Wywiady i wspomnienia
Anna Ryng
Skala przemocy w rodzinie jest wciąż wysoka. Specyfiką tego zjawiska jest to, że ma miejsce najczęściej w czterech ścianach i trwa latami. Ofiary przemocy cierpią. Cierpią również dzieci, które są świadkami przemocy. Aby przerwać pasmo przemocy, należy jak najszybciej szukać pomocy na zewnątrz, gdyż przemoc sama z siebie nie ustanie. Sprawca przemocy musi mieć władzę i siłę. Anna Ryng to konsultant ds. przemocy w rodzinie, osoba pierwszego kontaktu dla osób pokrzywdzonych przestępstwem, kurator społeczny. Z okazji 100-lecia Kurateli Sądowej w Polce została uhonorowana medalem za wysiłek i zaangażowanie w pracy kuratorskiej, w szczególności za pracę resocjalizacyjną na rzecz podopiecznych i ich rodzin. Nie toleruje ludzkiej krzywdy i stara się nie oceniać ludzi, bo sama nie lubi być oceniana. Napisała tę książkę dla siebie. Dla osób doświadczających przemocy w rodzinie. Dla osób, które biernie przyglądają się przemocy i boją się zareagować - wolą nie widzieć, nie słyszeć. Napisała tę książkę, by wywołać uśmiech na twarzach kobiet. To szczery uśmiech sprawia, że kobiety są piękne - nie gruba warstwa pudru, która przykrywa siniaki...
Młody Lothar. Żydowski uciekinier w półświatku nazistowskiego Berlina
Larry Orbach, Vivien Orbach-Smith
Hymn do młodości, miłości i wolności w mrocznych czasach wojny. Wspomnienia z czasów Holocaustu tak zaskakujące i intrygująco opowiedziane, że nie możesz się od nich oderwać pełne miłości i seksu, grozy i radości błyskotliwe. Niesamowita książka Greenwich Time Gdy w Niemczech zaczęły się prześladowania Żydów, przed Lotharem zatrzasnęły się drzwi szkoły, jego brat musiał uciekać z kraju, a ojciec zginął w obozie. Został sam z matką w Berlinie, gdzie tacy jak oni stali się podludźmi. W Wigilię 1942 roku przyszli po nich gestapowcy, udało im się jednak uciec. Matka znalazła schronienie w rodzinie komunistów, a Lothar rozpłynął się w podziemnym światku berlińskich nurków. By się utrzymać, grał w bilard, oszukiwał w pokera i kradł. Na zewnątrz cyniczny opryszek, w środku pozostał wrażliwym chłopcem i oddanym synem. Choć jednak zręcznie wymykał się Gestapo, w końcu został zdradzony i jednym z ostatnich transportów wysłany do Auschwitz Ta wyjątkowa opowieść o dojrzewaniu ściganego chłopaka w berlińskim półświatku czasu II wojny światowej jest w istocie historią nadziei, a nawet szczęścia w samym jądrze ciemności. Niewiarygodna, prawdziwa historia, która podobnie jak wspomnienia Tyrmanda i oparty na nich doskonały film Filip pokazuje nieznane oblicze życia żydowskich uciekinierów w III Rzeszy.
