Видавець: Znak
Wojciech Bonowicz
W czasach zamętu wielu z nas pyta, gdzie szukać ukojenia. Wojciech Bonowicz, autor nominowany do Nagrody Literackiej Nike, inspiruje, zaprasza do refleksji i poszukiwania źródeł pocieszenia i radości. Przeprowadza nas przez trudy dzisiejszego świata wieczny brak czasu, kryzysy i epidemię samotności. Z życzliwością i niepodrabialnym humorem pokazuje, jak odnajdować równowagę i pełnię. Radzi, by zaufać nadziei, z której wyrasta każda szansa na lepsze.
Miriam Synger
Poznajcie Rut. Rut wie już wszystko o prawdziwym życiu. Niestety dorośli nadal traktują ją jak małolatę. To prawda, że kupuje ubrania na dziale dziecięcym. I śpi z pluszowym misiem. Ale dobrze wie, jak ważne jest mieć własny pokój. Taki totalnie swój. I że najgorzej jest siedzieć w samochodzie między fotelikami rodzeństwa. Wie też całkiem sporo o tym, jak to jest być jedyną Żydówką w klasie. Obchodzić Nowy Rok we wrześniu i umierać z nudów, kiedy inni jedzą wigilijną kolację. Mieć urodziny dwa razy w roku, a jesienią całe osiem dni spędzać w szałasie. Rut marzy, żeby mieć bogatą krewną, która na pewno (w przeciwieństwie do mamy) kupiłaby jej upragnione perfumy. I o tym, żeby nie być tak nieśmiałą. Ale najbardziej pragnie wielkiej roli w szkolnym przedstawieniu. Niestety! Na pierwszym spotkaniu kółka teatralnego spada z krzesła. Będzie musiała podbić świat, grając rolę lisa! A co na to wszystko rodzice? Jak to oni. Powiedzą, żeby się nie przejmować i że tyle naszego, co się naśmiejemy. Ale co oni tam wiedzą Miriam (Maria) Synger Żydówka, Polka, patriotka, matka pięciorga dzieci, feministka, kobieta silna i wrażliwa. Córka pisarki, wnuczka pisarki i prawnuczka pisarki. Autorka bestsellerowej książki Jestem Żydówką, w której opowiada o żydowskich tradycjach, kulturze, zwyczajach i o codziennym życiu żydowskiej rodziny w Polsce. Dziennik Rut jest jej pierwszą książką dla dzieci. FRAGMENTY KSIĄŻKI: WTOREK, 14 WRZEŚNIA Jutro Jom Kippur, czyli Sądny Dzień. To najważniejsze święto w żydowskim kalendarzu. Idealny czas na przepraszanie. I na przebaczanie. Świetnie się składa. Ja przeproszę mamę, że zepsułam i zgubiłam naszyjnik. A mama mi wybaczy. I wszystko będzie dobrze. Powoli podeszłam do mamy. Wcale mi się nie spieszyło do tej dramatycznej sceny rozrywającej serce. Hghm chrząknęłam cicho. O, hej, Rut, co tam? Chcesz trochę kaszy gryczanej? Właśnie skończyłam robić. Ładnie pachnie. A co to to białe? zapytałam. Przecież przed wyznaniem win można pogawędzić o obiedzie. A to czosnek. Miał być jeden ząbek dla smaku. Ale się zamyśliłam i posiekałam całą główkę powiedziała i oblizała łyżkę Oj wej! Ale siekiera. No ładnie. Będziemy zionąć ogniem jak smok wawelski. Trudno. Jak tam, Rucisława? zabrzmiało jak chęć nawiązania kontaktu. Czyli idealny moment, żeby powiedzieć, że jest źle. Wszystko dobrze wyjąkałam. () NIEDZIELA, 19 WRZEŚNIA Po południu dumna Sara sprowadziła do ogrodu okoliczne dzieciaki sztuk pięć: Tadka i Felka, czyli braci spod numeru 22, Malinę i Miśka rodzeństwo, które mieszka naprzeciwko nas oraz ich kuzynkę Karolinkę. Moja siostra chciała im wszystkim