Search results
Agata Komosa-Styczeń
W połowie XIX wieku Dania rozpoczęła realizację ogromnego projektu: budowy państwa dobrobytu, velfrdsstaten. Ubogim zagwarantowano wsparcie, jednak każdy, kto korzystał z państwowej pomocy, był tymczasowo pozbawiony praw wyborczych bo jeśli ktoś nie jest zdolny się utrzymać, nie powinien decydować o wspólnych sprawach. Aby system działał, większość obywateli musiała pracować. Osobom słabym fizycznie, intelektualnie lub moralnie trzeba było pomóc stać się produktywnymi członkami społeczeństwa. A jeżeli było to niemożliwe, należało je odizolować, by nie wywierały zgubnego wpływu na resztę. W 1923 roku na wyspie Sprog powstał ośrodek, w którym przez czterdzieści lat umieszczano kłopotliwe dla państwa kobiety: uznane za rozwiązłe czy opóźnione w rozwoju. Mogły tu żyć i pracować. Miały zapewnioną opiekę lekarską, dostęp do radia i projektora filmowego, wolno im było wybierać własne kosmetyki. Jeśli tak zadecydowała dyrekcja, były sterylizowane. Większości z nich nigdy nie udało się wrócić do normalnego życia. Czy Sprog było miejscem opresji i poniżenia czy postępowym jak na swoje czasy eksperymentem? Agata Komosa-Styczeń nie feruje wyroków, nie potępia ani nie usprawiedliwia. Próbuje natomiast odpowiedzieć na pytanie, jakie wnioski duńskie państwo wyciągnęło ze swojej historii.
Smocza. Biografia żydowskiej ulicy w Warszawie
Benny Mer
W epoce między dwiema wojnami światowymi Smocza nie była na pewno ani najważniejszą, ani najpiękniejszą ulicą w Warszawie. Stanowiła za to mikrokosmos pełen życia gwaru jidysz, sklepików, kiosków, fabryczek, zakładów szewskich i krawieckich, teatrów i domów publicznych. Mieszkali tu ortodoksi, bundyści, syjoniści, komuniści i wielka rzesza zwyczajnych ludzi. Choć ulica wciąż istnieje i przebiega z grubsza tak samo jak przed wojną, nic nie jest na niej takie jak przed 1945 rokiem. Większość mieszkańców Smoczej zginęła w warszawskim getcie lub w Treblince. Nie ma po nich śladu ani w archiwach, ani w zbiorowej pamięci. Czy aby na pewno? Benny Mer uważa, że tych, którzy przepadli, należy szukać. Sięga po wiersze i opowiadania pisarzy jidysz: Icchoka Baszewisa Singera, Szolema Alejchema, Abrahama Rajzena czy Moszego Binema Justmana. Zagląda do roczników starych żydowskich gazet, przywołuje wspomnienia dzisiejszych dziewięćdziesięciolatków, którzy wychowali się w okolicach Smoczej, i drobiazgowo analizuje dawne fotografie. Zaprasza czytelników do literackiego spaceru od domu do domu, ale przede wszystkim do podróży po utraconym czasie. Smocza jest tak bardzo zapomniana, że w zupełności starczy, jeśli zdołam ją wskrzesić we wspomnieniach, ze wszystkim, co było w niej dobre i złe. Jeśli zdołamy wyciągnąć stąd jakąś naukę na teraz i na przyszłość będzie to wartość dodana. Ja pragnę, by świat usłyszał opowieść o Smoczej, tak jak chciałbym słuchać opowieści o każdej innej społeczności i ulicy w Bagdadzie czy na Dżerbie. Fragment książki
Wszystko jak leci. Polski pop 1990-2000
Tomasz Lada
Byliśmy trochę oszołomami: skoro mamy nowe czasy i wszystko jest możliwe, to robimy mówi jeden z bohaterów książki Wszystko jak leci. Z transformacyjnego oszołomienia można żartować, lecz problemy rynku muzycznego tamtych lat nie zawsze należały do zabawnych. To były wielkie zmiany, wielkie marzenia i często wielkie rozczarowania. Wszyscy szukali swojego miejsca w kapitalistycznym wyścigu, który właśnie wystartował. Autor oddaje głos ludziom tworzącym popowy rynek muzyczny lat dziewięćdziesiątych: założycielom firm fonograficznych, których entuzjazm miał przegrać z wielkimi zachodnimi korporacjami, dziennikarzom RocknRolla", Gazety Wyborczej, Brumu i Machiny czy twórcom pierwszych komercyjnych stacji radiowych. To również opowieść o największych ówczesnych gwiazdach, z których tylko nieliczne utrzymały się do dzisiaj na powierzchni, o ich sukcesach i porażkach, kuluarowych rozgrywkach. Tomasz Lada stworzył wciągającą historię mówioną o czasach, kiedy parafrazując Anitę Lipnicką wszystko się mogło zdarzyć.
