Wydawca: Estymator
Małgorzata I. Niemczyńska
Sławomir Mrożek wyłaniający się z kart tej książki to przenikliwy prześmiewca: satyryk, dramatopisarz, rysownik, eseista, prozaik, ale też prywatny człowiek, który pod legendarną małomównością skrywał kompleksy, wątpliwości, słabości i słabostki. [Janusz R. Kowalczyk, culture.pl] Książka Niemczyńskiej jest nie tylko opowieścią biograficzną. Można ją też czytać jako próbę utrwalenia fragmentu historii życia kulturalnego, jako zapis relacji między pisarzami, jako opowieść o uwiedzeniu przez komunizm i następnie rozczarowaniu komunizmem, jako świadectwo pisarskiego odsłonięcia i świadomego ujawnienia prywatności, jako portret epoki i jako odnotowanie opinii o innych twórcach. [Bernadetta Darska, kultura.onet.pl] Autorka książki patrzy na Mrożka z wyczuwalną sympatią, chociaż czasem krytycznym okiem, co sprawia, że udaje jej się uniknąć patetycznego tonu, a książkę czyta się jednym tchem. Opowiada o Mrożku głównie przez pryzmat miejsc, ludzi i zdarzeń, które odcisnęły na nim swe piętno. Wśród nich są lata wczesnego komunizmu, przypadające na okres spędzony w Krakowie w słynnym Domu Literatów, długoletnia emigracja, z mapą krajów takich jak Włochy, Francja czy Meksyk, a w końcu choroba, która każe Mrożkowi uczyć się życia od nowa. Na orbicie tych zmiennych stałe są tylko przyjaźnie ze Stanisławem Lemem i Janem Błońskim, skomplikowana więź z Witoldem Gombrowiczem i z kobietami, wreszcie trudna relacja z Polską. Poprzez liczne opowieści i arcyciekawe anegdoty, a także rozmowy przeprowadzone z Mrożkiem przez autorkę, wyłania się obraz tytułowego neurotyka, któremu towarzyszy bezustanne uczucie lęku i niepewności, człowieka trudnego, niezwykle powściągliwego, ale i przekornego, o wnikliwym spojrzeniu na świat. [Ewa Sokołowska, bookeriada.pl] MAŁGORZATA I. NIEMCZYŃSKA O SWOJEJ KSIĄŻCE. Od początku taki miałam zamysł, aby była to pewnego rodzaju dziennikarskie story, absolutnie bez ambicji wyczerpania tematu, choć uwzględniające wszystko to, co najciekawsze i najbardziej smakowite. Książka ma specyficzną konstrukcję i język, bo w założeniu miała być po prostu reporterską opowieścią o Mrożku i jego czasach, bliskich mu ludziach, jak również miejscach, z którymi był związany. Lekką w lekturze, ale poruszającą - do tego dążyłam. A ponieważ zafascynowało mnie, że życie Mrożka krzyżowało się z losami tak wielu niezwykłych osób, pozwoliłam także, aby od czasu do czasu na plan pierwszy wysuwali się inni bohaterowie. [Małgorzata I. Niemczyńska, ksiazki.wp.pl] Autorka opisuje również mniej znane epizody z życia Mrożka, m.in. jego przygody z kinem, a także zawartość IPN-owskiej teczki pisarza. Książkę kończy wywiad z Mrożkiem, jeden z ostatnich, jakiego udzielił. To mocny zapis odchodzenia pisarza. [tylna strona okładki, Agora 2013] "Mrożek. Striptiz neurotyka" rozpoczyna się od zapisu żmudnej drogi, jaką pisarz przebywa, próbując powrócić do normalności po udarze mózgu. W ramach autoterapii, pisze "Baltazara", wydaje kolejne tomy korespondencji, opowiada swojemu wydawcy o istnieniu dziennika. Książka nie jest na szczęście ani usilnym budowaniem mu pomnika, ani karykaturalnym strącaniem go z cokołu. Jest przede wszystkim próbą zrozumienia fenomenu twórczości wielkiego pisarza - kluczem do tego stają się miejsca i ludzie. I w taki właśnie sposób Niemczyńska buduje swoją opowieść, szukając Mrożka w rodzinnym Borzęcinie, w krakowskim Domu Literatów i w Krakowie jako takim, w Chiavari, Vence, Paryżu, Meksyku czy przyglądając się jego relacjom z przyjaciółmi, z żonami - Marią i Susaną, ze Stanisławem Lemem czy Witoldem Gombrowiczem. [Patrycja Rogacz, popmoderna.pl] Nota: przytoczone powyżej opinie są cytowane we fragmentach i zostały poddane redakcji. Projekt okładki: Marcin Labus.
