolności, o wstydzie i poczuciu winy, a także obciążeniu, jakim są narzucone nam przeświadczenia. Jest to, krótko mówiąc, powieść o życiu. A zarazem, jak zgodnie uznają krytycy, literackie arcydzieło. Proza Helle Helle potwierdza starą prawdę, o której często zapominamy: kwintesencją literatury jest styl. Helle Helle (ur. 1965) czołowa duńska pisarka. Zadebiutowała w 1993 roku powieścią Eksempel p liv. Ma w dorobku trzynaście książek, które począwszy od debiutanckiej spotykały się z aplauzem, były nominowane do najważniejszych duńskich nagród literackich oraz nagradzane. Helle Helle jest m.in. laureatką prestiżowej Nagrody Krytyków, Nagrody im. Pera Olova Enquista, Wielkiej Nagrody Akademii Duńskiej ora Złotych Laurów. Dzięki licznym przekładom jest także silnie obecna w kulturze literackiej innych krajów. W Polsce jak dotąd ukazała się jedna jej książka: Prom do Puttgarden (2005, pol. wydanie 2010). Styl prozy Helle Helle wyrasta z nurtu realizmu minimalistycznego. Jej oszczędne w wyrazie powieści zwykle rozgrywają się w scenerii duńskiej prowincji; na tym tle pisarka rysuje przenikliwe portrety swoich bohaterek kobiet zmagających się z rodzinnymi dramatami oraz samotnością.
HAITI. raport z podróży erotycznej
Rafał Wykręt
Wyprawa na Haiti to jedna z najważniejszych podróży życia. HAITI - raport z podróży erotycznej powstawał przez dwa lata. Powieść oparta jest na faktach, przeznaczona tylko dla dorosłych. Prócz pięknych zakątków kraju autorowi udało się poznać niejeden zakamarek kobiecego ciała. To nie jest zwykły przewodnik po Haiti i Dominikanie. To opowieść o tym, czego przeciętny turysta nie zawsze ma okazję doświadczyć. Przygotujcie się na niezapomniane emocje. Będzie gorąco. Będzie pikantnie.
Taras Szewczenko
Hajdamacy Świat stoi, a wszystko i mija, i ginie, Lecz o tym, skąd idzie i kędy przepada -- I dureń, i mądry nie wiedzieć co gada... Ten żyje, ów kona... Owo się rozwinie, A tamto zwiędnieje, na wieki zwiędnieje -- I liście pożółkłe gdzieś wicher rozwieje. A świat tak i będzie, taki sam wschód słońca, I gwiazdy tak samo popłyną bez końca, I ty, jak i zwykle, o mój białolicy! Po niebios błękitach w noc jasną przelecisz, Popatrzysz się w czyste zwierciadło krynicy I w morze bez granic -- i znowu zaświecisz, Jak nad Babilonu wiszącym ogrodem, Nad starą mogiłą i biednym jej rodem. [...]Taras SzewczenkoUr. 9 marca 1814 we wsi Moryńce w guberni kijowskiej Zm. 10 marca 1861 w Petersburgu Najważniejsze dzieła: Kobziarz, Hajdamacy, Iwan Pidkowa, Kaukaz, Gamalej, Katarzyna, Do Lachów, Przejażdżka z przyjemnością i nie bez morału Ukraiński pisarz i malarz epoki romantyzmu. Pisał po ukraińsku i po rosyjsku, tworzył wiersze, poematy, opowiadania, powieści i dramaty. Był chłopem pańszczyźnianym, uczył się w szkole parafialnej, potem terminował u malarza ikon w pobliskim miasteczku, szybko jednak został zmuszony do powrotu i służby we dworze. Jego pan zauważył jednak jego talent i w wieku 17 lat Szewczenko rozpoczął naukę u malarza w Petersburgu. W 1837 r. powstała ballada Urzeczona. W 1838 r. został wykupiony z poddaństwa przez Karola Briułłowa, wykładowcę petersburskiej Szkoły Sztuk Pięknych, i rozpoczął studia artystyczne, starał się też zdobywać wiedzę ścisłą i z dziedziny literatury. Jego nauka trwała do 1845 r., następnie przeniósł się do Kijowa i podjął pracę dla Komisji Archeograficznej. Podróżował po środkowej Ukrainie, zbierając dane dotyczące historii regionu; poczynione wówczas obserwacje dotyczące życia chłopów zawarł później w swoich dziełach literackich. W 1946 r. zaczął działać w Bractwie Cyryla i Metodego, zawiązanej w Kijowie organizacji na rzecz odrodzenia narodowego i religijnego Ukrainy. Po roku został aresztowany przez władze carskie i skazany na zesłanie. W karnym korpusie w Orsku na Uralu służył jako szeregowiec, nie wolno mu było pisać ani malować. W 1848 r. wziął udział w ekspedycji badającej brzegi Morza Aralskiego, a następnie zezwolono mu zamieszkać w Orenburgu, gdzie mógł wrócić do swojej twórczości, przyjaźnił się też z innymi zesłańcami, między innymi z polskimi rewolucjonistami. To spowodowało rewizję, dalsze oskarżenia i przeniesienie do twierdzy nad Morzem Kaspijskim, gdzie znów zabroniono mu pisać. Po wojnie krymskiej, w 1857 r., przyjaciołom Szewczenki udało się wyjednać jego zwolnienie z karnego korpusu. Poeta osiadł w Petersburgu. W 1859 r. uzyskał zezwolenie na wyjazd w rodzinne strony, tam jednak został aresztowany pod zarzutem podburzania chłopstwa i po śledztwie odesłany do Petersburga. W 1860 r. został członkiem Akademii Sztuk Pięknych. Taras Szewczenko umarł w wieku 47 lat, jego organizm poddał się chorobie, wyniszczony ciężkimi warunkami życia w korpusie karnym. Kupując książkę wspierasz fundację Nowoczesna Polska, która propaguje ideę wolnej kultury. Wolne Lektury to biblioteka internetowa, rozwijana pod patronatem Ministerstwa Edukacji Narodowej. W jej zbiorach znajduje się kilka tysięcy utworów, w tym wiele lektur szkolnych zalecanych do użytku przez MEN, które trafiły już do domeny publicznej. Wszystkie dzieła są odpowiednio opracowane - opatrzone przypisami oraz motywami.
