Wydawca: E-bookowo
Strefa Autora
Pomysł na Gorącą Antologię zrodził się w umyśle Katarzyny Krzan, redaktor naczelnej wydawnictwa E-bookowo i portalu Strefa Autora. Umyśle – dodajmy – owładniętym gorączką z powodu szalejącej grypy. Z tego powodu wiele tekstów zgromadzonych w tej książce (przede wszystkim prozatorskich) nosi znamiona szaleństwa, sennych majaczeń bądź irracjonalnych wizji kłębiących się bez opamiętania i umiaru. Zabieg to jak najbardziej celowy i w szaleństwie swym uzasadniony, ma on bowiem wprawić czytelnika w podobnie gorączkowy stan balansujący na granicy snu i jawy, fikcji i faktów, zmyślenia i rzeczywistości. Zaskakujące puenty, obrazy mrożące krew w żyłach, wizje absurdalne lub śmieszne, odległa historia zmiksowana z realiami współczesności, futurystyczne przepowiednie i metaliterackie fantasmagorie. Wszystko to – mamy nadzieję – przyprawi czytelnika o chorobliwe wypieki na twarzy, czyli wrażenia osobliwe, nadzwyczajne i niezapomniane. Natomiast jako swoiste lekarstwo i antidotum na tę gorączkę prozy, proponujemy drugą część Gorącej Antologii, nieco wystudzoną i działającą jak chłodny kompres na rozpalone czoło, na którą składają się utwory poetyckie oraz felietony. Wszystkim autorom Gorącej Antologii dziękujemy za inspirujące stany podgorączkowe, a wszystkim jej czytelnikom życzymy miłego, literackiego „chorowania”. Anna Alochno-Janas redaktor portalu StrefaAutora.pl Annais, W. Chodasiewicz, E. Kielska, B.J. Klajza, K. Krzan, J. Kwiatkowska, F. Netz, Mander, Mariposa, J. M. Moneta, Serena, Sherst, A. Siedlecki, V.G. Soque, A. Strzelec, A. Szczęsna, Śmiertelna Cisza, O. Tumski AUTORZY: Annais – w pseudonim Annais przebiera się literacko Anna Alochno–Janas, absolwentka kulturoznawstwa, laureatka pięciu konkursów poetyckich (m.in. Laur Zawodziański, Zagłębiowski Pegaz, Konkurs im. Pawlikowskiej–Jasnorzewskiej). Publikowała m.in. w „SosnArt”, „Art Anons”, „ProArte”, Śląskiej Strefie Gender, Modowo.pl, w monografii Fotografia. Spojrzenia literackie i filmowe (szkic Eros i Tanatos w fotografii), w antologii poetyckiej Nie noszę bransoletek. W latach 2004-2006 prowadziła autorski e-magazyn literacki „Black & White SML”. Wydała e-booki: zbiór poezji Arachnologia oraz esej Samobójstwa literackie (e-bookowo, 2011). W 2012 roku wydała pierwszą książkę poetycką Arachnologia z posłowiem L. Żulińskiego (wyd. Miniatura, Kraków 2012). Prowadzi stronę autorską: www.annais.pl oraz blog erotyczny https://eroticon.annais.pl. Pracuje jako redaktor, dziennikarka prasowa, korektor i tłumacz. Mieszka w Sosnowcu. Chodasiewicz Władysław – ur. w 1886 r. w Moskwie, zm. W 1939 r. w Paryżu. Wnuk uczestnika powstania listopadowego, syn (szóste, najmłodsze dziecko) cenionego moskiewskiego rzeźbiarza i fotografika. Zdaniem Vladimira Nabokova – najwybitniejszy poeta rosyjski XX wieku (opinię tę wyraził w roku 1939). Znajomość języka polskiego zawdzięczał matce. Tłumaczył polską poezję i prozę. W roku 1922 opuścił sowiecką Rosję i już do śmierci pozostał na emigracji (Niemcy, Włochy, Francja). Objęty zakazem w ZSRR, powrócił do rosyjskiego czytelnika pod koniec lat osiemdziesiątych. Kielska Ena – ur. 3 lutego w Sosnowcu, filolog. Ukończyła studia na wydziale anglistyki o kierunku kultura i literatura brytyjska i amerykańska na Uniwersytecie Śląskim. Autorka tomików poezji Witam państwa w mojej audycji gotyk i seks (2008), Weź napisz o mnie wiersz (e-bookowo 2011, filmu Ballada o morderstwie (2009) oraz książki Pamiętnik Wendy (e-bookowo 2012). Laureatka konkursów poetyckich. Strona internetowa autorki: www.enakielska.blogspot.com Klajza Błażej Jacek – ur. 09.01.1971 r. w Częstochowie. Jak spuszczał wodę to się śmiał. Krzan Katarzyna (Catarina) – redaktor naczelna wydawnictwa internetowego e-bookowo, doktor nauk humanistycznych, mama trzech córek. Kwiatkowska Jolanta (Jola K.) – urodziła się jako płeć żeńska (tak było napisane kopiowym ołówkiem na opasce). Dziś jest kobietą (dla ułatwienia dodajmy, że o wiek tej płci nie wypada pytać). Nie zdobyła żadnego szczytu. Nie odkryła żadnego lądu. Wielu innych nadzwyczajnych rzeczy nie zrobiła. Odeszli Ci, którzy ją kochali i których ona kochała. Urodzili się Ci, którzy ją kochają i których ona kocha. Nauczyła się cieszyć i doceniać to, co miała, co ma. Wciąż czeka z ufnością na to, co jej los przyniesie. Zawsze lubiła się uczyć (życia) i nadal się uczy: jak żyć, by nie przegapić chwil szczęścia, które zsyła nam każdy dzień. Autorka powieści Jesienny koktajl, Tak dobrze, że aż źle, Kod emocji, Rozsypane wspomnienia, Pułapka Nowego Roku i Przewrotność dobra. Mander – wykształcenie techniczne. Aktualnie wykonywany zawód to klimatyk, zatrudniony w dziale technicznym w jednym z warszawskich biurowców. Hobby to oczywiście literatura. Debiutował w 2011 r. tomikiem Mroczne Średniowiecze – najzabawniejsze opowieści bardów wierszem spisane. Zwolennik poezji tradycyjnej. Na zarzuty stosowania rymów częstochowskich odpowiada zawsze w ten sam sposób: tak pisał Mickiewicz. Dotychczasowe publikacje w e-bookowo: Mroczne Średniowiecze – wiersze satyryczne, Matematyka stosowana – wiersze satyryczneRusałka – tomik sentymentalnych, ciepłych wierszy, Bajki dla dużych dzieci – wiersze satyryczne oraz Przepowiednia – powieść fantasy, wyd. Bezkartek. Mariposa – hiszpański motyl (nie mucha); pisać wiersze zaczęła w wieku lat 13, skończyła w wieku 20, gdy doliczyła się dwóch tysięcy utworów. Uznała, że literatura polska więcej nie potrzebuje. Kilka udało się opublikować, część wysłała na konkursy, gdzie nawet zdobyły jakieś wyróżnienia, reszta trafiła do piwnicy, gdzie czeka na odkrywcę w dalekiej przyszłości. Mariposa pragnie pozostać anonimowa, w życiu prywatnym interesuje się myciem garów, obieraniem kartofli i odcedzaniem makaronu. Nie ogląda polskich seriali, lubi egzotyczne kino, szczególnie z rejonu Bliskiego Wschodu, ma słabość do wyrobów papierniczych, marzy o pracy w księgarni. Moneta Marcin Jerzy – autor miniatur i opowiadań, które zamieszcza na swoim blogu literackim trupywszaffach.pl. Ma za sobą kilka