Search results
Tomasz Słomczyński
Na Żuławach ludzie musieli sobie ufać. Życie i praca w miejscu, gdzie ziemia jest żyzna, lecz nieustannie zagrożona powodzią i podtopieniami, możliwe były dzięki silnej lokalnej wspólnocie. Mieszkali tu Niemcy, Polacy i Holendrzy. Protestanci i katolicy. Luteranie i menonici. Razem budowali wały, terpy i śluzy, osuszali ziemię pod pola uprawne i walczyli z zalewającą ich Wisłą. Po 1945 roku już nic nie mogło być takie samo. Część domów zniknęła, część zmieniła właścicieli. W miejsce wysiedlonych Niemców i potomków pierwszych Olędrów przybyli nowi osadnicy. Zamieszkali na trudnych do uprawy, podmokłych terenach, w budynkach, które wydawały się im obce. Stali się nowymi Żuławiakami. Tomasz Słomczyński próbuje opisać tożsamość mieszkańców tej krainy uwodzącej krajobrazem i naznaczonej wyraźną historyczną cezurą. Przygląda się obrazowi wyłaniającemu się z opowieści i archiwów. Odkrywa przed nami skrawek Polski poniżej poziomu morza, naszą melancholijną deltę. Wędruję przez Żuławy. W sensie dosłownym i metaforycznym. Przemierzam równiznę w poszukiwaniu tożsamości mieszkańców tej ziemi ciężkiej, brzemiennej, opowiadającej historie. Wsłuchuję się w to, co ma mi do powiedzenia. Szukam tożsamości Żuławiaków i przekonuję się o tym, że jej odnalezienie nie do końca jest możliwe. Autor
Vincenzo Latronico
Nominacja do Międzynarodowej Nagrody Bookera. Praca w branży kreatywnej, bez etatu i siedzenia w biurze. Jasne, modnie urządzone, wypełnione roślinami berlińskie mieszkanie. Eksperymenty kulinarne, dyskusje polityczne, przygody narkotykowe i wieczory, które kończą się późnym rankiem. Ekscytujące, idealne życie, pieczołowicie relacjonowanie w mediach społecznościowych któż nie chciałby być Anną i Tomem? Jednak poza zasięgiem wzroku znajomych i followersów rośnie niezadowolenie. Codzienność, skodyfikowana przez lifestyleowe magazyny, powielana w nieskończoność na facebookowych i instagramowych feedach, zaczyna przytłaczać. Praca nudzi i frustruje, grupa przyjaciół się rozpada, zaangażowanie polityczne zaczyna się i kończy w internecie. Bohaterowie, uwięzieni we własnych wyobrażeniach o życiowej perfekcji, chcą znaleźć coś prawdziwszego. Ale czy coś takiego w ogóle jeszcze istnieje? Książka Vincenza Latronica to gorzka proza o marzeniach i rozczarowaniach pokolenia współczesnych trzydziestolatków. Przypowieść o autentyczności, którą coraz trudniej odnaleźć. Przenikliwy, niepokojący, wywołujący zażenowanie i równie często głośny śmiech portret przywilejów i aspiracji pary ekspatów w Berlinie. Toma i Annę definiuje ich materialne życie, czytelnicy zaś, torując sobie po swojemu drogę przez tę tę listę stereotypów, rozpoznają w nich samych siebie i będzie to dla nich niczym kopniak w żebra. Współczująca, a zarazem cyniczna książka [] lustro, w którym widać, jak wielu ludzi kieruje się gotowymi wzorcami sukcesu i jak bardzo są nimi zawiedzeni. Zaskakująco orzeźwiająca lektura. Jury Nagrody Bookera Prawdziwy klejnot pośród powieści: precyzyjnie wycięty, misternie wyszlifowany, olśniewający. Vicenzo Latronico jest jednym z najlepszych z pisarzy. Lauren Groff Do perfekcji mistrzowsko aktualizuje arcydzieło Rzeczy Georgesa Pereca. Rivista Studio Nowy mistrz literatury włoskiej. Frankfurter Allgemeine Zeitung Sprawny, sprytny, inteligentny, cyniczny, a zarazem czuły pisarz obdarzony giętkim, ostrym językiem, którego używa niczym bicza. Marco Belpoliti, LEspresso
