Publisher: 16
Anatole France
Poglądy księdza Hieronima Coignarda. Les Opinions de M. Jérôme Coignard recueillies par Jacques Tournebroche. Książka w dwóch wersjach językowych: polskiej i francuskiej. Version bilingue: polonaise et française. Fragmenty Nie mam potrzeby streszczać tutaj życiorysu księdza Hieronima Coignarda, profesora krasomówstwa w kolegium w Beauvais, bibliotekarza pana de Séez (Sagiensis episcopi bibliothecarius sollertissimus, jak go nazywa nagrobne epitafium), późniejszego sekretarza katedry Św. Innocentego, a w końcu konserwatora owego Astaracjanum, tej królowej bibliotek, której zatraty nigdy dostatecznie odżałować nie będzie sposobu. Wiadomo, że zginął od sztyletu Żyda-kabalisty, nazwiskiem Mozaides (judeae manu nefandissima), pozostawiwszy dużo nie pokończonych prac oraz niewygasłe wspomnienie pięknych maksym, wygłaszanych w rozmowach z przyjacioły. Szczegóły żywota jego oraz tragicznej śmierci przekazane zostały potomności przez ucznia znakomitego człowieka, Jakuba Ménétrier, nazywanego także Rożenkiem, albowiem był on synem pewnego właściciela gospody przy ulicy Św. Jakuba. Ów Rożenek pałał ku temu, którego zwał zawsze mistrzem swoim, uwielbieniem i miłością gorącą. Mistrz mój ukochany zwykł był mawiać to najwykwintniejszy umysł, jaki pojawił się do tej pory na ziemi! On to właśnie, Rożenek, z całą skromnością i wiernością bezprzykładną spisał wspomnienia o księdzu Hieronimie Coignard, a postać nieodżałowanego męża zmartwychwstaje w nich niby Sokrates w Memorabiliach Ksenofonta. Ze starannością niesłychaną, ścisłością pedantyczną i umiłowaniem wielkim nakreślił przepyszny portret i ożywił go tak, że stawa przed nami w całej prawdzie, nieskazitelnie wierny. Praca ta przywodzi na myśl portrety Erazma, malowane przez Holbeina, które oglądamy w Luwrze, w muzeum bazylejskim, w Hampton Court i nie możemy się nasycić ich pięknem. Krótko i węzłowato, dał arcydzieło! Zdziwi was zapewne, że pamiętników owych nie opublikował drukiem. Mógł to uczynić tym łatwiej, że został księgarzem przy ulicy Św. Jakuba, dziedzicząc księgarnię Pod Obrazem Św. Katarzyny po panu Blaizot. Być może, iż trawiąc żywot pośród ksiąg, uczuł niechęć dorzucenia kilku nawet kartek do owego potwornego zwału poczernionej bibuły, butwiejącej w spelunkach antykwarzy... Je nai pas besoin de retracer ici la vie de M. labbé Jérôme Coignard, professeur déloquence au collge de Beauvais, bibliothécaire de M. de Séez, Sagiensis episcopi bibliothecarius solertissimus, comme le porte son épitaphe, plus tard secrétaire au charnier Saint-Innocent, puis enfin conservateur de cette Astaracienne, la reine des bibliothques, dont la perte est jamais déplorable. Il périt assassiné, sur la route de Lyon, par un juif cabbaliste du nom de Mosade (Juda manu nefandissima), laissant plusieurs ouvrages interrompus et le souvenir de beaux entretiens familiers. Toutes les circonstances de son existence singulire et de sa fin tragique ont été rapportées par son disciple, Jacques Ménétrier, surnommé Tournebroche parce quil était fils dun rôtisseur de la rue Saint-Jacques. Ce Tournebroche professait pour celui quil avait lhabitude de nommer son bon maître une admiration vive et tendre. Cest, disait-il, le plus gentil esprit qui ait jamais fleuri sur la terre.Il rédigea avec modestie et fidélité les mémoires de M. labbé Coignard, qui revit dans cet ouvrage comme Socrate dans les Mémorables de Xénophon. Attentif, exact et bienveillant, il fit un portrait plein de vie et tout empreint dune amoureuse fidélité. Cest un ouvrage qui fait songer ces portraits dÉrasme, peints par Holbein, quon voit au Louvre, au musée de Bâle et Hampton-Court, et dont on ne se lasse point de goter la finesse. Bref, il nous laissa un chef-duvre. On sera surpris, sans doute, quil nait pas pris soin de le faire imprimer. Pourtant il pouvait léditer lui-mme, étant devenu libraire, rue Saint-Jacques, lImage Sainte-Catherine, o il succéda M. Blaizot. Peut-tre, vivant dans les livres, craignit-il dajouter seulement quelques feuillets cet amas horrible de papier noirci qui moisit obscurément chez les bouquinistes...