Taras Szewczenko
Hajdamacy to poemat wydany w 1841 roku. Jego autorem jest Taras Szewczenko ukraiński bohater i poeta narodowy, a także działacz polityczny. Zarówno w literaturze, jak i działalności politycznej podejmował tematykę niepodległości Ukrainy, za co został wtrącony do więzienia. Hajdamakami nazywano zbrojnych rabusiów szabrujących na Ukrainie. Jednak w odróżnieniu od zwykłych bandytów ucieleśniali społeczny protest ukraińskich chłopów przeciwko wyzyskowi panów.
Weronika Wierzchowska
W 1888 roku cały kraj żyje ślubem najsłynniejszego polskiego podróżnika Stefana Szolc-Rogozińskiego z młodą pisarką Heleną Janiną Boguską, znaną czytelnikom jako Hajota. Szczególną sensację wywołuje wieść, że młoda para wybiera się do Afryki, gdzie Stefan zamierza po raz kolejny spróbować spełnić swe marzenie i założyć polską kolonię na Czarnym Lądzie. Helena towarzyszy mu jako korespondentka pisma dla pań Bluszcz. Jest bujającą w obłokach poetką, bywalczynią salonów literackich, wrażliwą i delikatną damą z wyższych sfer. Konfrontacja z brutalnymi realiami życia w Afryce szybko zmienia jej nastawienie do świata. Zwłaszcza kiedy małżonek wyrusza na kolejne wyprawy i zostawia ją samą w wielkiej posiadłości otoczonej buszem. Posiadłości skrywającej niepokojące tajemnice. Hajota już nigdy nie napisze romantycznego wiersza, Afryka odmieni ją na zawsze. Pod wpływem tej przemiany decyduje się dokonać czegoś znaczącego, przynajmniej dla niej. Postanawia jako pierwsza kobieta zdobyć jedną z najwyższych gór Afryki. Zapomniana historia z życia jednej z najpopularniejszych pisarek epoki Młodej Polski. Weronika Wierzchowska z urodzenia mieszczka, przez długie lata zatrudniona w wielkiej korporacji jako chemiczka. Niedawno przerwała karierę, zrzuciła 30 kilogramów i wyprowadziła się na wieś. Obecnie zawodowo związana z malutką firmą kosmetyczną. Chwile niezajęte wymyślaniem i wytwarzaniem kremów, żeli i serum odmładzających poświęca córce, domowemu kucharzeniu oraz grzebaniu w starych książkach, które bardzo kocha. Zamiłowanie do dawnych historii próbuje połączyć z wymyślaniem własnych, tworząc opowieści o życiu kobiet: tych współczesnych i tych żyjących w dawnych czasach.
Hajstry. Krajobraz bocznych dróg
Adam Robiński
Według przeciętnego turystycznego opisu Polska to morze, jeziora, pasek gór i kilka najciekawszych miast pomiędzy. W literackim debiucie Adam Robiński zbacza z tych utartych szlaków i wydeptuje własne ścieżki w poszukiwaniu krajobrazowej egzotyki. Wędruje przez polską Saharę, płynie największą z dzikich rzek, a godzinę jazdy od Warszawy odnajduje Arktykę. Czyni to z pokorą dawnych krajoznawców: pieszo, kajakiem, na nartach. Ale najczęściej po prostu przystaje, żeby zobaczyć więcej: ślady tych, którzy przed wiekami wytyczali pierwsze drogi i znakowali szlaki, zdziczałe sady w miejscach wyludnionych wsi, drzewa tak stare, że mogłyby być tolkienowskimi entami. W Hajstrach niczym w niezrealizowanym dokumencie Wernera Herzoga krajobraz to nie lista miejsc, które trzeba zobaczyć, ale suma zachwytów. Rzadko tak się pisze o Polsce. A jeszcze rzadziej się taką Polskę ogląda.
Witold J. Ławrynowicz
- Wykończą nas z dużej odległości - powiedział zimno Noeff. - Nie można się ruszyć, bo zobaczą i strzały będą celniejsze. Ile masz amunicji? - Pięć sztuk - odpowiedział Wiktor. - To za mało, żeby ich odgonić - ocenił Noeff. - Ja mam może ze trzy strzały. Nie mamy wyjścia, musimy się cofać. Oni mają ze dwa karabiny i pewno dosyć amunicji. Cholerny księżyc, droga widoczna jak w dzień, a my na tej drodze. - Sobaki, czorty wy polskie, job twoju mat, - dobiegło ich z dali. - Odchodzimy - powiedział stanowczo Noeff. - Odbiegajcie po kilkadziesiąt kroków, pojedynczo, schyleni. Ja pójdę ostatni. Pierwsza pobiegła Halina, ale ledwie jej cień przemknął po drodze, gdy rozległy się strzały. Wkrótce chłopi zaczęli się zbliżać. Pod koniec 1918 roku inżynier Wiktor Powalski wraca z frontu do rodziny w Piotrogrodzie. Wkrótce po przyjeździe zostaje telegraficznie wezwany do rodziców mieszkających w małym polskim majątku pod Dryssą. Zastaje majątek zniszczony, a sam, aresztowany przez lokalną Czekę, trafia do więzienia. W celi spotyka dawnego sąsiada rodziców, któremu