Search results
Richard Flanagan
Nagrodzona Bookerem mistrzowska powieść o wojnie, miłości i okrucieństwie Sierpień 1943 roku, japońska kolonia karna w Birmie. Australijski chirurg wojskowy Dorrigo Evans trafia do niewoli. W obozie jeńcy zmuszani są do katorżniczej pracy przy budowie Kolei Śmierci. Rytm dni wyznaczają poranne apele i płonące wieczorami stosy ciał zmarłych więźniów. Jednak w późniejszych latach nie tylko bestialstwo czasów wojny będzie prześladować Dorriga. W nieuporządkowanych wspomnieniach, które bezwiednie przywołuje pamięć, wracają też lata dorastania spędzone na tasmańskiej prowincji i widmo burzliwego romansu z Amy, piękną i charyzmatyczną żoną wuja. Szczęśliwy człowiek nie ma przeszłości, a nieszczęśliwy nie ma nic poza nią. To zdanie staje się mottem opowieści o Evansie: wziętym lekarzu, niewiernym mężu, wewnętrznie skonfliktowanym weteranie, człowieku pełnym goryczy i melancholii. Ścieżki Północy to brutalnie piękna historia o różnych odsłonach miłości i pamięci, o śmierci i wojnie, a przede wszystkim o tęsknocie za tym, co bezpowrotnie utracone.
Hisham Matar
Nominacja do Nagrody Bookera Londyn, kwiecień 1984 roku. Studenci Chaled i Mustafa postanawiają wziąć udział w zorganizowanej pod ambasadą Libii demonstracji przeciwko reżimowi Kaddafiego. Protest kończy się tragicznie: z okna ambasady pada seria strzałów, ginie policjantka, jedenaście osób jest rannych. Dla młodych mężczyzn, którzy narazili się dyktaturze, to koniec ich dotychczasowego życia. Odtąd będą ponosić konsekwencje tego feralnego wydarzenia, które zamknie im drogę powrotną do ojczyzny. A jednak okaże się ono również początkiem niezwykłej przyjaźni. Chaled, Mustafa i Hosam, libijski pisarz również obecny na demonstracji, spróbują odbudować w Londynie swój świat na nowo, wzajemnie się wspierając. Hisham Matar, autor uhonorowany Nagrodą Pulitzera, z niezwykłą wrażliwością kreśli portret ludzi zawieszonych między dwiema ojczyznami. Splatając przeżycia fikcyjnych bohaterów z autentycznymi wydarzeniami, prowadzi czytelnika od lat siedemdziesiątych XX wieku aż po Arabską Wiosnę. Moi przyjaciele to refleksja nad naturą emigracji, lojalności oraz więzi, które definiują nasze życie. To opowieść o tym, jak polityka boleśnie potrafi zmieniać ludzkie losy, o osamotnieniu i potrzebie przynależności, a przede wszystkim o nieustającym poszukiwaniu drogi do domu. Moi przyjaciele to wspaniała powieść o niewinności i doświadczeniu, o przyjaźni, rodzinie i wygnaniu. Kolejny raz widać, jak wyjątkowo utalentowanym powieściopisarzem jest Hisham Matar. Colm Tóíbin Zawsze podziwiałam czuły i wyrozumiały, a zarazem mocny i porywający głos Matara. Elif afak Moi przyjaciele to najbardziej polityczna powieść Matara, będąca zarazem medytacją nad przyjaźnią, miłością i wszystkim, co pomiędzy nimi. Poruszająca do głębi, bogata i mądra, a oprócz tych wszystkich zalet napisana nadzwyczaj eleganckim stylem. To jeden z tych autorów, którego głosu chciałoby się słuchać do końca życia. Juan Gabriel Vásquez Moi przyjaciele opowiadają o życiu wygnańca naznaczonym przemocą, a zarazem [...] podtrzymywanym przez przyjaźń. Powieść, która pozostawia niezatarte wrażenie: mądra, aktualna i głęboka, autorstwa jednego z najwybitniejszych pisarzy naszych czasów. Claire Messud Pokochałam tę książkę jak mało