pokazać naszą budowlę. Wśród naszych sąsiadów nie ma Żydów, więc zawsze przy takich okazjach pojawia się mnóstwo pytań, na które Sara poważnie i z lubością odpowiada. Po co to budujecie? zapytał Tadek, najmłodszy z całej ekipy. Na pamiątkę tego, że nasi żydowscy przodkowie po wyjściu z Egiptu szli przez pustynię. Sara była w swoim żywiole. Nie było im gorąco? odezwał się Felek. No, pewnie było. Nie wiem. Na bank zużywali dużo kremu z filtrem. Zdawało się, że Malina wie, o czym mówi. A gdzie siusiali? I gdzie robili kupę? zatroskała się Karolinka. Na pustyni nie ma drzew ani krzaków. To gdzie się chowali? Ojej, nie wiem. Sara wyglądała na zbitą z tropu. Może nie robili kupy stwierdził Felek. Ale szli czterdzieści lat. Mój tata tyle ma powiedział Tadek. Mój wujek też pochwaliła się Malina. Mama mojej koleżanki skończyła trzydzieści pięć. Karolinka wzięła się pod boki. A gdzie spali? odezwał się wreszcie Misiek, który do tej pory chodził tylko dookoła tymczasowego domku. No właśnie w szałasach, które sami sobie budowali. I dlatego my wznosimy teraz podobne. Sara znów mogła błyszczeć. A gdzie toaleta? Nieoczekiwanie powrócił temat wypróżniania. Widać bardzo interesował Karolinkę. Chodzimy do domu. Sara pokazała nasze okna. Możecie przychodzić do mnie, jakby co zaproponował Felek. Dzięki, ale u nas też jest dobrze. My mamy wannę powiedziała Malina. My dwie. Tadek dumnie wypiął pierś. A mój wujek ma duży dom. I trzy łazienki krzyknął Misiek.() PIĄTEK, 15 PAŹDZIERNIKA We wtorek nie udało nam się skończyć makiety, więc dzisiaj po szkole też przyszłam do domu z Ulą. Całkiem nieźle nam szło. Miałyśmy już domki z pudełek po zapałkach, dróżki z malutkich kamyczków i strumyk ze starego worka foliowego. Brakowało tylko kilku drzew. Obklejałyśmy patyczki do lodów brązową plasteliną. Właśnie zabierałyśmy się do doczepiania zielonego mchu, gdy zaczęły się wycieczki. Benek po piłkę, bo zostawił ją u mnie. Sara po różową kredkę, bo jej się zgubiła. Tamara, żeby popatrzeć przez okno, bo u mnie jest najlepszy widok. Jonasz, bo zgubił majtki i postanowił je znaleźć właśnie u mnie. Mój brat! Wszedł do mojego pokoju po swoje majtki! Kiedy u mnie była koleżanka! Ten chłopak nie wie, co to przyzwoitość. No słowo daję, co za obciach. Dobrze, że się nie zaczął przy nas przebierać. O dziwo, majtki znalazł. Przez fantazję Benka nasze rzeczy migrują. Mój brat wbiega, zabiera coś, co akurat wpadło mu w oko, idzie dalej i porzuca rzecz w zupełnie przypadkowym miejscu. I tak w kółko. Ciekawe, gdzie jest mój top, który zniknął zapewne za jego sprawą kilka dni temu. Potem weszła Sara, żeby oddać różową kredkę. Za nią Benek, żeby popatrzeć, jak Sara tę kredkę oddaje. Tamara również pojawiła się po raz kolejny, żeby zapytać, czy nie mam jej bidonu. Na koniec weszła mama, bo zbierała puste kubki, i ojczymek z informacją, że jutro będzie padać, a on z przyjemnością odwiezie mnie do szkoły. Wszyscy wchodzili jak do siebie. Bez pukania, bez pytania, bez cienia skrępowania. Kiedy Ula wyszła, zrobiłam rodzinie awanturę. Chcę mieć drzwi! Słowo daję! Najwyższy czas! Chciało mi się płakać.