w obliczu śmierci daje słowo honoru, że uratuje jego córkę Halinę przebywającą w tym samym więzieniu. Po brutalnym śledztwie Wiktor Powalski, oskarżony o próbę dywersji w Dryssie, zostaje skazany na śmierć. Udaje mu się uciec, i wówczas staje przed dylematem: iść na ratunek Halinie, jak obiecał jej ojcu, czy wracać do żony i dzieci do Piotrogrodu. Od tego momentu rozpoczyna się niezwykła podróż do Polski przypadkowo zebranej grupki bohaterów, którzy muszą unikać niebezpieczeństw czyhających w zrewolucjonizowanej Rosji, uciec przed pościgiem Czeki i przejść front polsko-sowiecki. Zmierzają do Polski, której w ogóle nie znają. Czy dotrą do celu i czy Polska spełni ich oczekiwania? Witold Jerzy Ławrynowicz urodził się 10 stycznia 1955 r. w Warszawie. W trakcie studiów na wydziale chemicznym Politechniki Warszawskiej rozpoczął działalność w Klubie Miłośników Dawnych Militariów Polskich, od listopada 1981 r. koncentrując swoje zainteresowania na broni pancernej. Stan wojenny 13 grudnia 1981 r. zastał W. Ławrynowicza w Londynie i zmusił go do emigracji. W roku 1983 podjął studia doktoranckie na uniwersytecie Rutgers w New Jersey. Po ich ukończeniu rozpoczął pracę w przemyśle farmaceutycznym w Kanadzie, a później w USA. Od 1995 r. jest członkiem Klubu Miłośników Dawnych Militariów Polskich im. A. Zaręby w Nowym Jorku. Na emigracji publikował w polonijnym "Głosie Polskim" i "Armoured Fighting Vehicles News" w Kanadzie, "Nowym Dzienniku", "Polish Heritage News" oraz "Polonia Today" w Stanach Zjednoczonych, "Przeglądzie Kawalerii i Broni Pancernej" w Wielkiej Brytanii, "Relacjach" w Szwecji i w ukazujących się w Polsce periodykach: "MARS", "Archeologia Wojskowa", "Mundur i Broń", "Glaukopis" oraz "Przegląd Historyczno-Wojskowy" oraz w tygodniku "Nowa Technika Wojskowa". Autor książek: Droga do Blitzkriegu. Historia i rozwój niemieckiej broni pancernej do wybuchu II wojny światowej , Prekursorzy. Pierwsze brytyjskie czołgi .
Krzysztof Kamil Baczyński
Hallelujah p. Jarosławowi Iwaszkiewiczowi Niebo jak biała powierzchnia milczenia, pod niebem płaska obraca się ziemia. Sen u powiek omyty. Stoi prosty kształt podobny do fontanny rytej w ścianie skał. Zejdźcie, formy płomienne! Chłodna ziemia zgasi i ostudzi, jak metal rozgrzany, postaci, zatrzyma i przemieni w pomnik żółta glina, aby była nazwana przez ziemię przyczyna. Biją źródła mosiężne, dźwięk przechodzi w światło. Rosną liście płomieni w obłoku, co drżąc rozstępuje się drzewom jak ramiona snom, i grzmią rumaki burzy, nim je wiatry zatną. [...]Krzysztof Kamil BaczyńskiUr. 22 stycznia 1921 r. w Warszawie Zm. 4 sierpnia 1944 r. w Warszawie Najważniejsze dzieła: Pokolenie, Historia, Bez imienia, Dwie miłości, Z głową na karabinie Poeta, rysownik. Twórczość poetycką rozpoczął już jako uczeń gimnazjum im. Stefana Batorego w Warszawie, gdzie w 1939 r. zdał maturę. Związany ze środowiskiem młodzieży lewicowej, m.in. z organizacją Spartakus działającą półlegalnie w szkołach średnich. W czasie okupacji niemieckiej zbliżył się do ugrupowań socjalistycznych, wydających podziemne pisma ?Płomienie? i ?Droga?. Od 1943 r. uczestniczył w tajnych kompletach polonistycznych, w tymże roku wstąpił do Harcerskich Grup Szturmowych, które stały się zalążkiem batalionu AK ?Zośka? oraz ukończył konspiracyjną szkołę podchorążych rezerwy. Uczestnik powstania warszawskiego; poległ w walce przy Placu Teatralnym (Pałac Blanka); w parę tygodni później zginęła w powstaniu żona poety Barbara, którą poślubił w 1942 r. Nie licząc dwóch zbiorków odbitych na hektografie w 7 egzemplarzach w 1940 r. i kilku wierszy w antologiach Pieśń niepodległa i Słowo prawdziwe, zdążył ogłosić, pod pseudonimem Jan Bugaj, dwa konspiracyjne zbiory: Wiersze wybrane (1942) i Arkusz poetycki (1944) wydane nakładem ?Drogi?. Kupując książkę wspierasz fundację Nowoczesna Polska, która propaguje ideę wolnej kultury. Wolne Lektury to biblioteka internetowa, rozwijana pod patronatem Ministerstwa Edukacji Narodowej. W jej zbiorach znajduje się kilka tysięcy utworów, w tym wiele lektur szkolnych zalecanych do użytku przez MEN, które trafiły już do domeny publicznej. Wszystkie dzieła są odpowiednio opracowane - opatrzone przypisami oraz motywami.
