Search results
Lulu Miller
Co jest sensem życia? pyta siedmioletnia dziewczynka swojego ojca naukowca. Nic słyszy w odpowiedzi. Lulu Miller przez lata szukała sposobu, by temu zaprzeczyć. Rozglądała się za duchowym przewodnikiem, który pomógłby jej opanować życiowy chaos. Wertując książki i przeglądając archiwa, trafiła na ważnego naukowca z przełomu XIX i XX wieku Davida Starra Jordana. W trakcie swojej kariery akademickiej Jordan odkrył tysiące gatunków ryb, konserwował cenne okazy i je katalogował. Nawet gdy w 1906 roku trzęsienie ziemi zniszczyło całą jego kolekcję, nie stracił ducha i nie przestał dążyć do celu: uporządkowania rybiego świata. Chcąc się jednak dowiedzieć wszystkiego o Jordanie, autorka stopniowo odkrywa mroczne strony tej postaci skandale, morderstwo, a także aktywne zaangażowanie badacza w rozwój eugeniki, teorii, która na wiele lat przed II wojną światową doprowadziła w Stanach Zjednoczonych do uwięzienia i przymusowej sterylizacji tysięcy ludzi. Dlaczego ryby nie istnieją to po części życiorys Davida Starra Jordana, po części pamiętnik Lulu Miller, a po części naukowa przygoda. Strona po stronie przechodzimy od biografii do kryminału, od hołdu dla ludzkich odkryć do zdumienia ludzkim okrucieństwem, by w wielkim finale dotrzeć do wyjaśnienia tytułu: opowieści o tym, jak natura w mistrzowski sposób zemściła się na badaczu, który uwierzył, że może nad nią zapanować.
Michael Magee
Szczery i poruszający obraz pokolenia stojącego w obliczu niepewnej przyszłości Irlandia Północna, 2013 rok. Dwudziestokilkuletni Sean przyjeżdża do rodzinnego Belfastu ze świeżo zdobytym dyplomem anglisty. Powrót do domu oznacza powrót do dawnych nawyków. Na uniwersytecie zgłębiał wybitną literaturę, teraz pochłania go proza życia: brak pieniędzy, miłości, sensu. Do perfekcji opanowuje technikę drobnych kradzieży w Tesco, biegle wciąga kokainę z klucza, a gdy ktoś stanie mu na drodze, nie ma skrupułów, by go znokautować. Tkwisz w swojej dziurze, skazany na trzy albo cztery te same gęby, pijesz, ćpasz, kręcisz się po barze, aż w końcu zupełnie nie ma z kim gadać te słowa powracają do Seana jak refren. Dopiero gdy trafia przed sąd, a w jego życiu niespodziewanie pojawia się przyjaciółka z przeszłości, Sean zaczyna zdawać sobie sprawę, że los może się jeszcze odmienić. W swojej debiutanckiej powieści Michael Magee tworzy szczery portret młodych ludzi z klasy robotniczej, z pierwszego pokolenia urodzonego po zakończeniu Kłopotów. Opowiada o ich niespełnionych nadziejach, bolesnych zmaganiach z rzeczywistością, narastającym gniewie i braku perspektyw. Blisko domu to również oda do Belfastu: miasta naznaczonego bliznami po konfliktach, w którym wciąż wybrzmiewa echo brutalnej, traumatycznej przeszłości.