Poglądy pedagogiczne Bogdana Nawroczyńskiego i ich współczesne implikacje
Anna Walczak, Alina Wróbel, Marcin Wasilewski
Prezentowana publikacja dotyczy kluczowych aspektów myśli pedagogicznej Bogdana Nawroczyńskiego (1882-1974), jednego z najwybitniejszych klasyków polskiej pedagogiki - historii myśli pedagogicznej, pedagogiki porównawczej, dydaktyki i pedeutologii. Jest on również jednym z najważniejszych przedstawicieli polskiej filozofii wychowania, a jego książkę, Życie duchowe. Zarys filozofii kultury (1947), uznać należy za sztandarową pracę w tej dziedzinie. To ona zainspirowała Autorów oddawanej do rąk Czytelnika publikacji do wypowiedzi na temat życia duchowego. "Zdecydowaliśmy się przywołać i zrekonstruować kategorię pojęciową życie duchowe Bogdana Nawroczyńskiego po to, by wejść z nim w rozmowę z perspektywy nas współczesnych. Staraliśmy się wniknąć zarówno w te aspekty jego myśli, które są nadal żywotne i pobudzające do ponownych przemyśleń, jak i w te, które są zapomniane. Jedne i drugie są warte odrestaurowania i umieszczenia w nowych perspektywach badawczych. W jaki sposób współcześnie jest odbierane życie duchowe w ujęciu Nawroczyńskiego? Po co i w jaki sposób dokonywać translacji jego ujęcia życia duchowego? Czy w trakcie przemieszczania pojęcia życie duchowe może dokonywać się także jego transformacja? Na te pytania próbują odpowiedzieć Autorzy niniejszej publikacji" (ze Wstępu).
Pogłosy. Polska i hiszpańska proza potransformacyjna z perspektywy postzależnościowej
Agnieszka Kłosińska-Nachin
Publikacja przynosi błyskotliwe studium, które emanuje "radością komparatysty". Agnieszka Kłosińska-Nachin znalazła klucz do podwójnej lektury polskiej i hiszpańskiej prozy, opisującej przemiany, jakie dokonywały się w obu społeczeństwach w okresie potransformacyjnym. [...] Książkę można czytać na wiele sposobów: jako pracę komparatystyczną o dużej wadze metodologicznej, ponieważ zaproponowany tryb dyskursu można zastosować do innych korpusów językowych/literackich; jako wciągającą analizę krytyczną prozy współczesnej, która przynosi niezwykle trafną diagnozę przemian społecznych; jako pogłębione studium rozpoznające problemy, jakie tu i teraz dotykają polską i hiszpańską rzeczywistość także w wymiarze politycznym, ponieważ przedstawiony w tomie dwugłos odbija się w sekwencji luster, dając wrażenie pogłosu na który wskazuje Autorka w tytule. Z recenzji prof. dr hab. Beaty Baczyńskiej Monografia stanowi osiągnięcie o statusie dzieła przełomowego, zarówno w obrębie polskiej hispanistyki, jak i międzynarodowych studiów literaturoznawczych oraz postzależnościowych. W oryginalną perspektywę badawczą - analizę tekstów literackich okresu transformacji z zastosowaniem ustaleń studiów postzależnościowych - został wpisany dialog pomiędzy polskimi i hiszpańskimi pisarzami i intelektualistami. Z recenzji dr hab. Katarzyny Moszczyńskiej-DUrst
Jakub Sieczko