Martyna Barko
Niespełna dwudziestoletnia amerykanka w tarapatach - brzmi zwyczajnie i nudno? Nic bardziej mylnego, jeśli masz do czynienia z pamiętnikiem tak pokręconej autorki, jaką jest Hallie!Życie dziewczyny zostaje wywrócone do góry nogami, gdy wkracza w nie Afrodyta (bogini piękna i płodności) wraz z przedziwnymi wieściami. Bohaterka dostaje zadanie, które będzie musiała wykonać - czy tego chce, czy nie.Zmagając się z kolejnymi przeszkodami, których po drodze do celu nie brakuje, zdobywa ona niesamowitą wiedzę, nowy wygląd, prawdziwą przyjaźń i... miłość.Przezabawna historia, stworzona ze skrawków mitologii greckiej i mieszaniny starożytności z nowoczesnością.Pomysł na książkę przyniósł mi sen, który miałam na rok przed spisaniem pamiętnika o dzwudziestoletniej córce Afrodyty.Fabuła przypomina książki z serii o Percym Jacksonie, Ricka Riordana, a także Pamiętniki Księżniczki, Meg Cabot. Rodzice Hallie Jinkins giną w pożarze w jej szkole podczas przedstawienia, w którym brała udział jako jeszcze mała dziewczynka. Rodzina zastępcza, do której trafiła nie potrafiła się nią zająć. Wychowana przez Jenny, opiekunkę z domu dziecka, która wtedy miała pod opieką także wiele innych dzieci, dziewczyna w wieku 18 lat wyjeżdża do Nowego Jorku ze swoją przyjaciółką Hayden w poszukiwaniu szczęścia.Autorka Martyna Barko(ur. 26 Września 1992r.) wychowywana, do 15. roku życia, w małej miejscowości pod Opolem, w 2007 roku przeprowadziła się do Gravesend, w hrabstwie Kent (Wielka Brytania). Kontynuowała tam naukę, uczęszczając do szkoły St George's CE oraz North West Kent College. Swoją przygodę z pisaniem zaczęła już w wieku 11 lat, ale pasja rozwinęła się dopiero w 2008 roku, kiedy to jej blogowe opowiadania stawały się coraz bardziej czytywane wśród internautów. Zainteresowanie swoją osobą zdobyła także pisząc dla znanych portali internetowych pod innym nazwiskiem.
Halloween: Impreza firmowa opowiadanie erotyczne
Catrina Curant
Zapadła cisza, nieznajomy pociągnął ją za rękę i pchnął na ścianę kawałek dalej, zaczął całować, gdy tamtych dwóch wyszło zza rogu, jego dłonie błądziły już po jej ciele, a ona schowała się w jego ciemnej marynarce. Miał dłuższe włosy, które teraz zasłaniały jej twarz. Mężczyźni minęli ich szybko, nie zwracając uwagi na kolejną całująca się po kątach parę, a gdy zostali sami, oderwał usta od jej ust i się odsunął. Przepraszam powiedział, uśmiechając się nieśmiało nie chciałem, aby zwrócili na nas uwagę. Drżała, trochę ze strachu, trochę z zimna, które pojawiło się wraz ze wspomnieniami, a trochę przez ten pocałunek, niespodziewany, dobry, przyjemnie zaskakujący. Mężczyzna nie miał stroju, marynarka była ciemna jak u kelnerów, nierzucającą się w oczy. Wyglądał trochę jak ochroniarz, a teraz skinął jej głową i ruszył w stronę, z której wrócili oni. Stała jeszcze chwilę, zdezorientowana. Zatrzymał się i spojrzał na nią. Masz cudowne usta. Odszedł. Serce biło jej mocno, zbyt mocno." Romansu z szefem Emilia unika jak ognia: już kiedyś się sparzyła, ale udało jej się pozbierać i rozpocząć życie na nowo. Jednak gdy dostrzega byłego przełożonego na firmowym balu maskowym z okazji Halloween, a dodatkowo usłyszała coś, czego nie powinna, jest zmuszona skonfrontować się z demonami przeszłości. Tym razem nie jest jednak sama... pomaga jej tajemniczy mężczyzna, który szybko rozbudza jej pożądanie. Kim jest i jak zakończy się ten wybuchowy wieczór?
Halloween: Impreza firmowa opowiadanie erotyczne
Catrina Curant
Zapadła cisza, nieznajomy pociągnął ją za rękę i pchnął na ścianę kawałek dalej, zaczął całować, gdy tamtych dwóch wyszło zza rogu, jego dłonie błądziły już po jej ciele, a ona schowała się w jego ciemnej marynarce. Miał dłuższe włosy, które teraz zasłaniały jej twarz. Mężczyźni minęli ich szybko, nie zwracając uwagi na kolejną całująca się po kątach parę, a gdy zostali sami, oderwał usta od jej ust i się odsunął. Przepraszam powiedział, uśmiechając się nieśmiało nie chciałem, aby zwrócili na nas uwagę. Drżała, trochę ze strachu, trochę z zimna, które pojawiło się wraz ze wspomnieniami, a trochę przez ten pocałunek, niespodziewany, dobry, przyjemnie zaskakujący. Mężczyzna nie miał stroju, marynarka była ciemna jak u kelnerów, nierzucającą się w oczy. Wyglądał trochę jak ochroniarz, a teraz skinął jej głową i ruszył w stronę, z której wrócili oni. Stała jeszcze chwilę, zdezorientowana. Zatrzymał się i spojrzał na nią. Masz cudowne usta. Odszedł. Serce biło jej mocno, zbyt mocno." Romansu z szefem Emilia unika jak ognia: już kiedyś się sparzyła, ale udało jej się pozbierać i rozpocząć życie na nowo. Jednak gdy dostrzega byłego przełożonego na firmowym balu maskowym z okazji Halloween, a dodatkowo usłyszała coś, czego nie powinna, jest zmuszona skonfrontować się z demonami przeszłości. Tym razem nie jest jednak sama... pomaga jej tajemniczy mężczyzna, który szybko rozbudza jej pożądanie. Kim jest i jak zakończy się ten wybuchowy wieczór?