Wiek magicznego myślenia. Opowieść o współczesnej irracjonalności
Amanda Montell
Na śniadanie: dwadzieścia rolek z Instagrama, na obiad: pół godziny TikToka, na podwieczorek: kilka kłótni z Twittera, na kolację: Netflix. I tak w kółko. Współczesna dieta medialna jest nie do opanowania i przetrawienia. Jak sobie radzimy z tym przesytem? Według Amandy Montell słabo. Choć mamy pod ręką cały zasób ludzkiej wiedzy, przestajemy wierzyć rozumowi, medycynie, nauce i samym sobie. Nasze mózgi próbują obsłużyć nadmiar bodźców i informacji starymi narzędziami poznawczymi, które są niedostosowane do nowych czasów. Przez efekt aureoli traktujemy idoli jak bożków, ufamy oszołomom, bo nie wierzymy, że coś istotnego mogłoby się zdarzyć przypadkiem (to błąd proporcjonalności), trwamy w toksycznych związkach przez niechęć do straty (to zjawisko utopionych kosztów), kupujemy kursy od internetowych oszustów, którzy twierdzą, że mają to coś, co zapewniło im sukces (to błąd przeżywalności). Montell skrupulatnie kataloguje przyczyny dzisiejszej irracjonalności. Podpowiada, jak nie utonąć w otaczającym nas chaosie, i wyjaśnia, dlaczego tak łatwo ulegamy pokusie magicznego myślenia. Książka napisana z dowcipem, inteligencją i autoironią, a zarazem przewodnik po erze dezinformacji. Pukniecie się w głowę, gdy rozpoznacie rojenia leżące u podstaw niektórych waszych przekonań. Rzadko tak niewiele stron wyjaśnia tak wiele, i to w tak zabawny sposób. Mary Roach Montell bada [...] nasze przeciążone mózgi i ich mechanizmy radzenia sobie ze światem oraz społeczną irracjonalność. Nylon Odświeżająco zabawne i pouczające. Montell ma talent do wciągających opowieści i zapadających w pamięć metafor, a jej osobiste wyznania skłaniają do głębszego zastanowienia się nad tym, co konsumujemy i czym się dzielimy. Booklist Czytanie tej książki przypomina słuchanie doskonałej rady najmądrzejszego przyjaciela. Obyśmy wzięli ją sobie do serca. BookPage
Tove Ditlevsen
Ostatnia książka wybitnej duńskiej pisarki Wstrząsająca powieść o miłości, szaleństwie i strachu Lise miała kilku mężów, kilku kochanków i kilkoro dzieci. Miała wysokie podatki do zapłacenia, odłączony telefon i pomoc domową, zakochaną na zabój w jej synu. Miała na koncie nagrody literackie i grono oddanych fanów. Nie miała ręki do porządków, instynktu macierzyńskiego ani spokoju ducha. Nie miała już też ostatniego męża, Vilhelma, po którym pozostał jedynie pokój. Ziejący pustką, której pomimo starań nie dało się niczym wypełnić. Vilhelm i Lise spędzili ze sobą dwadzieścia lat, z czego tylko przez kilka byli szczęśliwi. Skutecznie niszczyli siebie nawzajem, a ich symbiotyczna relacja szybko przerodziła się w związek pełen niezdrowych zależności, emocjonalnych szantaży i przemocy. Jednak ich rozstanie, które miało być zbawieniem, doprowadziło do tragedii. Tove Ditlevsen otwarcie zaczerpnęła z własnych doświadczeń i uczyniła z Lise swoje alter ego. Pokój Vilhelma stał się dzięki temu w dwójnasób poruszającą (auto)powieścią o miłości, szaleństwie i strachu, o czułości, złości i zdradzie. Ta ostatnia książka autorki ukazała się jesienią 1975 roku, po jej pierwszej próbie samobójczej. Ditlevsen odebrała sobie życie pół roku później, a Pokój Vilhelma stanowi niezwykle mocne zamknięcie jej literackiego dorobku. Ditlevsen sprawia, że najmroczniejsze tematy stają się fascynujące, perwersyjnie przyjemne, a momentami wręcz rewolucyjne. Genialna pisarka i znakomita myślicielka. The Guardian Niezwykły sposób obserwowania świata i zuchwałe poczucie humoru [...]. Urzekająca i zaskakująca proza jednej z najoryginalniejszych pisarek XX wieku. The Observer