którą. Refleksyjna, wciągająca, czasami niezmiernie czuła, z zaskakującymi zwrotami akcji i olśniewającymi momentami, w których zaczynamy rozumieć rzeczy na nowo. Spacer przez Londyn z Kings Cross Station do Shepherds Bush przywołuje wspomnienia o życiu, którego bieg odmieniła jedna manifestacja. To książka o przyjaźni, wygnaniu, przynależności, życiu, które się przeżyło, i życiu, którego się nie przeżyło, a także o niedawnej przeszłości Libii. Londyn jawi się tutaj jako schronienie, przejściowy dom niebędący do końca domem nawet po trzydziestu latach wygnania, ale też kamień dający oparcie. Gdy tylko skończyłam lekturę, zaczęłam czytać od nowa, z bijącym sercem, urzeczona długimi, wijącymi się zdaniami Matara i ożywiona nowo nabytą wiedzą. Moi przyjaciele to najpiękniejsza, najdoskonalsza, mistrzowska powieść; dawno nie czytałam czegoś podobnego. Priscilla Morris Nie sposób opisać głębi i piękna tej książki. Moi przyjaciele zapierają dech w piersiach, każda strona to cud. Jeśli istnieje język wygnania, to właśnie taki, jak w tej książce: piękny i bolesny, współczujący i bezlitosny, który nade wszystko w przejmujący sposób wyraża nadzieję, że i na wygnaniu jest droga do pewnego rodzaju powrotu. Taka, która prowadzi nas do samych siebie. Hisham należy do naszych najwybitniejszych pisarzy; mamy szczęście, że jest wśród nas. Maaza Mengiste
Swietłana Aleksijewicz
Oddziały radzieckie przez dziesięć lat udzielały narodowi afgańskiemu braterskiej pomocy. Od 1979 do 1989 roku życie straciło co najmniej kilkaset tysięcy Afgańczyków, a kilkadziesiąt tysięcy radzieckich żołnierzy poniosło śmierć lub zostało rannych. Wyjeżdżali, by zostać bohaterami. Do kraju wracali jako bankruci bez nóg, bez rąk, bez złudzeń, z koszmarami, które miały ich nigdy nie opuścić. Niektórzy wracali w cynkowych trumnach. Z opowieści weteranów, pielęgniarek, prostytutek, matek i żon afgańców wyłania się wstrząsający obraz niepotrzebnej wojny; wśród zapierających dech w piersiach afgańskich krajobrazów rozgrywają się ludzkie dramaty, a odwaga i braterstwo przeplatają się z niegodziwością i okrucieństwem. W każdej kolejnej książce z uporem robię to samo pisze Aleksijewicz zmniejszam historię do wymiarów człowieka. Po publikacji książki Swietłana Aleksijewicz została pozwana o znieważenie honoru i godności żołnierzy walczących w Afganistanie.
Swietłana Aleksijewicz
Oddziały radzieckie przez dziesięć lat udzielały narodowi afgańskiemu braterskiej pomocy. Od 1979 do 1989 roku życie straciło co najmniej kilkaset tysięcy Afgańczyków, a kilkadziesiąt tysięcy radzieckich żołnierzy poniosło śmierć lub zostało rannych. Wyjeżdżali, by zostać bohaterami. Do kraju wracali jako bankruci bez nóg, bez rąk, bez złudzeń, z koszmarami, które miały ich nigdy nie opuścić. Niektórzy wracali w cynkowych trumnach. Z opowieści weteranów, pielęgniarek, prostytutek, matek i żon afgańców wyłania się wstrząsający obraz niepotrzebnej wojny; wśród zapierających dech w piersiach afgańskich krajobrazów rozgrywają się ludzkie dramaty, a odwaga i braterstwo przeplatają się z niegodziwością i okrucieństwem. W każdej kolejnej książce z uporem robię to samo pisze Aleksijewicz zmniejszam historię do wymiarów człowieka. Po publikacji książki Swietłana Aleksijewicz została pozwana o znieważenie honoru i godności żołnierzy walczących w Afganistanie.