Halloween: Impreza firmowa opowiadanie erotyczne
Catrina Curant
Zapadła cisza, nieznajomy pociągnął ją za rękę i pchnął na ścianę kawałek dalej, zaczął całować, gdy tamtych dwóch wyszło zza rogu, jego dłonie błądziły już po jej ciele, a ona schowała się w jego ciemnej marynarce. Miał dłuższe włosy, które teraz zasłaniały jej twarz. Mężczyźni minęli ich szybko, nie zwracając uwagi na kolejną całująca się po kątach parę, a gdy zostali sami, oderwał usta od jej ust i się odsunął. Przepraszam powiedział, uśmiechając się nieśmiało nie chciałem, aby zwrócili na nas uwagę. Drżała, trochę ze strachu, trochę z zimna, które pojawiło się wraz ze wspomnieniami, a trochę przez ten pocałunek, niespodziewany, dobry, przyjemnie zaskakujący. Mężczyzna nie miał stroju, marynarka była ciemna jak u kelnerów, nierzucającą się w oczy. Wyglądał trochę jak ochroniarz, a teraz skinął jej głową i ruszył w stronę, z której wrócili oni. Stała jeszcze chwilę, zdezorientowana. Zatrzymał się i spojrzał na nią. Masz cudowne usta. Odszedł. Serce biło jej mocno, zbyt mocno." Romansu z szefem Emilia unika jak ognia: już kiedyś się sparzyła, ale udało jej się pozbierać i rozpocząć życie na nowo. Jednak gdy dostrzega byłego przełożonego na firmowym balu maskowym z okazji Halloween, a dodatkowo usłyszała coś, czego nie powinna, jest zmuszona skonfrontować się z demonami przeszłości. Tym razem nie jest jednak sama... pomaga jej tajemniczy mężczyzna, który szybko rozbudza jej pożądanie. Kim jest i jak zakończy się ten wybuchowy wieczór?
H.K. Shackleford
Mr. Barron, a wealthy banker on Broad Street, was sitting in his office when a young newspaperman rushed into his office. It was an ordinary boy who delivered a newspaper every day. The boy came to the banker with urgent news. He claims that two employees behind his back steal money from him. Would he believe a simple guy?
Józef Ignacy Kraszewski
“Halszka” to książka Józefa Ignacego Kraszewskiego, polskiego pisarza i publicysty oraz autora największej liczby wydanych książek w historii literatury polskiej i siódmego autora na świecie pod tym względem. “Halszka” to dramat w trzech aktach, napisana przez jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy XIX wieku. “Takie Kniaziów kochanie! — O! biada nam biada! Jeśli z niska wyszedłszy podlecim wysoko — Kniaź orzeł nas uniesie, gdzie nie dojrzy oko — Kniaź orzeł tam zostanie — dziewczyna upada — Na cóż mi było kazać kochać ciebie? I na co brać mnie było z spokojnego domu? Znalazłbyś równą sobie na kniaziowskiém niebie, I żył z nią tak szczęśliwy! bez troski, bez sromu! Jam biedna! Nie myśl Kniaziu, że gdym tobie cała, Siebie i duszę swoją i życie oddała — Żem z sukniami, kobiécy wstyd z siebie zrzuciła? — O! nie — i ja się wstydzę! — Gdy twoi dworzanie — Szydzą, wskazując moje kozacze ubranie; — Krew mi się pali w sercu, w ziemię bym się skryła, Lub gdy wieczorną porą, do twojéj komnaty Idę, a oni w kącie zasiadłszy na czaty — Wołają za mną — A dokąd kozacze? — Myślisz że się nie wstydzę, że wówczas nie płaczę?” Fragment
Małgorzata Halber
Nie pamiętam, co miałam zrobić. Nieustannie. Jestem pewna, że nie pamiętam, co miałam zrobić, bo co chwilę muszę coś zrobić w telefonie. Sprawdzić, czy nikt nie napisał na mesendżerze. Sprawdzić maila. Odpowiedzieć na maila. Coś zobaczyć. Tylko nie pamiętam co. Zamówić herbatę na allegro. I coś jeszcze. Nie pamiętam co. Odpowiedzieć na wiadomość mężowi. Czekać, aż mi odpisze. W międzyczasie odpowiedzieć na wiadomość koleżance, z którą ostatni raz rozmawiałam trzy miesiące temu, na temat czegoś, o czym wtedy rozmawiałyśmy. Mam wrażenie, że połowa mojego życia jest wymyślona, ponieważ dzieje się w telefonie, jest powiadomieniami, jest rozmowami, które nie są rozmowami tylko nieustającą możliwością pisemnej rozmowy. To jest taka gra z tabliczki bh "przestań robić to, co robisz"
Małgorzata Halber
Nie pamiętam, co miałam zrobić. Nieustannie. Jestem pewna, że nie pamiętam, co miałam zrobić, bo co chwilę muszę coś zrobić w telefonie. Sprawdzić, czy nikt nie napisał na mesendżerze. Sprawdzić maila. Odpowiedzieć na maila. Coś zobaczyć. Tylko nie pamiętam co. Zamówić herbatę na allegro. I coś jeszcze. Nie pamiętam co. Odpowiedzieć na wiadomość mężowi. Czekać, aż mi odpisze. W międzyczasie odpowiedzieć na wiadomość koleżance, z którą ostatni raz rozmawiałam trzy miesiące temu, na temat czegoś, o czym wtedy rozmawiałyśmy. Mam wrażenie, że połowa mojego życia jest wymyślona, ponieważ dzieje się w telefonie, jest powiadomieniami, jest rozmowami, które nie są rozmowami tylko nieustającą możliwością pisemnej rozmowy. To jest taka gra z tabliczki bh "przestań robić to, co robisz"
Monika Helfer