Ta praca to ciągłe szukanie równowagi między paraliżującą niepewnością a wyniszczającą rutyną. Dwa słowa są w tej pracy zakazane: powołanie i bohaterstwo. Jakub Sieczko, lekarz, specjalista anestezjologii i intensywnej terapii, przez sześć lat pracował w stołecznym pogotowiu ratunkowym. To osiem tysięcy godzin na dyżurach, tysiące twarzy, setki tragedii – raczej nie tych z pierwszych stron gazet. Kilka spektakularnych sukcesów i żadnego cudu, bo siły nadprzyrodzone mają na warszawskim Grochowie wolne. Ludzie jeżdżący karetką i nazywani czasem bogami – wcale nimi nie są. Próbują przetrwać w pogotowiu, nie popaść w obojętność lub samodestrukcję. Nie każdemu się to udaje. Obcują z miastem bez filtra i pudru – z Warszawą śmierci, klubów ekskluzywnych i podrzędnych, brudu, głupich porachunków, złamanych serc i przede wszystkim niewidowiskowego, cichego cierpienia. Robią w nieszczęściu, które przytrafia się starym i młodym, bogatym i biednym, sławnym i anonimowym. Wszyscy są równi. I pogo też nie wybiera – jeździ do każdego. Trzech ubranych na pomarańczowo trzydziestolatków musi patrzeć na rozpadające się cudze życia, choć często woleliby odwrócić wzrok. Taka praca, że patrzeć trzeba. Niekiedy udają przed sobą, że wcale nie chce im się płakać. Lekarzowi czasem „bandaż się rozwija”, a czasem ma overbooking nieszczęść. Jednak gdy trzylatek nie zostaje półsierotą, nieszczęście staje się szczęściem. I to jest piękna chwila – zdradliwa, ale najpiękniejsza.
Pogoda dla Polski. Kraj, katolicyzm, kultura
Adam Szostkiewicz
W niniejszym wyborze moich tekstów publicystycznych staram się opisać, zanalizować i zrozumieć dobre i złe zmiany, jakie zaszły w Polsce i w świecie w polityce, religii, społeczeństwie, mediach i kulturze w ostatnich dekadach, zwłaszcza po odrodzeniu się naszej niepodległości. To rodzaj kroniki, ale i świadectwa zdarzeń widzianych oczami przedstawiciela pokolenia opozycji demokratycznej i Solidarności, tej jego części, która witała rok 1989 z nadzieją i radością, a dziś patrzy z niepokojem na przyszłość wolnej i demokratycznej Polski w dobie radykalnej kontestacji tego, co uważam za zdobycze transformacji ustrojowej po rozpadzie bloku radzieckiego i dobrowolnym przystąpieniu państw naszego regionu do wspólnoty demokracji zachodnich. Niepokój nie powinien się jednak przekształcać w defetyzm. Powinien mobilizować do myślenia i działania w obronie przed sprzedawcami dymu i orędownikami permanentnej wojny wszystkich ze wszystkimi. Adam Szostkiewicz (1952) – absolwent polonistyki UJ, dziennikarz, publicysta, tłumacz prozy, poezji i eseistyki anglojęzycznej. W latach 1988–1999 redaktor ,,Tygodnika Powszechnego’’, od 1999 r. związany z ,,Polityką’’. Pisze o religiach, Kościele rzymskokatolickim, polityce polskiej i międzynarodowej, kulturze współczesnej i mediach. Działacz ,,Solidarności’’ przed 1989 r., internowany po wprowadzeniu stanu wojennego, współpracownik podziemnej prasy opozycyjnej. Współpracownik Tadeusza Mazowieckiego w kampanii prezydenckiej w 1990 r., rzecznik prasowy Małopolskiego Komitetu Obywatelskiego w 1989 r. Kawaler Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski, laureat nagrody za publicystkę Krakowskiej Fundacji Kultury. Autor trzech książek; przewodniczący kapituły Nagrody im. Beaty Pawlak, członek kapituły Nagrody im. Jerzego Turowicza.
