Ogólna
"Miasto-ogród" Żarki. Historia
Dorota Malczewska-Pawelec
Praca przedstawia dzieje powstania położonej w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej miejscowości wypoczynkowej znanej obecnie pod nazwą Żarki Letnisko. Osada należy do bardzo rzadkich w skali kraju przykładów udanej, międzywojennej parcelacji realizowanej pod szyldem „miasta-ogrodu”, porównywalnym z podwarszawską Podkową Leśną. Proces tworzenia się „miasta-ogrodu” Żarki przedstawiono na szerokim tle przemian ideowych, społecznych i gospodarczych czasów II Rzeczypospolitej. W książce została też przybliżona postać Karola Raczyńskiego ze Złotego Potoku, fundatora żareckiego „miasta-ogrodu”, jego żony Stefanii oraz najsławniejszych antenatów wywodzących się z rodów Krasińskich, Branickich i Raczyńskich. Omówiona została także sama idea „miasta-ogrodu”, proces jej ewolucji oraz recepcji na ziemiach polskich.
Wojciech Frazik, Filip Musiał
Zbiór studiów, na który składa się 17 artykułów przybliżających strutkurę, sposoby oraz kierunki działania WUBP/WUdsBP w Krakowie. Praca przybliża aktywność UB w Małopolsce wobec: podziemia politycznego i zbrojnego, jawnej opozycji, ruchu ludowego, chrześcijańskiej demokracji, Kościołów i związków wyznaniowych, środowisk młodzieżowych, świata nauki, oświaty, kultury i administracji, a także gospodarki, czy mniejszości żydowskiej, volksdeutschów i pospolitych przestępców.
Filip Springer
Kupferberg - Miedzianka, niewielkie miasteczko nieopodal Jeleniej Góry, którego nie ma. Tak jak nie ma gospody Ratuszowej, gdzie miejscowe panie, plotkując przy jednym ze stolików, krzywiły się zniesmaczone, gdy ich mężowie śpiewali "Gdybyś miał jeszcze jedną teściową, to...". Nie ma zabaw, podczas których Martin Lachmann grał na saksofonie, a dookoła wirowały roztańczone pary. Nie ma również browaru, papierni, zakładu kamieniarskiego, warsztatów rzemieślniczych. Nie ma pani Trenkler, która szyła koszule, pań Assmann i Alex, które zajmowały się pościelarstwem, pani Brauer, która handlowała masłem i jajkami. Nie ma cmentarza przy drodze do Mniszkowa z widokiem na Rudawy Janowickie, a w okolicy do dziś wspomina się, jak płyty nagrobne wyciągano z ziemi ciągnikami, a psy rozwlekały po całej wiosce ludzkie kości. Filip Springer przez ponad dwa lata szukał odpowiedzi na pytanie, dlaczego miasteczko z siedmiowiekową tradycją zniknęło z powierzchni ziemi. Czy stało się tak na skutek zniszczeń spowodowanych rabunkowym wydobyciem uranu przez Rosjan prowadzonym tutaj w latach 1948-1952? Czy też opowieści o szkodach górniczych zostały wymyślone przez władzę jako pretekst do wyburzenia miasta i ukrycia tajemnicy z przeszłości?
Między nauką a propagandą. Śląski Instytut Naukowy im. Jacka Koraszewskiego w Katowicach (1957-1992)
Maciej Fic
Praca stanowi kompleksowe opracowanie historii Śląskiego Instytutu Naukowego - istniejącej 35 lat instytucji naukowo-badawczej, odwołującej się do przedwojennych tradycji regionalnych, należącej do grupy placówek naukowych, budowanych w okresie realnego socjalizmu pod okiem i "opieką" władz partyjno-państwowych regionu. Instytut stanowił przy tym miernik realizowanej tu polityki naukowej i sposobów postrzegania roli nauki (zwłaszcza humanistyki) przez kierujących PZPR. Ponieważ przez pewien okres ŚIN stał się "modelową" placówką "wychowania w duchu socjalizmu", praca ma także na celu sprawdzenie jak kształtowały się proporcje między prowadzonymi w ŚIN badaniami naukowymi a uprawianą propagandą, w których miejscach możliwe było przenikanie się tych elementów bez wyraźnej szkody dla badań naukowych, gdzie i kiedy zaś ich efekty były ograniczane bądź poddawane nieuprawnionym przekształceniom? Autor szukał także odpowiedzi na pytania o środki zaistniałej transformacji: intencje i działania "nadzorców", sposoby wpływania na Instytut, obszary i skuteczność prowadzonej kontroli etc. W pracy dokonano wydzielenia i charakterystyki etapów funkcjonowania Instytutu, tekst stanowi swoiste studium przypadku (case study), dzięki któremu podjęto próbę określenia zasięgu wpływu władz na prowadzoną działalność naukowo-badawczą w regionach, praktykę tego typu działalności w okresie tzw. Polski Ludowej oraz początków III Rzeczypospolitej. Między innymi dlatego przedstawione w pracy ustalenia warto traktować szerzej - jako opis możliwości i ograniczeń, które jawiły się pracownikom naukowo-badawczym zajmujących się badaniami humanistycznymi i społecznymi w II połowie XX wieku, a także relacji nauka-propaganda w realiach tzw. Polski Ludowej. Można nawet mówić o próbie znalezienia odpowiedzi na pytanie, czy istniał model placówki naukowo-badawczej PRL, a jeśli tak, to na czym on polegał.