Jeremi Bożkowski
W budynku przy ulicy Anarchistów sąsiadują dwie redakcje gazet. Pewnego dnia w fotelu jednego z pism zostaje odnaleziony nieżywy redaktor naczelny. Wielkie zdziwienie następuje następnego dnia, gdy punktualnie do pracy przychodzi ... redaktor naczelny, którego pracownicy zidentyfikowali wcześniej jako nieżywego. Śledztwo prowadzi, jak zawsze w powieściach Bożkowskiego, niezawodny duet milicjantów – sierżant Fidybus i porucznik Karbolek. Ważną, i to pozytywną, rolę w tej powieści odgrywa też ksiądz – rzadkość w milicyjnych powieściach. Podobnie jak dwie wcześniejsze powieści Bożkowskiego („Zbrodnia na eksport” i „Piękna kobieta w obłoku spalin”), także i ta powieść jest świetnie i z humorem napisanym kryminałem z zaskakującą, pełną zwrotów akcji fabułą, interesującą galerią ludzkich typów, potoczystymi dialogami oraz z, jakżeby inaczej, szczyptą erotyki. Pobrzmiewają w niej także tony poważniejsze – co czyni ją jeszcze lepszą. Miejscem akcji są redakcje dwóch czasopism o egzotycznych tytułach „Zew Nauki” i „Czynów Stal”, które mieszczą się w tym samym budynku, co jednak nie kończy listy jego „lokatorów” bowiem mieszczą się w nim jeszcze: szkoła baletowa, biblioteka Kurii Biskupiej, magazyny a także ... loża wolnomularska. Akcja toczy się więc w swoistym mikroświecie, którego ramy wyznacza ten gmach (a może nawet „Gmach”, bo mimowolnie nasuwa się tu analogia do powieści Stanisława Lema „Pamiętnik znaleziony w wannie”). Pewne wątki w tej powieści zaskakują swą niepoprawnością polityczną (wg. ówczesnych standardów PRL-owskich). Są w niej bowiem wprost podane informacje o cenzurze jakiej podlegały publikacje prasowe, o inwigilacji duchownych, o wydarzeniach Polskiego Października 1956. Być może właśnie dlatego, „Msza za mordercę” została wydana dopiero w roku 1988 a więc dwa lata po śmierci autora, gdyż wcześniej druk jej, być może, wstrzymała – cenzura właśnie. BAZYL (bazyl3.blogspot.com) Jest w tej książce wszystko co lubię w tego typu powieściach. Inteligentne dzieciaki z ciętymi jęzorkami, balety z jarzębiakiem, kaszanka w segregatorach, trup w pokoju i nocne Polaków rozmowy. Jest glina służbista i glina wyjadacz, są spory ideolo i piękny wykład na temat „czego inteligent zazdrości fizycznemu i vice versa”. Są też, z rzeczy poważniejszych: cień Października ‘56, zatargów na linii władza – kler czy wykład o niehumanitarnych metodach śledczych. Jako całość – świetna. (Wykorzystano powyżej fragmenty recenzji dostępnej w całości tutaj: https://bazyl3.blogspot.com/2011/12/msza-za-morderce-bozkowski-jeremi-wasc.html) Jeremi Bożkowski to pseudonim literacki Bożeny Ciecierskiej-Więcko (1935–1986). Projekt okładki: Olga Bołdok
Jeremi Bożkowski
W budynku przy ulicy Anarchistów sąsiadują dwie redakcje gazet. Pewnego dnia w fotelu jednego z pism zostaje odnaleziony nieżywy redaktor naczelny. Wielkie zdziwienie następuje następnego dnia, gdy punktualnie do pracy przychodzi ... redaktor naczelny, którego pracownicy zidentyfikowali wcześniej jako nieżywego. Śledztwo prowadzi, jak zawsze w powieściach Bożkowskiego, niezawodny duet milicjantów – sierżant Fidybus i porucznik Karbolek. Ważną, i to pozytywną, rolę w tej powieści odgrywa też ksiądz – rzadkość w milicyjnych powieściach. Podobnie jak dwie wcześniejsze powieści Bożkowskiego („Zbrodnia na eksport” i „Piękna kobieta w obłoku spalin”), także i ta powieść jest świetnie i