publikacji w czasopismach literackich. Ciągle jednak przygotowuje się do prawdziwego debiutu i napisania pierwszej powieści bądź też publikacji w formie zbioru opowiadań. Stara się pisać maksymalnie szczerze, nadać narracji ton osobisty, subiektywny, taki jakim jest proces myślenia i percepcji. Świat, który opisuje, pokazuje „przefiltrowany” przez myśli bohaterów, ludzi zwykłych, nieco komicznych, codziennych, którzy często zostają wplątani w absurdy i surrealizmy ukryte w rzeczywistości. Na ich drodze stają materializacje lęków, stereotypów, przyzwyczajeń, symboli itp. Z zawodu jest dziennikarzem. Mieszka we Wrocławiu. Jego literaccy mistrzowie to: Gombrowicz, Dostojewski i Hesse. Lubi zimną wódkę, gorącą herbatę, pocałunki, dobrą muzykę i kąpiele w wannie. Netz Feliks – ur. w 1939 r., poeta, prozaik, twórca słuchowisk (m.in. „Pokój z widokiem na wojnę polsko-jaruzelską”, premiera w r. 2006, finalista międzynarodowego konkursu radiowego „Prix Italia”: jedno z trzech najlepszych słuchowisk zrealizowanych na świecie w roku 2006), felietonista, krytyk, tłumacz. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, gdzie mieszka od r. 1953. Wydał m.in.: Wir (poezje, 1985), Urodzony w święto zmarłych (powieść, 1995), Wielki zamęt (publicystyka, 1996), Róg Ligonia i królowej Jadwigi (opowieść dokumentalna, 1997), Dysharmonia caelestis (powieść, 2005, nominowana do nagrody NIKE), Poza kadrem (teksty o filmach, 2006), Ćwiczenia z wygnania (eseje, 2008, nominacja do Nagrody Mediów Publicznych COGITO 2009), Cztery dni nieśmiertelności (poezje, 2009). Tłumacz z j. rosyjskiego (m.in. Eugeniusz Oniegin A. Puszkina i 25 sonetów do Marii Stuart J. Brodskiego), z j. niemieckiego (Wzór wewnętrzny K. Drawerta), z j. angielskiego (m.in.: Wojna i miłość Johna Jakesa), z j. węgierskiego (Anatema Tibora Déry’ego, Taniec motyla Endre Illésa, Ciemny anioł Gygörgya Moldovy). Znawca, komentator i tłumacz dzieł Sándora Máraiego (Żar, Księga ziół, Występ gościnny w Bolzano, Krew świętego Januarego, Pierwsza miłość, Dziedzictwo Estery, Wyspa, Niebo i ziemia; w druku Cztery pory roku, Siostra.).
Górskie wędrówki Region Jungfrau - Alpy Berneńskie
Wojciech Biedroń
Alpy Berneńskie to region, w którym natrafimy na lodowce, spektakularne widoki śnieżnych szczytów oraz wjedziemy kolejką na dach Europy na wysokość prawie 3500 metrów. Zróżnicowanie tras jest tak duże, że możemy poruszać się pieszo, rowerem oraz koleją. Zapraszam do zapoznania się z moją wersją podróży po tym pięknym regionie, którą można dowolnie modyfikować. Jeśli zdecydujemy się na to, aby spędzić tam co najmniej kilka dni to i tak będzie nam trudno dokonać wyboru. Dzięki dobrej komunikacji zbiorowej, łatwo będzie dostosować nasze oczekiwania do tego co chcemy zobaczyć. W niniejszym opracowaniu zwracam uwagę na łatwe przemieszczanie się z miejsca na miejsce, które można potraktować jako wsparcie dla trekkingu, ale również można nastawić się tylko i wyłącznie na podróże po żelaznych szlakach, po których bezpiecznie pojedziemy koleją.
