Wywiady i wspomnienia
O czytaniu. Uczyć polskiego w niełatwych czasach
Barbara Kryda
Teksty składające się na ten zbiór pisane były w ciągu wielu lat. Część z nich była już publikowana. Wszystkie zostały ponownie przejrzane, z pewną dozą krytycznego dystansu poprawione, a niektóre rozszerzone. Zawierają one doświadczenie nauczyciela, badacza literatury, pośrednika między tym, co się zwykło nazywać klasyką literacką, a często niechętnie nastawionymi do czytania w ogóle współczesnymi młodymi odbiorcami. Barbara Kryda urodziła się we Lwowie w 1931 roku. Wojnę przeżyła z rodzicami w miejscowości Zimna Woda pod Lwowem. Po „repatriacji” w 1945 r. mieszkała kolejno w Krakowie, Gliwicach, w końcu w Warszawie. Po studiach na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego przez dwadzieścia lat była nauczycielką języka polskiego w Liceum im. Żmichowskiej w Warszawie. W 1976 r. obroniła pracę doktorską i przez wiele lat, aż do przejścia na emeryturę, pracowała na stanowisku adiunkta w Zakładzie Metodyki Literatury UW. Jako wieloletni członek Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza, w połowie lat siedemdziesiątych została wybrana na Sekretarza Generalnego Towarzystwa i pełniła tę funkcję przez dwadzieścia lat. Autorka książki „Światowe życie” (2015).
Nikola Tesla
Jak serbsko-amerykański geniusz elektryczności postrzegał Kobiety? Co sądził o walce płci i dążeniu kobiet do emancypacji? Dlaczego nigdy się nie ożenił? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziemy w tej publikacji! W jej skład wchodzą dwa obszerne wywiady, w których Tesla skupił się na problemach społecznych i kulturowych, a także na swojej oryginalnej osobistej wizji przyszłości oraz idealnego społeczeństwa.
O mułach i ludziach. Dzieciństwo w Georgii
Harry Crews
Georgia lat trzydziestych i czterdziestych, której prowincjonalna codzienność niewiele różni się od tej w XIX wieku. Brak bieżącej wody, lekarstw, powszechna bieda, często głód pomimo wykańczającej pracy na tytoniowych polach. Szczególna farmerska obyczajowość, miejscowe wierzenia i zabobony. I wszechobecna przemoc, która naznacza życie każdej rodziny. Crews jako dziecko dwukrotnie znalazł się na granicy życia i śmierci. Doświadczenia te odmieniły go na zawsze, być może sprawiły, że został pisarzem. Zawsze zdawał sobie sprawę, jak wielu jego rówieśników z okolic nie miało tyle szczęścia, by dożyć dorosłości. Tym, którzy przeżyli, przygląda się wnikliwie. Bezkompromisowo opisuje surowe warunki dorastania na głębokiej prowincji, pieczołowicie odtwarza surowe okruchy piękna radość na widok ciężarówek z darmową żywnością, obietnice lepszego świata ożywiane katalogami domów towarowych. W każdym bohaterze odnajduje ślady dobroci, docenia gesty wzajemnego wsparcia, o jakie w tych okolicznościach nie było łatwo. Jego książka to ballada o ludziach niepotrzebnych i odrzuconych, którzy robili, co musieli, żeby przetrwać. Crews to wyjątkowy gawędziarz z Południa. Łatwo jest gardzić biedotą. O mułach i ludziach sprawia, że staje się to trudniejsze. Nadaje tym ludziom, zdającym się należeć do innego stulecia, niemal heroiczną postać. O mułach i ludziach to nie rzecz o Ameryce zapomnianej, tylko o tej części Ameryki, którą tak naprawdę odsłania się z rzadka, właśnie w książkach takich jak ta. New York Times Book Review O mułach i ludziach to najlepsze wprowadzenie do dorobku Crewsa w znacznym stopniu objaśnia, skąd brała się jego podlana krwią proza. Te wspomnienia stoją jedną nogą w innym świecie, w dziwacznej Ameryce czasów wielkiego kryzysu. Crews z uczuciem i merytorycznie opisuje mnóstwo tematów, od pracy na roli do roboty w fabryce [], od jedzenia po seks. To książka dla wszystkich żwawa, szczera, skonstruowana