Urodzona na austriackiej prowincji Monika Helfer otwiera wydaną w 2020 roku anjow Hałastrą Iautobiograficzny tryptyk rodzinny, w jakim przygląda się własnym korzeniom. Autorka cofa się tu w czasie do września 1914 roku, czyli wybuchu Wielkiej Wojny, która naznaczyła początek małżeństwa jej dziadków. To ich głównie dotyczy ta historia, utkana z rodzinnych przekazów, domysłów, pytań i wątpliwości. Najłatwiej byłoby przyporządkować tę prozę do popularnego dziś gatunku autofikcji, ale Monika Helfer tka tu literaturę par excellence, której stawką nie jest zrelacjonowanie osobistego życia, lecz uniwersalna opowieść o człowieczeństwie. Może było właśnie tak. A może nieco inaczej zdaje się mówić Helfer opisująca swoich bohaterów ze współczuciem i taktem, jakich mógłby się od niej uczyć niejeden czuły narrator i niejedna czuła narratorka. Wyjątkowość Hałastry tkwi właśnie w jej tonie, z jednej strony sprawozdawczym i nieuzurpującym sobie prawa do wszechwiedzy o bliźnich, z drugiej wrażliwym na coś, co tłumacz tej powieści, Arkadiusz Żychliński, określił w posłowiu jako mikroemocje. Helfer to literacki Vermeer: maluje swój świat z półcieni, drobnych gestów, spojrzeń i milczenia. Nie ma w tej literaturze ideologii ani niczego, co mogłoby podpadać pod jakąkolwiek hasłowość myśli i uczuć, wszystko jest niejednoznaczne, niedopowiedziane, wskazujące, że każdy z nas jest tajemnicą, ale odsłaniające też oczywistą prawdę, o której czasem zapominamy, że w tajemnicy tej nie ma niczego tajemniczego: wszyscy jesteśmy podobni i wszyscy najbardziej potrzebujemy miłości. Przy tym Hałastra mimowolnie wpisuje się w aktualne trendy, jest bowiem opowieścią o ludziach z marginesu, o najbiedniejszych z biednych, do których reszta społeczności odnosi się z mieszaniną lęku i pogardy. Dziadkowie autorki, Josef i Maria Moosbruggerowie, żyli z siódemką dzieci poza granicą wsi, na samym skraju przysiółka, tam, gdzie ziemia była ugorem. Mówiono na nichdie Bagage, czyli hałastra. Nazwa wzięła się od ciężarów przenoszonych kiedyś na barkach, bo ojciec i dziadek Josefa byli najemnymi tragarzami, czyli ludźmi, którzy nigdzie nie przynależą, nie mają porządnego dachu nad głową, ciągną od zagrody do zagrody, pytają o pracę, a latem znoszą do stodół rolników większe od człowieka bele siana; to był najniższy ze wszystkich zawodów, gorszy nawet od parobka. Niemieckiedie Bagagew źródłosłowie ma bagaż, ale przede wszystkim jak wskazuje Żychliński jest pogardliwym określeniem ludzi nisko ocenianych. Oznacza tyle, co motłoch, obdartusy, hołota, chachary czy hałastra właśnie. Polski tłumacz jest bodaj jedynym, który podjął się w tytule gry z tym niejednoznacznym niemieckim słowem, za co należą mu się ukłony francuskie wydanie powieści wyszło pod tytułem Héritages [Dziedzictwo], włoskie I Moosbrugger [Moosbruggerowie], hiszpańskie Los Últimos [Ostatni], angielskie Last House Before the Mountain [Ostatni dom przed górą], który to tytuł, jak trafnie zauważa Żychliński, niepotrzebnie romantyzuje pozbawioną romantyzmu opowieść Helfer. Stosunek do hałastry komplikuje mieszkańcom wsi uroda Marii Moosbrugger, pożądanej przez wszystkich mężczyzn. Kiedy Josef idzie na wojnę, przedstawiciele płci męskiej (od burmistrza, przez nauczyciela, po proboszcza) czują się w prawie, by rozporządzać ciałem opuszczonej mężatki, choćby tylko w teorii. Helfer w subtelny sposób pokazuje, że piękno w patriarchalnej, tradycyjnej społeczności bynajmniej nie jest darem, lecz przekleństwem, zwłaszcza gdy towarzyszy mu temperament. Coś ty taka, żywa? powtarzano Marii z wyrzutem. Bycie żywym konstatuje autorka przed stu laty oznaczało swego rodzaju przewinę. Dziś możemy czuć wdzięczność do naszych babek, które nie dały żywości w sobie zabić i dzięki którym żyjemy pełniej. Pomijając złe pochodzenie, to jest akurat dobry bagaż Moniki Helfer, choć ma on swoją cenę.
Monika Helfer
Urodzona na austriackiej prowincji Monika Helfer otwiera wydaną w 2020 roku anjow Hałastrą Iautobiograficzny tryptyk rodzinny, w jakim przygląda się własnym korzeniom. Autorka cofa się tu w czasie do września 1914 roku, czyli wybuchu Wielkiej Wojny, która naznaczyła początek małżeństwa jej dziadków. To ich głównie dotyczy ta historia, utkana z rodzinnych przekazów, domysłów, pytań i wątpliwości. Najłatwiej byłoby przyporządkować tę prozę do popularnego dziś gatunku autofikcji, ale Monika Helfer tka tu literaturę par excellence, której stawką nie jest zrelacjonowanie osobistego życia, lecz uniwersalna opowieść o człowieczeństwie. Może było właśnie tak. A może nieco inaczej zdaje się mówić Helfer opisująca swoich bohaterów ze współczuciem i taktem, jakich mógłby się od niej uczyć niejeden czuły narrator i niejedna czuła narratorka. Wyjątkowość Hałastry tkwi właśnie w jej tonie, z jednej strony sprawozdawczym i nieuzurpującym sobie prawa do wszechwiedzy o bliźnich, z drugiej wrażliwym na coś, co tłumacz tej powieści, Arkadiusz Żychliński, określił w posłowiu jako mikroemocje. Helfer to literacki Vermeer: maluje swój świat z półcieni, drobnych gestów, spojrzeń i milczenia. Nie ma w tej literaturze ideologii ani niczego, co mogłoby podpadać pod jakąkolwiek hasłowość myśli i uczuć, wszystko jest niejednoznaczne, niedopowiedziane, wskazujące, że każdy z nas jest tajemnicą, ale odsłaniające też oczywistą prawdę, o której czasem zapominamy, że w tajemnicy tej nie ma niczego tajemniczego: wszyscy jesteśmy podobni i wszyscy najbardziej potrzebujemy miłości. Przy tym Hałastra mimowolnie wpisuje się w aktualne trendy, jest bowiem opowieścią o ludziach z marginesu, o najbiedniejszych z biednych, do których reszta społeczności odnosi się z mieszaniną lęku i pogardy. Dziadkowie autorki, Josef i Maria Moosbruggerowie, żyli z siódemką dzieci poza granicą wsi, na samym skraju przysiółka, tam, gdzie ziemia była ugorem. Mówiono na nichdie Bagage, czyli hałastra. Nazwa wzięła się od ciężarów przenoszonych kiedyś na barkach, bo ojciec i dziadek Josefa byli najemnymi tragarzami, czyli ludźmi, którzy nigdzie nie przynależą, nie mają porządnego dachu nad głową, ciągną od zagrody do zagrody, pytają o pracę, a latem znoszą do stodół rolników większe od człowieka bele siana; to był najniższy