Górskie wędrówki Tatry Wysokie - Centralne Karpaty Zachodnie
Wojciech Biedroń
Za pierwszym razem nie udał mi się trekking w Tatrach Słowackich. Na szczęście rezygnacja podczas pierwszej próby nastąpiła bardzo szybko i nie zniechęciło mnie to do gór a powiem więcej, zaostrzyło tylko mój apetyt. Za to na drugie podejście czekałem ponad dwie dekady. Rozpoczęliśmy naszą wędrówkę od Tatrzańskiej Łomnicy i zakończyliśmy nieopodal Szczyrbskiego jeziora. Przedstawiona propozycja może się spodobać długodystansowcom, którzy lubią trekking z dużymi plecakami od schroniska do schroniska. Nasze przejście co prawda zakończyło się bez wejścia na Krywań, ale myślę, że może być inspiracją nie tylko na kilka dni marszu, ale nawet na wypad weekendowy. Wtedy warto wziąć dodatkowo dzień, bądź dwa urlopu. No chyba, że nie uda nam się oprzeć urokowi tatrzańskiemu i wybierzemy się na kilka dni tak jak to przedstawiłem tutaj. Tatry Słowackie to jak najbardziej umożliwiają dzięki licznym kolejkom linowym i słynnej "Elektriczce" czyli kolei słowackiej obsługujących połączenia u podnóża Tatr Wysokich.
Górskie wędrówki Tatry Wysokie - Granaty Świnica Kasprowy Wierch
Wojciech Biedroń
Lubię wracać w nasze Małe Alpy i choć nie są bardzo rozległe powierzchniowo i nie mają czterotysięczników jak Alpy np. w Szwajcarii to są piękne i są co najważniejsze nasze. Każdy znajdzie tutaj dla siebie coś ciekawego. Ja tym razem za namową mojej znajomej wyruszyłem wraz z nią na wymagające szlaki, a przygodę w Żlebie Kulczyńskiego będę pamiętał na zawsze. Winą należałoby obwinić przyrodę, ale po pierwsze w Tatrach lato zaczyna się trochę później niż na nizinach a po drugie to my się mamy dostosować do panujących warunków a nie odwrotnie. I choć w czerwcu nie ma w Tatrach już tyle śniegu co jeszcze w kwietniu, czy w maju to należy się mieć na baczności szczególnie z tego powodu, że w miejsce opadów śniegu pada teraz deszcz i szlaki mogą się stać bardzo śliskie a przez to niebezpieczne. Za to dzięki tej mieszaninie czekają nas niesamowite widoki: szarych skał przykrytych gdzieniegdzie poduszkami śniegu, budząca się do życie przyroda o kolorze soczystej zieleni i jeśli mamy szczęście i jest akurat słonecznie to do tego wszystkiego należy dodać granat nieba i ciemnoniebieskie tafle jezior, których po polskiej stronie mamy więcej niż nasi sąsiedzi Słowacy u siebie. Tym razem opisuję kilkudniowy trekking, gdzie za bazę wypadową wybraliśmy schronisko Murowaniec.
Gra w kapsle, czyli autolustracja dziecka PRL-u
Katarzyna Anna Weiss
Piszę więc i dla urodzonych, i dla stworzonych (zgodnie z wierzeniami kreacjonistów) pod koniec lat sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych, a także dla tego przeciętnego, chudego i trochę zakompleksionego dzieciaka, który nadal we mnie tkwi. Piszę także dla Was, drodzy młodzi przyjaciele, licząc, że gdy poczytacie sobie o tych zamierzchłych czasach, będziecie w stanie pełniej docenić wszystkie atuty życia w demokracji. Nawet takiej, jak „wesoła” i populistyczna IV Rzeczypospolita, budząca liczne skojarzenia z lasem Sherwood z opowieści o Robin Hoodzie. To także nasze wspólne europejskie dziedzictwo, z którego jak widać czerpiemy bez umiaru. Z tym że u nas Robin Hooda dość trudno zidentyfikować, a chciwych szeryfów mamy jakby w nadmiarze, ale jak to się mówi – od przybytku głowa nie boli. Na szczęście paszporty leżą w szufladach, więc kiedy się chce można polecieć odreagować zagranicą. Tam też, co prawda, nie wszędzie jest kolorowo, za to jakby więcej luzu. Psychicznego. Katarzyna Anna Weiss - nadal żywa matka dwójki dzieci, coach, trenerka rozwoju potencjału osobistego, mindfulness oraz komunikacji i świadomości międzykulturowej, pracująca z klientami z różnych kultur i ze szczególnym entuzjazmem wspierająca kobiety ropoczynające działalność godpodarczą. Japonistka z wykształcenia, tłumaczka języka angielskiego, wykładowca akademicki, ostatnio na Uniwersytecie Central Lancashire w Anglii. Ma kota, który się przybłąkał, urodził kocięta i został. Na co dzień entuzjastka zauważania powodów do radości i zmieniania świata zaczynając od siebie.
