Publisher: E-bookowo
Przygody odważnego Kapturka. Gam
Grzegorz Kossowski
"Przygody odważnego Kapturka" to książka pełna nieposkromionej chęci przeżycia przygody. Autor wykorzystuje tu formę hipertekstu, nawiązując zarówno do korzeni, takich jak "Gra w klasy" Cortázara czy klasyki gatunku - serii "Fighting Fantasy" - stworzonej przez Jacksona i Livingstone'a. Oto czytelnik, podczas lektury, zostaje postawiony przed koniecznością wyboru przebiegu fabuły, która kpi sobie z liniowości. Co więcej, od jego decyzji zależy przyszłość bohatera utworu. "Przygody..." realizują ten cel wyśmienicie, wprowadzając jednocześnie młodego czytelnika lub słuchacza (jeśli jeszcze nie umie czytać) w świat alternatywnych rozwiązań, konsekwencji wyboru i kształtowania wyobraźni. Kochani, oddaję w wasze ręce gamebooka dla dzieci (i nie tylko). Czym jest gamebook? To książka, której fabułę tworzy się w trakcie czytania, dokonując wyboru odpowiednich paragrafów. Niestety, gatunek nieco umarły, m.in. ze względu na wszechobecne gry komputerowe. A przecież powszechnie wiadomo, że to właśnie literatura rozwija wyobraźnię, bez której nie byłoby... komputerów! Celem, jaki stawiam sobie jako autor jest: * aby rodzice mogli poczytać swoim dzieciom i spędzić z nimi więcej czasu. * aby za każdym razem opowieść była inna, dzięki wyborom dokonywanym przez same dzieci. * aby w trakcie lektury szkraby nauczyły się, że w życiu ponosi się konsekwencje dokonanych wyborów. * aby wreszcie odciągnąć maluchy choć na chwilę od komputerów, pokazując, że jest coś takiego, jak wyobraźnia. Był raz sobie Kapturek, Co miał dość już powtórek I przygody wciąż nowe chciał przeżyć Zaraz znalazł autora, Co przygody, jak z wora, Wciąż wyciągał, aż trudno uwierzyć Autor wszystko spisywał, Co Kapturek przeżywał Wydeptując tak ścieżki wśród buków Podpytajcie się wilka On historii też kilka znalazł już w tym gamebooku...
Przygotuj się do porodu. Praca z oddechem, ruch i relaks
Inga Dańkowska, Marta Łukasz
“Przygotuj się do porodu – praca z oddechem, ruch i relaks” to praktyczny, oparty o wieloletnie doświadczenie, pierwszy w Polsce poradnik, jak przygotować się do narodzin dziecka w holistyczny sposób. W bardzo prosty i przejrzysty sposób – krok po kroku - wyjaśnia, jak samodzielnie i bezpiecznie pracować z ciałem, oddechem i relaksem w trakcie ciąży. Uczy technik oddechowych wykorzystywanych w trakcie porodu. Radzi, co robić, gdy pojawiają się typowe dolegliwości ciążowe np. bóle pleców. Pokazuje techniki, które może wykonywać kobieta, aby ułatwić dziecku przyjęcie i pozostanie optymalnej pozycji do porodu. „Wisienką na torcie” są listy – wyjątkowe historie porodowe kobiet, które stosowały praktyki zawarte w ebooku w ciąży i wykorzystały w porodzie. RECENZJA Szpital Specjalistyczny św. Zofii, którym kieruję już ponad 28 lat to placówka, w której wprowadzane są nowatorskie rozwiązania w zakresie opieki ginekologicznej, opieki nad pacjentką ciężarną, rodzącą oraz kobietą po porodzie i jej dzieckiem. To tu tworzyła się i tworzy nowa jakość w polskim położnictwie – m.in.: pierwsze w Polsce porody rodzinne, pierwszy w Polsce Przyszpitalny Dom Narodzin, program wczesnej rehabilitacji poporodowej, umacnianie i usamodzielnianie roli położnej i wiele innych. Pojawienie się w 2013 roku możliwości zorganizowania pierwszych w Polce zajęć jogi prenatalnej na terenie placówki medycznej przyjąłem z entuzjazmem. Każdy rodzaj ćwiczeń, relaksacji, pracy z ciałem i umysłem wywiera pozytywny wpływ na samopoczucie i kondycję fizyczną kobiety ciężarnej. Prowadzone w Szpitalu św. Zofii zajęcia opierają się na wiedzy i wysokich kwalifikacjach prowadzących i w pełni bezpieczeństwa medycznego. Otrzymujemy wiele pozytywnych opinii od kobiet na temat pozytywnego wpływu zajęć na ich ciążę, poród i połóg. Zdobyte przez autorki – Ingę Dańkowską i Martę Łukasz doświadczenie prowadzenia zajęć z jogi prenatalnej zaowocowało pracą naukową „Wpływ praktyki jogi na stan psychiczny kobiet w okresie okołoporodowym, przebieg porodu i odczucia kobiet związanych z porodem." O jej wynikach możecie Państwo przeczytać w niniejszym E booku do czego bardzo serdecznie zachęcam. Wojciech Puzyna dr. n. med. Dyrektor Szpitala Specjalistycznego św. Zofii
Przygód kilka królika Zefirka. Kocia mama
V.G. Soque
PRZYGÓRD KILKA KRÓLIKA ZEFIRKA Przygody te wydarzyły się naprawdę. A Zefirek jest nie tylko postacią literacką, ale prawdziwym, żyjącym królikiem o imieniu Kuba. Opowiastki pisane są z perspektywy świata, które widzą nasze gryzonie. W króliczej rodzinie przychodzą na świat króliki. Jeden z nich pewnej nocy, podczas której próbuje zaprzyjaźnić się z księżycem, gubi się w lesie. Następnego dnia zostaje znaleziony przez parę ludzi, która sprzedaje go do sklepu zoologicznego. Tam kupuje go rodzina, posiadająca dwie małe córeczki. Królik odkrywa świat ludzi: opisuje ich mieszkania, zapachy, zwyczaje, język. Kuchnię nazywa "Lodową Krainą", szafę "Jaskinią Grozy", mieszkanie "norką", banan "księżycem", a ludzi mianuje "olbrzymami". Królik opisuje swoje przygody w nienaturalnym dla siebie środowisku z dozą humoru i refleksji. Wszystko co dla nas ludzi jest naturalne dla niego jest dziwne i niebywałe. Pisząc te opowiastki, starałam się jak najgłębiej zajrzeć w psychikę i naturę mojego zwierzątka, spojrzeć na nasz ludzki świat jego oczami. Muszę przyznać, że z króliczej perspektywy jesteśmy naprawdę "fantastyczni". KOCIA MAMA Opowiastka prezentuje czytelnikowi historię kotki, która zostaje przybraną mamą kalekiego kaczątka. Musi stawić czoła nie tylko niechętnym Odmieńcowi zwierzętom z zagrody, ale także własnym, zazdrosnym dzieciom i inności adoptowanego synka. Historia ta porusza zagadnienia powtarzających się w przyrodzie cykli narodzin, dorastania, śmierci, a także tolerancji, odmienności, kalectwa, adopcji, uprzedzeń, eksponuje wartość miłości skłonnej pokonać nawet międzygatunkową barierę.
Waldemar Maziński
Bajka o wietrze, który płatał ludziom różne figle lecz pod wpływem mądrego chłopca postanowił się zmienić. Bajka ta uczy dziecka najważniejszych wartości takich jak: miłość, dobroć i mądrość.