Imperium gniewu. Paradoksy putinowskiej Rosji
Alice Lugen
By wyjaśnić działanie mechanizmów rządzących współczesną Rosją, Alice Lugen przytacza historie tak absurdalne, że kojarzą się ze Związkiem Radzieckim opisywanym przez Bułhakowa. Prezydenta Putina tak frapuje los żurawi białych, że udaje się do ich rezerwatu, by jako żuraw alfa uczyć młode osobniki latać. Komitet Narodowy +60, powołany z okazji jego sześćdziesiątych urodzin, zwraca się do patriarchy Cyryla z prośbą o przyśpieszoną kanonizację Władimira Władimirowicza. Na głębokiej prowincji chłopak wspina się na drzewo, by skorzystać z internetu inaczej nie może uczestniczyć w zdalnych wykładach. Według oficjalnych informacji zasięg jest. Tyle że osiem metrów nad ziemią. Imperium gniewu nie jest jednak książką zabawną. Dzisiejsza Rosja to kraj przemocy, nadzoru i bezprawia. Obywatelom radzi się, by próby korupcji zgłaszali na specjalną infolinię Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Zarazem wszyscy wiedzą, że łapówkarski rekord kraju padł w Komitecie Śledczym Federacji Rosyjskiej, prowadzącym dochodzenia w sprawach karnych. Dzieciom w przedszkolach daje się do zabawy makietę zrujnowanego ukraińskiego miasta. Z opozycją i niezależnymi mediami walczy się, tworząc wciąż zaostrzane przepisy o zagranicznych agentach, które niepokojąco przypominają stalinowskie dekrety o wrogach ludu. Procesy, które sprawiły, że Federacja Rosyjska przekształciła się w patologiczny system, mają korzenie zarówno w czasach radzieckich, jak i carskich. Alice Lugen pokazuje, że powrót do starych metod represji doprowadził do powstania zupełnie nowego tworu Rosji, którą trudno nawet porównać do znanych nam totalitaryzmów.
Maj 1926. Zamach, którego miało nie być
Andrzej Chwalba
Zamach majowy 1926 roku zastał prezydenta Wojciechowskiego w Spale, dokąd wyjechał odpocząć. Wracał stamtąd do Warszawy pospiesznie, zostawiwszy rodzinę, by spotkać się z Józefem Piłsudskim na Moście Poniatowskiego punkt o siedemnastej. Rozmowę skończyli trzy minuty później. Dla mnie droga legalna zamknięta miał powiedzieć mu Piłsudski. Po słynnej wymianie zdań nie było już odwrotu. Profesor Andrzej Chwalba w ostatniej części trylogii o II RP wnikliwie opisuje duszną atmosferę miesięcy poprzedzających akcję Piłsudskiego oraz sam przebieg najkrwawszego zamachu stanu w Europie od zakończenia I wojny światowej. Tworzy przy tym oryginalną opowieść o budowniczych międzywojennej Polski i ich relacjach z marszałkiem. Pokazuje też, że w polityce najważniejsze bywają dawne urazy i niepowodzenia, osobiste ambicje i kiełkujące nadzieje. Przede wszystkim jednak odpowiada na pytanie, czy do zamachu majowego naprawdę musiało dojść. Andrzej Chwalba zbudował opowieść o zamachu przez pryzmat ludzi, ich odczuć, marzeń, nadziei, niepowodzeń i niezrealizowanych idei. To ciekawa narracja o tych, którzy budowali Niepodległą. O tych, którzy uczestniczyli w wyścigu po władzę, ale i o tych, którzy własną wizję Polski innym dać (narzucić) chcieli. Koncepcja ta pozwoliła autorowi ukazać bohaterów zamachu od strony ich psychiki; pokazać mentalność ludzi, ale i ich poglądy, ich ambicje i rozterki. prof. Marek Sioma