Gra w szarozielone dla początkujących
Andrzej Janczewski
„Gra w szarozielone dla początkujących” jest literacką mozaiką obrazków z życia nastolatka w latach wczesnego peerelu. Przedstawia osobliwy punkt widzenia na ówczesne zjawiska społeczne opatrując je ironicznym komentarzem, aczkolwiek nie potępia tych czasów totalnie. Ta niekonwencjonalna w formie książka adresowana jest do wszystkich: zarówno do młodego, wchodzącego w życie pokolenia jak i ludzi dojrzałych, z których część niewątpliwie odnajdzie w niej własną młodość. A jej pogodny klimat i delikatna nuta refleksji zjedna sobie każdego czytelnika. RECENZJA szanujmy wspomnienia Przyznaję, że do lektury książki Andrzeja Janczewskiego przystępowałem pełen oporów.* Gdyby nie fakt, że książka została wydana w zagłębiowskim wydawnictwie, skądinąd zaprzyjaźnionym z SOSNartem i zyskującym rosnące znaczenie, kto wie, jakby się to skończyło. Do wszelkich wspomnień autorów – emerytów żywię uzasadnioną i nieskrywaną rezerwę. A Gra w szarozielone dla początkujących jest właśnie książką wspomnieniową warszawskiego inżyniera, co na okładce można wyczytać. Tam też, w słowie od wydawcy – któremu z zasady mało wierzę, bo to przecież reklama – stoi czarno na białym, że „jej pogodny klimat i delikatna nuta refleksji zjedna sobie każdego czytelnika”. Nie będę się wypowiadał za innych. Mnie zjednała. Od pierwszych zdań. Przede wszystkim wspomnienia pisane są językiem prostym, jasnym, dowcipnie, bez nieznośnego patosu i puszenia się, bez stylistycznej ekwilibrystyki, aczkolwiek nie pozbawionym swoistej „literackości”. Widać, że autor opanował warsztat pisarski w stopniu bardzo dobrym, że nie czuje się, ani nadmiernego wysiłku przy ostatecznym ukształtowaniu każdego akapitu, ani lekceważenia czytelnika niechlujstwem słownym i stylistycznym. I jeszcze jedno, bodaj najważniejsze: wspomnienia, jak to wspomnienia, pisane są z pozycji człowieka dojrzałego, dotyczą przecież lat minionych, dziecięcych i młodzieńczych. Jakże wtedy kusi ustawianie się w pozycji „mędrca”, pouczającego zrzędy! Nic z tego! Andrzej Janczewski snadź dostąpił łaski, o którą modlił się św. Tomasz z Akwinu i nie stał się zgryźliwym starcem (szczytowe osiągnięcie szatana) i nie prostuje na siłę ścieżek wszystkim innym. I jeszcze jedno: autor uniknął największego niebezpieczeństwa czyhającego na pamiętnikarzy, mianowicie banału. I chociaż chłopackie przygody przeżywane w Warszawie, w Jastrzębiej Górze, w Zalesiu, czy – jak w przypadku niżej podpisanego – w Zagłębiu, właściwie nie różnią się od siebie i wszystkim nam były dane, to czyta się o nich z przyjemnością i lekkim dreszczykiem. Pozostaje na koniec rzecz bodaj najważniejsza. Książka ma swego adresata, nieujawnionego wprost, ale domyśleć się łatwo. Spróbujmy zachęcić dzisiejszych „nastolatków” do tej książki, stosując jakiś chytry zabieg, aby ominąć przyrodzoną młodym przekorę. Jeśli się uda, to znajdą w niej kawał prawdziwej, zawiesistej historii „Peerelu” sprzed pół i więcej wieku. Nie tej „podręcznikowej”, pisanej na aktualne, polityczne zamówienie, ale tej rzeczywistej, pamiętanej przez miliony rówieśników autora i recenzenta. A jest co wspominać! I wzloty i upadki, zapierające dech radosne uniesienia i koszmary. No i – ma się rozumieć – te najwspanialsze na świecie dziewczyny! Tego życzę autorowi, wydawcy, wszystkim potencjalnym czytelnikom i sobie też. Szanujmy wspomnienia, jak mówił poeta. toko