Przymrużonym okiem. Radość czytania satyryków
Izabela Mikrut
Satyra jest bez wątpienia rodzajem sztuki. Cechuje się wewnętrznym zdynamizowaniem, bezustannie się zmienia, stanowi formę otwartą i niegotową, lecz i zadziwiająco trwałą, jeśli weźmie się pod uwagę jej odłam obyczajowy. Utwory, w które wpisana została funkcja agitacyjna, dezaktualizują się błyskawicznie, nie imponują też z reguły warsztatem – powstają jako szybka odpowiedź na bieżące wydarzenia, pozbawione nieliterackiego kontekstu natychmiast giną. Tym ciekawszy okazuje się czysty humor, któremu trwałość zapewnia oddalenie od efemerycznych realiów i zwrócenie się w stronę absurdu czy intertekstualności, a nawet – satyry społecznej. Na przestrzeni ostatniego stulecia pojawiło się w polskiej literaturze wielu interesujących satyryków, którym warto poświęcić uwagę. Piętnaście esejów, składających się na tę książkę ma prezentować piętnastu niebanalnych twórców (począwszy od dwudziestolecia międzywojennego po dziś dzień), a zatem i różne rodzaje humoru. Pojawią się tu znakomici przedstawiciele piosenki humorystycznej (Hemar) i aluzyjnej (Młynarski), mistrzowie słowa (Przybora), skrótu (Sztaudynger) i felietonu (Grodzieńska), ale znajdzie się również miejsce dla autorów, którzy z twórczością rozrywkową pozostawali zwykle na drugim planie – satyrę lingwistyczną reprezentuje Marek Piechota, Jan Brzechwa przedstawiony jest od strony satyry zaangażowanej, a Marcin Wolski – kojarzony niemal wyłącznie z tekstami agitacyjnymi i użytkowymi – jako ciekawy humorysta. Powrócą artyści znani, choć niekoniecznie dzięki działalności satyrycznej (Tadeusz Różewicz) i zapomniani – Marian Załucki – mistrz obserwacji, Andrzej Waligórski – autor piosenek przechodzących do obiegu anonimowego. Przeglądu gatunków dopełnią natomiast recyclingowe wierszyki Artura Andrusa i poetyckie utwory Andrzeja Poniedzielskiego, czarny humor Macieja Zembatego czy kraina wyobraźni kabaretowej Władysława Sikory. Zestaw szkiców oczywiście nie jest kompletny: brakuje Barańczaka, Tuwima, Leca, Laskowika. Można by pokusić się o przedstawienie Gałczyńskiego, Swinarskiego, Jurandota, Minkiewicza, Kleyffa, Górskiego, Osęki, Samozwaniec, Marianowicza, Dymnego, Mrożka czy Kerna, brakuje Olgi Lipińskiej, którą raczej kojarzymy jako reżyserkę i realizatorkę telewizyjną, a nie autorkę tekstów wielu piosenek i dialogów do jej autorskiego Kabaretu. Nie ma Marii Czubaszek, która w ostatnich latach stała się niemal satyryczną celebrytką (po błyskotliwym występie w serialu improwizowanym Spadkobiercy, a także za sprawą Artura Andrusa i wydawnictwa Prószyński i S-ka). Przy doborze nazwisk kierowałam się przede wszystkim chęcią prezentacji różnych odmian satyry, ale i wyraźnymi związkami między pewnymi rodzajami twórczości humorystycznej. Oczywiście lista pominiętych jest na tyle długa, że warto by pokusić się o kolejne tomy. W tej publikacji przyjęty został układ alfabetyczny. Intertekstualne relacje stanowią bowiem rodzaj siatki – o ile Wojciech Młynarski czerpał inspirację z Hemara, o tyle już w działalności Andrzeja Poniedzielskiego widać wpływy Harrymanna przefiltrowane przez spojrzenie Młynarskiego i Przybory. Sikora w konstruowaniu kabaretowego świata odwołuje się do Starszego Pana B i Mariana Załuckiego, ale kieruje się również ku nonsensowi lingwistów. Tak, że układ chronologiczny nie zapewniłby pożądanej przejrzystości. Nie ma tu również biografizowania: informacje życiorysowe znaleźć można stosunkowo łatwo, a nie przydają się one w eksponowaniu tego, co interesuje mnie w tomie najbardziej: sedna humoru.
Przysłowia polskie. Z przymrużeniem oka
Mander
Nie brak w świecie filozofów,Ani mądrych też wywodów,A ludowe porzekadła,Są mądrością wśród narodów.Jak rozpoznać w jednej chwili,Gdzie myśl mądra, a gdzie kpina?Gdzie jest skutek, gdzie przyczyna?Gdzie w tym wszystkim jakaś wina?Jeśli temat nie jest prosty,To nie znaczy że jest krzywy,I czasami warto spojrzeć,Z nieco szerszej perspektywy.Trudne było to zadanie.Jak umiałem tak zrobiłem:Myśli rymem powiązałem,I humorem przyprawiłem.