Niedziela, która zdarzyła się w środę
Mariusz Szczygieł
Wciąż zdumiewa mnie popularność tej książki. To już trzecie wydanie moich najlepszych reportaży z początku lat dziewięćdziesiątych; najstarszy ma dwadzieścia pięć lat. Młodzi ludzie piszą w internecie, że to opowieść o ich dzieciństwie. Często traktują ten zbiór jak mitologię swojej młodości. Nawet książkę historyczną. Kiedy ja ją czytam, widzę, jak inny miałem sposób pisania: niedojrzały, migawkowy, obrazkowy. Ale widzę też pasję dwudziestokilkuletniego autora urodzonego w małym mieście który chce pokazać, co stało się w podobnych miastach po upadku komunizmu. Najwięcej pasji widzę w szukaniu szczegółów. Takich, które mogą być syntezą życia moich bohaterów. Czasem wyziera z tej książki złośliwy humor. Nie jest on mój. To humor Losu, który dopadł Polaków. Ja go tylko zauważyłem i zapisałem. Mnie samemu nie było do śmiechu. Mariusz Szczygieł Szczygieł łapie czas jak nikt inny nasycając swoje teksty choćby marzeniem bohaterki, by za odprawę z pracy kupić synowi kurtkę z koca. Słucha wszystkich, jeżeli kogoś zawstydza, to tylko czytelnika, bo każe myśleć i mieć oczy szerzej otwarte. Jeżeli w przyszłości historycy będą chcieli się dowiedzieć czegoś o Polsce lat dziewięćdziesiątych, współczesna literatura piękna nie da im za dużo, książka Szczygła bardzo wiele. Paweł Dunin-Wąsowicz
Klaudia Pieszczoch
Madryt jest pięknym miastem, ale o tym nie wie twierdziła pisarka Almudena Grandes. I miała na myśli piękno szorstkie, dwuznaczne. Jak wtedy, gdy różowawa barwa fasady niepokojąco współgra z kolorem świńskich nóg w witrynie mięsnego. Stolica Hiszpanii nie stała się nigdy najnowocześniejszym ani najbardziej turystycznym miejscem na Półwyspie Iberyjskim. I choć reszta mieszkańców Hiszpanii twierdzi, że Madryt jest miastem wymysłem, Klaudia Pieszczoch pokazuje, że jego historia i charakter są co najmniej tak ciekawe jak Barcelony czy Toledo. Autorka prowadzi nas przez place, na których starsze panie w różowych loczkach wygrzewają się, popijając clara con limón. Opisuje Lavapiés, najbardziej wielokulturowy kwartał Madrytu. Odwiedza dzielnice, które stały się kolebkami ruchów sąsiedzkich, i gejowską Chuecę, w której sercu stoi Kościół Świętego Antoniego otwarty dla wszystkich ludzi i zwierząt. Analizuje fenomen madryckiej movidy najsłynniejszego ruchu kontrkulturowego w Hiszpanii. Z gęstej od faktów i literackich odniesień opowieści wyłania się miasto eklektyczne i pełne kontrastów oraz jego mieszkańcy gościnni, otwarci, bezpretensjonalni. Tylko po to, aby być czymkolwiek, będę Madrytczykiem mówi oficjalny hymn Wspólnoty Madrytu. Niewiele metropolii może się pochwalić takim dystansem do siebie. Madryt nigdy nie miał w sobie nic z katedry. Jest raczej miastem, które zbiegło ze mszy. Wyrósł odwrócony plecami do Pałacu Królewskiego i jeśli coś tu króluje, to luz i żywotność. I jeśli odciska się w zbiorowej wyobraźni jakimś kształtem, nie jest to zarys do końca realny, związany z konkretną budowlą czy panoramą. Przywodzi raczej na myśl wybujałą formę dworzanki ze słynnego obrazu Velázqueza: przysadzistą, a zarazem śmiałą, nieco przerysowaną. Autorka