Podróże
Rosja i narody. Ósmy kontynent. Szkic dziejów Eurazji
Wojciech Zajączkowski
Dla każdego, kto pragnie zrozumieć Rosję minioną i współczesną, Rosja i narody Wojciecha Zajączkowskiego – historyka, dyplomaty, wieloletniego ambasadora w Rosji – jest pozycją obowiązkową. Zajączkowski pokazuje historię powstawania imperium rosyjskiego jako proces zawłaszczania i integrowania sąsiednich narodów. Z punktu widzenia Moskwy jest to proces dla tych krain i narodów wręcz zbawienny. Kiedy dziś oglądamy relacje z Ukrainy, warto spojrzeć na działania Rosji w perspektywie aktywności wielowiekowej. Dla nas Polaków opisywany proces jest szczególnie ważny, ponieważ również nasz kraj kilkakrotnie znalazł się w sferze wpływów rosyjskich i to w bardzo różnych okresach historycznych (najpierw w wyniku rozbiorów jako część Rosji carskiej, a po drugiej wojnie światowej pod protektoratem Rosji sowieckiej). Napisana wartkim stylem książka w wyjątkowy sposób pokazuje ciągłość i dyskontynuację polityki rosyjskiej na przestrzeni kilkuset lat, zmuszając czytelnika do przewartościowania wielu sądów na temat przeszłości tego ważnego polskiego sąsiada. Rosja i narody w sposób niezwykle przemyślany przedstawia kwestię narodową i imperialną w Rosji, trafnie podkreślając znaczenie tego problemu w jej dziejach. Richard Pipes Książka Wojciecha Zajączkowskiego, historyka i dyplomaty, jest sumą informacji i przemyśleń niezbędnych dla każdego, kto pragnie zrozumieć Rosję minioną i współczesną. Książki tej, opartej na najnowszej literaturze, nie zastąpi w języku polskim żadna publikacja. Jerzy W. Borejsza. Wciąż mało wiemy w Polsce o Rosji, zwłaszcza tej imperialnej, nie tylko europejskiej. Wojciech Zajączkowski łączy w przenikliwym i napisanym z prawdziwą erudycją „Ósmym kontynencie” analizę historyczną ze znajomością współczesności. Podstawowa lektura. Mirosław Filipowicz, autor „Emigrantów i jankesów” Fascynująca podróż w głąb historii Imperium – podróż szlakiem nieprzetartym wcześniej: od strony Eurazji, nie samej Rosji tylko i obszaru jej konfliktu z Rzeczpospolitą, ale także azjatyckich i kaukaskich narodów i wspólnot, które Imperium podbijało, asymilowało i z którymi zmaga się do dziś. Andrzej Nowak
Karol Ryszard Spiżewski
Książka jest dziennikiem miesięcznej wyprawy rowerowej dookoła Islandii, jaką odbył autor w 2016 roku. Podróżnik opisuje oszałamiającą przyrodę wyspy, specyfikę mijanych miejscowości, trud jazdy objuczonym rowerem, a także spotkania z innymi obieżyświatami, których wielu przemierza islandzkie pustkowia. Pozycja zawiera wiele porad praktycznych (ceny, miejsca noclegów, ewentualne zagrożenia na trasie, warunki pogodowe, kwestie sprzętowe itp.) i będzie doskonałą pomocą dla osób pragnących odwiedzić krainę wulkanów i gejzerów na rubieżach Europy. Całość ilustruje kilkadziesiąt kolorowych zdjęć z wyprawy. Polecam zwiedzenie Islandii. Zachęcają krajobrazy niespotykane w Europie, a także świetnie zorganizowane społeczeństwo i państwo, które osiągnęło wysoki poziom zamożności i rozwoju mimo skrajnie niesprzyjających warunków życia mieszkańców. Autor
Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy
Maciej Jastrzębski