Pogoda dla rewolucjonistów. Jak zmienić świat w czasie katastrofy
Przemysław Wielgosz
Katastrofy środowiskowe czytane przez polityczne okulary Czy kataklizm to dobry czas na rewolucję? Przemysław Wielgosz opowiada o kilku przełomowych momentach w dziejach świata, gdy systemy społeczne osiągały granice swojej środowiskowej i politycznej wyporności. Towarzyszyły temu chaos i katastrofy, ale ostatecznie dochodziło do zasadniczych zmian. Zdaniem autora również dziś, kiedy globalny kapitalizm zderza się z granicami ekspansji, mamy na to pewną szansę - o ile zaczniemy łączyć kwestie środowiskowe ze społecznymi i dostrzeżemy ich wymiar polityczny. Napisana z rozmachem i erudycją książka pozwala spojrzeć na dzisiejszy multikryzys z szerszej i mniej pesymistycznej perspektywy. Jak podkreśla autor: "O ile gniew natury może nas co najwyżej paraliżować, dowodząc naszej słabości i niemocy, o tyle gniew wywołany przez niesprawiedliwość społeczną może pomóc nam zmienić świat". W książce przeczytamy między innymi o tym, jak u schyłku średniowiecza katastrofa klimatyczna i epidemia stały się katalizatorami antyfeudalnej rewolucji w Europie, jak w XVII wieku w odpowiedzi na podobny zestaw klęsk chińscy chłopi zmusili cesarza do budowy nowożytnego państwa dobrobytu, jak angielscy luddyści walczyli z kapitałem kopalnym, a francuscy robotnicy w XIX wieku obronili swoje miejsca pracy dzięki odnawialnym źródłom energii. Zobaczymy z innej perspektywy wydarzenia, których byliśmy i jesteśmy świadkami: epidemię Covid 19, wojny w Ukrainie i Gazie, brutalistyczne działanie kapitału, spory o europejski Zielony Ład, tworzenie się globalnego apartheidu.
Marek Ławrynowicz
Mężczyzna w średnim wieku wyznaje napotkanej w parku staruszce, że nie wie, kim jest. Dzięki pomocy kobiety trafia pod opiekę służb medycznych, a ostatecznie do szpitala psychiatrycznego. Mijają miesiące, ale Jan takie imię zostaje mu nadane nie odzyskuje pamięci i nikt go nie szuka. Jeden z pacjentów, profesor symulujący chorobę psychiczną, ostrzega go przed próbą powrotu do pozaszpitalnej rzeczywistości. Niespodziewanie mężczyzna staje przed szansą opuszczenia szpitala.
Marek Ławrynowicz
Mężczyzna w średnim wieku wyznaje napotkanej w parku staruszce, że nie wie, kim jest. Dzięki pomocy kobiety trafia pod opiekę służb medycznych, a ostatecznie do szpitala psychiatrycznego. Mijają miesiące, ale Jan takie imię zostaje mu nadane nie odzyskuje pamięci i nikt go nie szuka. Jeden z pacjentów, profesor symulujący chorobę psychiczną, ostrzega go przed próbą powrotu do pozaszpitalnej rzeczywistości. Niespodziewanie mężczyzna staje przed szansą opuszczenia szpitala.