Видавець: 16
Pogięte bajki. Spokój grabarza
Marcin Pełka
Bohaterowie twojego dzieciństwa w wersji hard! Oto dobrze znani bohaterowie bajek w mniej niewinnej, za to o wiele ciekawszej i bardziej złożonej odsłonie. Krecik-piroman, Batman z zaburzeniami erekcji, Masza z zamiłowaniem do polifarmakoterapii czy sfrustrowany, będący na skraju depresji listonosz Pat przestają być uroczymi symbolami naszego dzieciństwa. Znajdziecie tu rubaszny, chwilami czarny humor, dosadne słownictwo i sarkazm w gęsto utkanej fabule opowieści TYLKO dla dorosłych. Nie da się ukryć, że autor obdarzony jest niecodziennym poczuciem humoru. Dlatego też niecodzienne są jego nie-bajki, które przeczytacie z zapartym tchem, śmiejąc się do rozpuku. Szalony, pogięty taniec z literacką konwencją, w której Marcin Pełka już po raz drugi okazuje się niedościgniony!" Kiedy poranne słońce wspięło się wyżej, zaczęło porządnie przygrzewać. Obudzona narastającym ciepłem Maja ziewnęła najpierw, a potem przeciągnęła się. Uniosła liść, którym była przykryta, odsłaniając tym samym Gucia. Truteń spał w najlepsze niczego nieświadomy. Maja klepnęła go w wypiętą okolicę żądła. Nie widząc efektów, powtórzyła tę czynność nieco energiczniej. Gucio zamlaskał, coś wymamrotał, snu jednak nie przerwał. Z podrażnionej klapsami okolicy wypuścił za to bąka. Wkurzyło to Maję do takiego stopnia, że sprzedała partnerowi solidnego kopa w słabiznę tuż za żądłem. Au! wrzasnął z bólu momentalnie rozbudzony Gucio. Z przestrachem rozejrzał się szybko dookoła, gotów walczyć lub uciekać, z wyraźnym nastawieniem na tę drugą opcję. Zagrożenia nigdzie jednak nie dostrzegł. W jego pole widzenia wpłynęła za to okrągła buzia Mai z ustami zaciśniętymi ze złości w poziomą, wąską kreskę. Za co? zapytał ostrożnie, rozcierając bolące miejsce. Bo mnie ignorujesz! usłyszał w odpowiedzi. Ja? Ignoruję? Kiedy? Gucio próbował doprecyzować problem i zorientować się w jego skali. Zignorowałeś mnie przed chwilą. Ale ja przed chwilą przecież spałem! Czyli przyznajesz się do winy? Do niczego się nie przyznaję, a przynajmniej na razie. Truteń wolał się zaasekurować. O co ci w ogóle chodzi? Domyśl się! odparła pszczółka i odwróciła się do niego plecami."
Poglądy księdza Hieronima Coignarda
Anatole France
W Poglądach księdza Hieronima Coignarda Anatole France noblista, erudyta i bibliofil daje wyraz własnych przekonań na temat instytucji życia publicznego, wymiaru sprawiedliwości i ludzkich postaw. Ukrywa je pod maską minionego wieku, jednak złośliwe aluzje do czasów współczesnych autorowi są doskonale widoczne i świadczą o aktualności prozy Francea.