Monika Sawicka
Mam fabrycznie wbudowane coś o nazwie WAGINA (no wiem, że nie jestem jedyną kobietą na świecie, która ją ma), ale tylko moja WAGINA po rozwinięciu skrótu oznacza: Wykrywacz Autodestrukcyjnych Genialnych Indywidualności Niebezpiecznie Ambitnych. Ergo swój pozna swego. Moją największą zaletą jest absolutny brak wad. I niebywała, rzadko spotykana, skromność. Tak, tak, to skutek autopsychoterapii, najdłuższej w historii, bo trwającej już czterdzieści lat. Poza tym, jestem wizjonerką, bo przewidziałam kłopoty w Służbie Zdrowia (śmieszna nazwa, nieprawdaż, zważywszy na obecną rolę, jaką pełni. Farsa goni farsę, a ministrowie coraz bardziej groteskowi, tylko naród jakby na niedobór poczucia humoru cierpi) i terapeutyzuję się sama, nie bez sukcesów zresztą. Jeśli mnie ktoś nie powstrzyma, bardzo być może wkrótce opracuję jakąś spektakularną metodę leczenia, ogłoszę ją światu, dostanę Nobla i kupię sobie za szwedzką kasę porządnego laptopa. I jak na narcystyczną osobowość przystało może wstrzyknę sobie botoks, kwas hialuronowy. A jak coś zostanie, to może zrobię namiętne usta i kształtne kości policzkowe, liposukcja też rzecz święta. Taka zliftingowana i odessana wyjadę na misję do Afryki (bo przecież Polska to już dla mnie za mało), przekazywać szczęście i miłość, niczym znak pokoju, a jak wrócę, to biorąc pod uwagę poziom mojej wrażliwości (nadwrażliwości), sama zgłoszę się na zamknięte leczenie i bezczelnie, bez umiaru i skrupułów (kompulsywnie, kompulsywnie) będę żyła na koszt państwa, obłąkana, ale szczęśliwa. Monika Sawicka Gra wstępna to zbiór felietonów poruszających trudne sprawy damsko-męskie bez zbędnej pruderii, za to z poczuciem humoru. Książka przeznaczona wyłącznie dla dorosłych czytelników.
Gra Wstępna Lepsza Niż Kiedykolwiek
Aleksander Wielki
W publikacji "Gra wstępna lepsza niż kiedykolwiek” poznasz ogrom pomysłów na to, aby zaskakiwać swoją drugą połówkę unikatowymi momentami podczas miłosnej uczty. Dam Ci nie tylko gotowe przykłady przeróżnych gier wstępnych, ale podpowiem także jak patrzeć na tą aktywność w inny, oryginalny sposób. Unikatowe spojrzenie na grę wstępną doda zupełnie nowych smaków Waszym erotycznym aktywnościom. Dowiesz się na konkretnych przykładach, że gra wstępna może mieć wiele twarzy i bardzo różnorodny charakter. Odkryjesz także, że to co mówi się o grze wstępnej w przestrzeni publicznej, w mediach i w wielu innych miejscach, jest bardzo ubogim spojrzeniem na to, czym tak naprawdę jest gra wstępna. Podpowiem Ci ponad 50 przykładów unikatowych opcji na wystrzałową zabawę, z których większość z pewnością zrobi furorę w Waszej sypialni. Gotowy na kolorowe fajerwerki w życiu erotycznym? To zapraszam. Aleks, autor bloga WirtuozSeksu.PL.