Mikołaj z Ryńska, rycerz spod znaku jaszczurki
Lech Łbik
Wąskie grono wymienionych wybrańców losu dopełnia Mikołaj herbu Rogala, pan dużej wioski Ryńsk, położonej w samym sercu krzyżackiej ziemi chełmińskiej, na południowy zachód od Wąbrzeźna. Mąż tyleż tragiczny, co zagadkowy, któremu różni ludzie przyprawili dwojaką, iście Gombrowiczowską gębę nikczemnego łajdaka i żarliwego patrioty. Mimo to ów wierny, wręcz ukochany rycerz wielkiego mistrza Ulryka von Jungingen miał się czym chlubić. Wespół ze swymi krewniakami założył rycerskie Towarzystwo Jaszczurcze, piastował godność chorążego ziemi chełmińskiej i wielokrotnie brał udział w konfliktach zbrojnych z Litwinami, Duńczykami i Polakami. Jego los odmienił się jednak po klęsce pod Grunwaldem, która zapoczątkowała osobisty dramat i ostatecznie doprowadziła go do zguby. Wiosną 1411 roku został w Grudziądzu stracony z rozkazu wielkiego mistrza Henryka von Plauen pod zarzutem tchórzostwa i zdrady. Zamiast chwały pozostała hańba, która jak głosi przytoczona maksyma nie zanika, lecz narasta z upływem czasu. Piętno to ukształtowało późniejsze oceny jego postaci w historiografii niemieckiej oraz w opinii publicznej, wzmacnianej przez przekaz propagandowy. Przykładem takiego ujęcia były mowy wygłaszane podczas odsłonięcia pomnika cesarza Wilhelma I w Grudziądzu w 1910 roku, gdzie Mikołaja przedstawiano wyłącznie jako zdrajcę. Odmienną interpretację zaproponował w XIX wieku historyk Wojciech Kętrzyński, widząc w nim świadomego swego pochodzenia Polaka, działającego w konspiracji na rzecz wyzwolenia ziemi chełmińskiej spod władzy krzyżackiej. Jeszcze dalej poszedł ksiądz Julian Antoni Łukaszkiewicz, który przypisywał Towarzystwu Jaszczurczemu rolę elementu szerokiej, międzynarodowej sieci politycznej, przeciwstawiającej się Krzyżakom. Według tej interpretacji organizacja ta miała wspierać działania Władysława Jagiełły i jego sojuszników, a nawet wpływać na przebieg wydarzeń politycznych epoki. Postać Mikołaja z Ryńska jawi się więc jako wieloznaczna i podlegająca zmiennym interpretacjom między potępieniem a rehabilitacją co czyni ją szczególnie interesującym przypadkiem w badaniach nad historią i pamięcią zbiorową.
Mit blitzkriegu w Polsce. Dlaczego wciąż utrwalamy niemiecką propagandę?
Krzysztof Rozwadowski
Niezwyciężone, nowoczesne niemieckie czołgi. Precyzyjnie uderzające, dobrze zorganizowane lotnictwo. Nowatorska doktryna wojenna, której nie dało się powstrzymać - to wszystko mity. Blitzkrieg w Polsce to legenda, którą wygodnie było powtarzać tak potrzebującym sukcesów Niemcom, jak i szukającym wyjaśnienia porażki Polakom. Rzeczywistość pola walki w 1939 roku wyglądała zupełnie inaczej. Jaką rolę tak naprawdę odegrały niemieckie czołgi i lotnictwo w pierwszej kampanii II wojny światowej? Czy w ogóle można mówić o blitzkriegu w 1939 roku? Czy Polska miała szansę obronić się przed agresorem, gdyby kilka czynników ułożyło się mniej pechowo? Krzysztof Rozwadowski w e-booku "Mit blitzkriegu w Polsce. Dlaczego wciąż utrwalamy niemiecką propagandę?" na bazie najnowszych opracowań z zakresu XX-wiecznej historii wojskowości stawia niewygodne pytania i przytacza zaskakujące fakty. Obala od lat powielane mity, którymi karmią nas telewizja, prasa, a nawet nauczyciele w szkołach. Odkryj prawdę o niemieckiej armii z 1939 roku i o tym, jak rzeczywiście wyglądało jej starcie z Wojskiem Polskim. Sięgnij po książkę, która może zmienić twoje spojrzenie na historię II wojny światowej! Krzysztof Rozwadowski - stały współpracownik redakcji Histmag.org, przedsiębiorca i programista. W wolnych chwilach pasjonat historii wojskowości, zwłaszcza II wojny światowej, którą od lat skrupulatnie poznaje i chętnie popularyzuje.