Piotr Surma
Moja podróż do Kanady nie była zwykłą wycieczką. To było coś więcej niż przelotny romans na dzikiej plaży u podnóża Gór Skalistych. To prawdziwa miłość szczera, bezkształtna, bezinteresowna i czysta. Moja Kanada to podróż przez życie w stronę marzeń na wietrze przeciwności losu, którym to warto stawiać czoła. To opowieść o wierze w swoje możliwości, o upadkach i o lewitacji ducha marzyciela w krainie realnych wrażeń. To refleksje z podróży oczyma artysty, muzyka i poety z głęboką analizą człowieka jako wartości bezcennej. Moja Kanada to Moje Marzenie. Autor
Franciszek Ziejka
Autor w 1979 roku założył na Uniwersytecie w Lizbonie pierwszy w dziejach Portugalii lektorat języka i kultury polskiej. Zainteresowany kulturą i historią tego odległego kraju przygotował książkę, w której oprócz dziennika, jaki prowadził w czasie pierwszych miesięcy pobytu w Lizbonie, znalazły się: reportaże z podróży po Portugalii, które odbył w 1980 roku, trzy studia naukowe o związkach polsko-portugalskich, a przede wszystkim fascynująca opowieść o tragicznej historii miłości królewicza portugalskiego Pedra i Ines de Castro, w Polsce właściwie nieznana, o której w przeszłości pisało wieku znakomitych autorów portugalskich, hiszpańskich, francuskich, niemieckich czy angielskich. Książka jest pierwszym ogniwem przygotowywanego przez Autora "tryptyku europejskiego". Część druga Mój Paryż ukazała się w 2008 roku, a ostatnia, trzecia pt. Moja Prowansja ukaże się niebawem. "Proponując czytelnikowi Moją Portugalię pragnę nade wszystko pokazać, jak bardzo interesujący jest to kraj, jak bogatą posiada on historię, jak trwałe nici wiążą jego kulturę z naszą. Pragnę zarazem pokazać, że mój dziewięciomiesięczny pobyt w Lizbonie nie poszedł na marne. Jak miałem okazję stwierdzić to wiosną 2007 roku , dziś nadal na Uniwersytecie Lizbońskim działa założony przeze mnie lektorat języka i kultury polskiej, nadal corocznie przyciąga on grupę kilkudziesięciu słuchaczy pragnących poznać nasz język i naszą kulturę." - z przedmowy autora
Moja ukochana bestia. Masza, ocalona półdzika kotka, która mnie uratowała
Caleb Carr
Wzruszające wspomnienia umierającego pisarza o jego wieloletniej relacji z uwielbianą kotką. Caleb Carr, autor m.in. słynnego Alienisty, od najmłodszych lat był miłośnikiem kotów, a jego relacje z nimi zazwyczaj okazywały się trwalsze od związków z ludźmi. W późniejszych latach w jego życiu pojawiła się Masza, kotka syberyjska, z którą połączyła go na siedemnaście lat naprawdę wyjątkowa zażyłość. Kiedy została poturbowana podczas jednej z walk, tylko Carr potrafił jej pomóc. Ona z kolei dobrze wiedziała, jak ulżyć jemu, gdy cierpiał z powodu choroby. Dzięki bogatej wiedzy na temat kociej behawiorystyki i własnemu doświadczeniu Carr odkrył wiele tajemnic Maszy. Historia ich uczuciowej relacji może zafascynować i poruszyć czytelników niezależnie od ich wieku, wykształcenia, profesji czy zainteresowań. Zaledwie po kilku stronach tej poruszającej książki amatorzy wyrafinowanej prozy wstrzymają oddech z zachwytu podobnie jak miłośnicy kotów. [] To jedna z najbardziej wzruszających i najpiękniejszych opowieści o żalu z powodu śmierci kogoś bliskiego. -Kirkus Reviews
Robert Baden Powell
Szpiedzy są jak duchy – wydaje się, że ludzie mieli ogólne przeświadczenie, że takie osoby mogą istnieć, ale jednocześnie nie wierzyli w ich istnienie – ponieważ nigdy ich nie widzieli i rzadko spotykali kogoś, kto miał z nimi styczność. Jednakże jeśli chodzi o szpiegów, mogę stwierdzić opierając się na mojej własnej wiedzy, że istnieją, i to w bardzo dużej liczbie, nie tylko w Anglii, ale w każdej części Europy. Tak jak w przypadku duchów, każde zjawisko, którego ludzie nie rozumieją, od nagłego trzasku w spokojny dzień, do skrzypienia szafy o północy, ma alarmujący wpływ na nerwowe umysły, tak samo o szpiegu mówi się z nadmiernym niepokojem i odrazą, ponieważ jest on w pewnym sensie czarownikiem, bytem z pogranicza. Pierwszym krokiem powinno być wyzbycie się przekonania, że każdy szpieg musi być takim podłym i nikczemnym człowiekiem, za jakiego się go powszechnie uważa. Często jest on zarówno sprytny, jak i odważny...
Sobiesław Zasada
Książka jest zbiorem wspomnień jednego z najlepszych kierowców rajdowych. Sobiesław Zasada opowiada o największych rajdach świata, głównie długodystansowych, zorganizowanych w latach 1967-1969. Narracja obfituje w zdarzenia niczym z powieści sensacyjnej: awaryjne hamowanie wśród przepaści i skał w Alpach, Turcja i jazda bez hamulców przez 180 kilometrów... We wspomnieniach Zasady pojawiają się anegdoty, lecz dostrzec także można pokorę człowieka, który przejechał co najmniej cztery miliony kilometrów, pamiętając, jak kruche jest ludzkie życie.