Dałem ci oczy, a ty spojrzałaś w ciemność
Irene Sola
W surowych katalońskich górach, gdzie żyją łowcy wilków, bandyci, dezerterzy, wiedźmy, duchy i demony, leży mas Clavell. Tam w pokoju na piętrze na śmierć czeka staruszka, a wokół krząta się grupa kobiet. Jedna się modli, druga szykuje posiłek, inna porządkuje kuchnię. A wszystko po to, by godnie odprowadzić umierającą w zaświaty. Ale kim właściwie są osobliwe mieszkanki tego ukrytego domu? Wszystko zaczęło się od Joany, która pragnęła męża. Diabeł spełnił to życzenie, ale w zamian zawarli układ: mężczyzna dla niej, jej dusza dla demona. Kiedy jednak odkryła, że mąż nie spełnia jej oczekiwań, zerwała pakt. Karę za to poniosły kolejne pokolenia kobiet w rodzinie Joany: umierającej Bernadecie brakuje rzęs, modlącej się Margaridzie ćwiartki serca, a krzątająca się w kuchni Blanca urodziła się bez języka. Dałem ci oczy, a ty spojrzałaś w ciemność to zuchwała i porywająca powieść, w której zacierają się granice między życiem a śmiercią, przeszłością i teraźniejszością, historią i gawędą, światłem i ciemnością. Sol czerpie z katalońskiej tradycji ustnej, wykorzystuje sztukę i literaturę, ludowe zaklęcia i baśnie, aby stworzyć zupełnie nowy rodzaj rodzinnej, a zarazem metafizycznej sagi, w której nie do końca wiadomo, kto kogo bardziej prześladuje umarli żywych czy jednak żywi umarłych. Pełna humoru, melodyjna proza, która eksploruje powiązania między światłem i ciemnością, życiem i śmiercią, pamięcią i zapomnieniem. Powieść Soli, żywa i zabawna, przepełniają legendy i poezja. ActuaLitté Powieść demoniczna w poetyckim tego słowa znaczeniu. Libération Utrzymana w duchu twórczości Ágoty Kristóf i Juana Rulfo książka, powstała z najmroczniejszych i najprawdziwszych opowieści o przewrotności ciała, dramatyzmie świata przyrody i mściwej naturze boskości. Bogata i odważna. Catherine Lacey Wspaniała partytura, w której Irene Sol, zarówno jako kompozytorka, jak i poetka, zaaranżowała najbardziej szalone dźwięki. LObs Intensywna, barokowa, pełna mrocznych zakamarków, niemal jak ludowy horror, w którym groza nie jest grozą, ale czymś swojsko dziwnym. Laura Fernández, El País Kobiecy epos nasycony poezją życia. [] W swojej drugiej powieści Irene Sol potwierdza niezrównany talent narratorski. Sean Rose, Livres Hebdo Główną zaletą tej książki jest tak potężny estetyczny kunszt, że jej dziwność staje się dla nas naturalna. Sol buduje ją za pomocą niezwykle bogatego języka, mistrzowskiego wykorzystania legend o czarownicach i folkloru [...] oraz pisarstwa, którego esencją jest festiwal synestezji. Quadern, El País
Ilona Wiśniewska
Hjem to dom, siedlisko, bezpieczna przystań. Czasem to miejsce, w którym się urodziliśmy. Innym razem nie starcza życia, by je znaleźć. Wybraliśmy je sami albo to ono wybrało nas. Bywa schronieniem, którego szukamy, gdy musieliśmy porzucić swój stary świat. To gniazdo, w którym wychowujemy pisklęta. Punkt odniesienia. Dla Ilony Wiśniewskiej od lat domem jest Troms: niegdyś zasypana śniegiem mieścina na dalekiej północy Norwegii, dziś szybko rozwijające się miasto, trzecie co do wielkości w Arktyce. Sto pięćdziesiąt narodowości, tygiel kultur, ośrodek życia naukowego i popularny kierunek turystyczny milion osób rocznie przybywa tu, by obserwować zorzę. Miasto, które wchłania albo izoluje, daje perspektywy albo nie daje wyboru. I to dotyczy nie tylko ludzi, ale także zwierząt. Wiśniewska opowiada o Troms wielogłosem ludzi i ptaków, znajduje w ich losie podobne doświadczenia i potrzeby. Chodząc ulicami, w końcu spotyka samą siebie i nieoczekiwanie staje się bohaterką tej historii. Jej Hjem to intymna opowieść o przyjaźni, zapuszczaniu korzeni i o tym, że wszystkie żywe istoty potrzebują domu.