Agnieszka Biegaj
Łucja i Antek są rodzeństwem, które uwielbia spędzać aktywnie czas. Oboje marzą o własnym psie, ale rodzice ciągle nie dają się przekonać do tego pomysłu. Gdy pewnego dnia dzieci znajdują cudownego golden retrievera nie spodziewają się, że oto zaczyna się największa przygoda ich życia. Agnieszka Biegaj jest autorką dwóch książek dla dorosłych. „Psiejsko czarodziejsko” to jej pierwsza książka dla dzieci. Uwielbia książki, pizzę i zabawne kolczyki. Ma dwójkę dzieci i marzy o własnym golden retrieverze.
Psy są dla ludzi, a ludzie dla psów, czyli jak pracować z psami w schronisku
Sławomir Prochocki
Z warszawskiego Schroniska na Paluchu po siedmiu latach wolontariatu zostałem wyrzucony pod fałszywym pretekstem "godzenia w dobre imię schroniska", zaś w istocie za to, że broniłem przed uśpieniem psa, których gryzł wszystkich oprócz mnie. Benito, bo o nim tu mowa, to pies, który faktycznie pogryzł kilku swoich wolontariuszy z grupy Pomarańczowi tak mocno, że reszta bała się go panicznie i wnioskowała o uśpienie psa. A był w istocie zwykłym psem, którego wystarczało nie wkurzać, by wszystko było w porządku. Cztery lata bawiłem się z tym psiakiem, chodziłem na spacery, do weterynarza, sam wykonywałem przy nim drobne zabiegi weterynaryjne, grzebałem w misce, gdy jadł, zabierałem mu zabawki i nigdy nawet na mnie warknął. Jednak właściwie postępowanie z tym psem było ponad siły i rozum jego wolontariuszy. Moim zdaniem wskutek lenistwa, tchórzostwa i niechlujstwa schroniskowych behawiorystek zaniedbano szkolenie ludzi i terapię psa, który źle znosił schronisko i to doprowadziło do pogryzień. Gdy o tym napisałem, dyrektor Strzelczyk wyrzucił mnie z wolontariatu, naruszając moje konstytucyjne prawo do swobody wypowiedzi. Dlatego generalnie nie lubię pracować z ludźmi. Bo źle mi się współpracuje z tchórzami, zakompleksionymi szujami, głupcami, ludźmi z zawiści podkładającymi świnię lub rozpowszechniającymi bzdurne plotki. A taka jest większość naszego podłego gatunku. To film pokazujący, jakim "groźnym" psem był Benito. Bawiłem się z tym psem cztery lata, a nigdy na mnie nie warknął. Jego wolontariusze popełniali przy nim kardynalne błędy, na przykład gdy nie przepracowawszy z nim obrony zasobów pozwolili, by zabrał do boksu piłkę, której potem zaczął przed nimi bronić i nie wpuścił ich do boksu. Wejść trzeba było koniecznie - była zima, trzeba było ubrać psa w kubrak, bo był chudy i bardzo źle znosił mrozy. Poprosili mnie o pomoc, wyprowadziłem psa z boksu i można go było ubrać w kamizelkę. A nie był to pies, którym się stale opiekowałem, po prostu się lubiliśmy. I tacy "wolontariusze" decydowali potem o losie psa i jego prawie do życia. Wciąż zajmuję się tylko psami w schroniskach, w najtrudniejszym dla nich środowisku, gdzie poddawane są nieustannemu stresowi. Ludzie zazwyczaj nie orientują się, że pies w schronisku zachowuje się z reguły inaczej, niż w domu, jest bardziej nerwowy, podekscytowany, skłonny do zachowań agresywnych lub lękowych. Zwierzęta są tutaj tak naprawdę same, bo nawet jeśli przebywam z nimi godzinę dziennie trzy razy w tygodniu, to (uwzględniając obecność innych wolontariuszy) 90% czasu spędzają w samotności, pozbawione kontaktu z ludźmi, w