tak, jakby miała przetrwać wieki. Podobnie jak jej autor jest krzepka i z gruntu amerykańska. Dwight Garner, New York Times Crews znajduje wyjątkowy głos, umie z dojrzałą refleksją pisarską oddać świat i światopogląd pięciolatka, który pewnego dnia zapada na chorobę Heinego-Medina, a później zostaje poparzony podczas świniobicia. Richard Gilbert Wielkim darem Crewsa jest zdolność pokazania nam, jak totalne przekleństwo na nas ciąży i jak totalnie piękni jesteśmy. Crews puszcza z dymem łatwe sposoby na ogląd nas samych, do których lubimy się uciekać, i zostawia po sobie coś lepszego, coś przetopionego w oczyszczającym ogniu. New York Newsday
O powstaniu Czerwonego Krzyża. Wspomnienie z Solferino
Henri Dunant
Książka laureata pierwszej Pokojowej Nagrody Nobla, Henriego Dunanta, założyciela Czerwonego Krzyża, jest wstrząsającym opisem tragedii wojennego doświadczenia, które zainspirowało przyszłego noblistę do stworzenia komitetów pomocy rannym. Ich organizacja była w istocie ludzkim, humanitarnym odruchem, zaś marzenie Dunanta, aby już nigdy nie dochodziło do wojen, jak wiemy, jest nieosiągalnym ideałem. Jednak o ideałach nigdy nie wolno zapominać - dlatego oddajemy do rąk Czytelników tę ważną i ponadczasową książkę, której przesłanie jest zawsze aktualne. O AUTORZE: Henri Dunant, słynny autor „Wspomnienia z Solferino”, urodził się w Genewie w 1828 roku. Wykształcenie i zasady filantropii, które zostały w nim zaszczepione w młodości, w połączeniu z jego naturalną energią i zdolnościami organizatorskimi stanowiły dobrą podstawę do rozwijania idei i dążeń, które doprowadziły go do tak owocnych czynów. W 1859 r. nastąpiło wydarzenie, które zdecydowanie popchnęło go do dzieła, którego nie zaprzestał przez całe życie. Działania mającego na celu złagodzenie cierpień spowodowanych wojną lub, z szerszego punktu widzenia, zapoczątkowanie rządów pokoju. Wydarzeniem tym była bitwa pod Solferino, kiedy to po raz pierwszy zorganizował w Castiglione korpusy ochotników, których zadaniem było poszukiwanie i pielęgnowanie rannych...
O Włoszech przy kawie. Znani i lubiani o słonecznej Italii
Aleksandra Seghi
“O Włoszech przy kawie. Znani i lubiani o słonecznej Italii” to kolejna propozycja wydawnicza Aleksandry Seghi. Każdy rozdział to opowieść bądź rozmowa o Włoszech z aktorem, piosenkarzem, znanym szefem kuchni bądź inną słynną polską osobowością. Wątki zawodowe przeplatają się z prywatnymi, a w każdą rozmowę wpleciony jest włoski przepis kulinarny.
Oczy Wojownika. Opowieść o fotografie Macieju Macierzyńskim
Anna Bimer
Po ludzku przejmująca opowieść o związku dwojga upartych marzycieli Adam Michnik Opowieść Anny Bimer o Macieju Macierzyńskim - o pracy fotoreportera, o wielkiej miłości, o wspólnym życiu, o chorobie i o śmierci. O WOJOWNIKU. WOJOWNIK po raz pierwszy Fotografia z protestów w centrum Warszawy w sierpniu 1982. To czas stanu wojennego. Na rogu wymarłych jak po wojnie atomowej Alei Jerozolimskich i ulicy Kruczej wóz opancerzony z armatką wodną na dachu i jeden człowiek. Z aparatem. Nie ucieka - przeciwnie, spokojnie wyciąga w stronę pojazdu pięść z uniesionym palcem środkowym. To Maciej Macierzyński. WOJOWNIK po raz drugi Stowarzyszenie wojowników Kangi Yuha nawiązuje do tradycji historycznego stowarzyszenia Indian Lakotów. Najdłużej aspirującym do grona członków Kangi Yuha był uczestnik kilku najprawdziwszych współczesnych wojen. Taki paradoks. To Maciej Macierzyński. WOJOWNIK do końca W rzeczywistości szpitalnej oddziału onkologii, gdzie czas odmierzają kolejne krople leków wtłaczanych w żyły, jako pacjent stał się Robin Hoodem. Nikt się nie czepiał, że biegał po oddziale w dżinsach i kurtce wojskowej. Nie było pretensji, że uciekł