Jest w Moskwie pod Kremlem kryjówka, a w niej dwie komnaty, aż do sufitu zastawione skrzyniami. A komnaty te są dobrze zabezpieczone: drzwiami żelaznymi, wielkimi zamkami, łańcuchami i pieczęciami. W każdej z komnat jest jedno zakratowane okno, którego otworzyć się nie da... Każde miasto ma swoje legendy, a jak wiemy, w każdej legendzie kryje się ziarno prawdy. Im starsze i większe miasto, tym więcej legend. A Moskwa jest ogromna i tajemnicza. Ludzie powiadają, że jest przeklęta od XII wieku, gdy zamordowano ostatniego kapłana pogańskiego boga Jariły. Konając, rzucił on klątwę na tych, którzy w świętym miejscu chcieliby czcić innych bogów. Odtąd na Moskwę spadają różne nieszczęścia: zarazy, pożary i obce armie, a na kremlowskim tronie zasiadają okrutni władcy. Może właśnie dlatego Rosjanie są tacy przesądni? Co roku wydają miliardy dolarów na usługi wróżek, jasnowidzów, okultystów i znachorów. Wierzą w międzynarodowe spiski, snują opowieści o duchach, skarbach i innych wymiarach. Od wieków moskiewscy magowie w podziemnych laboratoriach poszukują kamienia filozoficznego, a diggerzy eksplorują labirynt korytarzy z nadzieją na odnalezienie ksiąg króla Salomona, tajnej linii metra, podziemnych osiedli i gwiezdnych wrót. W swojej najnowszej książce Maciej Jastrzębski, niezrównany gawędziarz i niestrudzony badacz rosyjskiej duszy, zabierze nas na wyprawę do podziemnej Moskwy, aby odnaleźć sekretną bibliotekę bizantyjskich cesarzy, a przy okazji dotknąć wielu tajemnic rosyjskiej stolicy — zarówno dawnych, jak i tych, które dotyczą jej najnowszej historii. Jest to opowieść o tym, co niejednoznaczne, nieoczywiste, nieprawdopodobne, a jednak ma ogromny wpływ na życie moskwian. Maciej Jastrzębski — włocławianin, który całe swoje zawodowe życie związał z Polskim Radiem. Dziennikarską przygodę rozpoczął od współpracy z radiową Trójką. Później był reporterem rozgłośni regionalnej w Bydgoszczy. Od wielu lat jest korespondentem zagranicznym Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia. Pracował w Mińsku na Białorusi, a obecnie mieszka w Moskwie i przekazuje najważniejsze informacje dotyczące wydarzeń w Rosji. Autor książek „Matrioszka Rosja i Jastrząb”, „Klątwa gruzińskiego tortu”, „Krym: miłość i nienawiść”. Jastrzębski pokazuje nam Moskwę inną, skrywającą zagadki, tajemnice, legendy i magię. Począwszy od zaginionej bizantyjskiej biblioteki Iwana Groźnego, po tunele łączące Kreml z lotniskiem Wnukowo. Autor dowodzi, że Moskwa ma co najmniej dwa oblicza: jawne i ukryte. Które jest bardziej prawdziwe? Po lekturze tej książki nie mam już wątpliwości. Janusz Leon Wiśniewski, luty 2017, Frankfurt nad Menem Kolejna niezwykła książka znanego reportera i wieloletniego korespondenta Polskiego Radia w Rosji opowiada o Moskwie, której nie znają nawet najlepiej zorientowani kremlinolodzy, a jednocześnie jak najbardziej rzeczywistej. Ja przeczytałam jednym tchem. Maria Przełomiec, publicystka, autorka i prowadząca program „Studio Wschód” w TVP Info Kiedy myślisz, że przeczytałeś już nadto, że już cię nic zaskoczyć nie może, bo o matuszce Rossiji wszyscy już wszystko napisali, to nagle dostajesz coś tak niezwykłego jak Rubinowe oczy Kremla. Maciej Jastrzębski znakomicie bawi się rozmaitymi konwencjami, badając pojemność formuły reportażu i serwując nam przy okazji znakomitą opowieść o tajemnicach Moskwy, a także – a może przede wszystkim – barwną literacko przypowieść o współczesnych lękach i fobiach Rosjan. Rubinowe