Poglądy księdza Hieronima Coignarda
Anatol France
Jeśli z jednej strony cenić należy wolność umysłu księdza Coignarda, nie skażonego pospolitymi błędami, jako też to, że namiętności nasze i obawy nie miały doń przystępu, to z drugiej strony należy podnieść, że ten znakomity człowiek posiadał niezwykłe, oryginalne poglądy na przyrodę i społeczeństwo i mógłby był niewątpliwie zachwycić wszystkich wspaniałą, ogarniającą całokształt rzeczy konstrukcją myślową, gdyby mu jeno nie brakło zręczności czy woli nasypania do luk widniejących pomiędzy różnymi prawdami całej masy świętych sofizmatów, co by całość spoiło w jedną bryłę. W ten to jeno sposób buduje się wielkie systematy filozoficzne, gdzie jedynym lepiszczem jest zawsze sofistyka. Brakło mu zmysłu twórczości systematycznej lub też, powiedzmy, znajomości sztuki symetrycznej architektury i brak ten sprawia, że okazuje się tym, czym jest w rzeczywistości, to znaczy: najmędrszym z moralistów, czymś w rodzaju równoczesnego kontynuatora Epikura i św. Franciszka z Asyżu. (Fragment)
Poglądy księdza Hieronima Coignarda
Anatole France
Poglądy księdza Hieronima Coignarda Ksiądz Hieronim Coignard Oktawowi Mirbeau Nie mam potrzeby streszczać tutaj życiorysu księdza Hieronima Coignarda, profesora krasomówstwa w kolegium w Beauvais, bibliotekarza pana de Séez (Sagiensis episcopi bibliothecarius sollertissimus, jak go nazywa nagrobne epitafium), późniejszego sekretarza katedry Św. Innocentego, a w końcu konserwatora owego „Astaracjanum”, tej królowej bibliotek, której zatraty nigdy dostatecznie odżałować nie będzie sposobu. Wiadomo, że zginął od sztyletu Żyda-kabalisty, nazwiskiem Mozaides (judeae manu nefandissima), pozostawiwszy dużo nie pokończonych prac oraz niewygasłe wspomnienie pięknych maksym, wygłaszanych w rozmowach z przyjacioły. [...]Anatole FranceUr. 16 kwietnia 1844 w Paryżu Zm. 12 października 1924 w Saint-Cyr-sur-Loire (w środkowej Francji) Najważniejsze dzieła: Zbrodnia Sylwestra Bonnard (1881), Gospoda pod Królową Gęsią Nóżką (1892) oraz Bogowie łakną krwi (1912) Właśc. François-Anatole Thibault.Francuski poeta, pisarz i dziennikarz. Laureat literackiej Nagrody Nobla (1921). Ojciec Anatole'a, dawny podoficer, prowadził w Paryżu znaną księgarnię, Librairie France-Thibault. Syn wychował się w atmosferze erudycji i fascynacji czasami rewolucji francuskiej. Pseudonim France odziedziczył po ojcu. Nie chciał jednak przejąć przedsiębiorstwa, ojciec zaś nie pochwalał synowskiej "pisaniny". Anatole obrał na swojego mistrza poetę Charles'a Leconte de Lisle (1818-1894), razem pracowali jako bibliotekarze w Senacie. Od 1867 wchodził w skład grupy poetyckiej Parnas. Pisywał też powieści satyryczno-heroikomiczne. Krytykował hipokryzję obyczajową, opowiadał się za wolnością. Z pierwszego małżeństwa (1877-1892) miał córkę Suzanne (1881-1918). Drugie zawarł w 1920 r. Utrzymywał relacje uczuciowe z wieloma kobietami. Powieść Zbrodnia Sylwestra Bonnard przyniosła mu nagrodę Akademii Francuskiej, której członkiem został w 1896 r. Angażował się w sprawy społeczne, stanął w obronie Alfreda Dreyfusa (1898), był współzałożycielem Ligi Praw Człowieka i Obywatela, protestował przeciwko rzezi Ormian w Turcji (1915-1916). Na początku pierwszej wojny światowej pisał teksty zagrzewające do boju, czego później żałował i wbrew nastrojom społecznym stał się orędownikiem pokoju z Niemcami. W 1921 r. otrzymał nagrodę Nobla za całokształt twórczości. W 1922 r. całość jego dzieł została przez papieża potępiona dekretem Kongregacji Nauki Wiary. Kupując książkę wspierasz fundację Nowoczesna Polska, która propaguje ideę wolnej kultury. Wolne Lektury to biblioteka internetowa, rozwijana pod patronatem Ministerstwa Edukacji Narodowej. W jej zbiorach znajduje się kilka tysięcy utworów, w tym wiele lektur szkolnych zalecanych do użytku przez MEN, które trafiły już do domeny publicznej. Wszystkie dzieła są odpowiednio opracowane - opatrzone przypisami oraz motywami.