ze wszystkich zawodów, gorszy nawet od parobka. Niemieckiedie Bagagew źródłosłowie ma bagaż, ale przede wszystkim jak wskazuje Żychliński jest pogardliwym określeniem ludzi nisko ocenianych. Oznacza tyle, co motłoch, obdartusy, hołota, chachary czy hałastra właśnie. Polski tłumacz jest bodaj jedynym, który podjął się w tytule gry z tym niejednoznacznym niemieckim słowem, za co należą mu się ukłony francuskie wydanie powieści wyszło pod tytułem Héritages [Dziedzictwo], włoskie I Moosbrugger [Moosbruggerowie], hiszpańskie Los Últimos [Ostatni], angielskie Last House Before the Mountain [Ostatni dom przed górą], który to tytuł, jak trafnie zauważa Żychliński, niepotrzebnie romantyzuje pozbawioną romantyzmu opowieść Helfer. Stosunek do hałastry komplikuje mieszkańcom wsi uroda Marii Moosbrugger, pożądanej przez wszystkich mężczyzn. Kiedy Josef idzie na wojnę, przedstawiciele płci męskiej (od burmistrza, przez nauczyciela, po proboszcza) czują się w prawie, by rozporządzać ciałem opuszczonej mężatki, choćby tylko w teorii. Helfer w subtelny sposób pokazuje, że piękno w patriarchalnej, tradycyjnej społeczności bynajmniej nie jest darem, lecz przekleństwem, zwłaszcza gdy towarzyszy mu temperament. Coś ty taka, żywa? powtarzano Marii z wyrzutem. Bycie żywym konstatuje autorka przed stu laty oznaczało swego rodzaju przewinę. Dziś możemy czuć wdzięczność do naszych babek, które nie dały żywości w sobie zabić i dzięki którym żyjemy pełniej. Pomijając złe pochodzenie, to jest akurat dobry bagaż Moniki Helfer, choć ma on swoją cenę.
Monika Helfer
Urodzona na austriackiej prowincji Monika Helfer otwiera wydaną w 2020 roku anjow Hałastrą Iautobiograficzny tryptyk rodzinny, w jakim przygląda się własnym korzeniom. Autorka cofa się tu w czasie do września 1914 roku, czyli wybuchu Wielkiej Wojny, która naznaczyła początek małżeństwa jej dziadków. To ich głównie dotyczy ta historia, utkana z rodzinnych przekazów, domysłów, pytań i wątpliwości. Najłatwiej byłoby przyporządkować tę prozę do popularnego dziś gatunku autofikcji, ale Monika Helfer tka tu literaturę par excellence, której stawką nie jest zrelacjonowanie osobistego życia, lecz uniwersalna opowieść o człowieczeństwie. Może było właśnie tak. A może nieco inaczej zdaje się mówić Helfer opisująca swoich bohaterów ze współczuciem i taktem, jakich mógłby się od niej uczyć niejeden czuły narrator i niejedna czuła narratorka. Wyjątkowość Hałastry tkwi właśnie w jej tonie, z jednej strony sprawozdawczym i nieuzurpującym sobie prawa do wszechwiedzy o bliźnich, z drugiej wrażliwym na coś, co tłumacz tej powieści, Arkadiusz Żychliński, określił w posłowiu jako mikroemocje. Helfer to literacki Vermeer: maluje swój świat z półcieni, drobnych gestów, spojrzeń i milczenia. Nie ma w tej literaturze ideologii ani niczego, co mogłoby podpadać pod jakąkolwiek hasłowość myśli i uczuć, wszystko jest niejednoznaczne, niedopowiedziane, wskazujące, że każdy z nas jest tajemnicą, ale odsłaniające też oczywistą prawdę, o której czasem zapominamy, że w tajemnicy tej nie ma niczego tajemniczego: wszyscy jesteśmy podobni i wszyscy najbardziej potrzebujemy miłości. Przy tym Hałastra mimowolnie wpisuje się w aktualne trendy, jest bowiem opowieścią o ludziach z marginesu, o najbiedniejszych z biednych, do których reszta społeczności odnosi się z mieszaniną lęku i pogardy. Dziadkowie autorki, Josef i Maria Moosbruggerowie, żyli z siódemką dzieci poza granicą wsi, na samym skraju przysiółka, tam, gdzie ziemia była ugorem. Mówiono na nichdie Bagage, czyli hałastra. Nazwa wzięła się od ciężarów przenoszonych kiedyś na barkach, bo ojciec i dziadek Josefa byli najemnymi tragarzami, czyli ludźmi, którzy nigdzie nie przynależą, nie mają porządnego dachu nad głową, ciągną od zagrody do zagrody, pytają o pracę, a latem znoszą do stodół rolników większe od człowieka bele siana; to był najniższy ze wszystkich zawodów, gorszy nawet od parobka. Niemieckiedie Bagagew źródłosłowie ma bagaż, ale przede wszystkim jak wskazuje Żychliński jest pogardliwym określeniem ludzi nisko ocenianych. Oznacza tyle, co motłoch, obdartusy, hołota, chachary czy hałastra właśnie. Polski tłumacz jest bodaj jedynym, który podjął się w tytule gry z tym niejednoznacznym niemieckim słowem, za co należą mu się ukłony francuskie wydanie powieści wyszło pod tytułem Héritages [Dziedzictwo], włoskie I Moosbrugger [Moosbruggerowie], hiszpańskie Los Últimos [Ostatni], angielskie Last House Before the Mountain [Ostatni dom przed górą], który to tytuł, jak trafnie zauważa Żychliński, niepotrzebnie romantyzuje pozbawioną romantyzmu opowieść Helfer. Stosunek do hałastry komplikuje mieszkańcom wsi uroda Marii Moosbrugger, pożądanej przez wszystkich mężczyzn. Kiedy Josef idzie na wojnę, przedstawiciele płci męskiej (od burmistrza, przez nauczyciela, po proboszcza) czują się w prawie, by rozporządzać ciałem opuszczonej mężatki, choćby tylko w teorii. Helfer w subtelny sposób pokazuje, że piękno w patriarchalnej, tradycyjnej społeczności bynajmniej nie jest darem, lecz przekleństwem, zwłaszcza gdy towarzyszy mu temperament. Coś ty taka, żywa? powtarzano Marii z wyrzutem. Bycie żywym konstatuje autorka przed stu laty oznaczało swego rodzaju przewinę. Dziś możemy czuć wdzięczność do naszych babek, które nie dały żywości w sobie zabić i dzięki którym żyjemy pełniej. Pomijając złe pochodzenie, to jest akurat dobry bagaż Moniki Helfer, choć ma on swoją cenę.
