Wydawca: E-bookowo
Dzielenie i mnożenie Węże matematyczne
Katarzyna Michalec
W książce znajduje się zbiór zadań matematycznych, zapisanych w formie kolorowych węży. Znajdziemy tu tabliczkę mnożenia oraz zadania z dzieleniem. To świetny sposób na naukę, a zabawna forma ma zachęcić do ćwiczeń, szczególnie tych, którzy nie przepadają za matematyką.
Ewa Dudziec
Specjalny dodatek do debiutanckiej powieści „Wizaż śmierci” Ewy Dudziec. Zbiór dziesięciu opowiadań napisanych w formie pamiętnika głównej bohaterki – Beatrycze Koniecznej. „Dziennik Beatrycze” jest ściśle związany z wyżej wymienioną książką i doskonale ją uzupełnia. Opowiadania odkrywają przed czytelnikiem prywatne życie bohaterki oraz nawiązują do policyjnych operacji, które wydarzyły się przed akcją powieści. Szczególnie polecany dla czytelników, którzy już zapoznali się z postacią Beatrycze.
Marek Waszkiewicz
Dziennik praktykującego wójta… Rzecz o codziennym życiu wójta, burmistrza, prezydenta miasta i innych zależnych od wyboru nawet największego tłuka w Polsce to prawdziwe zapiski z prawdziwego życia, prawdziwego wójta, prawdziwie praktykującego to zajęcie przez ponad dwanaście lat. Przeciętny wyborca nie zdaje sobie sprawy, ile trzeba zabiegów i najróżniejszych układów, żeby sprawy załatwiać pozytywnie. To, co zostało zapisane, może się zdarzyć nawet w najmniejszej gminie w kraju nad Wisłą. Niewykluczone również, a raczej bardzo prawdopodobne, że takie historie zdarzają się w każdej gminie. Relacje między organem wykonawczym a uchwałodawczym na poziomie samorządu gminnego są często napięte. Nierzadko w codziennych kontaktach pomiędzy tymi organami dochodzi często do sytuacji wręcz śmiesznych. Można płakać ze śmiechu przy opisie tak zwanych opozycjonistów wójta i zarzutów pod jego adresem kierowanych. Można też włosy drzeć na głowie z powodu głupoty ludzkiej, z jaką przeciętnemu wójtowi przychodzi się nierzadko spotykać i mierzyć. Dziennik… to również zapiski, jak ludzie potrafią być małostkowi, zawistni i zupełnie nie rozumieją, czym jest wspólnota samorządowa, już nawet na poziomie wsi. Nie brakuje w Dzienniku… notatek lub cytatów z donosów i skarg czy to na wójta, czy to na ludzi na stanowiskach kierowniczych w gminie, aż wreszcie na sąsiadów. Jednak Dziennik… to także opis wyniszczającego wpływu władzy publicznej na jednostkę. Człowiek obejmujący stanowisko publiczne z wyboru, staje się zakładnikiem wyborców, radnych i obietnic złożonych w trakcie kampanii wyborczej. Ci, którzy chcą się w pełni oddać temu zajęciu, zauważają po jakimś czasie, że ich życie prywatne, życie rodzinne jest powoli zawłaszczane przez wyborców i prywatne interesy poszczególnych mieszkańców gminy. Ogólnie rzecz ujmując, to bardzo smutna opowieść, w której wiele może śmieszyć, ale nie mniej może też przerażać. W świetle tego, co napisano w Dzienniku… można sobie wyobrazić, jak może wyglądać życie polityków ze sceny krajowej i uświadomić sobie, że politycy nie ułatwiają nam życia. Co najwyżej robią wszystko, aby utrzymać się na powierzchni i zabezpieczyć jak najbardziej własne interesy. Myślę, że Dziennik… może być ciekawą lekturą, zwłaszcza dla tych, którym po głowie chodzi zaangażowanie się w pracę samorządową. Wszyscy z pewnością znajdą tu coś dla siebie! Autor
Monika Hołyk-Arora