Anatole France
Poglądy księdza Hieronima Coignarda. Les Opinions de M. Jérôme Coignard recueillies par Jacques Tournebroche. Książka w dwóch wersjach językowych: polskiej i francuskiej. Version bilingue: polonaise et française. Fragmenty Nie mam potrzeby streszczać tutaj życiorysu księdza Hieronima Coignarda, profesora krasomówstwa w kolegium w Beauvais, bibliotekarza pana de Séez (Sagiensis episcopi bibliothecarius sollertissimus, jak go nazywa nagrobne epitafium), późniejszego sekretarza katedry Św. Innocentego, a w końcu konserwatora owego Astaracjanum, tej królowej bibliotek, której zatraty nigdy dostatecznie odżałować nie będzie sposobu. Wiadomo, że zginął od sztyletu Żyda-kabalisty, nazwiskiem Mozaides (judeae manu nefandissima), pozostawiwszy dużo nie pokończonych prac oraz niewygasłe wspomnienie pięknych maksym, wygłaszanych w rozmowach z przyjacioły. Szczegóły żywota jego oraz tragicznej śmierci przekazane zostały potomności przez ucznia znakomitego człowieka, Jakuba Ménétrier, nazywanego także Rożenkiem, albowiem był on synem pewnego właściciela gospody przy ulicy Św. Jakuba. Ów Rożenek pałał ku temu, którego zwał zawsze mistrzem swoim, uwielbieniem i miłością gorącą. Mistrz mój ukochany zwykł był mawiać to najwykwintniejszy umysł, jaki pojawił się do tej pory na ziemi! On to właśnie, Rożenek, z całą skromnością i wiernością bezprzykładną spisał wspomnienia o księdzu Hieronimie Coignard, a postać nieodżałowanego męża zmartwychwstaje w nich niby Sokrates w Memorabiliach Ksenofonta. Ze starannością niesłychaną, ścisłością pedantyczną i umiłowaniem wielkim nakreślił przepyszny portret i ożywił go tak, że stawa przed nami w całej prawdzie, nieskazitelnie wierny. Praca ta przywodzi na myśl portrety Erazma, malowane przez Holbeina, które oglądamy w Luwrze, w muzeum bazylejskim, w Hampton Court i nie możemy się nasycić ich pięknem. Krótko i węzłowato, dał arcydzieło! Zdziwi was zapewne, że pamiętników owych nie opublikował drukiem. Mógł to uczynić tym łatwiej, że został księgarzem przy ulicy Św. Jakuba, dziedzicząc księgarnię Pod Obrazem Św. Katarzyny po panu Blaizot. Być może, iż trawiąc żywot pośród ksiąg, uczuł niechęć dorzucenia kilku nawet kartek do owego potwornego zwału poczernionej bibuły, butwiejącej w spelunkach antykwarzy... Je nai pas besoin de retracer ici la vie de M. labbé Jérôme Coignard, professeur déloquence au collge de Beauvais, bibliothécaire de M. de Séez, Sagiensis episcopi bibliothecarius solertissimus, comme le porte son épitaphe, plus tard secrétaire au charnier Saint-Innocent, puis enfin conservateur de cette Astaracienne, la reine des bibliothques, dont la perte est jamais déplorable. Il périt assassiné, sur la route de Lyon, par un juif cabbaliste du nom de Mosade (Juda manu nefandissima), laissant plusieurs ouvrages interrompus et le souvenir de beaux entretiens familiers. Toutes les circonstances de son existence singulire et de sa fin tragique ont été rapportées par son disciple, Jacques Ménétrier, surnommé Tournebroche parce quil était fils dun rôtisseur de la rue Saint-Jacques. Ce Tournebroche professait pour celui quil avait lhabitude de nommer son bon maître une admiration vive et tendre. Cest, disait-il, le plus gentil esprit qui ait jamais fleuri sur la terre.Il rédigea avec modestie et fidélité les mémoires de M. labbé Coignard, qui revit dans cet ouvrage comme Socrate dans les Mémorables de Xénophon. Attentif, exact et bienveillant, il fit un portrait plein de vie et tout empreint dune amoureuse fidélité. Cest un ouvrage qui fait songer ces portraits dÉrasme, peints par Holbein, quon voit au Louvre, au musée de Bâle et Hampton-Court, et dont on ne se lasse point de goter la finesse. Bref, il nous laissa un chef-duvre. On sera surpris, sans doute, quil nait pas pris soin de le faire imprimer. Pourtant il pouvait léditer lui-mme, étant devenu libraire, rue Saint-Jacques, lImage Sainte-Catherine, o il succéda M. Blaizot. Peut-tre, vivant dans les livres, craignit-il dajouter seulement quelques feuillets cet amas horrible de papier noirci qui moisit obscurément chez les bouquinistes...