z humorem napisanym kryminałem z zaskakującą, pełną zwrotów akcji fabułą, interesującą galerią ludzkich typów, potoczystymi dialogami oraz z, jakżeby inaczej, szczyptą erotyki. Pobrzmiewają w niej także tony poważniejsze – co czyni ją jeszcze lepszą. Miejscem akcji są redakcje dwóch czasopism o egzotycznych tytułach „Zew Nauki” i „Czynów Stal”, które mieszczą się w tym samym budynku, co jednak nie kończy listy jego „lokatorów” bowiem mieszczą się w nim jeszcze: szkoła baletowa, biblioteka Kurii Biskupiej, magazyny a także ... loża wolnomularska. Akcja toczy się więc w swoistym mikroświecie, którego ramy wyznacza ten gmach (a może nawet „Gmach”, bo mimowolnie nasuwa się tu analogia do powieści Stanisława Lema „Pamiętnik znaleziony w wannie”). Pewne wątki w tej powieści zaskakują swą niepoprawnością polityczną (wg. ówczesnych standardów PRL-owskich). Są w niej bowiem wprost podane informacje o cenzurze jakiej podlegały publikacje prasowe, o inwigilacji duchownych, o wydarzeniach Polskiego Października 1956. Być może właśnie dlatego, „Msza za mordercę” została wydana dopiero w roku 1988 a więc dwa lata po śmierci autora, gdyż wcześniej druk jej, być może, wstrzymała – cenzura właśnie. BAZYL (bazyl3.blogspot.com): Jest w tej książce wszystko co lubię w tego typu powieściach. Inteligentne dzieciaki z ciętymi jęzorkami, balety z jarzębiakiem, kaszanka w segregatorach, trup w pokoju i nocne Polaków rozmowy. Jest glina służbista i glina wyjadacz, są spory ideolo i piękny wykład na temat „czego inteligent zazdrości fizycznemu i vice versa”. Są też, z rzeczy poważniejszych: cień Października ‘56, zatargów na linii władza – kler czy wykład o niehumanitarnych metodach śledczych. Jako całość – świetna. Jeremi Bożkowski to pseudonim literacki Bożeny Ciecierskiej-Więcko (1935–1986). Projekt okładki: Olga Bołdok.
Zbigniew Kruszyński
Kapitalna, wręcz wirtuozowska proza. Dziewięć opowiadań, których bohaterami są: fanatyk porządku na ulicach, przywódca sekty, żebrak, pracownik firmy reklamowej, nauczycielka języków, tłumacz, cenzor, żona byłego działacza partyjnego, rozwiedzione małżeństwo. Bohaterowie poszczególnych opowiadań, relacjonując wydarzenia z własnego życia, różnymi językami kreują rozmaite wizje świata. Suma tych monologów – spisanych w sposób wirtuozerski – daje w efekcie kalejdoskopowy obraz rzeczywistości, tak różny, jak różni są bohaterowie opowiadań. Niezwykły i oryginalny jest styl Kruszyńskiego, który sprawia, że niezależnie od tematu jaki porusza, w umyśle czytelnika mnożą się zaskakujące skojarzenia i metafizyczne wzruszenia. Twórcze i inspirujące pisarstwo. Kruszyński z pasją i znawstwem zanurza się w bogactwo językowych stylów i znaczeń. Potwierdza tym samym podstawową myśl swego pisarstwa, zauważoną już wcześniej przez krytykę: że istniejemy przede wszystkim w słowie i słowem utrwalamy nasze istnienie. Czym pisarz zjednał sobie przychylność czytelników? Przede wszystkim wyrafinowanym, gęstym stylem swojej prozy, który sprawia, że lektura jego tekstów zamienia się w językową przygodę – w rodzaju sportów ekstremalnych, bo Kruszyński poczyna sobie z polszczyzną dosyć odważnie. Stosuje kalambury i żartobliwe gry słowne, sięga po polifoniczność. W jego prozie relacje rozkładają się na wiele głosów, wiele podmiotów. Za każdym razem jednak, trzeba przyznać, nie są to zabawy formalne same w sobie, lecz celowe, uzasadnione zabiegi.