Rzeczy zdarzające się w podróży
Krzysztof Środa
Zdziwienie jest początkiem filozofii mówi za Platonem Krzysztof Środa. Ale jak je ocalić w czystej, pierwotnej postaci? Najlepiej kucnąć na skraju drogi i zapisać to, co się właśnie zobaczyło, w podręcznym notesie. To z takich zapisków powstała jego najnowsza książka. Wbrew tytułowi nie jest to esej o podróżowaniu, lecz o poznawaniu i nazywaniu świata. O różnicy między doświadczeniem a językiem, którym próbujemy je pochwycić, i o niepokoju, jaki ta różnica w nas wywołuje. O tym, co dzieje się z widokami, o których zapomnieliśmy, z obrazami, których nie zdążyliśmy opisać, z ludźmi, którzy odeszli. Bo jest to także książka o ludziach, których już nie ma Środa kreśli ich przejmujące portrety i o pamiętaniu o nich. Ale nie tylko. Bo samo pamiętanie nie wystarcza ono też, tak jak oni sami i ich imiona, przeminie. Chyba że opowie się o ich uśmiechach, o ich oczach, cierpieniach, a czasem także o ich śmierci. O tym, co mówili i o czym milczeli. Chyba że zapisze się ich imiona. Trzeba przecież to wszystko ratować a jeśli tak, trzeba o tym pisać.
Ciao amore, ciao. Morderstwo w Rzymie
Nicola Lagioia
La grande bellezza Rzymu znamy wszyscy: antyczna architektura, wyborna kuchnia, jedna z najpiękniejszych metropolii świata. Jednak poza turystycznymi szlakami, w podglebiu miasta kryje się Rzym nieoczywisty i niepokojący szturmowany przez szczury, spustoszony korupcją i narkotykami, przestrzeń nieograniczonej wolności i zarazem głębokiego zepsucia. To w tej scenerii w marcu 2016 roku zostaje brutalnie zamordowany młody rzymianin Luca Varani. Sprawcami są dwaj dwudziestokilkulatkowie z dobrych rodzin, którzy przez wiele godzin bezwzględnie torturowali swoją ofiarę. I właśnie natura tej zbrodni rodzi najbardziej niepokojące pytania. Czy to przypadek nieuzasadnionej przemocy? Czy zabójcy są zdeprawowani? Uzależnieni od kokainy? Czy naprawdę byli świadomi tego, co robią? Nicola Lagioia śledzi tę historię od samego początku: przeprowadza wywiady, zbiera dokumenty i zeznania. Jego podróż tropem sprawców i ofiary oznacza również zejście w noc Rzymu. Z dziennikarskiego śledztwa wyłania się uniwersalny obraz naszych czasów: epoki zawiedzionych oczekiwań, dezorientacji seksualnej i nierówności społecznych. Lagioia, próbując odkryć istotę zła, zadaje również pytanie, jak cienka jest granica między byciem pokrzywdzonym a katem.
Ziemia jednorożca. Podróż po Szkocji
Patrycja Bukalska
Historia Szkocji jednego z najrzadziej zaludnionych krajów europejskich to historia znikania. Najpierw z północnej części kraju, Highlands, zniknęli ludzie wysiedlono ich na wybrzeże, by zrobić miejsce dla owiec. Po mieszkańcach zostały zręby domów i dzikie kozy, potomkinie opuszczonych zwierząt domowych. Gdy hodowla owiec przestała być opłacalna, na wyjałowionej ziemi zamieszkały jelenie, które miały przysporzyć rozrywki zamożnym myśliwym. Zniknął dawny, zrównoważony ekosystem. Wielu z wysiedlonych mieszkańców Highlands zostało rybakami. W sezonie za nimi i za ławicami śledzi podążały tysiące ludzi: herring lassies dziewczęta pracujące przy obróbce ryb, bednarze i kupcy. Rozwijała się kolej, dzięki której to, co złowione, szybko docierało na londyńskie stoły. Po I wojnie światowej i to się zmieniło, a w końcu populację ryb przełowiono. Teraz do dawnych portów i nadmorskich osad zaczęli nadciągać turyści. Patrycja Bukalska warstwa po warstwie odkrywa ślady dawnego życia Szkocji, zapisane w kamieniach, zagrzebane w ziemi i w archiwach, ukryte w ludzkiej pamięci. Jej książka to wielowątkowa opowieść utkana z szumu fal, wiatru i głosów z przeszłości. Za pierwszym razem jechałam do Szkocji z głową pełną obrazów wrzosowisk, romantycznych opowieści i kadrów z popularnych filmów. A Szkocja była inna zaskoczyła mnie jak przypływ podchodzący nocą pod mury hotelu. Wracałam więc, jeździłam coraz dalej na północ. Przy drodze do Skye zobaczyłam dzikie kozy, rogatych strażników pamięci o świecie, którego już nie ma. To od nich zaczyna się ta książka zapis moich poszukiwań istoty tego kraju i trwającej od wielu lat szkockiej podróży. Autorka