Poglądy pedagogiczne Bogdana Nawroczyńskiego i ich współczesne implikacje
Anna Walczak, Alina Wróbel, Marcin Wasilewski
Prezentowana publikacja dotyczy kluczowych aspektów myśli pedagogicznej Bogdana Nawroczyńskiego (1882-1974), jednego z najwybitniejszych klasyków polskiej pedagogiki - historii myśli pedagogicznej, pedagogiki porównawczej, dydaktyki i pedeutologii. Jest on również jednym z najważniejszych przedstawicieli polskiej filozofii wychowania, a jego książkę, Życie duchowe. Zarys filozofii kultury (1947), uznać należy za sztandarową pracę w tej dziedzinie. To ona zainspirowała Autorów oddawanej do rąk Czytelnika publikacji do wypowiedzi na temat życia duchowego. "Zdecydowaliśmy się przywołać i zrekonstruować kategorię pojęciową życie duchowe Bogdana Nawroczyńskiego po to, by wejść z nim w rozmowę z perspektywy nas współczesnych. Staraliśmy się wniknąć zarówno w te aspekty jego myśli, które są nadal żywotne i pobudzające do ponownych przemyśleń, jak i w te, które są zapomniane. Jedne i drugie są warte odrestaurowania i umieszczenia w nowych perspektywach badawczych. W jaki sposób współcześnie jest odbierane życie duchowe w ujęciu Nawroczyńskiego? Po co i w jaki sposób dokonywać translacji jego ujęcia życia duchowego? Czy w trakcie przemieszczania pojęcia życie duchowe może dokonywać się także jego transformacja? Na te pytania próbują odpowiedzieć Autorzy niniejszej publikacji" (ze Wstępu).
Pogłosy. Polska i hiszpańska proza potransformacyjna z perspektywy postzależnościowej
Agnieszka Kłosińska-Nachin
Publikacja przynosi błyskotliwe studium, które emanuje "radością komparatysty". Agnieszka Kłosińska-Nachin znalazła klucz do podwójnej lektury polskiej i hiszpańskiej prozy, opisującej przemiany, jakie dokonywały się w obu społeczeństwach w okresie potransformacyjnym. [...] Książkę można czytać na wiele sposobów: jako pracę komparatystyczną o dużej wadze metodologicznej, ponieważ zaproponowany tryb dyskursu można zastosować do innych korpusów językowych/literackich; jako wciągającą analizę krytyczną prozy współczesnej, która przynosi niezwykle trafną diagnozę przemian społecznych; jako pogłębione studium rozpoznające problemy, jakie tu i teraz dotykają polską i hiszpańską rzeczywistość także w wymiarze politycznym, ponieważ przedstawiony w tomie dwugłos odbija się w sekwencji luster, dając wrażenie pogłosu na który wskazuje Autorka w tytule. Z recenzji prof. dr hab. Beaty Baczyńskiej Monografia stanowi osiągnięcie o statusie dzieła przełomowego, zarówno w obrębie polskiej hispanistyki, jak i międzynarodowych studiów literaturoznawczych oraz postzależnościowych. W oryginalną perspektywę badawczą - analizę tekstów literackich okresu transformacji z zastosowaniem ustaleń studiów postzależnościowych - został wpisany dialog pomiędzy polskimi i hiszpańskimi pisarzami i intelektualistami. Z recenzji dr hab. Katarzyny Moszczyńskiej-DUrst
Jakub Sieczko
Ta praca to ciągłe szukanie równowagi między paraliżującą niepewnością a wyniszczającą rutyną. Dwa słowa są w tej pracy zakazane: powołanie i bohaterstwo. Jakub Sieczko, lekarz, specjalista anestezjologii i intensywnej terapii, przez sześć lat pracował w stołecznym pogotowiu ratunkowym. To osiem tysięcy godzin na dyżurach, tysiące twarzy, setki tragedii – raczej nie tych z pierwszych stron gazet. Kilka spektakularnych sukcesów i żadnego cudu, bo siły nadprzyrodzone mają na warszawskim Grochowie wolne. Ludzie jeżdżący karetką i nazywani czasem bogami – wcale nimi nie są. Próbują przetrwać w pogotowiu, nie popaść w obojętność lub samodestrukcję. Nie każdemu się to udaje. Obcują z miastem bez filtra i pudru – z Warszawą śmierci, klubów ekskluzywnych i podrzędnych, brudu, głupich porachunków, złamanych serc i przede wszystkim niewidowiskowego, cichego cierpienia. Robią w nieszczęściu, które przytrafia się starym i młodym, bogatym i biednym, sławnym i anonimowym. Wszyscy są równi. I pogo też nie wybiera – jeździ do każdego. Trzech ubranych na pomarańczowo trzydziestolatków musi patrzeć na rozpadające się cudze życia, choć często woleliby odwrócić wzrok. Taka praca, że patrzeć trzeba. Niekiedy udają przed sobą, że wcale nie chce im się płakać. Lekarzowi czasem „bandaż się rozwija”, a czasem ma overbooking nieszczęść. Jednak gdy trzylatek nie zostaje półsierotą, nieszczęście staje się szczęściem. I to jest piękna chwila – zdradliwa, ale najpiękniejsza.