Kazimierz Przerwa-Tetmajer
Mistrzowski, pisany gwarą zbiór ponad dwudziestu opowiadań (gawęd, podań), których akcja rozgrywa się na Podhalu i w Tatrach pod koniec XIX wieku. Ich bohaterami są górale – mieszkańcy podhalańskich wsi. Jak w każdej dobrej literaturze mamy tu takie odwieczne tematy jak miłość i nienawiść, dobro i zło, przyjaźń i zdradę, roztropność i głupotę, biedę i bogactwo, a także śmierć, boga i diabła. Nie zabrało w niej także elementów magicznych oraz solidnej porcji zmysłowości i seksu. Teksty te są nie tylko pasjonującą, przykuwającą uwagę lekturą ale także dostarczają wiedzę o tym jak wyglądało codzienne życie w tamtych trudnych i dość brutalnych czasach. Ważną rolę w tej prozie odgrywa też nieokiełznana, dzika przyroda, trudny górski teren i surowy klimat. „Na skalnym Podhalu” legło u podstaw mitu Podhala i podhalańskich górali jako ludzi niepokornych i odważnych. Mitu mającego wiele wspólnego z prawdą – także w odniesieniu do współczesnych mieszkańców tych terenów. Przykładem tego może być bezprecedensowa akcja Góralskie Weto i jej inicjator, Sebastian Pitoń z Kościeliska – być może potomek Hilarego Pitonia z Kościelisk, który jest jednym z bohaterów opowiadania „Zbójecka chałupa”. Kazimierz Przerwa-Tetmajer w młodości mieszkał w Ludźmierzu koło Nowego Targu. Odbył wtedy wiele górskich wędrówek po Tatrach, niektóre szczyty zdobywając jako pierwszy. Jego imieniem nazwano (już w 1902 roku) jedną z tatrzańskich przełęczy. Był więc osobą dobrze znającą tatrzańskie i podhalańskie realia. Możemy więc ufać wizji jaką przedstawił, choć zapewne, co oczywiste, została ona literacko przetworzona.
Najpiękniejsze wiersze. 60 wybranych utworów w interpretacji Anny Marii Kosik
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Przedstawiamy Państwu zbiór 60 starannie dobranych wierszy Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej (1981 - 1945) w interpretacji Anny Marii Kosik. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, to przede wszystkim autorka subtelnej, lirycznej poezji, skupiającej się na tematyce miłości i jej kobiecego przeżywania. Jej wiersze wyróżniają się lekkością języka, bogatą metaforyką i emocjonalną głębią. Najczęstszym i najdoskonalszym w jej wykonaniu gatunkiem poetyckim jest miniatura zakończona niespodziewaną pointą. W swojej twórczości Maria Pawlikowska-Jasnorzewska łączy subtelność i delikatność z głębią refleksji nad życiem, naturą, miłością i przemijaniem, tworząc niepowtarzalny obraz kobiecego świata. Projekt okładki: Ewa Hajduk.
Najpiękniejsze wiersze. 60 wybranych utworów w interpretacji Dagny Mikoś
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Przedstawiamy Państwu zbiór 60 starannie dobranych wierszy Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej (1981 - 1945) w interpretacji Dagny Mikoś. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, to przede wszystkim autorka subtelnej, lirycznej poezji, skupiającej się na tematyce miłości i jej kobiecego przeżywania. Jej wiersze wyróżniają się lekkością języka, bogatą metaforyką i emocjonalną głębią. Najczęstszym i najdoskonalszym w jej wykonaniu gatunkiem poetyckim jest miniatura zakończona niespodziewaną pointą. W swojej twórczości Maria Pawlikowska-Jasnorzewska łączy subtelność i delikatność z głębią refleksji nad życiem, naturą, miłością i przemijaniem, tworząc niepowtarzalny obraz kobiecego świata. Projekt okładki: Ewa Hajduk.
Najpiękniejsze wiersze. 60 wybranych utworów w interpretacji Kim Sayar
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Przedstawiamy Państwu zbiór 60 starannie dobranych wierszy Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej (1981 - 1945) w interpretacji Kim Sayar. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, to przede wszystkim autorka subtelnej, lirycznej poezji, skupiającej się na tematyce miłości i jej kobiecego przeżywania. Jej wiersze wyróżniają się lekkością języka, bogatą metaforyką i emocjonalną głębią. Najczęstszym i najdoskonalszym w jej wykonaniu gatunkiem poetyckim jest miniatura zakończona niespodziewaną pointą. W swojej twórczości Maria Pawlikowska-Jasnorzewska łączy subtelność i delikatność z głębią refleksji nad życiem, naturą, miłością i przemijaniem, tworząc niepowtarzalny obraz kobiecego świata. Projekt okładki: Ewa Hajduk.