Matka bez wyboru. O kobietach, które opuściły swoje dzieci
Marta Wroniszewska
Matki, które opuszczają swoje dzieci, to temat tabu. Takie kobiety zostają natychmiast osądzone jako wyrodne, zimne, egoistyczne. Rzadko przyjmujemy do wiadomości, że ta dramatyczna decyzja może nie być tylko indywidualnym wyborem, lecz wypadkową różnych społecznych okoliczności i oczekiwań. Reportaż Marty Wroniszewskiej nie opowiada więc o złych kobietach. To przede wszystkim opowieść o rodzinie, której nie udało się przetrwać. O partnerstwie, które nie działa. O wypaleniu rodzicielskim, które dopada coraz więcej osób. To także historie tych, którzy zostali: dzieci próbujących zrozumieć wybory matek, ojców nieprzygotowanych do przejęcia ich roli czy babć, które nagle musiały zastąpić oboje rodziców. Chciałabym uniknąć oceny wyborów moich bohaterów, bo osądzanie innych nierzadko przychodzi nam zbyt łatwo. Nie siedzimy w cudzej skórze, nie słyszymy myśli, nie przeżyliśmy tego samego, co oni, nie znamy ich doświadczeń, lęków i ograniczeń. I choć spoglądanie z zewnątrz na cudze życie daje oczywiście swego rodzaju szerszy obraz, nigdy nie jest to obraz kompletny. Pisanie o kobietach, które odchodzą od swoich dzieci, nie jest zatem zaproszeniem do palenia ich na stosie. Jest zaproszeniem do zauważenia zjawiska i do dyskusji o równouprawnieniu płci. Ale także o funkcjonowania naszych rodzin i w tym kontekście również szerzej o braku kompetencji rodzicielskich, przemocy i braku równości w związkach, używkach, chorobach. I przede wszystkim o samotności matek pozostających często bez wsparcia i pomocy nie tylko najbliższych, ale także systemu pomocy społecznej. Autorka
Aleksandra Paduch
W centrum tej opowieści jest zwykła polska rodzina. Matka, ojciec, rodzeństwo, dziadkowie. Tłusto zastawione stoły, sałatki z majonezem, ciasta z margaryną. Wielki brzuch dziadka, za którym można się ukryć. Zwyczajnie mieszka też w tym domu strata: w opowieściach litania wojennych traum, w teraźniejszości nagły brak, po którym wycie niesie się z łazienki. W tle Polska lat dziewięćdziesiątych. Wycinanie wzmianek o Spice Girls z Popcornu, serowe flipsy zostające na palcach i zapach kiosku. To rzeczywistość nieodległa, a zarazem bezpowrotnie utracona. Jak bowiem uczy doświadczenie dziadków, do niczego nie można się przyzwyczajać. Raz jest się tu, raz tam, raz ma się, raz ma się odebrane. Zostają ciała, które trzeba nakarmić. Debiut Aleksandry Paduch jest mikrohistorią jednej rodziny, a jednocześnie opowieścią o wielu polskich rodzinach, w których cielesność i bliskość były zarazem naturalne i wstydliwe, konkretne i niewypowiedziane. To precyzyjny, fizjologiczny opis lęków i pragnień, zagnieżdżonych w brzuchu i głowie. W trzewiach. Nie było jeszcze książki, która tak celnie opisuje nasz kraj. To, jak nie umiemy rozmawiać, mimo że bardzo nam na sobie zależy. Jak komunikujemy się poprzez ciężką, wschodnioeuropejską kuchnię, której nigdy nie udało się zastąpić uczuć. Nie da się trafić przez żołądek do serca, jeśli nie umie się dać bliskości. Wspaniały tekst o polskich wnętrzach, tych mieszkaniowych i tych psychicznych Mikołaj Grynberg W debiucie Aleksandry Paduch historia rodzinna okazuje się studium relacji z sobą i światem: studium żarcia, zjadania i trawienia tak w sensie literalnym, jak metaforycznym. Jedzenie staje się tu budulcem świata i opresją, nagrodą i karą, pułapką, która raz nastawiona w dzieciństwie idzie za nami, zawsze gotowa, by dorwać nas w kryzysowym momencie. Eliza Kącka
