Видавець: 8
W poszukiwaniu socjologicznej teorii rozwoju miast
Mateusz Błaszczyk
W jaki sposób globalizacja zmieniła trajektorie rozwoju miast? Na czym polega współczesna konkurencja na światowym rynku miejsc? Jak w dobie postfordyzmu kształtują się relacje między gospodarką, polityką i mieszkańcami miast? Dlaczego kwestie kultury, lokalnej tożsamości czy konsumpcji stają się centralnymi zagadnieniami miejskich polityk? ? Czy ,,kreatywność" rzeczywiście jest kluczem do sukcesu i prosperity miasta? ? A w końcu: kto dziś posiada "prawo do miasta"? Między innymi odpowiedzi na te pytania poszukuje autor w niniejszej książce. Mateusz Błaszczyk - socjolog, adiunkt w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Jako stypendysta Fundacji Batorego studiował statystykę stosowaną na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie. Swoje zainteresowania naukowe ogniskuje w obszarach studiów regionalnych i miejskich, polityki społecznej oraz przemian ładu instytucjonalnego we współczesnym społeczeństwie polskim. Brał udział w wielu projektach badawczych i rozwojowych, głównie dotyczących Wrocławia i Dolnego Śląska. Pracując przez 9 lat w administracji samorządowej, działalność akademicką łączył z praktyką kreowania polityki rozwoju lokalnego i regionalnego oraz marketingu terytorialnego.
Kinga Suchecka
Nie marudź, tylko żyj! W tej książce nie znajdziesz idealnych, wymuskanych, seksownych bohaterek, których jedynym zmartwieniem jest nadmiar adoratorów. Poznasz za to historię zupełnie przeciętnej kobiety, mającej kilka marzeń: żyć odrobinę lepiej, ważyć kilka kilogramów mniej, uśmiechać się trochę częściej. 24-letnia Anka wie, że najbardziej dogodny moment na zmiany właśnie nadszedł. Wraz z Nowym Rokiem chce wdrożyć w życie postanowienia, które pomogą jej zawalczyć o nową, lepszą wersję siebie. Ale zanim to zrobi, opróżni jeszcze jedną lampkę wina... W poszukiwaniu szczęścia" to szczera do bólu, zabawna, a jednocześnie mądra opowieść o codziennym zmaganiu z własnymi słabościami, pragnieniu niezależności i szukaniu recepty na życie wolne od... specjalistów od fitnessu, zdrowego odżywiania i pozytywnego myślenia.
W poszukiwaniu światła. Opowieść o Marii Skłodowskiej-Curie
Anna Czerwińska-Rydel
Maria Skłodowska-Curie była fascynującą osobą. Wielu uważało, ze jest zbyt poważna a ona była po prostu refleksyjna i bardzo skupiona początkowo na nauce, potem na pracy naukowej. W jej czasach w Polsce kobiety nie mogły studiować na uniwersytecie, więc sama zarobiła na studia i wyjechała do Paryża, uczyć się na Sorbonie. Nie dbała o stroje (do ślubu poszła w granatowej, bardzo praktycznej sukience), obiady dla męża gotowała na laboratoryjnym palniku, a wkrótce po otrzymaniu Nagrody Nobla zaczęła jeździć z córką na front I wojny światowej, robiąc zdjęcia rentgenowskie rannym żołnierzom tym samym wykorzystując swoje odkrycie w praktyce. Zawsze miała swoje zdanie i wiele niekonwencjonalnych pomysłów. Była dociekliwa i pracowita. Oryginalna, nietuzinkowa. Poznajcie jej niezwykłe życie!
W poszukiwaniu teorii znaczenia. Próby eksplikacji pojęcia znaczenia w filozofii XX wieku
Paweł Grabarczyk
Jak słowa łączą się ze światem? Skąd wiemy, że rozumiemy je w podobny sposób? W jaki sposób odróżnić od siebie spór rzeczowy i spór czysto słowny? Wielu badaczy uznało odpowiedź na te (i pokrewne) pytania za najważniejsze zadanie, z którym powinna się uporać filozofia XX wieku. Niestety, poszukiwanie teorii znaczenia słów nie okazało się zadaniem łatwym i, mimo początkowego entuzjazmu, zawiodło niektórych filozofów w rejony skrajnego sceptycyzmu.
W poszukiwaniu utraconego czasu. Sodoma i Gomora
Marcel Proust
Na dziedzińcu stał sobie kwiatek i czekał na trzmiela, który by go zapylił. To się nie mogło wydarzyć, a jednak się wydarzyło. Potem jest już tylko ciekawiej. Proustowski bohater marzy o tym, aby przedstawiono go księciu de Guermantes, a zarazem lęka się, że głośno wypowiedzą jego imię. Swann jest już bardzo chory, więc ustępuje miejsca baronowi de Charlus. To brat diuka de Guermantes gra tu bowiem pierwsze skrzypce, chociaż potrzebuje do tego prawdziwego skrzypka. Bohater po raz drugi odwiedza Balbec, dogłębnie poznając hotelowy personel, a przede wszystkim klan Verdurinów. Spędza coraz więcej czasu z Albertyną, lecz pośród wahań serca powraca też myślami i we śnie do śmierci babki. Podróże po okolicy okraszone są etymologicznymi tyradami profesora Brichota, które sprawiają, że magia imion nabiera nowego znaczenia. A, i jeszcze miłość także cielesna okazuje się nie tak oczywista, jak to się zdawało. I w ogóle wszyscy są tu jakby sobą i zarazem swoją odwrotnością. Świat jest w ciągłym ruchu, niczym lokalna kolejka obwożąca pasażerów po normandzkich plażach. To świat Sodomy i Gomory najbardziej powieściowego, przygodowego tomu Proustowskiego cyklu W poszukiwaniu utraconego czasu. To także tom najbardziej chyba autonomiczny, pozwalający choć wbrew woli autora na lekturę w oderwaniu od pozostałych części. Teraz w nowym przekładzie Tomasza Swobody.