Wojna umarła, niech żyje wojna. Bośniackie rozrachunki
Ed Vulliamy
Wojna w byłej Jugosławii zaskoczyła świat, który sądził, że cywilizowana Europa ma już za sobą czasy bestialstwa na tak ogromną skalę. Vulliamy był jednym z pierwszych dziennikarzy, który donosił o ludobójstwie niemającym w skali europejskiej precedensu od czasów II wojny światowej i oskarżał zachodni świat o hipokryzję i bezczynność, równoznaczną z tolerowaniem zbrodni. Był też świadkiem w procesach zbrodniarzy wojennych w Hadze, za to został potępiony przez wielu kolegów po fachu, którzy domagali się od dziennikarza neutralności. Obiektywizm tak, mówi autor Wojny, ale nigdy obojętność wobec zła, bo każdy dziennikarz jest przede wszystkim człowiekiem. Dwadzieścia lat później Vulliamy opisuje dalsze losy ofiar i więźniów, ich niezaspokojony głód sprawiedliwości, ich gniew i frustrację; ostrzega, że nienawiść i pragnienie odwetu wciąż są żywe wśród mieszkańców Bośni. Wojna bowiem jest nieśmiertelna, nie kończy się jak mecz w chwili, gdy zabrzmi gwizdek sędziego. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Refleksje Vulliamyego o kosztach - nie tylko moralnych, ale i politycznych, nie tylko dla ofiar, ale i dla sprawców - niedokonanego dotąd rozliczenia z przeszłością są znaczące nie tylko w bośniackim kontekście. Przypominają, że moralność w życiu społeczeństw wcale nie jest luksusem, na który nie stać jakoby narodów straumatyzowanych wojną. Przeciwnie: jest warunkiem koniecznym, by z tej traumy się oswobodzić. Konstanty Gebert
Paolo Rumiz
To podróż, której początek i koniec tkwi w morzu, a trasa wędrówki, wynurzywszy się z głębin, unosi się w górę nad wyłaniającym się archipelagiem. Paolo Rumiz przemierzył tysiące kilometrów wzdłuż górskiego garbu Włoch wieloryba. Droga wiodła przez Alpy i Apeniny, od zatoki Kvarner aż do Capo Sud, najbardziej wysuniętego na południe punktu półwyspu. Wędrował przez doliny, w których żyły muflony. Mijał domy dróżników, przemierzał słynne górskie serpentyny. Biwakował w jaskiniach, chroniąc się przed ulewnym deszczem, odwiedzał sanktuaria, gdzie pogańskie bóstwa wciąż pojawiają się za plecami świętych. Spotykał kłusowników, strażników legendarnych schronisk, muzyków, którzy w tej niezwykłej krainie poszukują swoich korzeni. Rumiz przedstawia Włochy, których zazwyczaj się nie dostrzega i do których nie docierają turyści. Przy okazji poszukuje odpowiedzi na pytanie, jakie tajemnice kryją w sobie włoskie góry.
Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne
Kate Brown
To opowieść o dwóch miastach, w których produkowano pluton. Oziorsk i Richland leżały po dwóch stronach żelaznej kurtyny. Powinno je dzielić wszystko, ale jednak miały wiele wspólnego. W Richland nie było prywatnej własności, wolnego rynku ani władzy samorządowej. Oziorsk oficjalnie nie istniał, próżno go szukać na mapach. W obu miastach obowiązywały restrykcje dotyczące poruszania się i pobytu. Ale mieszkańcom to nie przeszkadzało. Wyborcy w Richland dwukrotnie odrzucili propozycję nadania ich miejscowości praw miejskich, samorządu i wolnego rynku. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych w Oziorsku dziewięćdziesiąt pięć procent wyborców opowiedziało się za utrzymaniem systemu przepustek, bramek i strażników. Osiedlano tam całe rodziny, którym zapewniano tanie mieszkania i znakomite szkoły. Mieszkańcy wspominali, że nie musieli zamykać drzwi domów, dzieci były bezpieczne, sąsiedzi przyjaźni, bezrobocie, bieda i przestępczość nie występowały. O inwigilacji, tajnych informatorach czy podsłuchach nikt nie wspomina. Tak jak o gigantycznym skażeniu środowiska. Tak wyglądała plutopia. Jedyne w swoim rodzaju, odizolowane od świata miejscowości, które