Antoine Wilson
Hipnotyzująca opowieść o obsesjach, żądzach i nieuchronności przeznaczenia Na lotnisku JFK niespodziewanie spotykają się dawni znajomi z liceum. Jeden to odnoszący sukcesy marszand Jeff Cook, drugi niespełniony literat. Podczas długiego oczekiwania na opóźniony lot do Europy Jeff zdradza koledze największą ze swoich tajemnic. Oto przed wieloma laty uratował pewnemu człowiekowi życie wyciągnął go ze spienionych fal, przeprowadził skuteczną reanimację i zniknął, kiedy na miejscu pojawiły się służby ratunkowe. Wciąż jednak rozpamiętywał te dramatyczne wydarzenia. Gdy w końcu odkrył, że tonącym był słynny milioner Francis Arsenault, ceniona postać w świecie sztuki, postanowił ubiegać się o posadę w jego galerii. I chociaż się wydawało, że Francis nie rozpoznaje Jeffa, wkrótce wziął go pod swoje skrzydła i wprowadził w świat władzy, prestiżu i bogactwa. Jeff dał się temu uwieść, ale jego relacja z mentorem stała się niepokojąco mroczna. Aż któregoś dnia zadał sobie pytanie: czy nie byłoby lepiej, gdyby tamtego lata pozwolił Francisowi umrzeć? Usta-usta to elegancka, wartka i diabelsko pomysłowa powieść. Lauren Groff Nie sposób jej odłożyć. [...] Pyszny moralitet w przebraniu dreszczowca. Kirkus Reviews Elegancka proza, pod którą tętni złowrogie napięcie. Thriller psychologiczny nasuwający skojarzenia ze Znajomymi z pociągu Patricii Highsmith. Wielopiętrowa zabawa w kotka i myszkę. Passport Magazine Zwodnicza opowieść pełna psychologicznego napięcia. [...] Czytelnik z przyjemnością obserwuje, jak bohaterowie stąpają po cienkiej linie między prawdą a prawdopodobieństwem. Publishers Weekly Wciągająca i trzymająca w napięciu kameralna powieść, którą połkniecie za jednym zamachem. [...] Usta-usta to absolutnie porywająca historia o grze przypadku i pozorów. Wspaniałe zakończenie, po którym niczego nie będziecie już pewni. Vogue
Agata Komosa-Styczeń
W połowie XIX wieku Dania rozpoczęła realizację ogromnego projektu: budowy państwa dobrobytu, velfrdsstaten. Ubogim zagwarantowano wsparcie, jednak każdy, kto korzystał z państwowej pomocy, był tymczasowo pozbawiony praw wyborczych bo jeśli ktoś nie jest zdolny się utrzymać, nie powinien decydować o wspólnych sprawach. Aby system działał, większość obywateli musiała pracować. Osobom słabym fizycznie, intelektualnie lub moralnie trzeba było pomóc stać się produktywnymi członkami społeczeństwa. A jeżeli było to niemożliwe, należało je odizolować, by nie wywierały zgubnego wpływu na resztę. W 1923 roku na wyspie Sprog powstał ośrodek, w którym przez czterdzieści lat umieszczano kłopotliwe dla państwa kobiety: uznane za rozwiązłe czy opóźnione w rozwoju. Mogły tu żyć i pracować. Miały zapewnioną opiekę lekarską, dostęp do radia i projektora filmowego, wolno im było wybierać własne kosmetyki. Jeśli tak zadecydowała dyrekcja, były sterylizowane. Większości z nich nigdy nie udało się wrócić do normalnego życia. Czy Sprog było miejscem opresji i poniżenia czy postępowym jak na swoje czasy eksperymentem? Agata Komosa-Styczeń nie feruje wyroków, nie potępia ani nie usprawiedliwia. Próbuje natomiast odpowiedzieć na pytanie, jakie wnioski duńskie państwo wyciągnęło ze swojej historii.