Michael Fleischer
Moskwa, której już nie ma (1985) Michaela Fleischera to barwna, okraszona cierpkim humorem opowieść o Moskwie połowy lat osiemdziesiątych, do której trafił stypendysta z Niemiec. Składają się na nią luźne wspomnienia sytuacji, miejsc i osób, które jednak tworzą spójny obraz rzeczywistości opartej na sprzecznościach. W tym świecie autor odnalazł “jeszcze inny świat, wiele światów”, o których nieco opowiada i przyznaje: „Stąd zresztą później po latach wziął się w mojej teorii komunikacji społecznej pomysł na koncepcję światów równoległych. Wiem, to astrofizyka wymyśliła, ale Moskwa pokazała mi, że coś takiego jest też wśród i dookoła nas”. Dykteryjki przeplatane są czarno-białymi, niekorygowanymi zdjęciami, które sugestywnie szkicują klimat opisywanego świata. *** Jest rok 1985. Przyjechałem z Bochum do Moskwy zimą pociągiem. Jechało się prawie dwa dni w przedziałach sypialnych po cztery osoby, na korytarzu palił się piecyk węglowy i konduktorka gotowała wodę na herbatę. Piło się herbatę i wyglądało przez okno. Kiedy w Brześciu podnoszono wagon po wagonie, by wymieniać koła, do przedziału wchodzili robotnicy i odkręcali zawieszenie. Potem pociąg kiedyś ruszał i jechał dalej. Za oknem nie było nic, ciągnął się płaski krajobraz, czasem pojawiało się kilka wiejskich domków i dwa miasta. Tym drugim była Moskwa. Dworzec Białoruski. Z dwiema walizami wysiadłem. Przywitała mnie pani z Akademii Nauk, oddelegowana do przyjmowania takich jak ja. Miało nie być tak, by obcokrajowcy robili coś sami, a już na pewno nie, by sami korzystali z taksówek (to tu i tak trzeba było umieć) lub przyjeżdżali do hotelu i pytali o swój pokój (to też trzeba było tu umieć), nawet wtedy, kiedy wiedzieli, jaki to hotel. To wiedziała Akademia Nauk ZSSR; nie tylko dlatego, że był to jej hotel, stąd zresztą nazwa – Hotel Akademicki. Zatem zawiozła mnie do niego młoda asystentka z Akademii, którą zaskoczył fakt, że mówię po rosyjsku. Jak dotychczas pewnie nie potrafił tego nikt, kogo odbierała. Dotarłem do pokoju. Zostałem w nim przez rok. *** Całe wieczory i noce spędzaliśmy w tym jego ogromnym, wysokim na pięć metrów pokoju, zawieszonym obrazami, dywanami na ścianach, z dwóch stron pokoju znajdowały się nigdy nieotwierane drzwi, prowadzące kiedyś do innych pokoi mieszkających tam swego czasu państwa, a dzisiaj do pokoju innych rodzin obok. Drzwi o rzeźbionych ornamentach były wysokie, a za nimi był jeszcze inny świat, świat jakichś ludzi, niemających sobie nic do powiedzenia, ale nierzadko słyszących się przez te drzwi. Ściany pokoju pokryte były farbą o niedefiniowalnym kolorze, łuszczącą się lub odpadającą tu i ówdzie, pokazując swój kolor z czasów mieszkających tu poprzedników Saszy. Po kątach leżały jakieś przedmioty, będące wspomnieniami historii ważnych dla Saszy, lub dziś już nieważnych. Czasem szło się do kuchni, by coś ugotować. Kuchnia zastawiona była sześcioma kuchenkami, na i obok których stały wielkie garnki z jedzeniem lub czymś, co kiedyś nim było, stali ludzie gotujący coś i rozmawiający ze sobą lub nie. Kuchenki były kiedyś białe, dziś jednak przybrały już inne kolory. W kilku lodówkach trzymano to, co się w lodówkach trzyma. Trzeba było tylko wiedzieć, która jest Saszy. Wrażenie robiła też (jedyna) toaleta, głównie z powodu jej kształtu. Było to pomieszczenie wielkości może 1,5 metra kwadratowego, a wysokości właśnie pięciu metrów. Więc człowiek wchodząc tam, znajdował się w dziwnej, stojącej na sztorc rurze. Mieścił się i drzwi można było zamknąć, ale wrażenie było dziwne. Co jakiś czas odzywał się dzwonek u drzwi, wtedy zawsze przerywało się rozmowę, by liczyć ilość dzwonków. Kiedy ich liczba przekraczała tę lub nie dochodziła do tej, która dotyczyła Saszy, rozmowę się kontynuowało.