oczy Kremla to kawał znakomitego dziennikarskiego śledztwa, prowadzonego pół żartem, pół serio… Z puentą serio… Piotr Brysacz, dziennikarz i autor książek z cyklu „Patrząc na Wschód”, a także wiceprezes Fundacji Sąsiedzi Wielu, w tym i ja, zawsze czuło w Moskwie obecność czegoś metafizycznego i w jakimś sensie złowrogiego. Jastrzębski też czuje tę Obecność przez duże „O”. Ponurą, a zarazem przyciągającą mistykę. Jakiś czakram? Wrota do innego wymiaru? Kremlowskie gwiazdy jak rubinowe oczy smoka – widzą wszystko. Piotr Skwiciński, publicysta tygodnika „wSieci”
Rumunia. Pęknięte lustro Europy
Dorota Filipiak
Opis Kiedy pierwszy raz pojechałam do Rumunii, nie przeczuwałam nawet, że to początek wielkiej, wspaniałej przygody. Przygoda ta trwa do dziś i mam nadzieję, że wraz z tą książką wchodzi w nowy etap. Rumunii nie da się poznać, a tym bardziej zrozumieć, jeśli nie poświęci się jej dość czasu i uwagi. Bo Rumunia to cała Europa. Kontynent odbija się tu jak w lustrze, tylko troszkę popękanym, zlepionym z różnych fragmentów - z zachodu i wschodu. Jest trochę turecko i węgiersko, odrobinę niemiecko i nieco słowiańsko. Mistycyzm wschodniego chrześcijaństwa miesza się z surowym protestantyzmem. Swoje ślady pozostawili Dakowie. W języku pobrzmiewa starożytny Rzym. W architekturze dostrzec można historię całego starego kontynentu. Rumunia to fascynująca mieszanka wszystkiego, co przytrafiło się Europie na przestrzeni niemal dwóch tysięcy lat. Książka ta to trochę dziennik, trochę pamiętnik, zapis podróży - próba zachowania w pamięci tego, co ulotne, chwil spędzonych w Rumunii, spotkań i wrażeń. Nie ma tu obiektywnej oceny, zimnej relacji. To jak najbardziej osobiste spostrzeżenia i uwagi pisane na marginesie kolejnych podróży rzeczywistych i wyobrażonych, trwających nieprzerwanie od kilkunastu lat. W trakcie pracy miałam wiele wątpliwości. Wszak tyle już o Rumunii napisano. Jednak wielokrotnie przekonywałam się, że ciągle jest wiele do zrobienia, bo krzywdzące, niesprawiedliwe stereotypy mają się aż nazbyt dobrze. Chciałabym pokazać Rumunię taką, jaką jest. Niewolną od problemów, mocno zanurzoną w burzliwej przeszłości, ale odważnie patrzącą w przyszłość i mającą wiele do zaoferowania. DOROTA FILIPIAK O AUTORCE Dorota Filipiak - warszawianka z urodzenia, studiowała historię na Uniwersytecie Warszawskim. Od ponad dekady zawodowo związana z Wydawnictwem Czarne, w którym zajmuje się promocją. Interesuje się historią Europy Środkowej. Najchętniej podróżuje na Słowację, Węgry, do Rumunii i na Bałkany. Współpracuje z internetowym magazynem Magyazyn, gdzie publikuje artykuły o węgierskiej kulturze, historii i literaturze. Mieszka w Warszawie i we wsi nad Bugiem. FRAGMENTY KSIĄŻKI Rumunia jest jak łacińskie słowo - czwarta forma czasownika, zupełnie niepodobna do formy podstawowej. Jest jak teksty, których nie da się tak po prostu wrzucić do translatora i przetłumaczyć. Kolejne ludy, które przychodziły na te ziemie, dodawały swoje słowa i swoje znaczenia do słów zastanych. Rumunia to wielka księga, którą zaczęto pisać przed wiekami w języku Daków. Potem przyszli Rzymianie ze swoją łaciną. Ich język przyswoiła kultura chrześcijańska. Humanizm i oświecenie przyniosły języki narodowe, odtwarzane czy wręcz tworzone na nowo w dziewiętnastym wieku. Po drodze pojawili