Dzień przed. Czym żyliśmy 12 grudnia 1981
Igor Rakowski-Kłos
Co robił 13 grudnia 1981 roku, może powiedzieć niemal każdy żyjący wtedy Polak. A DZIEŃ PRZED? Następnego dnia wiele się zmieniło, ale wtedy była po prostu sobota. Trzaskał mróz, na ulicach leżał śnieg. Nad sałatką warzywną, śledziem w occie i zmrożoną wódką życzenia przyjmowali Aleksander, Adelajda i Konrad. Ktoś szedł na pierwszą randkę, ktoś zdawał egzamin na prawo jazdy, ktoś widział czyjąś śmierć. Studenci kończyli strajki, żołnierze marzli w koszarach, pielęgniarki czuwały na nocnym dyżurze. Działy się rzeczy zwykłe i niezwykłe w ten ostatni dzień karnawału Solidarności. * Dziennikarz historyczny Igor Rakowski-Kłos z zacięciem detektywa godzina po godzinie rekonstruuje, co wydarzyło się 12 grudnia 1981 roku. Sięga do źródeł (także dotychczas nieznanych), ale przede wszystkim udziela głosu osobom, dla których ten dzień był z jakiegoś powodu szczególny. Poznajemy więc kulisy tego, co działo się w telewizji, w marynarce wojennej i w politycznym centrum dowodzenia. Dowiadujemy się, czym żyli kierowniczka kina, model pozujący dla Przekroju, Danuta Wałęsowa i zespół Perfect. Na co skarżyli się czytelnicy Świata Młodych? Kogo szukali milicjanci w Wałbrzychu? Co kupił w kiosku Baltona Aleksander Kwaśniewski? No i z kim spał kot Jarosława Kaczyńskiego? Z wielogłosu godnego najlepszych filmów dokumentalnych wyłania się nie tylko przejmujący portret społeczeństwa na chwilę przed tragedią, ale też barwny i momentami zaskakujący obraz zwykłego życia w PRL.
Dzień przed. Czym żyliśmy 12 grudnia 1981
Igor Rakowski-Kłos
Co robił 13 grudnia 1981 roku, może powiedzieć niemal każdy żyjący wtedy Polak. A DZIEŃ PRZED? Następnego dnia wiele się zmieniło, ale wtedy była po prostu sobota. Trzaskał mróz, na ulicach leżał śnieg. Nad sałatką warzywną, śledziem w occie i zmrożoną wódką życzenia przyjmowali Aleksander, Adelajda i Konrad. Ktoś szedł na pierwszą randkę, ktoś zdawał egzamin na prawo jazdy, ktoś widział czyjąś śmierć. Studenci kończyli strajki, żołnierze marzli w koszarach, pielęgniarki czuwały na nocnym dyżurze. Działy się rzeczy zwykłe i niezwykłe w ten ostatni dzień karnawału Solidarności. * Dziennikarz historyczny Igor Rakowski-Kłosz zacięciem detektywa godzina po godzinie rekonstruuje, co wydarzyło się 12 grudnia 1981 roku.Sięga do źródeł (także dotychczas nieznanych), ale przede wszystkim udziela głosu osobom, dla których ten dzień był z jakiegoś powodu szczególny. Poznajemy więc kulisy tego, co działo się w telewizji, w marynarce wojennej i w politycznym centrum dowodzenia. Dowiadujemy się, czym żyli kierowniczka kina, model pozujący dla Przekroju, Danuta Wałęsowa i zespół Perfect. Na co skarżyli się czytelnicy Świata Młodych? Kogo szukali milicjanci w Wałbrzychu? Co kupił w kiosku Baltona Aleksander Kwaśniewski? No i z kim spał kot Jarosława Kaczyńskiego? Z wielogłosu godnego najlepszych filmów dokumentalnych wyłania się nie tylko przejmujący portret społeczeństwa na chwilę przed tragedią, ale też barwny i momentami zaskakujący obraz zwykłego życia w PRL.
Dzierżyński. Miłość i rewolucja
Sylwia Frołow
Czerwony kat. Dobroczyńca osieroconych dzieci. Polski szlachcic. Tarcza i miecz klasy robotniczej. Wierny sługa Lenina i Stalina. Krewny Piłsudskiego. Cyniczny politruk. Zaślepiony fanatyk. Ateista, który pisał o sobie: Wierzę w tylko w naukę Chrystusa, w Jego Ewangelię. Kochający ojciec, troskliwy brat i namiętny kochanek. Liczba tajemnic i paradoksów narosłych wokół tego człowieka jest niesamowita. Kim był Feliks Dzierżyński? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć dziennikarka i reporterka Sylwia Frołow. Autorka opowiada historię życia Feliksa, rozprawiając się z narosłymi wokół niego mitami. Próbuje wniknąć w jego sposób myślenia, nie popadając w nieuzasadnione usprawiedliwianie zbrodni. Dzięki unikalnym materiałom w tym nieznanym listom i notatkom samego Feliksa oraz bezpośrednim rozmowom z jego rodziną kreśli niespotykany portret twórcy najstraszniejszej policji politycznej w historii. Prześledź losy Feliksa Dzierżyńskiego od wczesnego dzieciństwa i szkolnych lat, poprzez przygotowania do seminarium duchownego, karierę rewolucjonisty i terrorysty, aż po pozycję najbardziej wpływowego Polaka w sowieckiej Rosji.