Maria to zwariowana, kochająca życie i podróże programistka. Przez przyjaciółkę bywa jednak pieszczotliwie określana mianem “Panny Grinch”. Dlaczego? Pewne wydarzenia z przeszłości sprawiły, że nie lubi Bożego Narodzenia, ani niczego, co chociaż pośrednio jest z nim związane. Zaś końcówkę grudnia tradycyjnie spędza gdzieś na drugim końcu świata, aby uniknąć widoku przystrojonych choinek i uśmiechających się na siłę ludzi. Tym razem jednak przeznaczenie ma względem niej zupełnie inne plany. A wszystko to za sprawą życzenia, wypowiedzianego spontanicznie w czasie wyjazdu do Wiednia. Starsza pani zakochana w cudownej atmosferze świąt, kot - włóczykij, utalentowana nastolatka i tajemniczy sąsiad zrobią wszystko, by wnieść do jej życia nieco magii. Jednak czy nietuzinkowej grupce uda się odczarować ten niezwykły czas i sprawić, by Maria odwołała wyjazd do Malezji? Maria to zwariowana, kochająca życie i podróże programistka. Przez przyjaciółkę bywa jednak pieszczotliwie określana mianem “Panny Grinch”. Dlaczego? Pewne wydarzenia z przeszłości sprawiły, że nie lubi Bożego Narodzenia, ani niczego, co chociaż pośrednio jest z nim związane. Zaś końcówkę grudnia tradycyjnie spędza gdzieś na drugim końcu świata, aby uniknąć widoku przystrojonych choinek i uśmiechających się na siłę ludzi. Tym razem jednak przeznaczenie ma względem niej zupełnie inne plany. A wszystko to za sprawą życzenia, wypowiedzianego spontanicznie w czasie wyjazdu do Wiednia. Starsza pani zakochana w cudownej atmosferze świąt, kot - włóczykij, utalentowana nastolatka i tajemniczy sąsiad zrobią wszystko, by wnieść do jej życia nieco magii. Jednak czy nietuzinkowej grupce uda się odczarować ten niezwykły czas i sprawić, by Maria odwołała wyjazd do Malezji?
Marek Tarnowicz
O tym, co się stało z Martą, gdy Karolina została Cesarzową Morgii, dowiemy się z tego tomu. Nie tylko zresztą o tym. Przeczytacie w nim również o niebezpieczeństwach czyhających na innych bohaterów cyklu ROZBITE IMPERIUM. Została uniesiona w powietrze i nagle zdała sobie sprawę, że stoi przyciśnięta do pnia drzewa. Ręka, która trzymała za jej przegub z bransoletą, jednocześnie przedramieniem wciśniętym pod jej brodę, dociskała ją jeszcze mocniej do pnia. – I co teraz? Zrobiło się strasznie, co? – Dziewiąty wysyczał jej w twarz. Nie zamierzała się poddawać i kopnęła go w krocze. – Coś kombinujesz? – uśmiechnął się do niej, sięgając drugą ręką do bransolety, aby ją zdjąć. – O?! – stwierdził jedynie, gdy mu się to nie udało. Bez słowa sięgnął tą samą ręką za jej plecy. Kiedy się szarpnęła, docisnął ją do pnia kolanem, przykładając je do jej brzucha. Zaraz potem wyciągnął sztylet ukryty pod kurtką. – Chyba trzeba będzie przeprowadzić mały zabieg bez znieczulenia. Wyrażasz zgodę? – zapytał, patrząc na nią z góry. Zabrzmiało to bardziej jak stwierdzenie niż pytanie. Nagle, za jego plecami coś poruszyło wiszącymi nisko gałęziami. Olbrzymi topór bojowy wbił się w pień drzewa, tuż nad jego głową, a stalowe stylisko zdzieliło go w głowę z taką siłą, że Dziewiąty sam rąbnął czołem w szorstką korę. Ułamek sekundy później ziemia lekko zadrżała pod ich stopami. Ktoś z niewidocznego stąd miejsca, zeskoczył tuż za mutantem. Jednocześnie, potężne uderzenie w skroń, cisnęło nim w bok. Poleciał na wpół zamroczony, nieświadomie ciągnąc za sobą Iwonę. Będąc w powietrzu, dziewczyna szarpnęła ręką, uwalniając się z jego dłoni. Opadła na ziemię. Dziewiąty runął na murawę i sunął po niej chwilę. OrthZe wyrwał z pnia swoją broń i skoczył w jego kierunku. Instynkt sprawił, że mutant poderwał się na nogi. Zrobił unik przed ostrzem olbrzymiej siekiery, po czym sam zaatakował. Wymierzył potężne kopnięcie, które trafiło Morgiania w pierś. Cios nieco go odrzucił w tył. Po odniesieniu sukcesu, Dziewiąty odbił się od ziemi i skoczył za przeciwnikiem. Nie zaatakował go jednak ponownie, lecz chwycił ręką za stylisko topora i odbijając się od olbrzyma, odskoczył w bok, nim ten zdążył go pochwycić.