się jeszcze Turcy i Grecy. I wielu innych, o których nie warto wspominać, bo ich wpływ nie był tak znaczący, chociaż czasem można usłyszeć słowo brzmiące dziwnie znajomo. Rumunię można opisać kolorami. Błękitem z malowanych monasterów bukowińskich. Spłowiałym brązem gontów wież kościołów w Maramureszu. Wypaloną żółcią traw Dobrudży. Zielenią wody Morza Czarnego oglądanego z plaży w Vama Veche. Wymykającymi się opisowi odcieniami Dunaju. Oślepiającą bielą murów siedmiogrodzkich kościołów warownych. Pastelowymi barwami kamienic w Sybinie. Białą już czernią ścian braszowskiego kościoła. Tęczowym niebem tuż przed zmierzchem w Ceahlău. Kolorowe jest tu wszystko - architektura, przyroda i ludzie. Niezależnie od tego, za pomocą jakich zmysłów poznaje się Rumunię, trudno o niej myśleć jako o spójnym, jednorodnym organizmie. To kilka różnych krajów. Historia ich wspólnego trwania jest zbyt krótka, a nazwa Rumunia zbyt młoda, by o poszczególnych częściach pisać jak o czymś nierozerwalnym. Można więc pisać Siedmiogrodzie, gdzie za murami miast niemiecki rozbrzmiewał kiedyś częściej niż rumuński. O Mołdawii, gdzie powstały unikatowe malowane monastery, w których modlono się w języku wschodnich chrześcijan. O Wołoszczyźnie, krainie oddzielonej od reszty świata potężnym Dunajem i skrytej za wyniosłymi Karpatami, gdzie dotarli Rzymianie. O Dobrudży, która daje przedsmak orientu i hipnotyzuje nieskończoną, idealnie płaską przestrzenią, a z minaretów rozlega się wołanie muezina. I o Maramureszu, nad który wynoszą się absurdalnie wysokie wieże tamtejszych drewnianych cerkwi, jakby chciały sięgnąć nieba. Rumunów i Węgrów, czy tego chcą, czy nie, poza wspólną historią łączy coś jeszcze, na co rzadko zwraca się uwagę. Są inni. Otacza ich morze słowiańszczyzny, na tle którego stają się odmieńcami. Węgrzy sami swą odrębność podkreślają, ale przecież także Rumuni mówią w języku, którego żaden Słowianin nie zrozumie, może poza pojedynczymi słowami. Rumuński jest językiem niezwykle oryginalnym. Konotacje łacińskie są nie tyle słyszalne, bo melodia tej mowy jest inna niż pozostałych języków romańskich, ile widoczne. Zapisane słowa często wprost przywodzą na myśl ich łacińskie odpowiedniki. Gdy doda się do tego wpływy tureckie, węgierskie i greckie, powstaje język jedyny w swoim rodzaju. A jakby tego urozmaicenia było mało, w tym wielojęzycznym gwarze rozbrzmiewał kiedyś, i to nader często, niemiecki. Nie sposób pominąć jego wpływu.
Rzut oka na nieznaną Japonię. Glimpses Of Unfamiliar Japan
Lafcadio Hearn
Niniejsza książka jest urzekającym spojrzeniem na świat, który niewielu ludzi Zachodu widziało na przełomie XIX i XX wieku świat, który wciąż trwa na wiele sposobów, pomimo zmian, które miały miejsce podczas modernizacji Japonii. Chociaż Lafcadio Hearn napisał tuzin innych książek o Japonii, ten zbiór pierwszych wrażeń pozostaje chyba najbardziej popularny. Jednym z powodów jest to, że tutaj, bardziej niż gdziekolwiek indziej, autor najdokładniej uchwycił miejsce, które tak go ujęło i w jakiś sposób naznaczyło aż do końca życia. Współczesny czytelnik może nadal, poprzez lekturę tych stron, doświadczyć tego pierwszego uroku Japonii, niematerialnego i ulotnego jak zapachy. Książka w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej. A dual Polish-English language edition.