Melka Kowal
GDY JUŻ STRACIŁAŚ WSZYSTKO, MUSISZ PRZEDE WSZYSTKIM ODZYSKAĆ SIEBIE Kiedy Sara odzyskuje przytomność po wypadku, w którym zginęła jej dziewczyna Elena, szybko orientuje się, że coś jest nie tak Dlaczego nikt jej nie poznaje? I dlaczego nikt jej nie ZAPAMIĘTUJE? Czy to kara za to, co zrobiła? Sara, kompletnie załamana, opuszcza rodzinne miasto. Trafia do Seattle, a tam na jej drodze stajetajemniczy Horus, który przedstawia propozycję nie do odrzucenia: w zamian za zuchwałą kradzież, Sara dowie się co ją spotkało i jaką rolę odegrali w tym dawni bogowie. Dziewczyna podejmuje wyzwanie, ale sprawy zaczynają się komplikować. Karkołomne pościgi, tajemnicze bractwo i starodawne artefakty o magicznej mocy to będzie jej nowa rzeczywistość. Kim tak naprawdę jest Sara? Czego chce Horus, do którego dziewczyna zaczyna żywić coraz głębsze uczucia? I czy śmierć Eleny była tylko wypadkiem?
Marek Krajewski
Nieśmiertelna gra Rok 1922. Niebezpieczny czas przełomu. Na Kresach Wschodnich Rzeczpospolitej bandy bolszewików sieją terror, zostawiając za sobą trupy mężczyzn i zhańbione kobiety. Na linii Lwów Warszawa Wolne Miasto Gdańsk trwa bezwzględny wyścig wywiadów. Lwowski śledczy Edward Popielski, zwany Łyssym, dostaje propozycję nie do odrzucenia. By ocalić swoją karierę, musi wytropić okrutnego bandytę i rozwiązać zagadkę podejrzanego samobójstwa. Wkracza w sam środek szpiegowskiej rozgrywki. Tu nie ma miejsca na walkę z otwartą przyłbicą, życie i śmierć są tylko środkami uświęconymi przez cel, a gra toczy się o najwyższą stawkę o zachowanie świeżo wywalczonej polskiej niepodległości. Każda chwila wytchnienia może się okazać prowokacją, a każdy ruch ostatnim... Pierwsza powieść szpiegowska Marka Krajewskiego. Tę książkę chciał napisać od zawsze. Tajemnice historii przedwojennej Polski, zakulisowe rozgrywki, świetnie oddany klimat lat 20. i wartka akcja, od której nie będziesz mógł się oderwać.
Marek Krajewski
Nieśmiertelna gra Rok 1922. Niebezpieczny czas przełomu. Na Kresach Wschodnich Rzeczpospolitej bandy bolszewików sieją terror, zostawiając za sobą trupy mężczyzn i zhańbione kobiety. Na linii Lwów Warszawa Wolne Miasto Gdańsk trwa bezwzględny wyścig wywiadów. Lwowski śledczy Edward Popielski, zwany Łyssym, dostaje propozycję nie do odrzucenia. By ocalić swoją karierę, musi wytropić okrutnego bandytę i rozwiązać zagadkę podejrzanego samobójstwa. Wkracza w sam środek szpiegowskiej rozgrywki. Tu nie ma miejsca na walkę z otwartą przyłbicą, życie i śmierć są tylko środkami uświęconymi przez cel, a gra toczy się o najwyższą stawkę o zachowanie świeżo wywalczonej polskiej niepodległości. Każda chwila wytchnienia może się okazać prowokacją, a każdy ruch ostatnim... Pierwsza powieść szpiegowska Marka Krajewskiego. Tę książkę chciał napisać od zawsze. Tajemnice historii przedwojennej Polski, zakulisowe rozgrywki, świetnie oddany klimat lat 20. i wartka akcja, od której nie będziesz mógł się oderwać.