Sara Tukan
Baśń Dzikie gąszcze powstała w moim ogrodzie. Główni bohaterowie: Julka i tajemniczy Oskar wprowadzają młodego czytelnika w świat baśni, pięknej przyrody i oczywistego zwycięstwa dobra nad złem. Nie zabrakło też odrobiny czarów. Nie chciałabym, aby zabrzmiało to nieskromnie, ale jest to mój ulubiony tekst, bardzo wciągający, niezmiennie ciekawy i wzruszający. Dodatkową zaletą jest brak przemocy, zero wulgaryzmów i scen nieodpowiednich dla dzieci (6-9 lat). Bardzo proszę o przeczytanie Baśni do samego końca! Sara Tukan
Katarzyna Michalec
Radek, sześcioletni chłopiec przeprowadza się na wieś. Jest z tego powodu bardzo szczęśliwy, bo przecież na wsi można robić tyle ciekawych rzeczy. Najbardziej jednak interesuje go samotny sąsiad, pan Mietek, który nie ma najmniejszego zamiaru zaprzyjaźnić się z małym chłopcem. Ale Radek postanawia go „oswoić”, a sposobów na to ma co niemiara. Niestety każdy przynosi odwrotny skutek, przez co tylko jeszcze bardziej złości pana Mietka. Aż pewnego dnia znajduje dziurę w drzewie, dzięki której udaje mu się zaprzyjaźnić z sąsiadem. Niestety wkrótce pan Mietek odejdzie na zawsze. I choć Radkowi będzie bardzo smutno, to i tak będzie miał go w sercu i zawsze będzie z nim rozmawiał przez dziurę w drzewie. To historia pełna śmiechu i wzruszeń. O wielkiej przyjaźni i rozstaniu, która ma za zadanie oswoić dzieci ze śmiercią najbliższych osób.
Michał Stonawski
Żyjemy w epoce absurdu, gdzie jednocześnie promowana jest rozwiązłość i wstrzemięźliwość, wolność religijna i odrzucenie religii, wolność słowa i autocenzura, czy wolność światopoglądowa i jednocześnie napiętnowanie różnych ideologii. To absurd, w którym się gubię, otumaniony wszechobecnym zgrzytem informacyjnym, hałasem, harmiderem – mając dostęp do każdej prawie informacji i jednocześnie czując się jak ślepiec w ciemnościach. To absurd – bo jednocześnie będąc obywatelem wolnym, czuję się zamknięty w kajdany jak nigdy wcześniej. Absurd. Paranoja. Bizarro. Jeśli jest gdzieś ucieczka od tego szaleństwa, to może nią być tylko szaleństwo właśnie. Takim gatunkiem jest dla mnie Bizarro Fiction. Gatunek ten nie jest przecież traktowany poważnie. Sam siebie poważnie nie traktuje – w Bizarro Fiction chodzi o dziwność, o groteskę i odrealnienie. Samym gatunkiem pasjonuje się naprawdę mała grupka ludzi z całego świata. Jest niemal niezauważalny na tle innych. Malutki. Nieważny. I dobrze, bo dzięki temu jest wolny – ubrane w ramy dziwności można napisać wszystko, tak jak kiedyś, w ramy science-fiction ubierało się coś, co stało w sprzeczności z PRL-em. Tyle, że science-fiction to była (i jest) poważna literatura. Bizarro Fiction nigdy taką nie będzie. A zawierając w swoich tekstach różne tezy nie muszę się z nimi zgadzać. Nie muszę być poważny. Mogę się bawić i być wolnym – tym dla mnie jest Bizarro. Jest wolnością. Zapraszam Cię w podróż po „Dziwnych Dniach” naszego świata. Po mieszaninie gatunków, wrażeń i światopoglądów. Teksty, które zostały zawarte w tym zbiorze, w ciągu ostatnich kilku lat można było przeczytać w sieci, na stronie Niedobre Literki – inicjatywie będącej polskim centrum Bizarro, a także w antologii tychże, „Bizarro Bazar”, czy (mam wrażenie) trochę już zapomnianej antologii “Zombiefilia”.” Jedno z opowiadań, “Powtórne przyjście” ukazało się właśnie w “Zombiefilii” - to stary, darmowy projekt sprzed paru lat. Opowiadania te są wolne, zwariowane i niepoważne. Ja sam, pisząc je, nie byłem przecież poważny. Byłem wolny. Mam szczerą nadzieję, że i Tobie pozwolą być wolnymi w tych czasach wolności i nieskrępowania. Czasach absurdu. Michał Stonawski