Smocza. Biografia żydowskiej ulicy w Warszawie
Benny Mer
W epoce między dwiema wojnami światowymi Smocza nie była na pewno ani najważniejszą, ani najpiękniejszą ulicą w Warszawie. Stanowiła za to mikrokosmos pełen życia gwaru jidysz, sklepików, kiosków, fabryczek, zakładów szewskich i krawieckich, teatrów i domów publicznych. Mieszkali tu ortodoksi, bundyści, syjoniści, komuniści i wielka rzesza zwyczajnych ludzi. Choć ulica wciąż istnieje i przebiega z grubsza tak samo jak przed wojną, nic nie jest na niej takie jak przed 1945 rokiem. Większość mieszkańców Smoczej zginęła w warszawskim getcie lub w Treblince. Nie ma po nich śladu ani w archiwach, ani w zbiorowej pamięci. Czy aby na pewno? Benny Mer uważa, że tych, którzy przepadli, należy szukać. Sięga po wiersze i opowiadania pisarzy jidysz: Icchoka Baszewisa Singera, Szolema Alejchema, Abrahama Rajzena czy Moszego Binema Justmana. Zagląda do roczników starych żydowskich gazet, przywołuje wspomnienia dzisiejszych dziewięćdziesięciolatków, którzy wychowali się w okolicach Smoczej, i drobiazgowo analizuje dawne fotografie. Zaprasza czytelników do literackiego spaceru od domu do domu, ale przede wszystkim do podróży po utraconym czasie. Smocza jest tak bardzo zapomniana, że w zupełności starczy, jeśli zdołam ją wskrzesić we wspomnieniach, ze wszystkim, co było w niej dobre i złe. Jeśli zdołamy wyciągnąć stąd jakąś naukę na teraz i na przyszłość będzie to wartość dodana. Ja pragnę, by świat usłyszał opowieść o Smoczej, tak jak chciałbym słuchać opowieści o każdej innej społeczności i ulicy w Bagdadzie czy na Dżerbie. Fragment książki
Wszystko jak leci. Polski pop 1990-2000
Tomasz Lada
Byliśmy trochę oszołomami: skoro mamy nowe czasy i wszystko jest możliwe, to robimy mówi jeden z bohaterów książki Wszystko jak leci. Z transformacyjnego oszołomienia można żartować, lecz problemy rynku muzycznego tamtych lat nie zawsze należały do zabawnych. To były wielkie zmiany, wielkie marzenia i często wielkie rozczarowania. Wszyscy szukali swojego miejsca w kapitalistycznym wyścigu, który właśnie wystartował. Autor oddaje głos ludziom tworzącym popowy rynek muzyczny lat dziewięćdziesiątych: założycielom firm fonograficznych, których entuzjazm miał przegrać z wielkimi zachodnimi korporacjami, dziennikarzom RocknRolla", Gazety Wyborczej, Brumu i Machiny czy twórcom pierwszych komercyjnych stacji radiowych. To również opowieść o największych ówczesnych gwiazdach, z których tylko nieliczne utrzymały się do dzisiaj na powierzchni, o ich sukcesach i porażkach, kuluarowych rozgrywkach. Tomasz Lada stworzył wciągającą historię mówioną o czasach, kiedy parafrazując Anitę Lipnicką wszystko się mogło zdarzyć.