Safari mrocznej gwiazdy. Lądem z Kairu do Kapsztadu
Paul Theroux
"Zapraszamy w kolejną podróż z Paulem Theroux. Tym razem światowej sławy pisarz i podróżnik postanowił przejechać cały kontynent afrykański: od Kairu do Kapsztadu droga wiedzie wzdłuż Nilu, przez Sudan i Etiopię, Kenię i Ugandę, Tanzanię, Mozambik i Zimbabwe aż do samego krańca Afryki Południowej. Theroux podróżuje oczywiście pociągiem, ale nie tylko rzeki przepływa dłubanką, pyliste drogi pokonuje rozklekotanym autobusem i ciężarówką transportującą bydło. To z nich otwierają się dla niego widoki na jeden z najpiękniejszych, a zarazem najbardziej niebezpiecznych krajobrazów ziemi. Dla pisarza jest to podróż zarazem odkrywcza, jak i sentymentalna. Prawie czterdzieści lat wcześniej Theroux pracował w Afryce jako nauczyciel. Odwiedza więc swoją dawną szkołę, uczniów i afrykańskich przyjaciół. Z wielką pasją obserwuje zdumiewające i wyniszczające zmiany, które zaszły w znanych mu miejscach. Jak zawsze spostrzegawczy i ciekawy wszystkiego, rejestruje każdy szczegół i z charakterystycznym dla siebie humorem zabiera czytelników na niezwykle pouczającą epicką wyprawę. Safari mrocznej gwiazdy to jedna z najlepszych i najodważniejszych książek Paula Theroux. To list miłosny do Afryki. "Zbliżając się do sześćdziesiątki, Theroux porzucił wygody, dostatek i sławę znanego pisarza, by samotnie spędzić rok, podróżując po najbardziej nieprzyjaznych częściach najbiedniejszego kontynentu świata". Robert D. Kaplan, "Washington Post" "Energia Theroux jest zaraźliwa, jego ciekawość nienasycona, jego zuchwalstwo no cóż niezwykłe. Zdecydowany pomieścić całą Afrykę w jednej książce, daje nam wszystko: trędowaci, hieny, kły słoniowe, odpadki, skarżące się osły, odsłonięte rynsztoki w brukowanych zaułkach, aromat przypraw, zakrwawiony rzeźnik unoszący tasak, by przeciąć owłosiony garb i odsłonić gładki jak ser wielbłądzi tłuszcz. Pisze tak, że nie sposób się oprzeć"". Mark Slouka, "San Francisco Chronicle"
Kasia Nowacka
Oto przed Wami pierwsza część „Sekretów Florencji”, obejmująca dzielnice leżące po prawej stronie Arno. Skąd taki tytuł? Otóż myślę, że polski czytelnik o wielu ciekawostkach właśnie tutaj przeczyta po raz pierwszy. Trzynaście rozdziałów opowiadających o San Lorenzo, San Marco, Duomo, Santa Croce, o miejscach znanych i przede wszystkim mniej znanych. Trzynaście rozdziałów opowiadających o Brunelleschim, Michale Aniele i Medyceuszach, o przedziwnych oknach, zagubionych rzeźbach, straconych głowach, o artystach, złodziejach, politykach, o miłości i nienawiści, o tym czego już nie ma i o tym, co wciąż jest, o tym, co ewidentne i o tym, co niewidoczne na pierwszy rzut oka... W ostatnim rozdziale tej części znajdziecie spis lokalnych tradycji i fest, a na samym końcu mały słowniczek florenckich słówek i powiedzonek - język toskański to przecież kolebka dzisiejszego języka włoskiego. Zapraszam Was na bardzo subiektywny spacer po jednym z najwspanialszych miast świata.