Mord na Wołyniu. Przemilczane ludobójstwo na Polakach
Marek A. Koprowski
Pełna historia ludobójstwa Polaków dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów. Wśród wielu książek o Wołyniu brakuje takich, które całościowo opisywałyby kontekst i przebieg dokonanej tam bestialskiej rzezi. Niniejsze opracowanie ma tę lukę wypełniać. Autor dowodzi niezbicie, iż zbrodnie dokonane przez Ukraińców były wynikiem oddziaływania ideologii stworzonej przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów. Ukazuje kulisy współpracy OUN z Abwehrą w czasie agresji Niemiec na ZSRR oraz późniejszej, kiedy Niemcy oparli swą władzę właśnie na Ukraińcach, z których sformowali administrację i policję głównych sprawców holocaustu na Wołyniu. Przedstawia ośrodki polskiej samoobrony ostatnie przyczółki nadziei i ocalenia dla mieszkańców mordowanych wsi i miasteczek. Opisuje złożoność sytuacji Polaków, którzy broniąc się przed Ukraińcami, musieli balansować między Niemcami a silnymi zgrupowaniami partyzantki sowieckiej. Jej dowódcy nie ukrywali, że dla nich Wołyń stanowi część Związku Radzieckiego. Jakakolwiek współpraca mogła mieć więc jedynie charakter czasowy. Ogrom ukraińskich zbrodni ukazany został w świetle zachowanych, nierzadko unikatowych, dokumentów, pamiętników, relacji i świadectw uczestników tamtych wypadków. Nie tylko polskich, ale także ukraińskich i rosyjskich. Obfitość zebranych materiałów pozwala wyrobić samodzielne spojrzenie na przebieg zdarzeń, które rozegrały się na Wołyniu w czasie II wojny światowej. Marek Koprowski jest jednym z najciekawszych polskich popularyzatorów historii. Do Rzeczy
Na Moskwę. Polacy na Kremlu w XVII wieku
Sławomir Leśniewski
Brawurowa opowieść o czasach, kiedy to nas bali się na Kremlu. Po śmierci cara Iwana Groźnego wschodnie imperium spowił chaos i nastąpił czas wielkiej smuty. Raz po raz na rubieżach kontynentu odnajdywali się samozwańczy potomkowie cara, a państwo moskiewskie stało się widownią krwawych zamachów, skrytobójczych mordów, potwornego głodu, chłopskich buntów i najazdów obcych armii. Ze wszystkich klęsk najgorsi zaś byli Polacy Będąca u szczytu potęgi Rzeczpospolita w słabości sąsiada zwietrzyła historyczną szansę. Wykorzystując cudownie ocalonych synów Groźnego jako polityczny pretekst, wojska polsko-litewskie wkroczyły na teren moskiewskiego imperium, zatrzymując się dopiero w Moskwie. Od heroicznego oblężenia Smoleńska i sławetnej bitwy pod Kłuszynem, przez koronację Polki na carycę Rusi i tryumfalny wjazd na Kreml w 1610 roku, po straszliwy koniec polskiej załogi dwa lata później w swojej dziesiątej książce opublikowanej przez Wydawnictwo Literackie Sławomir Leśniewski opowiada o tym, jak za panowania Zygmunta III Wazy na terytorium naszych sąsiadów rozegrał się scenariusz rodem z Gry o tron. Z Polakami i Litwinami w roli głównej. Zbrojna interwencja Polaków spowodowała, że zamiast zbliżenia przez krótką chwilę rozpatrywano nawet projekt unii polsko-moskiewskiej Polska i Rosja wkroczyły na drogę trwających kilka stuleci wojen. Upokarzające oddanie Kremla wyjątkowo mocno utkwiło w pamięci Rosjan, a rocznicę wypędzenia z niego Polaków w 1612 roku upamiętnia obchodzony 4 listopada Dzień Jedności Narodowej, jedno z rosyjskich świąt państwowych. Skoro Rosja pamięta o tamtych wydarzeniach, my też powinniśmy.