na wagary. Był jeszcze pełen życia. To Maciej Macierzyński. Znałem i lubiłem Maćka Macierzyńskiego, świetnego fotoreportera, który dokumentował epokę stanu wojennego i transformacji 1989 dla zachodnioeuropejskich oraz amerykańskich gazet i agencji. Opowieść Anny Bimer, partnerki i wielkiej miłości Maćka, traktuje o nim samym, o ich związku, o wspólnym życiu i o śmierci. Nie potrafię ocenić wartości literackich, nie jestem bowiem literaturoznawcą. Powiem po prostu: to jest opowieść po ludzku przejmująca o związku dwojga upartych marzycieli, o szczęściu i miłości, o cierpieniu i rozpaczy przynoszonych przez umieranie i śmierć najbliższej osoby. W tle tej opowieści poznajemy twarz transformacji i też mroczną twarz odzyskanej wolności. Ale ponad wszystko poznajemy potęgę miłości tych dwojga. To jest pomnik. Maciek otrzymał piękne pośmiertne upamiętnienie. Adam Michnik
Odejście Wielkiej Królowej: Hołd na cześć szlachetnego życia królowej Wiktorii (1901)
Marie Corelli
"Wojny i pogłoski o wojnie, naród powstający przeciwko narodowi, te które się już wydarzyły i wszystkie te, które wciąż nam grożą, osiągnęły kulminację w najgorszej katastrofie ze wszystkich, „odejściu” największego, najczystszego, najlepszej i najbardziej nienagannej Monarchini w naszej historii. Królowa Anglii nie żyje! Słowa te brzmią tak ciężko, jakby ktoś miał powiedzieć: „Na niebie nie ma już Słońca!”. Dziwnie jest myśleć o Anglii bez Matki–Królowej wielkiego narodu brytyjskiego – zdawać sobie sprawę, że Ona, łagodna i dobroczynna Pani tej ziemi, opuściła nas na zawsze! Dorastaliśmy do myślenia o niej jako o niemal nieśmiertelnej. Jej dobroć, i jej współczucie były tak bardzo częścią nas samych, tak głęboko wplecione w samo serce, życie i duszę narodu, że rzadko pozwalaliśmy sobie myśleć o tym, że kiedyś może nam ona zostać odebrana. Zawsze na pozór „pełna życia i sił”, nigdy nie pozwalała swoim poddanym pomyśleć, że coś jej dolega, dzielnie znosiła próby i rozłąki, które załamałyby zdrowie i nerwy niejednej silniejszej i młodszej kobiety, była zawsze, jak się wydawało, gotowa na każde nasze wezwanie. My – rozpieszczone dzieci długotrwałego dobrobytu – przywykliśmy wierzyć, że zawsze będzie w gotowości, w pełni sił, że nasza nieustanna modlitwa i pieśń, którą wszyscy w naszym pokoleniu śpiewali od dzieciństwa – „Boże, chroń Królową!” – będzie tak potężna i przekonująca, że całkowicie rozbroi tego jednego niezwyciężonego Anioła, który, gdy nadejdzie godzina jego uroczystego nawiedzenia, nie przyjmie żadnego zaprzeczenia, ale: Czeka stojąc z odwróconą pochodnią By prowadzić nas z łagodnością Ku Krainie Wielkich Umarłych, Do Krainy Ciszy."
Ogarnij się, czyli jak wychodziliśmy z szamba
Artur Nowak, Marek Sekielski
Nie ma takiego szamba, z którego nie można się wydostać! Uzależnieni to wcale nie są najczęściej ci, którzy piją jabole, żule z opuchniętymi, ogorzałymi twarzami. Ten fajny pan dyrektor czy kierownik jakiejś firmy, prezes czy aktor, prawnik czy lekarz pięknie rano wypachniony, ubrany, uczesany, który pije wódkę, wykwintną whisky albo bardzo drogie wino, może być tak samo uzależniony. Po prostu jemu się jeszcze życie układa, jeszcze trochę daje sobie radę. Tyle że dziś bardziej jakby trwa w życiu, niż naprawdę żyje. Artur Nowak i Marek Sekielski w tej szczerej do bólu książce rozmawiają o własnym trwaniu w życiu uzależnieniach, które doprowadziły ich na skraj przepaści, gdzie już nic się nie liczy: ani rodzina, ani praca, ani przyszłość. Liczy się jedno zdobyć alkohol i się napić. I równie szczerze opowiadają o swoim leczeniu, mozolnej i krętej drodze prowadzącej do tego, żeby żyć naprawdę. To rozmowa, która czasami kłuje prosto w serce. Ale też przynosi nadzieję.