Piotr Strzeżysz
O książce: Spotkania z drugim człowiekiem, nie mniej poruszające spotkania ze zwierzętami, wreszcie spotkanie z samym sobą i szukanie prawdy o świecie ukrytej między rzeczywistością jak najbardziej fizyczną, namacalną, a tą oniryczną, rozciągającą się gdzieś na pograniczu widzenia i śnienia. Piotr Strzeżysz w swojej najnowszej książce opisuje rowerową podróż przez obie Ameryki, jednak zamiast przewodnikowych opisów znajdziemy tu mieszankę utkaną z wydarzeń, wnikliwych obserwacji i osobistych doświadczeń. Autor maluje, używając słów. Uwodzi, wykorzystując literackie obrazy. Przykuwa, opisując drobiny codzienności definiujące życie. Sen powrotu to wciągająca opowieść o byciu w drodze, tęsknocie, marzeniach, ale przede wszystkim jest opowieścią o wielorako rozumianym poszukiwaniu: siebie, innych, "swojego" miejsca, czasu... O okazującym się nagle nierozpoznaniu pozornie rozpoznanego i rozpoznawaniu nierozpoznawalnego, które ostatecznie i tak nierozpoznawalne pozostanie. Chociaż milczał, to wszystko dokoła zdawało się mówić za niego. Szeptał wiatr wietrznym powiewem, szemrał potok wodną mową i topola coś wołała topolowym skłonem. Słowa krążyły wszędzie niby niewidzialne ptaki, szybowały w przestrzeni beztroski, w jaskrawym świetle dnia, a potem opadały na ziemię i zamieniały się w drogę, przemieniały się w kolejny krok, a każdy z tych kroków coraz szerzej otwierał się na czekającą za zakrętem możliwość (...). W oddali, na niebieskim niebie, snuła się wąziutka strużka dymu. Nie wygasiłem pieca — pomyślał. Na chwilę zawahał się i zastygł jakby w zamyśleniu, zapatrzeniu, zasnuty obrazem ulatującej z komina szarej mgiełki, wokół której bezgłośnie szybował ptak. Mężczyzna wyciągnął przed siebie rękę, konturem kciuka i palca wskazującego obramował fragment nieba, po czym zacisnął palce i zamknął pożegnanie w swojej dłoni. Na wiotkich gałęziach ciągle szeleściły liście, ale tak lekko, że prawie niesłyszalnie, gdzieś na granicy percepcji, delikatne flażolety lekko spadające na skąpaną w słońcu ziemię. Z oddali, zza krawędzi wzgórza, niosło się wołanie. Chwilę potem mężczyzna odbił się od ziemi. Była pod nim przestrzeń i wiatr. A potem droga, na końcu której czekał na niego sen. /fragment książki/ Piotr Strzeżysz gościem Pawła Drozda w audycji "Do południa" w radiowej Trójce --> posłuchaj online (audycja z 24 marca 2016) Z wielomiesięcznej podróży od chłodów Alaski po wichry Ziemi Ognistej Piotr Strzeżysz wybiera to, co ważne. Miękkość sierści napotkanych kotów, smak płatków z bakaliami, sen z twarzą zwróconą ku otwartemu niebu. Gęsta od sensów i spostrzeżeń opowieść włóczykija z wyboru, którzy ciągnie za sobą słońce - oraz czytelnika. Paweł Drozd, dziennikarz Programu III Polskiego Radia Sen Powrotu jest jedną z najpiękniejszych polskich współczesnych książek podróżniczych. Podróżnicy jadą na koniec świata i zdają z tego relację na piśmie i zdjęciach. Pisarze lecą samolotem na południe Francji lub Włoch i piszą o tym książki. Filozofowie nie podróżują, tylko myślą o podróżowaniu. Piotr Strzeżysz przekracza ten banalny schemat. Sen Powrotu można umieścić jednocześnie na półkach z napisem: „podróże”, „literatura piękna” i „filozofia”. Na każdej z nich książka powinna zająć wyróżnione miejsce. Nasz włóczęga na rowerze przemierza tysiące kilometrów do celu w Patagonii, zmaga się ze słońcem, wiatrem i uporczywą chorobą. A wszystko po to, by na końcu drogi dokonać próby powrotu do początku; by w mistycznym akcie doświadczenia miłości zebrać w jedną całość napotkane na drodze istoty żywe: ludzi, za którymi nie przepada, za to oni lgną do niego; a dalej koty, psy, pancernika, guanako i nandu; by na końcu drogi wrócić do początku i zgasić tęsknotę za opuszczającymi go, za opuszczanymi przez niego, ludźmi, miejscami, przedmiotami. Czy podróżnikowi udaje się wyśnić i ziścić potężną miłość? Czy „sen powrotu” nie jest tylko onirycznym omamem? Odpowiedź zostawiam Czytelnikowi. prof. Kazimierz Mrówka, filozof Zazdroszczę Strzeżyszowi. On nie tylko przejechał tę swoją Amerykę. On ją poznał. Dariusz Fedor, redaktor naczelny "Kontynentów"