W poszukiwaniu utraconego czasu. Strona Guermantów
Marcel Proust
Tłumaczyć język Prousta znaczy zachować zdania w kształcie, w jakim zostały zamknięte, aby ich bukiet nie zwietrzał. Te konstrukcje przywodzą na myśl impresjonistyczne obrazy i działają w równie zaskakujący sposób. Kiedy w Muzeum dOrsay spojrzymy z bliska na Huśtawkę Augustea Renoira, ujrzymy tylko grę barwnych plam. Szybkie uderzenia pędzla, który zdaje się mieszać farby bezpośrednio na płótnie, zamiast na palecie żadnych konturów, tylko sąsiadujące z sobą odcienie kobaltu, błękitu pruskiego, żółci, szmaragdowej i oliwkowej zieleni. Patrząc z bliska, podziwiamy dzieło sztuki bezkształtnej, art informel. Dopiero z dystansu widać, że niebieskawe fiolety z lewej to pień drzewa, a zgaszone zielenie i żółcie to cienie na białej kobiecej sukni z kokardami, które malarz zaznaczył niedbale rozbieloną ultramaryną. Podobnie zdania Prousta sprawiają, podczas pierwszego czytania, wrażenie abstrakcyjnych konstrukcji. Urzekają oryginalną muzyką, ale ich sens nam umyka i staje się z wolna jaśniejszy przy ponownej lekturze. To naturalne i z całą pewnością celowe zdania autora cyklu W poszukiwaniu utraconego czasu są do wielokrotnego czytania. W jednym z esejów zbioru Przeciwko Sainte-Beuveowi Marcel Proust zaznacza: Piękne książki są napisane jak gdyby w obcym języku. Jacek Giszczak
W poszukiwaniu utraconego czasu (Tom 6). Albertyna odeszła
Marcel Proust
Główną oznaką tego, że Proust nie zdążył dokończyć pracy nad szóstym tomem, jest po prostu nieobecność finału. Gdy spodziewamy się zapowiedzianego parę stron wcześniej wyjazdu narratora w okolicę, w której w pierwszym tomie zaczynała się cała historia, opowieść urywa się nagle w przypadkowym miejscu. W rękopisach Prousta odnaleziono fragment z opowieścią o tym wyjeździe, został więc wklejony jako zakończenie. Ale i w nim brakuje ostatecznej puenty. Jak autor chciał to zakończyć, nigdy się nie dowiemy z tą myślą mieliśmy pozostać. Z posłowia Magdaleny Tulli
W poszukiwaniu utraconego czasu. Uwięziona
Marcel Proust
Nagroda Literatury na Świecie 2024 w kategorii Przekład oraz Nominacja do Nagrody im. Boya-Żeleńskiego 2025 Czytelnicy zaznajomieni z poprzednim tomem cyklu W poszukiwaniu utraconego czasu, czyli z Sodomą i Gomorą, z pewnością dziwili się nierównowadze między obiema stronami: zajmujący całą (choć krótką) pierwszą część tomu esej o Sodomie przelewa się na część drugą, pozostawiając Gomorze stosunkowo niewiele miejsca. Jej czas bowiem nadchodzi dopiero teraz. Tytuł Uwięziona pojawia się zresztą w Proustowskich zapiskach naprzemiennie z innym: Sodoma i Gomora III (obejmującym skądinąd również kolejny tom). W owych zapiskach znajdziemy też planowane tytuły trzech rozdziałów Uwięzionej, będące jej zwięzłym i trafnym streszczeniem: Wspólne życie z Albertyną, Verdurinowie poróżnieni z panem de Charlusem i jeszcze jeden, którego tu nie podamy, żeby nie psuć przyjemności z lektury. Powiemy za to, że to właśnie w Uwięzionej bohater doznaje artystycznego objawienia, słuchając septetu Vinteuila, to tutaj rozprawia o sukniach od Fortunyego, o Wenecji i Dostojewskim, i to tutaj pojawia się imię Marcel. Przede wszystkim jednak patrzy na śpiącą Albertynę, więzi ją, a tym samym samego siebie, i oddaje się swojej największej pasji: zazdrości. Tekst niniejszego tomu opiera się na nowej edycji powieści, uwzględniającej Proustowskie poprawki i potknięcia usuwane przez pierwszych wydawców. Podajemy go, oczywiście, w nowym przekładzie.