Monika Helfer
Urodzona na austriackiej prowincji Monika Helfer otwiera wydaną w 2020 roku anjow Hałastrą Iautobiograficzny tryptyk rodzinny, w jakim przygląda się własnym korzeniom. Autorka cofa się tu w czasie do września 1914 roku, czyli wybuchu Wielkiej Wojny, która naznaczyła początek małżeństwa jej dziadków. To ich głównie dotyczy ta historia, utkana z rodzinnych przekazów, domysłów, pytań i wątpliwości. Najłatwiej byłoby przyporządkować tę prozę do popularnego dziś gatunku autofikcji, ale Monika Helfer tka tu literaturę par excellence, której stawką nie jest zrelacjonowanie osobistego życia, lecz uniwersalna opowieść o człowieczeństwie. Może było właśnie tak. A może nieco inaczej zdaje się mówić Helfer opisująca swoich bohaterów ze współczuciem i taktem, jakich mógłby się od niej uczyć niejeden czuły narrator i niejedna czuła narratorka. Wyjątkowość Hałastry tkwi właśnie w jej tonie, z jednej strony sprawozdawczym i nieuzurpującym sobie prawa do wszechwiedzy o bliźnich, z drugiej wrażliwym na coś, co tłumacz tej powieści, Arkadiusz Żychliński, określił w posłowiu jako mikroemocje. Helfer to literacki Vermeer: maluje swój świat z półcieni, drobnych gestów, spojrzeń i milczenia. Nie ma w tej literaturze ideologii ani niczego, co mogłoby podpadać pod jakąkolwiek hasłowość myśli i uczuć, wszystko jest niejednoznaczne, niedopowiedziane, wskazujące, że każdy z nas jest tajemnicą, ale odsłaniające też oczywistą prawdę, o której czasem zapominamy, że w tajemnicy tej nie ma niczego tajemniczego: wszyscy jesteśmy podobni i wszyscy najbardziej potrzebujemy miłości. Przy tym Hałastra mimowolnie wpisuje się w aktualne trendy, jest bowiem opowieścią o ludziach z marginesu, o najbiedniejszych z biednych, do których reszta społeczności odnosi się z mieszaniną lęku i pogardy. Dziadkowie autorki, Josef i Maria Moosbruggerowie, żyli z siódemką dzieci poza granicą wsi, na samym skraju przysiółka, tam, gdzie ziemia była ugorem. Mówiono na nichdie Bagage, czyli hałastra. Nazwa wzięła się od ciężarów przenoszonych kiedyś na barkach, bo ojciec i dziadek Josefa byli najemnymi tragarzami, czyli ludźmi, którzy nigdzie nie przynależą, nie mają porządnego dachu nad głową, ciągną od zagrody do zagrody, pytają o pracę, a latem znoszą do stodół rolników większe od człowieka bele siana; to był najniższy ze wszystkich zawodów, gorszy nawet od parobka. Niemieckiedie Bagagew źródłosłowie ma bagaż, ale przede wszystkim jak wskazuje Żychliński jest pogardliwym określeniem ludzi nisko ocenianych. Oznacza tyle, co motłoch, obdartusy, hołota, chachary czy hałastra właśnie. Polski tłumacz jest bodaj jedynym, który podjął się w tytule gry z tym niejednoznacznym niemieckim słowem, za co należą mu się ukłony francuskie wydanie powieści wyszło pod tytułem Héritages [Dziedzictwo], włoskie I Moosbrugger [Moosbruggerowie], hiszpańskie Los Últimos [Ostatni], angielskie Last House Before the Mountain [Ostatni dom przed górą], który to tytuł, jak trafnie zauważa Żychliński, niepotrzebnie romantyzuje pozbawioną romantyzmu opowieść Helfer. Stosunek do hałastry komplikuje mieszkańcom wsi uroda Marii Moosbrugger, pożądanej przez wszystkich mężczyzn. Kiedy Josef idzie na wojnę, przedstawiciele płci męskiej (od burmistrza, przez nauczyciela, po proboszcza) czują się w prawie, by rozporządzać ciałem opuszczonej mężatki, choćby tylko w teorii. Helfer w subtelny sposób pokazuje, że piękno w patriarchalnej, tradycyjnej społeczności bynajmniej nie jest darem, lecz przekleństwem, zwłaszcza gdy towarzyszy mu temperament. Coś ty taka, żywa? powtarzano Marii z wyrzutem. Bycie żywym konstatuje autorka przed stu laty oznaczało swego rodzaju przewinę. Dziś możemy czuć wdzięczność do naszych babek, które nie dały żywości w sobie zabić i dzięki którym żyjemy pełniej. Pomijając złe pochodzenie, to jest akurat dobry bagaż Moniki Helfer, choć ma on swoją cenę.