ciasnym boksie. Zdarza się, że permanentny stres, jakiemu są poddawane, powoduje eskalację zachowań agresywnych, co z kolei wzbudza w ludziach strach i takie psy stają się jeszcze bardziej osamotnione i izolowane. To dodatnie sprzężenie zwrotne - im gorzej, tym gorzej. Równię pochyłą i zjazd może przerwać tylko kontakt z człowiekiem, który zaakceptuje ryzyko pogryzienia i zbliży się z takim psiakiem. Mam do tego smykałkę, wiem, bo nie natrafiłem jeszcze na psa, z którym bym się nie zaprzyjaźnił. A w moim twardym sercu ma swoje miejsce również i te ponad 50 psów, które pozostawiły głębokie ślady na moich rękach i nogach, ślady po ich zębach i moich błędach. Ta książka przeznaczona jest głównie dla takich ludzi jak ja - ludzi zajmujących się psami w schroniskach, również tymi psami, do których nikt inny nie chce się zbliżyć, których ludzie się boją i racjonalizując własne tchórzostwo mówią o psie, że jest "nieprzewidywalny", "szalony", "fałszywy". Przez 9 lat intensywnego wolontariatu (3-4 dni w tygodniu po 5-6 godzin) napatrzyłem się na psy, ale też i na ludzi, głupich, zakompleksionych, niczego się nie uczących. Często, mimo długiego stażu w wolontariacie, wciąż nie rozumiejących jak działają psy, nie wiedzących, co sprawia psiakom radość, a co powoduje stres. W dodatku tacy "eksperci" najczęściej są przekonani o własnej nieomylności i bezmyślnie strofują świeżych wolontariuszy, wpychając im do głowy brednie i idiotyzmy. Dlatego też napisałem tę książkę - by ci nie skażeni jeszcze głupotą i arogancją poznali inny punkt widzenia i inną opinię. Niemal każdy pies potrafi ugryźć człowieka, to tylko kwestia sytuacji, motywacji i emocji psa. Używając w książce określenia "agresywny pies" mam w istocie na myśli psy, które gryzą łatwiej i częściej, niż inne. Czasem wykazują agresję ofensywną, potrafią same doskoczyć do człowieka i wbić zęby w łydkę czy ramię, czasem gryzą, gdy wejdziecie na ich teren, czy naruszycie strefę ich osobistego komfortu. Gryzą, gdy skumulują stres, gdy się przestraszą, bo chcą, byście sobie poszli w siną dal. Gryzą łatwo i mocno, bo się boją lub nauczyły się, że agresja to uniwersalny klucz do pozbycia się sytuacji stresowej wywołanej głupim zachowaniem człowieka. Gryzą, bo uznały, że słabsze sygnały zawodzą i dopiero ugryzienie spowoduje rezultat, który chciały osiągnąć. Gryzą, bo wskutek ludzkiej bezmyślności i niewiedzy dowiedziały się, że gryzienie to jedyny sygnał zrozumiały dla człowieka. Aby odwrócić tę sytuację i sprawić, by psiak znowu postrzegał ludzi pozytywnie i przestał używać zębów tak chętnie i powszechnie, zawsze potrzebna jest ludzka praca. Najczęściej to nie jest trywialne zadanie - niestety o wiele łatwiejsze jest doprowadzenie psa do zachowań agresywnych, niż oduczenie go gryzienia. Jeżeli pies ugryzł człowieka choć raz, będzie mu łatwiej przełamać barierę agresywnego zachowania po raz drugi, trzeci itd. Jeśli gryzł wielokrotnie i dawało to mu ulgę, zaczyna traktować gryzienie jako środek do celu. Ugryzienie przyniosło psu korzyść - człowiek przestał mu dokuczać, przestał zabierać jedzenie czy zabawkę, uciekł z miejsca, z którego pies chciał go wygonić. W ten sposób psy uczą się gryźć. I naprawdę trudno ich tego oduczyć.