zaspokajały potrzeby powojennych społeczeństw Ameryki i Związku Radzieckiego. Choć każdy słyszał o Czarnobylu, o Richland i Oziorsku tylko nieliczni. To nie dziwi, bo miejsca te ukrywano niczym tajne laboratoria z Archiwum X. Rosyjskie Ministerstwo Energii Atomowej nie udzieliło Kate Brown zgody na wjazd do Oziorska. Oba miejsca do dziś objęte są zmową milczenia. Wiele spotkań z tymi, którzy zgodzili się mówić, odbyło się w okolicznościach godnych powieści sensacyjnej. Informacje przekazywano nerwowym szeptem i zaszyfrowanym językiem, a informatorzy odmawiali zgody, by ich cytować. Ci, którzy próbowali ujawnić prawdę o wypadkach i zagrożeniach dla zdrowia ludzi, byli inwigilowani, nękani, śledzeni i zastraszani zarówno w USA, jak i w Rosji, nawet po zakończeniu zimnej wojny. Książka zdobyła wiele nagród: Nagrodę Amerykańskich Historyków im. Ellisa W. Hawleya, Nagrodę Amerykańskiego Stowarzyszenia Historycznego im. Alberta J. Baveridgea , Nagrodę Amerykańskiego Stowarzyszenia Historii Przyrodniczej im. Georgea Perkinsa Marsha, Nagrodę Stowarzyszenia Nauk Słowiańskich, Wschodnioeuropejskich i Euroazjatyckich im. Waynea S. Vucinicha, Nagrodę Heldt w kategorii Najlepsza Książka Nauk Słowiańskich/Wschodnioeuropejskich/Euroazjatyckich Stowarzyszenia Kobiet w Naukach Słowiańskich oraz Nagrodę im. Roberta G. Athearna.
Krew i burza. Historia z Dzikiego Zachodu
Hampton Sides
W 1846 roku Stany Zjednoczone, wiedzione ideą terytorialnego ekspansjonizmu, zwanego Boskim Przeznaczeniem, zaatakowały Meksyk, żeby zająć jego zachodnie terytoria; w konsekwencji rozpoczęły trwającą kilkadziesiąt lat walkę z plemieniem Nawahów, nieustraszonych władców rozległych górzystych pustkowi. Hampton Sides z rozmachem i swadą opowiada imponującą historię podboju Dzikiego Zachodu. W centrum opowieści znajduje się Kit Carson, niepiśmienny człowiek gór, traper i żołnierz, który dzięki swoim niezwykłym przygodom i brawurowym dokonaniom jeszcze za życia stał się legendą. Carson szanował zachodnie plemiona i zapewne rozumiał je lepiej niż jakikolwiek inny Amerykanin, a jednak zgodził się wykonywać rozkazy, które doprowadziły do upadku dzielnych Nawahów. "Pierwsza imperialna wojna Stanów Zjednoczonych toczona poza ich terytorium. Podbój Nowego Meksyku i Kalifornii, eksterminacja kultury Nawaho. Wszystkie te wątki łączy postać Kita Carsona. Był pierwszym człowiekiem Dzikiego Zachodu, który stał się bohaterem popkultury, a równocześnie przyczynił się do końca swego świata. Cała ta historia jest niczym przetransponowana na literaturę faktu powieść Cormaca McCarthyego." Rafał Księżyk Playboy "Dziki Zachód Sidesa to nie mityczna kraina z filmów z Johnem Wayneem czy Clintem Eastwoodem, nie przypomina Bonanzy, nie jest pełen saloonów, kowbojów i rewolwerowych pojedynków w samo południe []. Krew i burza jest po prostu jeszcze bardziej ekscytująca." James L. Swanson, USA Today "Sides wziął na warsztat długi okres burzliwej historii amerykańskiego Zachodu i w perfekcyjny sposób stworzył portret najciekawszych wydarzeń w dziejach Stanów Zjednoczonych." Jeffrey Lent, The Washington Post "Krew i burza to niezwykła opowieść o jednym z najważniejszych momentów w amerykańskiej historii. Wciągająca, monumentalna i po mistrzowsku napisana książka." The Washington Post Book World "Autor pieczołowicie odtwarza dźwięki, zapachy i obrazy z amerykańskich szlaków, wplatając w historię portrety najważniejszych bohaterów tego czasu." San Antonio Express News "Krew i burza to niesamowita opowieść o podboju amerykańskiego Zachodu. Historia opisana przez Sidesa to jeden z najbardziej romantycznych i cenionych amerykańskich mitów o Dzikim Zachodzie." N. Scott Momaday The New York Times